Dodaj do ulubionych

pieniądze a dziecko...

12.07.05, 21:23
Witajcie!
Jestem bezrobotną studentką.Mój partner zarabia 1400 zł, mamy mieszkanie.
Bardzo się kochamy i pragnelibyśmy mieć dziecko, ale... no właśnie KASA!!!
Chciałabym,żeby dzidzuś miał wszystko i żeby nie było awantur o kasę (...)
Na rynku pracy marazm ( nie mam "pleców"), zresztą pracodawcy nie przepadają
za młodymi mamami (myślę o ewentualnym powrocie do pracy).
Poczekać (ile..?) czy spełnić nasze wielkie marzenie?
Dziękuję za odpowiedzi i pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • dr_tusia Re: pieniądze a dziecko... 12.07.05, 21:28
      Poczekac... Przeciez potem moze byc tak trudno... Nawet zdrowe dzieciatko to
      skarbonka, a gdyby nie daj Boze zachorowalo- itp- takie sytaucje wymagaja
      zaplecza finansowego... Skonczysz studia, znajdziesz prace- i kolejny
      oczekiwany czlowiek pojawi sie na swiecie:)) Co Ty na to?
    • moboj Re: pieniądze a dziecko... 12.07.05, 21:33
      za 1400 na pewno się nie utrzymacie.
      a pracę bez pleców można zupełnie spokojnie znaleźć.
      • metnia Re: pieniądze a dziecko... 13.07.05, 00:02
        :) Tak, wlaśnie próbuje... studentka, z jezykiem, doswiadczeniem, pracą na wolontariatach... na kelnerke za wysoko a do firmy za malo. ehhh
      • annalalik Re: pieniądze a dziecko... 13.07.05, 08:11
        Znam ludzi ktorzy utzymuja siebie i dziecko za 700 zł i dają sobie świetnie
        radę. Kwestia gospodarności.
        • burza4 Re: pieniądze a dziecko... 13.07.05, 11:06
          annalalik napisała:

          > Znam ludzi ktorzy utzymuja siebie i dziecko za 700 zł i dają sobie świetnie
          > radę. Kwestia gospodarności.

          bardzo proszę o rozwinięcie tematu - jak można sobie "świetnie radzić" za 700
          zł na rodzinę - skoro czynsz wynosi średnio jakieś 300 zł, rachunek za swiatło -
          ok. 100 zl, tyle samo za telefon, dojazdy do pracy - to średnio 50 zł, a taka
          np. wyprawka do szkoły to wydatek ok. 500 zł (z tego 350 to niezbędne
          podręczniki). No chyba, że hodują własne kury, krowy, sami robią masło i jako
          wegetarianie żywią się wyłącznie warzywami ze swojego ogródka. Nie można sobie
          dać świetnie rady mając 700 zł na rodzinę. Taka kwota oznacza życie poniżej
          MINIMUM BIOLOGICZNEGO.

          To nie jest kwestia gospodarności - tylko cudu gospodarczego - po prostu Polska
          jest o tyle kuriozalnym krajem, że bardzo dużo ludzi wydaje więcej niż
          formalnie zarabia. Jak? ano babcia odpali coś z emeryturki, coś się tam dorobi
          na lewo, coś się tam wyciągnie z MOPS-u w formie zasiłków i zapomóg, załatwi
          się darmowe obiady, ciotka da kasę na ubrania... a potem się mówi, że się
          zarabia 700 zl, bo tych wszystkich ekstrasów się po porostu nie wlicza.
          • oxygen100 Re: pieniądze a dziecko... 13.07.05, 13:11
            burza no co Ty!!! Nie wiesz ze niektorzy fakirzy potrafia odzywiac sie energia
            kosmiczna?? taka asymilacja z eteru:)) I nie trzeba tracic niepotrzebnie
            energii na trawienie. Ty wiesz jaka to oszczednosc:))Tylko kwestia
            gospodarnosci i pomyslowosci:))
        • moboj Re: pieniądze a dziecko... 13.07.05, 11:09
          jakoś w to wątpię. no chyba że unikają płacenia za mieszkanie, telefon a w
          sklepie kupują produkty marki lider szajs.
    • erna7 Re: pieniądze a dziecko... 12.07.05, 21:37
      czytam i czytam...Smutno mi, choć macie rację...
    • simonkapl Re: pieniądze a dziecko... 12.07.05, 21:55
      A ja sadze ze spokojnie sie utrzymacie.Chyba ze jestescie strasznymi
      wydawaczami.Moi znajomi, ktorzy maja dzieci, nawet tyle nie zarabiaja i jest ok.
      • erna7 Re: pieniądze a dziecko... 12.07.05, 22:02
        Nie szalejemy w sklepach.Liczymy się z pieniędzmi, wydajemy rozsądnie.
        Poza tym chcialibyśmy mieć jedno dziecko, a nie zaraz przedszkole.
        Mimo to, nadal mam wątpliwości.
        • amwaw Re: pieniądze a dziecko... 12.07.05, 22:16
          Poczekać- dziecko kosztuje i to niemało. Utrzymać się może jakoś utrzymacie-
          tylko po co tak za wszelką cenę? A co jeżeli chłopak straci pracę? Sytuacja w
          której trzeba prosić rodziców o pieniądzę na utrzymanie dziecka musi być bardzo
          hmmm.... niekomfortowa.
          Spokojnie- dziecko to odpowiedzialność na całe życie-zadążycie się jeszcze
          nazaciskać pasa.
          Pozdrawiam
          • martabg Re: pieniądze a dziecko... 12.07.05, 22:27
            Chłopak straci pracę... Owszem, jest taka możliwość, ale także za pare lat,
            kiedy będzie myślało się, ze to własnie najlepszy moment...
            Poza tym 1400zł to całkiem sporo, nie zapominajmy, że ciąża trwa 9 miesięcy, tu
            też można coś oszczędzić na te większe wydatki.

            Jak się dziecka chce, i nie ma poważnych przeciwskazań, to... mimo strachu
            można się zdecydować.
            • amwaw Re: pieniądze a dziecko... 12.07.05, 22:54
              Przez te 9 miesięcy zbierasz na wyprawke a nie na życie dziecka:)
              Ciąża poza tym to też wydatek - ciężko zapisać się do gina na prowadzenie
              ciąży, lekarze na ubezpieczalnie niechętnie dają skierowania na badania-
              płacisz więc za nie sama, badanie na tokso i cyto- odplatne( kazda klasa
              przeciwcial od 30 do 50 zl czyli w sumie 4* 30-50), nfz refunduje tylko 3 usg-
              rzadko kiedy potrzebne jest 3- zazwyczaj więcej- tj na samym początku
              (potwierdzenie ciąży+ serca), 10-14, 18-22, 30, 38tc- usg odpłatne ciąży ok 70
              zł, witaminy-ok 33 zł opak, luteina- 30 zł opak, magnez, żelazo( przy anemii).
              To lekko licząc ciąża.
              Wyprawka dla dziecka( ta na którą zbierasz przez 9 mieś):
              wózek, łóżeczko, materacyk, pościel,prześcieradło, ceratki,ręczniki, laktator
              (opcjonalne), butelki, smoczki,mleko modyfikowane( opcjonalne- zależy od tego
              czy się karmi piersią czy nie i czy nie trzeba dokarmiać) ubranka, pieluchy
              tetrowe, kocyki, kombinezon, fotelik samochodowy( opcja dla zmotoryzowanych),
              kosmetyki, wanienka...
              To tak licząc- wyprawka.
              Po urodzeniu -PIELUCHY, PIELUCHY, PIELUCHY i in
              1400zł to nie jest sporo na 3 osoby- można sobie poradzić przy b oszczędnym
              trybie życia, ewentualnej pomocy rodziców( przy dziecku, żeby nie było niani
              jak się wróci do pracy), znajomch( którzy mają dzieci-wózek "z odzysku",
              łóżeczko, ubranka), ale -może być ciężko.
              Jeżeli chcesz uzmysłowić sobie ile kosztuje dziecko w zależności od trybu
              życia, ile kosztują rzeczy dla dziecka- wejdź w wyszukiwarke na "ciąży i
              porodzie"- wbrew pozorom to naprawde kosztuje
              Pozdr
              • martabg Czy znajdziemy złoty środek? 12.07.05, 23:01
                Hmmm... Ja to wszystko rozumiem.
                I obawiam się, że nie da rady pogodzić zwolenniczek przekładania dziecka na
                później (Jak już na koncie będzie odpowiednia kwota) z tymi, co uważają że w
                posiadaniu dziecka nie kasa jest najważniejsza.
                Bo i to ważne, i to.
                Należy tylko potrafić stwierdzić, kiedy dla każdego indywidualnie jest TEN
                MOMENT, w którym spokojnie i bez nerwów podejmą decyzję na dziecko. Jednym
                wystaczy te 1400zł, innym i razy dziecięć będzie mało.
                Bo kiedy sytuacja czegoś od nas wymaga, dajemy sobie radę.
                I tak będzie zawsze:)
                Jesteśmy przecież kobietami.
                • amwaw Re: Czy znajdziemy złoty środek? 12.07.05, 23:19

                  Chyba nie rozumiesz-to jest kwestia zapewnienia dziecku wszystkiego co trzeba,
                  a nie roli pieniędzy w wyhowaniu dziecka.
                  Możesz nie mieć pieniędzy na dobrą diagnostykę w ciąży( nawet nie wiesz ile
                  jest pomyłek w tej kwestii) i liczyć na naturę-jak tylko się chce.
                  Oczywiście może też dziecko latać po domu w starych ciuchach, mama może
                  siedzieć w domu( bo taniej) albo oddać dziecko po 3mieś do żłobka( bo znowuż
                  nie stać jej na siedzenie w domu),możesz każdy pajacyk dla dziecka przeliczać
                  na ilość bułek i albo coś sobie kupisz albo dziecku( czywiście kupujesz
                  dziecku, bo jak dobrze wiesz np z rozmiaru 56 dziecko wyrasta błyskawicznie- po
                  3 tyg np, z 62- 3 mieś i cały komplet ubrań za każdym razem kupujesz od nowa)
                  albo dla siebie. Możesz liczyć na dobre zdrowie dziecka i na to, że nie będzie
                  trzeba wykupywać mu drogich lekarstw.
                  Naturalnie- niektórzy moga lub muszą i tak sobie radzą, ale nie widze powodu
                  dla którego należy przyjąć coś takiego za sytuację w której należy dawać sobie
                  radę- zdecydowanie lepiej- mając do wyboru normalne prowadzenie ciąży,
                  wystarczającą ilość pieniędzy na dziecko, a "dawanie sobie rady"- wybrać ta
                  drugą opcję-jeżeli ten wybór jest. Pierwsza opcja jest dla hardcorowców- ja do
                  nich nie należę. Nawet jako kobieta;) Na pytanie co radzę-radzę poczekać.
                  Spodziewam się dziecka i jestem w temacie, szczególnie jeżeli chodzi o finanse.
                  Pozdrawiam
                  • martabg Re: Czy znajdziemy złoty środek? 12.07.05, 23:25
                    Rozumiem, nawet nie wiesz, jak bardzo rozumiem.
                    Chodziło mi jednak o to, że skąd kobiety wiedzą, ze tyle kasy to im już zapewni
                    wszystko dla dziecka a tyle jeszcze nie?...
                    Nie mówię o ekstremalnych sytuacjach, gdzie cała rodzina zyje z zasiłku itp.
                    Ale przeciez dla maleństwa można tyle rzeczy znaleźć, że i pare tysiaków
                    miesięcznie będzie mało...

                    Oczywiście, ze każdy ma wybór i wolną wolę. I fajnie, jak można na wiele sobie
                    pozwolić. Ale nazywanie kobiet, które chcą mieć dziecko a nie mają wielkiej
                    kasy hardcorowcami jest chyba krzywdzące.
                    • amwaw Re: Czy znajdziemy złoty środek? 12.07.05, 23:32
                      Hardcorowcami nazwałam kobiety które mając wybór decydują się na taką sytuację,
                      a nie inną, a nie te które nie mają pieniędzy- doczytaj. I nie jest to
                      krzywdzące stwierdzenie.
                      Pozdr
    • martabg Re: pieniądze a dziecko... 12.07.05, 22:28
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12264&w=24797501&a=24797501 to akurat
      moje lęki i obawy. Ale zdecydowaliśmy się już, zaczynamy starania w zimie:)
      Mam 23 lata:)
    • moboj Re: pieniądze a dziecko... 12.07.05, 22:36
      poza tym dziewczyna pisze, że jest studentką, a same studia to wydatek, nawet
      jak się ma uczelnię po drugiej stronie jezdni. kosztują podręczniki, zeszyty,
      ksero itp. stawiałabym przede wszystkim na edukację. jeszcze zdążycie mieć to
      dziecko.
      i nadal wątpię, czy dwie osoby + dziecko da się utrzymać za 1400.
      • erna7 Re: pieniądze a dziecko... 12.07.05, 23:31
        za moje studia płacą rodzice (studiuję zaocznie).Zobowiązali się na nie łożyć
        do magisterki :)
    • erna7 Re: pieniądze a dziecko... 12.07.05, 22:39
      jeśli chodzi o pracę-to nie ma raczej obaw.Partner jest o 11 lat starszy i ma
      16 letni staż pracy :)
      martabg gdybym zaszła w tym roku w ciążę urodziałabym w wieku 23 lat :)
      Poza tym w kwestii zaplecza finansowego-mam "posag"...
      • martabg Re: pieniądze a dziecko... 12.07.05, 22:43
        Więc kasa to nie jest aż tak wielki problem, czyż nie?
        Myślę, że jeśli świadomie podejmiecie decyzję o tym, że chcecie miec dziecko,
        to wszelkie problemy będą maleć, bo przeciez dla kochających się ludzi nie ma
        rzeczy nie do przejścia:)

        Och, i nie krzyczcie na mnie, ze jestem idealistką, ja po prostu wierzę w to,
        co piszę:)
        • moboj Re: pieniądze a dziecko... 13.07.05, 08:51
          szkoda, że potem dużo takich idealistek stoi w kolejkach po zasiłki. no ale co
          kto lubi.
          popieram amwaw - gdybym się jednak zdecydowała kiedyś na dziecko to nie
          wyobrażam sobie braku kasy na najlepszą diagnostykę, do gina od zawsze chodzę
          prywatnie (teraz we wrocku do - IMHO - najlepszej kliniki) i nie zamierzam tego
          zmieniać po to, żeby zebrać MOIM kosztem na wyprawkę. cała wyprawka to też jest
          baaaardzo duży wypadek (akurat w tym się orientuję jako ciotka dwóch
          dziewczyn), a dziecko błyskawicznie ze wszystkiego wyrasta. ubrania zmienia się
          co dwa - trzy miesiące, pieluchy kosztują sporo (używania jednorazówek sobie
          nie wyobrażam, życie trzeba sobie ułatwiać, a nie utrudniać).
          no i to, o czym pisała amwaw - na upartego może być i to 1400, tylko co to za
          przyjemność odliczać każdą złotówkę, przeliczac oliwkę na bułki. ja tak nie
          potrafię. mam zdrowe podejście do życia i uważam, że fajna mama to zadowolona
          ze swojego życia mama, a nie cierpiętnica odliczająca każdą złotówkę do
          pierwszego i z bolesną miną przechodząca obok fajnego sklepu z ciuchami dla
          siebie. zycie ma się jedno i trzeba mieć z niego także coś dla siebie.
          aha, żeby nie było: wcale nie musiałabym mieć na życie 1400 razy 10.
          mnie teraz pewnie nazwiecie egositką, już tu kiedyś taka święta matka polka
          zrobiła, ale nie przeszkadza mi to: trochę zdrowego egoizmu jeszcze nikomu w
          życiu nie zaszkodziło.
          • martabg To w takim razie ile kasy potrzeba? 13.07.05, 09:28
            Nie chcę nazywać nikogo egoistą, bo przecież w takim myśleniu nie chodzi tylko
            o siebie, ale także o dziecko.

            Ale chciałabym uzyskać odpowiedź na pytanie, i to całkiem poważnie: ile
            pieniędzy wg was, cioć i matek oczywiście, powinna dysponowac miesięcznie
            rodzina złożona z rodziców i małego bąbla,mieszkająca w dużym mieście by
            zarówno w czasie ciąży jak i po urodzeniu mogła czuć się komfortowo?
            Pytam, bo widzę, że 1400zł mało, gdzieś wyczytałam, że 2000zł mało... Więc ile
            jest wystarczająco? (Tu nie ma żadnej złośliwości, pytam szczerze, bo nie wiem)

            A co do tego, że takie optymistki jak ja będą stały po zasiłek... Proszę, nie
            oceniaj mnie źle tylko po tym, że wierzę w pomyślność losu, po pierwsze takim
            ludziom chyba żyje się łatwiej, a po drugie, znając złośliwości Fortuny
            zabezpieczam się też na innych frontach:)
            • mkolaczynska Re: To w takim razie ile kasy potrzeba? 13.07.05, 11:13
              To ja ci odpowiem na to pytanie bo troche się podczas tej dyskusji wkurzyłam.
              Pytanie zasadnicze brzmi.:
              wracasz do pracy czy nie?
              jesli wracasz to:
              kto zajmie się dzieckiem: babcia nieodpłatnie czy niania : jeśli nianai licz
              750-1200zł najmniej(róznica w zalezności od miejsca zamiesdzkania, ja płace coś
              koło
              750zł troszke zalezy od miesiąca, bo jak masz jakieś wolne w miesiącu to możesz
              odliczyć te 35zł dziennie)
              nie wracasz nie licz opiekunki.
              po 6 miesiącu-jedzonka ok
              300zł miesięcznie(najprostrzy słoiczek z mięskiem ok 2,5 zł-musisz dziennie
              podać ok 2, deserek ok 2zł, mleko 7zł najtaniej starcza na ok 1 tydzień czyli 1
              zł dziennie kaszka 3 zł 0,50 dziennie, soczek wypija 1, 2 dziennie-czasem można
              podać wode 1,5zł szt najtaniej, dzienna racja żywnościowa dla malucha to 10 zł
              w ciągu dnia)Jak nie pracujesz możesz oczywiście latać za zdrową żywnością i
              gotować, jak pracujesz niestety nie będzie kiedy.
              150-200 pieluchy od poczatku pampers(tetra wbrew pozorom nie jest tańsza bo
              musisz wliczyć do kazdej prosze wode prąd wychodzi przy energoi wodooszczędnej
              pralce ok 30gr na pieluche musisz też liczyć przesikane ubranka kocykim itd.
              słowem pranie co 3 dni najmniej, pampersy zaleznie od rozmiarówki 45-60 gr, a
              czasem są dodatkowe promocje)
              Dodaj jeszce jakieś
              50 zł na srodki czystości(60 wyjdzie ci razem z proszkiem dla niemowląt
              kupujesz raz na 1/2 roku 7 kg starczy, możesz oczywiscie używać i dosi pod
              warunkiem że nie będzie wysypki)Wyliczenie jest oczywiście dla dziecka bez
              problemów ze skórą inaczej pomnóż tę sume x3
              a gdzie są zabawki w wyliczeniu?? Zabrakło? licz jakieś 30 zł co miesiąc nawet
              jeśli kupujesz co 2-3 miesiące ale coś porządniejszego(oczywiście można dać
              zakrętki od wekó-to jest oszczędność)

              Czy moje wyliczenie cię zadowala? Wiesz ile wydaje i potrzebuje pieniędzy na
              dziecko? Możesz sama zadecydować z czego powinnaś zrezygnować, albo z czego
              powinna zrezygnować rodzina utrzymująca się za 1400zł.
    • amelia791 Re: pieniądze a dziecko... 12.07.05, 22:49
      My też żyjemy za takie pieniądze, zdecydowaliśmy się świadomie na dziecko,
      teraz jesteśmy bardzo szczęśliwi, mamy wspaniałego synka, chociaż przyznaję, że
      cały czas muszę liczyć każdą wydawaną złotówkę, ale nie jest tragicznie.
      Decyzja należy do Ciebie, my z mężem podjeliśmy taką decyzję, gdyż bardzo
      chcieliśmy mieć dziecko, zresztą być może niedługo pójdę do pracy i sytuacja
      finansowa się poprawi. Pamietaj że nigdy nie ma idealnego momentu na dziecko.
      Życzę dobrej decyzji :-)
      • mili2005 Re: pieniądze a dziecko... 13.07.05, 10:13
        Jedni mówią że wystarcza im 1400 zł, mówią też że jeszcze inni żyją za 700 zł -
        niekiedy po prostu nie mają wyboru, pojawia się dziecko i muszą się z tych 700
        zł utrzymać, a skoro im się udaje to uważają że każdemu się uda. Otórz niestety
        nie, bo każdy z nas został inaczej wychowany, ma inne podejście do życia, na co
        innego zwykł wydawać pieniądze. Np. w mojej rodzinie mimo że nie jesteśmy
        b.zamożni rodzice kupują rzeczy dobrej jakości, sprawdzone, smaczne, firm które
        mają renomę (mówię głównie o jedzeniu), natomiast w rodzinie mojego M kupuje
        się rzeczy typu najtańszy produkt. Po ślubie nie wyobrażam sobie kupować
        wodnistego soku bo był najtańszy (ale też nie z tych najdroższych - nie
        zrozumcie mnie źle)!! Owszem umiem oszczędzać, ale na razie nie muszę,
        natomiast mój M całe życie musiał kupować sobie wszystko sam i na wszystko
        oszczędzał. Myślę więc że umiejętność przeżycia za 700 zł, czy nawet 1400
        zależy od naszego charakteru i wychowania. Ja prawdę mówiąc nie wiem czy
        udałoby mi się przeżyć - same opłaty (czynsz, woda, spłata kredytu, gaz,
        utrzymanie auta, telefon,internet itp) wyniosą nas +/- 1000 zł miesięcznie,
        więc te 400 ledwo starczyłoby na jedzenie dla nas :/
        Co do dziecka, to jego utrzymanie (średnio) kosztuje ok 500 zł miesięcznie -
        zrobiłam małą sondę wśród znajomych. Bardzo chciałabym mieć swoją dzidzię, ale
        niestety, jakby nie liczyć i nie oszczędzać to nie wykombinujemy nawet 300 zł
        miesięcznie na dziecko - przykre ale prawdziwe.
    • simonkapl Re: pieniądze a dziecko... 13.07.05, 10:17
      Powiem Ci jedno: jak juz dziecko jest na swiecie , to sie wychowa i da sie
      rade, tym bardziej ze 1400 zl to suma o jakiej marzy wiekszosc Polakow.Natomist
      takie pzrekladanie w nieskonczonosc, bo moze bedzie lepiej, bo moze "bogaciej"
      czasem po prostu msci sie na czlowieku, i potem sa problemy z zajscieù w
      ciaze.I wtedy sobie mwoisz: kurcze trzeba bylo wtedy...
      • burza4 Re: pieniądze a dziecko... 13.07.05, 10:47
        simonkapl napisała:

        > Powiem Ci jedno: jak juz dziecko jest na swiecie , to sie wychowa i da sie
        > rade, tym bardziej ze 1400 zl to suma o jakiej marzy wiekszosc Polakow.

        Mów za siebie:) większość Polaków marzy o GODZIWYCH zarobkach - a 1400 zl na
        jedną osobę to mało, a na rodzinę to dramat. Moja siostra tyle zarabia - ma
        synka - i jakoś przędzie wyłącznie dzięki pomocy rodziny. Rachunki za
        mieszkanie - ok. 600 zł, za przedszkole płaciła 350, więc zrezygnowała i
        posłała małego do zerówki w szkole (ale ma babcię, która go odbiera), a gdzie
        dojazdy do pracy, ubranie, jedzenie? młody przynajmniej raz na 2 miesiące ma
        jakąs infekcję gadła - rzadko kiedy koszt leków jest niższy niż 100 zł. Jak by
        sobie radziła, gdyby nie to, że obiady jadają prawie zawsze u mamy, a ja staram
        się obkupić młodego w ciuchy?
      • dr_tusia Re: pieniądze a dziecko... 13.07.05, 11:21
        "Da sie rade" i "sie wychowa" to nie jest zadno rozwiazanie. Nie chodzi o to,
        zeby nie umarlo z glodu- to jeszcze nie jest wychowanie!! Potem dzieci chowane
        przez takich rodzicow, ktorzy zawsze stwierdzaja "jakos to bedzie", maja od
        razu gorszy start- poczawszy od braku madrych zabawek a konczac na spedzaniu
        czasu po szkole na brudnym trzepaku zamiat na madrych zajeciach.
        Ja tez nie jestem zwolenniczka filozofii "miec" zamiast "byc", kasa to jest
        rzecz drugorzedna za cieplem i miloscia, ale ona jest niestety potrzebna, takie
        rzeczy trzeba planowac, a nie mowic, ze "jakos damy rade"!
        • daimona heehheh :))) 13.07.05, 13:34
          Kurczę, spędzałam czas na brudnym trzepaku, bawiąc się godzinami na dworze i
          jakoś wyrosłam na w miarę inteligentną osobę... i bardzo sobie chwale ten czas
          "swobody". Abstrahuję od tego, że za mojego dzieciństwa takiego nawału "mądrych
          zajęć" po prostu nie było.
          W gruncie rzeczy żałuje tych dzieciaków dzisiejszych, co nie wiedzą najczęściej
          co to jest wspólna, spontaniczna zabawa z równieśnikami, a do tego sa uwiązane
          komórkami do rodziców.
          • dr_tusia Re: heehheh :))) 13.07.05, 14:21
            Ale tu nie rzecz w tym, by dziecku odbierac zabawe, rowiesnikow i swieze
            powietrze. To jest niezbedne, rzecz tylko w tym, by nie stanowilo jedynej
            tresci dziecinstwa, by kazda wolna chwila z wakacjami wlacznie do owego
            symbolicznego trzepaka sie nie ograniczala. Trzeba dac dziecku wybor, rozwijac
            jego mozliwsci, predyspozycje- to nasza rzecz- doroslych- by cos mu
            zaproponowac.
    • eva_walter Re: pieniądze a dziecko... 13.07.05, 10:33
      podlicz, jakie macie wydatki stale. i zastanów sie czy pozostała kwota jest
      wystarczająca na 3 osoby. Osobiście wątpię.Tym bardziej,że
      piszesz,ze "Chciałabym,żeby dzidzuś miał wszystko i żeby nie było awantur o
      kasę"
      • maya2006 Re: pieniądze a dziecko... 13.07.05, 11:07
        jezeli nie jestes pewna, oznacza, ze powinnas troszke poczekac. z perspektywy
        czasu latwiej sie zdecydowac. a przede wsztyskim nie sluchaj glupiego straszenia
        bezplodnoscia czy innym idiotyzmem. masz czas na dziecko. mam duzo kolezanek,
        ktore urodzily dziecko pozniej i jest im z tym dobrze. oczywiscie jezeli jest
        sie pewnym i planuje , to wczesne macierzynstwo tez ma sowje plusy. radze
        naprawde skonczyc studia, a potem sie jeszcze raz zastanowic.
        • amelia791 Do Maya2006 14.07.05, 18:22
          "a przede wsztyskim nie sluchaj glupiego straszeni a bezplodnoscia czy innym
          idiotyzmem"
          Mayu2006, zapraszam na forum "bezpłodność". Ja w wieku 22 lat zaczęłam się
          leczyć i zajęło mi to dwa lata. Niestety mało kto wie że co 5-ta para nie może
          mieć dzieci, a przyczyn jest bardzo wiele. Ja wraz z moim mężem jesteśmy
          szczęściarzami - nam się udało i po dwóch latach starań w wieku 25 lat zostałam
          mamą. Gdybym pomyślała o dziecku w wieku 30 lat moje szanse byłyby o 50%
          mniejsze, a po 30-tce płodność u kobiet bardzo spada. Dużo o tym wiem, byłam u
          róznych lekarzy, czytałam wiele książek i tak wygladają fakty. Niestety wiele
          dziewczyn nie ma takiego szczęścia jakie ja miałam i nie mogą urodzić dziecka a
          problem jest coraz poważniejszy. Zyczę Ci żebyś nigdy nie miała
          tak "idiotycznego" problemu.
    • erna7 Re: pieniądze a dziecko... 13.07.05, 11:20
      dziękuję wszystkim za odpowiedzi.Przeczytałam wnikliwie i wiem, że poczekam
      na... pracę, a dopiero potem na dziecko.
      Bardzo mi pomogłyście.Zdążę jeszcze być matką, a moje dziecko będzie miało
      wszystko.
      Pozdrawiam
      • moboj Re: pieniądze a dziecko... 13.07.05, 11:21
        no i w końcu coś rozsądnego:)
      • dr_tusia Re: pieniądze a dziecko... 13.07.05, 11:22
        Gratuluje:)
        I wiesz co? To jest naprawde budujace, widziec kogos, kto tak uwaznie mysli i
        zastanawia sie nad czyms tak waznym jak macierzynstwo.
        • anulaaa my się własnie utrzymujemy za 700zł... 13.07.05, 12:17
          ...i dajemy radę...
          nie mamy luksusów ale też szajsu nie kupujemy!
          Udaje mi się nawet coś odłożyć
          Spodziewamy się dziecka i wiemy że sobie poradzimy choć po kilku m-cach będe
          musiała iść do pracy...
          Nie neguję tych którzy piszą że lepiej poczekać...ale ja wolę wrócić do pracy
          jako młoda mama i się rozwijać niż potem rzucać wszystko "bo chcę dziecko"...
          Każdy z nas ma inne wymagania...
          Kiedyś mieliśmy z meżem ok.2000tys. ma życie na m-c i jak straciłam pracę to
          byłam strasznie zdołowana i myślałam,że nie damy sobie rady!
          A dajemy-tylko jak ktoś napisał-gospodarowac się trzeba umieć:)

          U nas przeważyło jeszcze to,że straciliśmy dwa aniołki więc to dziecko jest dla
          nas darem...
          I zrobimy wszystko żeby biedy nie miało.
          Nasze "macierzyństwo" jest sprawą przemyslaną a nie kwestią chwilowego widzi mi
          się.

          Pozdrawiam wszystkich serdecznie:D
          • anulaaa i jeszcze jedno... 13.07.05, 12:20
            wcale nie uważam że mniejsza ilość funduszy na życie skazuje moje dziecko na
            gorszy start-to jak zagospodarujemy mu czas zależy od nas a nie tylko od kasy...

            brak pieniędzy na luksusy nie oznacza że nasze dziecko będzie spędzało czas na
            wiszeniu na trzepaku!
            • eva_walter Re: i jeszcze jedno... 13.07.05, 12:31
              700 zl na wszystko? na opłaty też? i nie zalegacie z czynszem??? my samych
              oplat stalych mamy koło 1 tys...
            • dr_tusia Re: i jeszcze jedno... 13.07.05, 14:24
              Ojej, ja wcale nie powiedzialam, ze to tylko kwetsia kasy. Ale ta kasa tez jest
              potrzebna- miedzy luksusem a "jakos to bedzie" jest po prostu ta rozsadna
              przetrzen.
          • moboj Re: my się własnie utrzymujemy za 700zł... 13.07.05, 12:32
            tak z ciekawości i bez złośliwości: ile kosztuje Was utrzymanie mieszkania,
            telefon, ewentualnie samochód, no i czy te 700 to całe wasze zarobki, czy może
            rodZina też coś dorzuca.
            na studiach miałam na siebie 700 złotych i jak zapłaciłam za stancję 300 i
            kupiłam bilet miesięczny za 100 to niewiele zostawało.
            • eva_walter Re: my się własnie utrzymujemy za 700zł... 13.07.05, 12:34
              hehe pomyślałysmy o tym samym:-))
              • moboj Re: my się własnie utrzymujemy za 700zł... 13.07.05, 12:38
                nie chcę nikogo obrażać, ale dla mnie takie życie to nie życie. nie samym
                żarciem człowiek żyje. a gdzie wyjazd na wakacje (nie do rodziny na wieś),
                gdzie kupowanie ksiązek (bez tego bym nie przeżyła), gdzie kino, teatr, wyjście
                do knajpy choć raz w miesiącu?

                my za wynajem mieszkania płacimy teraz 700 zlotych a za rok, kiedy zaczniemy
                spłacać kredyt samych stałych opłat będziemy mieć 1500 (rata kredytu, czynsz za
                mieszkanie, dwa bilety miesięczne, dwie karty do telefonu, raz w roku rata za
                ubezpieczenie mieszkania).
          • simonkapl Re: my się własnie utrzymujemy za 700zł... 13.07.05, 12:42
            Grunt to umiec sie gospodarowac. Jak sie nie ma forsy, to sie nie wydzwania z
            komorki, to sie oszczedza swiatlo i prad, to sie ubiera w niemarkowe ciuchy,
            chodzi sie na piechote a nie samochodem, nie jada sie kawioru, nie pali sie
            fajek, nie chodzi sie do restauracji.Ot, wszystko!
            • anulaaa już wyjaśniam:) 13.07.05, 12:50
              połowa kasy idzie na rachunki a reszta na "życie" w tym na jedzenie,ksiazki i
              wychodzenie do knajp:)
              mam pieniadze rozłożone na tygodnie i zawsze się uda wyjść na piwo(dla mojego-ja
              soczek;P) czy do kina:)

              rachunki mamy dosyć niskie bo czynsz mamy 200zł(w tym woda
              itp-wspólnota),komórki mamy ale płacimy razem na m-c za nie góra 50zł(za dwie!)

              • moboj Re: już wyjaśniam:) 13.07.05, 12:54
                sorki, ale nadal nie dowiewrzam, zwłaszcza, że wiem, ile kosztują ksiązki. same
                moje fachowe potrzebne do pracy to około 500 zlotych co dwa miesiące.
                no ale oczywiście gratuluję gospodarności.
            • moboj Re: my się własnie utrzymujemy za 700zł... 13.07.05, 12:50
              ech, simonka, a dlaczego ty tak ze skrajności w skrajność. a kto tu o kawiorze
              pisze. brak argumentów, czy co?
              jasne, że się nie wydzwania, ale telefon dobrze mieć, prawda? choćby w takiej
              sytuacji, ze coś się dzieje ze mną, z facetem czy z kimkolwiek innym i trzeba
              wezwac pogotowie, szybko zadzwonić do rodziny itp. nie wyobrażam sobie latać po
              sąsiadach czy szukać na osiedlu budki telefonicznej.
              światło i prąd - ile tego aoszczędzisz? ja rozumiem, że gasi się światło w
              pomieszczeniu, w którym nikt nie przebywa, ale co potem? lampa naftowa? świece?
              az tak wiele tego nie zaoszczędzisz.
              co do ciuchów to się nie wypowiadam, bo sama nosze niemarkowe, bo nie mam
              ochoty płacić za metki, ale jakiekolwiek one nie są to jednak kosztują, zgadza
              się? no chyba, że komuś wystarczy kiecka z liści bananowca, ale to chyba nie
              ten klimat.
              chodzenie na piechotę: rozumiem, ze mieszkasz w małym mieście. wrocławia czy
              wawy na piechotę przejśc się nie da, zwłaszcza jak się pracuje na drugim końcu
              miasta. a komunikacja miejska też kosztuje - bilet miesięczny we wrocku około
              100 złotych.
              fajek nie palę, kawior jest fuuuj.
              • anulaaa Re: my się własnie utrzymujemy za 700zł... 13.07.05, 12:52
                mój ma do pracy kilka minut więc dojazdy odpadają...zresztą u nas w
                mieście-chociaż nie dziura-to wszedzie na nożkacch można dojść:D
                na prądzie nie oszczędzamy ale że dwa komputery mamy to 17ozł na dwa miechy
                płacimy...
                • moboj Re: my się własnie utrzymujemy za 700zł... 13.07.05, 12:54
                  no widzisz, w dużym mieście już tak się nie da. mi dojazdy do pracy wychodzą
                  około 200 - 250 złotych, bo pracuję w szkole poza wrocławiem.
                • mkolaczynska Re: my się własnie utrzymujemy za 700zł... 13.07.05, 13:00

                  No to ja oszczędna jestem bardziej bo komp też u nas chodzi cały czas a na 2
                  miesiące maksymalnie 80zł płacimy. I wychowywanie dziecka opłata mieszkania i
                  ogólnie życie(nie wegetacja) to za 1400zł tego się nie da zrobić. Mam dziecko i
                  możesz mi wierzyć: się nie da.
                  A jeśli ktoś mi powie że wykupienie porządnej szczepionki dla dziecka za 130-
                  160zł(x4 bo 4 dawki są potrzebne) to dla niego nie priorytet bo woli odłożyć na
                  wakacje na komórke lub coś innego to faktycznie mamy inne priorytety.
                  Pozdrawiam Panie
                  • moboj Re: my się własnie utrzymujemy za 700zł... 13.07.05, 14:02
                    > A jeśli ktoś mi powie że wykupienie porządnej szczepionki dla dziecka za 130-
                    > 160zł(x4 bo 4 dawki są potrzebne) to dla niego nie priorytet bo woli odłożyć
                    na
                    >
                    > wakacje na komórke lub coś innego to faktycznie mamy inne priorytety.

                    ktos tutaj coś takiego napisał? bo chyba nie doczytałam.
                    • mkolaczynska Re: my się własnie utrzymujemy za 700zł... 13.07.05, 15:01
                      Ktoś napisał jesli nie doczytałaś że potrafią za nędzna pensje wyżyć i jeszzce
                      odłozyć na wakacje ;-) napisał? Napisał
                      > >
                      > > wakacje na komórke lub coś innego to faktycznie mamy inne priorytety.
                      >
                      > ktos tutaj coś takiego napisał? bo chyba nie doczytałam.
            • burza4 Re: my się własnie utrzymujemy za 700zł... 13.07.05, 13:21
              simonkapl napisała:

              > Grunt to umiec sie gospodarowac. Jak sie nie ma forsy, to sie nie wydzwania z
              > komorki, to sie oszczedza swiatlo i prad, to sie ubiera w niemarkowe ciuchy,
              > chodzi sie na piechote a nie samochodem, nie jada sie kawioru, nie pali sie
              > fajek, nie chodzi sie do restauracji.Ot, wszystko!

              Czynsz za moje poprzednie mieszkanie wynosi 400 zł. Co tu mozna oszczędzić?
              rachunek za prąd uwazam za niski - średnio ok. 150 zł za 2 miesiące. Rachunek
              za telefon stacjonarny to jakieś 100 zł, z tego ok. 48 to abonament. Jak można
              oszczędzać prąd? siedzieć przy świecach, bo nawyk gaszenia światła w pokoju, z
              którego się wychodzi mam? nie prać? w moim przypadku nawet gdybym ograniczyła i
              tak znikomy rachunek za telefon, to koszty PODSTAWOWE wyniosłyby 550 zł. I
              miałabym zabójczą kwotę 150 zł na jedzenie, srodki czystości, ubrania,
              lekarstwa itp. na cały miesiąc...

              nawiasem mówiąc - tylko w tym miesiącu na leki wydałam 300 zł, choć nic
              wielkiego się nie dzieje - ot, dziecko ma jakiś uporczywy kaszel, a u mnie
              ginka odkryła stan zapalny jajnika... może podpowiesz, jak miałabym na to
              WYGOSPODAROWAĆ gdybym nie daj Boże zarabiała rzeczone 700 zł?

              Aha - do pracy miałam do niedawna 23 km w jedną stronę. Nadal polecasz
              chodzenie piechotą?
            • dr_tusia Re: my się własnie utrzymujemy za 700zł... 13.07.05, 14:30
              Z komorki nie wydzwaniam- kupuje karte, pradu nie marnuje, do markowych ciuchow
              nie mam nabozenstwa, samochodu nie uznaje- zadno z nas nie ma prawa jazdy, nikt
              w domu nie pali, nie wiem, jak smakuje kawior.
              Ale 400zl to sam czynsz za 2-pokojowe mieszkanko!! Czy za 300 oplaci sie reszte
              i przezyje z dzieckiem??
              A co do restauracji/ew.innych przyjemnosci- nie mozna wszystkiego sobie
              odebrac, bo trzeba odroznic zycie od wegetacji. Mamy pasje podrozowania- jak
              najtaniej, ale czesto- wiekszosc kosztow naszych wyjazdow to PKP, bo spac da
              sie za darmo, ale takie przyjemnosci sprawiaja, ze zycie nie jest nudne, a
              ludzie sfrustrowani. Ze sie soba nie nudzimy i kazdy weekend niesie ze soba cos
              milego itd. Chcemy to nadal robic, gdy pojawi sie dziecko, zarazic je nasza
              pasja lub pozwolic mu odkryc inna. To jest minimum, na ktore musi byc kasa,
              niestety...
    • erna7 Re: pieniądze a dziecko... 13.07.05, 13:11
      widzę, że dyskusja sie rozszalała na dobre.W końcu temat pieniędzy to temat
      dość kontrowersyjny (szczegolnie w naszym kraju).
      A ja w dalszym ciągu chciałabym przeczytać opinie tych matek, które pomimo
      niewielkich dochodów jakoś sobie radzą.Tak z ciekawości :)
      • mkolaczynska Re: pieniądze a dziecko... 13.07.05, 13:32
        Mamy jakieś 2400 mąż dopiero zaczyna prace w nowej firmie więc i zarobki na
        razie takie sobie. I dla nas 3osoby+pies to nie jest wcale dużo-na wakacje jade
        nad jezioro do domku moich rodziców. Na piwo nie wychodzimy, bo
        opiekunka+piwo/kino dużo to wychodzi, może jak pójdzie do żłobka. Ostatnio
        kupiłam sobie nowe spodnie i sukienke(w ubrania sprzed ciąży jeszcze się nie
        mieszcze, 3 cm w pasie i obawiam się czy wejde kiedykolwiek jeszcze czy
        większość ubrań przyjdzie mi wydać)
        Tak kupujemy dla mata lepsze szczepionki, tak kupujemy dobre zabawki tak używam
        pampersów i gotowe jedzenie(takie które musisz ugotować też nie wyjdzie dużo
        taniej, bo zdrowa żywność niestety jest cholernie droga)dodatkowo tak do
        ukonczenia 1 roku życia mat będzie w domu z opiekunką nie w żłobku. Od połowy
        września idzie do żłobka więc mozna pomnijeszyć koszty opiekunki koszt żłobka
        to ok 150-200zł
        Aha tak chodze się leczyć prywatnie(chodzi o gina i czasem dentyste-generalnie
        nie choruje), ale pracuje tak, że naprawde nie mam możliwości wzięcia wolnego
        wtedy gdy lekarz może mnie wcisnąć w swój grafik.Aha mamy samochó, ale do pracy
        dojerzdzamy komunikacją miejską bo taniej. Samochód jest nam niezbędny ze
        względu na to że mamy wszędzie daleko no i rodziny ok 300km i 500km od nas
        Czy to dużo pieniążków, czy rozrzutnie je wydajemy, sama zdecyduj.

        • mkolaczynska Re: pieniądze a dziecko... 13.07.05, 13:43
          Aha dodam jeszcze że telefonu stacjonarnego nie mamy i nam się nie mazy za dużo
          kosztuje jednak, mamy komórke srednio na 2 miesiące kupujemy 1 karte za 20zł,
          rachunek za prąd za 2 miesiące 80zł woda u nas jest droga więc tylko 70-90zł(i
          to wtedy jak oszczędzamy ciepłą wode! ;-) i naczej 120zł jak w pysk strzelił)
          średnio w polsce przy normalnym nieoszczędnym zużyciu ok 50-60 zł powinno być
          za tą wode miesięcznie.
          • ruiza Re: pieniądze a dziecko... 13.07.05, 14:40
            Ja też nie wierzę, że 3 osoby (w tym dziecko) mogą się utrzymać za 700 złotych
            bez korzystania z dodatkowej pomocy rodziny...
            Nam to może by wystarczyło na stałe, najbardziej podstawowe opłaty.
            Do pracy mozna chodzić pieszo, owszem, ale jak się ma do niej 3-5 kilometrów.
            Ale spróbujcie się wybrac na godzinę 6 - 12 kilosów na przykład. I 12 z
            powrotem...

            Może jeśli ktoś mieszka u rodziców, nie pracuje (więc nie musi do tej pracy
            dojeżdżać), to tak, ale rodzina, która musi się utrzymać absolutnie
            samodzielnie - nie da się.
            • dr_tusia Re: pieniądze a dziecko... 13.07.05, 14:48
              Nie, no oprocz samochodu i autonóżek sa jeszcze autobusy, tramwaje, pociagi itp
              itd... Z tego tez naprawde da sie korzystac. A w sytuacjach awaryjnych sa
              taksowki. Tylko nie mowcie, ze to burzujstwo- nawet kilka przejazdow taksowka w
              miesiacu kosztuje znacznie mniej niz miesieczne utrzymanie samochodu, ktore tak
              sie wpisalo w kanon naszej cywilizacji, ze nikt tego burzujstwem nie nazywa.
              • chiara76 Re: pieniądze a dziecko... 13.07.05, 15:17
                a to bilety na autobusy czy inną komunikację rozdają za darmo w tym kraju? też
                trzeba zapłacić i nawet karnet miesięczny to już kolejny wydatek.
                • dr_tusia Re: pieniądze a dziecko... 13.07.05, 15:18
                  No jasne, ze trzeba- nie robmy docinkow bez sensu. Chodzi o to, co jest tansze.
                  • mkolaczynska Re: pieniądze a dziecko... 13.07.05, 15:28
                    No to co jest tańsze dojerzdzanie komunikacją miejską czy utrzymywanie auta?
                    Ja licze tak:
                    nasze bilety miesięczne to razem 230zł
                    Gdyby któreś z nas używało smaochodu do dojazdu do pracy wychodziłoby ok 400zł
                    razem.
                    Utrzymanie auta kosztuje nas prawie nic garażu nie mamy a w aucie naprawimy
                    prawie wszystko. średnio co ok 2 miesiące jedziemy do rodziców moich bądź męża.
                    Liczą dojazd pociągiem do mnie do domu na 3 osoby+pies(kundel taki
                    przygarneliśmy)300zł, relatywnie bęzyna ok 120zł
                    Więc co Twoim zdaniem jest tańsze?
                    • mkolaczynska Re: pieniądze a dziecko... 13.07.05, 15:33
                      Aha no fakt ja uważam że utrzymywanie kontaktów rodzinnych jest dla rozwoju
                      dziecka bardzo ważne powinno mieć świadomość że ma dziadka babcie kuzynostwo
                      ciocie. To tworzy pewną "kulture rodzinną". Rozumiem że ktoś może mieć inne
                      zdanie.
                      • dr_tusia Re: pieniądze a dziecko... 13.07.05, 15:36
                        A kto powiedzial, ze jest inaczej?
                        • mkolaczynska Re: pieniądze a dziecko... 13.07.05, 15:48
                          Nie wiem w jakim sensie o tym aucie i autobusach piszesz bo niejasno
                          sformułowałaś. Więc sama wyjasniłam
                  • chiara76 Re: pieniądze a dziecko... 13.07.05, 15:29
                    dlaczego moje spostrzeżenie jest bez sensu??
                    Idąc Twoim tropem nie przyczepiajmy się do innych bez sensu.
                    Jak już wymieniamy , co kosztuje, to ja chciałam uściślić. I nie wiem, czemu
                    według Ciebie bez sensu.
                    • dr_tusia Re: pieniądze a dziecko... 13.07.05, 15:34
                      To sie odnosilo do biletow za darmo... Taka ironia...
                      A co do tego, co jest tansze- nasze bilety miesieczne na cale wojewodztwo, dla
                      nas dwojga, gdy juz stracilam znizke studencka to 120zl. I koniec oplat za
                      przejazdy inne niz turystyczne. A za 120zl- o ile wiem- samochodu utrzymac sie
                      nie da- tak przynajmniej twierdza moi zmotoryzowamni tesciowie i znajomi. Nie
                      wspomne juz nawet o splacaniu rat za samochod.
                      • mkolaczynska Re: pieniądze a dziecko... 13.07.05, 15:46
                        Nie
                        > wspomne juz nawet o splacaniu rat za samochod.
                        Kto kupuje nowe auta!!! Toż to dla mnie burżuje nowe auto po ok 3 latach traci
                        srednio 1/3 wartości po 5 1/2. słowem kup[ujesz auto za cirka 30 tyś i po 3
                        latach sprzedajesz za 20, a nawet nie bo 3 letni uno jakieś 15 tyś nowy ok 25
                        (nie będe już sprawdzać, każdy może zrobić to sam).
                        W kwestii utrzymania.
                        wycieraczki(1raz w roku) 50zł max
                        olej(na rok) 200 zł starczy
                        płyn do mycia szyb: 70 max
                        ubezpieczenie 400 zł(to ciężki wydatek słowo)
                        przeglądy mamy u znajomego(nie musimy płacić łapówek-które są dość powszechne)
                        za naprawy auta jeszcze nie płacilismy potrafimy zrobić wszystko sami, a w
                        dodatku nawet to lubimy, czyli koszt to ew. części a te soą do uno tanie (w
                        przeciągu 5 lat nie wydaliśmy na części do auta więcej niż 300zł średnio więc
                        na rok ok 70zł)
                        razem 800zł(licze smary i inne pierdoły)
                        średnio zysk z auta na rok 300-120=180, 180x6=1080, 1080-800=280zł
                        To tyle wyliczenie wszystko cirka tutaj oczywiście. Musiałabym zebrać
                        rachuneczki
                        • g0sik Re: pieniądze a dziecko... 13.07.05, 15:52
                          To ubezpieczenie za 400 zł to pewnie samo OC? Bo my za pakiet na 3 letni
                          samochód zapłaciliśmy 2000 zł. W Warszawie nigdy nie zaryzykowałabym samego OC.
                          A koszt przeglądu + jakaś wymiana oleju i filtrów od klimatyzacji to 800 zł,
                          więc nie zawsze wychodzi tak tanio...
                          • mkolaczynska Re: pieniądze a dziecko... 13.07.05, 15:59

                            no niestety my samo OC(ale nam się nie opłaca płacić tyle za ubezpieczenie
                            nasze auto jest teraz warte cirka 5 tyś;-)) poza tym mamy dużą zniżke ;-) Za
                            przegląd nie płacimy wogóle, takie tam układy rodzinne i nie tylko :-).
                            • baranka81 Re: pieniądze a dziecko... 13.07.05, 16:21
                              sama piszesz, że auto "załatwiacie" w dużej części po znajomości albo
                              naprawiacie we własnym zakresie. Wierzcie mi, to nie jest norma. Normą jest
                              raczej to, co opisała g0sik. Więc moim zdaniem komunikacja miejska jednak jest
                              zdecydowanie tańsza.
                              pozdrawiam,
                              b.
                              • mkolaczynska Re: pieniądze a dziecko... 13.07.05, 16:41

                                Ok naprawa auta we własnym zakresie to nie norma załatwienie przeglądu bez
                                łapówki to też nie norma ale dla nas i tak by nie wychodziło za drogo nam się
                                to opłaca ze względu na dojazd do naszych domów rodzinnych i cenowo i pod
                                wzgledem wygody. Nie wyobrażam sobie 5 godzin w pociagu z małym dzieckiem i
                                psem potem przesiadki na dworcu i znów godzina jazdy Echh koszmar po prostu,
                                Tym bardziej że psa pociągiem wieźć mozna ale na dworcu go trzymać to czesto
                                juz nie ;-)
    • g0sik Re: pieniądze a dziecko... 13.07.05, 15:18
      Jestem w gronie tych co nie wyobrażają sobie przeżycia 3 osobowej rodziny za
      700 zł. Przy takich dochodach płacenie z tego czynszu i innych opłat zakrawa na
      cud. I nie mówcie mi, że można bo nie uwierzę bo średno tyle wydajmy
      miesięcznie na córcię jeśli nie choruje i nie kupujemy jej zabawek. Nie wiem
      czy można się cieszyć z macierzyństwa jeśli się martwi skąd wziąść kasę
      chociażby na prywatne wizyty u lekarza. Chyba każdą matkę serce boli jeśli chce
      rozwiać swój niepokój a na wizytę u specjalisty w NFZ-cie czeka 3-4 miesiące.
      Nawet przy dochodach 1400 zł podanych przez autorkę wątku nigdy świadomie nie
      zdecydowałabym się na dziecko. Zresztą w wieku 22 lat lepiej skończyć studia i
      zdobyć jakieś doświadczenie zawodowe niż od razu pakować się w pieluchy....
    • triss_merigold6 Re: pieniądze a dziecko... 13.07.05, 16:37
      Napiszę krótko: opłaty stałe mamy na poziomie 1100 zł mniej więcej, dziecko (8-
      miesięczne) kosztuje średnio miesięcznie 400 zł. Bez wydatków na szczepionki
      czy droższe zabawki. Właśnie kupilismy nosidło ze stelarzu, niezbędne do
      wyjazdu w góry - ponad 200 zł.
      1400 zł to na 1 osobę jeśli mieszka sama bardzo mało. Na 3 to poniżej granicy
      minimum biologicznego w mieście.
      W imię czego odmawiać sobie wszystkiego? Prasy, książek, leków, normalnego
      jedzenia, jakiejś rozrywki, pójścia na basen czy podstawowych rzeczy do ubrania?
      • simonkapl Re: pieniądze a dziecko... 13.07.05, 19:35
        Kazdy zyje tak jak chce.Alme trzeba tez zrozumiec ze dla niektorych kupno
        nosidelka za 200 zl w gory jets po prostu czyms super zbednym.Przestncie wiec
        dolowac ludzi, ktorzy zarabiaja mniej niz wy.Mysle ze to kwestia
        przyzwyczajenia.Wiadomo pzreciez ze im wiecej mamy, tym wiecej chcemy, "apetyt
        rosnie w miare jedzenia".
        • triss_merigold6 Re: pieniądze a dziecko... 13.07.05, 20:14
          Powiem więcej: wyjazd w góry/nad morze/wakacje też są czymś bez czego można sie
          obejść. Masa dzieci nigdzie nie wyjeżdża i żyją, nie?
          Autorka pytała czy przy 1400 zł dochodów decydować się na dziecko i uzyskuje
          różne odpowiedzi. Głównie na nie, bo taka kwota na 3 osoby w dużym mieście i
          bez jedzenia z działki, ogrodu, pola itd., własnego (czyli bezczynszowego)
          domu, jest za niska żeby normalnie żyć.
          • dr_tusia Re: pieniądze a dziecko... 13.07.05, 20:36
            To zalezy gdzie sie mieszka. Ludzie mieszkajacy w duzym miescie, a zwlaszcza na
            Slasku chocby dla zdrowia musza wyjezdzac jak najczesciej, dzieci dotyczy to
            jeszcze bardziej.
            A poza tym trudno ksztaltowac czlowieka swiatlego, rozumnego, swiadomego
            korzeni bez pokazania mu primo: piekna i roznorodnosci wlasnej ojczystej ziemi,
            secundo: cudownosci, jakie swiat kryje, roznych ludzi, ktorych spotykanie uczy
            szacunku i tolerancji etc., etc. Korzysci zdrowotnych, wychowawczych,
            towarzyskich, spolecznych plynacych z madrej turystyki nie sposb przecenic.
            Warto moc wygospodarowac na to pare groszy /bo w istocie nie kosztuje to wiele
            wbrew pozorom/, nie jest wcale tak, ze to zupelnie zbedne.
            • triss_merigold6 Re: pieniądze a dziecko... 13.07.05, 20:39
              Tusia, rozumiesz Ty ironię? Sarkazm. Sarkastycznie odpowiedziałam na poprzedni
              post. IMO wakacyjny wyjazd należy się rodzicom i dzieciom jak psu buda.
              Konieczne dla zdrowia, higieny psychicznej, odpoczynku...
              • dr_tusia Re: pieniądze a dziecko... 13.07.05, 20:44
                A to sorki... nie dostrzeglam ironii, moze dlatego, ze niektorzy bardzo serio
                wypowiadaja takie poglady. Czasem dla jednoznacznoci lepiej oddzialywac tembrem
                glosu, a tu na forum nijak sie nie da ;))
                • anulaaa ohohohooh.... 13.07.05, 21:58
                  ale się narobiło:(
                  powiem wam tak-dajemy sobie radę może dzięki temu rzeczywiście,że w mniejszym
                  mieście mieszkamy i mąż spacerkiem idzie do pracy jakieś 5minut:) ja do pracy
                  miałam nawet mniej (miasto 120tys.mieszkańców)...
                  I ja nie twierdzę że za te 700zł to my będziemy żyli na takim samym poziomie gdy
                  pojawi sie dziecko-ale ja mam zamiar po kilku m-cach iść dopracy więc dochód
                  nasz będzie większy
                  naprawdę przykro mi sie zrobiło czytając niektóre wypowiedzi bo ani nie jestem
                  ani nie czuję się gorsza żyjąc za mniejsze pieniadze,
                  Pisałam,że musiałam się tego nauczyć i może się powtórzę-stać nas na
                  wyjścia,kino,knajpę,ciuchy czy...nawet na wizyty prywatne w czasie właśnie
                  przebiegającej ciązy chodzę prywatnie...
                  nie mamy co prawda na wyjazd na wakacje ale przecież się z tego powodu nie
                  powieszę!;)

                  Zapomniałam jeszcze dodać,że dochód mamy większy ale kupe kasy idzie co m-c na
                  szkołę męża:/

                  Aha-i wcale nie twierdze że żyjemyu miłościa itp-bo racjonalnie i rosądnie
                  podchodzę do życia..może jest mi "łatwiej" bo niepochodzę z bogatego domu...

                  Pozdrawiam was serdecznie i proszę...nie segregujcie ludzi wg grubości portfela...
                  • simonkapl Re: ohohohooh.... 13.07.05, 22:14
                    Nie martw sie, ja tez tak zylam dlugo dlugo.Teraz jest nieco lepiej ale tylko
                    dlatego, ze maz mial spore oszzcednosci. Mozna tak zyc, malo tego,
                    wyksztalcilam sie, zwiedzilam sporo pracujac w wakacje i jakos sobie rade w
                    zyciu daje.
                    • anulaaa Re: ohohohooh.... 13.07.05, 22:29
                      simonkapl-można "miło" się wypowiedzieć,prawda?:))
                      ja ani nie twierdzę że się na 100% da przezyć albo że się nie da...

                      i osob które mają więcej pieniędzy nie neguje:)

                      zresztą-pieniądze to tak drazliwy temat,że nie mozna było się spodziewać samych
                      miłych wypowiedzi...
                      a szkoda:)

                      trochę kultury nikomu nie zaszkodziłoby:D

                      pozdrawiam:)
                      • simonkapl Re: ohohohooh.... 13.07.05, 22:35
                        Jets to drazliwy temat, jak najbardziej.Poza tym duzo ludzi wypowiadajacych sie
                        tutaj zarabia duzo, wiec logiczne sa ich wypowiedzi.Najprosciej jest nie pytac,
                        tylko swoje robic, w miare swoich mozliwosci i tak jak sie lubi.
                  • anusia29 Re: ohohohooh.... 13.07.05, 22:37
                    no teraz to mi się juz zupełnie nie zgadza; bo
                    1.200 opłaty za mieszkanie; jak pisałas
                    prąd - ? zakladam min. 30 PLN miesięcznie
                    gaz - na czyms gotujesz - 40 PLN mies.
                    2.wizyta u ginki - ok. 80 PLN
                    3. pewnie jedną chociaż komórkę macie/albo stacjonarny - zakładam min. opłatę
                    ok. 30 PLN
                    4. piszesz o kinie - zakładam 2 wyjścia w miesiącu 2x2osobyx15 PLN=60 PLN
                    5.piszesz o kanjpach - niech będzie raz w mies. 50 PLN
                    no i po podsumowaniu zostaje 210 PLN na miesiąc na jedzenie i ciuchy, art
                    higieniczne i leki
                    to się po prostu nie da...
                    No to jest niemozliwe...
                    • moboj otóż to, anusia29, otóż to n/t 13.07.05, 22:53
                      • ruiza Re: otóż to, anusia29, otóż to n/t 14.07.05, 07:50
                        ja też jestem tego zdania co anusia29... Chyba że pomagają rodzice i coś tam
                        dorzucają...
    • erna7 Re: pieniądze a dziecko... 13.07.05, 23:04
      przykro mi, że mój wątek przyczynił się do kłótni, nie tego chciałam...
      Pieniądze pieniędzmi, a ja chciałam też przeczytać, że niektórzy mimo wszystko
      dają sobie radę.
      Pozdrawiam
      • moboj Re: pieniądze a dziecko... 13.07.05, 23:05
        erna7 napisała:

        > przykro mi, że mój wątek przyczynił się do kłótni, nie tego chciałam...
        > Pieniądze pieniędzmi, a ja chciałam też przeczytać, że niektórzy mimo
        wszystko
        > dają sobie radę.
        > Pozdrawiam

        eetam, zaraz do kłótni. na forum jak w życiu - po prostu dyskutujemy i tyle.
        pozdrawiam.
      • dr_tusia Re: pieniądze a dziecko... 14.07.05, 06:31
        Nie martw sie "klotnia"- to normalna dyskusja, po to jest forum. Nie ukrywam,
        ze widzialam takie fora, gdzie sie polemizuje znacznie lagodniej, nie ukrywam
        takze, ze i mnie ta lagodnosc bardziej odpowiada, ale coz- i tak bywalo tu
        gorecej zeszlego lata ;))) No bo czegoz innego sie spodziewac, jesli
        nagromadzily sie same temperamentne kobietki? ;))
      • mkolaczynska Re: pieniądze a dziecko... 14.07.05, 10:22
        Nie powinno być ci przykro wkurza tylko że osoby które nie mają dzieci dopiero
        co o nich myślą wypisują że się da wyżyć, bo znajomi potrafią, a nie zdają
        sobie sprawy z konsekwencji posiadania dziecka kosztów jakie to niesie dla
        domowego budrzetu. Cała dyskusja nie jest o to czy się da czy się nie da, i
        wbrew temu co napisała aanuszka nie o to kto ile zarabia i kto jest lepszym
        rodzicem, tylko o to że nie mając dzieci ktoś mówi Ci że na pewno dasz rade ;-
        ), Ale te pytania powinnaś zadawać właśnie ty, bo ciebie interesowała odpowiedź
        na pytanie da się czy nie da się.Warto już czy lepiej poczekać
        Pozdrawiam
        • mkolaczynska Re: pieniądze a dziecko... 14.07.05, 10:24
          Budżetu sory za byki taka jakaś roztargniona jestem, a wtedy one się zaczynają
          pojawiać.
    • niya Re: pieniądze a dziecko... 14.07.05, 08:49
      hm, my żyjemy we trójkę za 1500 zł ale mamy spore udogodnienia gdyż mieszkamy w
      domu więc czynsz odpada, raachunek za prąd co dwa miesiące, za gaz co trzy więc
      w tych miesiącach "nie szalejemy" :) tylko, że cała wyprawkę dostaliśmy od
      rodziny męża z Niemiec a ponieważ mają 3 córeczki (2,3 ,6, latek) więc ciuszki w
      posagu dziedziczy nasza mała (8mies) i nie są to jakieś łachy często nówki
      (rodzinka śpi na forsie to sobie pozwalają) ale faktycznie samo mleko, kaszki,
      soczki, (zupki robie sama) kosztują ok 250-300 zł miesięcznie pampersy jakieś
      120, plus jakieś frajdy dla małej, np. huśtawka, zabawki, i takie drobne
      przyjemności przeznaczamy na to ok 100 zł, dodatkowo dom urządzamy więc tu też
      idą koszty. Podsumowując, gdybym miała mieszkać w bloku , bez takiej
      materialnej pomocy ze strony rodziny to myślę, że dało by sie maleństwo
      utrzymać, ale dużo skromniej, poza tym nie można wiedzieć czy np. za dwa lata
      nie będzie gorzej z forsą więc lepiej mieć zabezpieczoną pracę. Ale jak ktoś
      bardzo pragnie dziecka to je wychowa i wyżywi chociażby za 700 zł (swoim
      kosztem) :) w końcu tysiące polskich rodzin .zyje z takich dochodów nieraz z
      dwójką czy tróją dzieciaczków, jest ciężko , ale nie znaczy że dzieci są
      nieszczęśliwe i zaniedbane
      • anulaaa Re: pieniądze a dziecko... 14.07.05, 10:17
        niya-właśnie o to mi chodziło:)

        a jeszcze chciałam dodać że stać nas na kino i inne przyjemności bo mieszkanie
        mamy w bloku gdzie jest wspólnota i czynsz mamy ok.200zł(45m2)a...na kino mamy
        zniżkę z klubuunokii:) biorę udział w wielu konkursach prez internet(jedyny nasz
        luksus w sumie) i dzięki temu jeśli wygram np.ksiażke która mnie nie interesuje
        to ją oddsprzedaję i kupuję nową:)
        itp itd
        czasami wystarczy trochę pokombinować i można wiele zdziałać niewielkim kosztem:)
      • triss_merigold6 Re: pieniądze a dziecko... 14.07.05, 10:53
        Owszem te dzieci żyjące za 200 zł na osobę miesięcznie albo są zaniedbane albo
        żyją na opiece społecznej - szkoła da darmowe obiady, darmowe podręczniki,
        gmina do czynszu dorzuci, rodzice z emerytury albo renty i jakoś funkcjonują.

        Tylko jaką przyszłość mają te dzieci? Zielona szkoła kosztuje, głupia wycieczka
        z klasą - parę złotych też, książki (nie podręczniki) są drogie... Wychowywać
        dzieci dla których synonimem luksusu jest pójście do McDonalda i Multikina?

        Jest IMO różnica między "rzucaniem się kawiorem i polewaniem szampanem" a
        normalnym, przywoitym chociaż bez rozrzutności życiem.
        • anulaaa Re: pieniądze a dziecko... 14.07.05, 11:02
          ok-różnica jest ale dlaczego od razu zakłądać,że ktoś sobie nie radzi i nie
          możliwe jest żeby sobie poradził bo "ja" zarabiam więcej i sobie tego nie wyobrażam?

          nie wszyscy którzy teraz mają taką sytuację jaką mają(np.my) będą siedzieć na
          tyłku i nic nie robić!
          nawet jeśli pójde szybko do pracy po urodzeniu dziecka to nasze dwie wypłaty nie
          przekroczą pewnie 1800zł i po jakimś czasie może będę sie dziwiła,że dawaliśmy
          radę za 700zł ale się powtórzę...
          nie każdy kto nie zarabia kokosów jest z marginesu!
          Naprawde bardzo ale to bardzo dziwnie czyta się takie wypowiedzi:/
          Nigdy nie prosiłam też o pomoc czy jakikolwiek zasiłek...nie wszyscy siedzą na
          tyłkach i liczą na państwo...

          chryste...!
          widać chociażby po takich dyskusjach jakie ludzie mają zdanie o "biedniejszych"...
          szkoda tylko,że tak krzywdzące!
          • triss_merigold6 Re: pieniądze a dziecko... 14.07.05, 11:16
            Czy ja gdzieś napisałam, że tylko ludzie z marginesu dysponują takim dochodem?

            Zrozum, wiem, że można żyć bardzo oszczędnie odmawiając sobie wszystkiego.
            Tylko po co? Po co wtedy decydować się na dziecko? I szczypać się ze wszystkim,
            oglądać każdą złotówkę, stresować, bo każda naprawa czy choroba to rujnacja
            domowego budżetu...

            Inaczej jest kiedy mieszkasz w domu własnym lub razem z rodziną (teściowie,
            rodzice) i rachunki się rozkładają. Inaczej jest na wsi lub w małym mieście
            gdzie jedzenie jest dużo tańsze niż w Warszawie - znam różnice i mam
            porównanie.
          • mkolaczynska Re: pieniądze a dziecko... 14.07.05, 12:03
            No i jeszcze dodam że ja żyłam jakieś 5 lat temu za ok 700zł(-300-
            350stancja+biletmpk+dojazd do domu)ok 350- 400książki ksero, jedzenie
            kino/gazeta czasem piwko. Bardzo dobrze wspominam generalnie, ale... no
            własnie:rodzice te 700zł musieli dla mnie mieć, wszystko inaczej też kosztowało
            no i nawet do gina wtedy chodziłam na NFZ
          • burza4 Re: pieniądze a dziecko... 14.07.05, 12:15
            anulaaa, to nie tak. Nie uwazam, że jesli rodzina żyje za 700 zł to dzieci są
            zaniedbane, obdarte i nieszcześliwe. Nie muszą być, im do szczęścia wystarczy
            kochająca rodzina. Dzieci zazwyczaj nie tęsknią do dodatkowych lekcji
            angielskiego, są w stanie przeżyć bez zielonej szkoły i wyjazdu na wakacje i
            choć pewnie będą się czuły trochę gorsze - da się z tym żyć.

            Natomiast - w drugą stronę - przesadą jest mówienie, że spokojnie można DOBRZE
            żyć mając do dyspozycji 700 zł na rodzinę. Bo nie można. Wczoraj wydałam 160 zł
            na dentystę dla dziecka, w poniedziałek - 50 zł na leki dla niej. Nawet jesli u
            ciebie dentysta jest połowę tańszy, to już lekarstwa nie, a tak przy podobnych
            zasobach jest to szalony wydatek. A z tego typu wydatków trudno zrezygnować. Bo
            jak oszczędzać na leczeniu dziecka?

            Kiedy urodziłam dziecko żylismy bardzo biednie. Niby się dało, ale te kłopoty
            bardzo wpływały na nasze relacje. I WIEM po sobie, że ta finansowa sytuacja
            odebrała mi część radości z macierzyństwa. Bo nie byłam w stanie W PEŁNI
            cieszyć się dzieckiem, kiedy zamartwiałam się że nie mam za co opłacić rachunku.
            • anulaaa do burza4 :) 14.07.05, 12:24
              ale nie będę się zapierała i nie zapieram rękoma i nogami że jest miodzio itp itd...

              i nie twierdzę że mając dziecko będzie równie dobrze...
              już pisałam kilka razy że nidługo po urodzeniu dizecka idę do pracy i-będzie
              lepiej pod wzgledem finansowym:)

              ja chciałam tylko napisać że można sobi radzić-prawda jest taka,że na kasę
              musimy uważać ale...wszystko zalezy od rozsądku
              I wiem też że dla kogoś kto płaci samego czynszu i opłat 1000zł nierealne jest
              życie za mniejszą kwotę no ale ja jestem małomiejscowa(heheh;)) i chociażby pod
              tym wzgledem jest dobrze:)

              Nie mam do nikogo pretensji-każdyma miec prawo swoje zdanie:)
              Za kilka m-cy urodzę to pewnie będę tu narzekała,że jest ciążko itp...albo
              nie-zrezygnuję z internetu to zaoszczędze 100zł na m-c;)

              milego dnia kochani-Ci bogaci i Ci biedniejsi:D
    • dr_tusia Re: pieniądze a dziecko... 14.07.05, 11:45
      Otoz to... nikt tu nie ocenia ludzi po zasobnosci portfela- sama tez nie
      wychowalam sie na kokosach /mama pracujaca w oswiacie i samotnie wychowujaca
      dziecko nie zarabia takowych,mozesz byc pewna/ i moze dlatego wiem, jakie to
      trudne, z ilu rzeczy trzeba zrezygnowac, by moc zapewnic te najwazniejsze.
      Wiem, ile wyrzeczen kosztowalo moja Mame np. posylanie mnie na lekcje
      angielskiego- i jak potem byla zmeczona zyciem. Wiem, ile sie Mama naplakala,
      gdy np. zachorowalam, a to przeciez zawsze wydatek.
      A ja od 18 roku zycia pracowalam mimo dziennych studiow- trzeba bylo i koniec.
      Zreszta nie moglabym inaczej pozwolic sobie na wiekszosc przyjemnosci np. kurs
      przewodnicki.
      Warto bylo to wszystko przezyc, na pewno- to daje pewne doswiadczenie, uczy
      szacunku dla pracy- ale tez rozsadnego planowania. Tu nie chodzi o "margines"-
      nikt z nas nie zalicza do marginesu ludzi, ktorzy mniej zarabiaja! Przeciwnie-
      takie opinie zwykle wyglaszaja osoby, ktore doskonale wiedza, co to
      znaczy "miec mniej"- i dlatego odradzaja innym decyzje, ktore moga sytuacje
      pogorszyc.

      Tusia
      • mia80 Re: pieniądze a dziecko... 14.07.05, 12:33
        Jestem rok po ślubie, pracuję, mam szefa kretyna i niedawno podjęłam z mężem
        decyzję o dziecku. Co do kwetii finansowych - mój mąż zarabia 1500 zł, ja
        jeszcze zarabiam, ale jak tylko zajdę w ciążę nie mam po co wracać. Mimo to nie
        przerażam się, ponieważ wiem, że dla tych którzy mają wciąż wątpliwości nigdy
        nie nadejdzie odpowiednia pora. Najpierw studia - odpada, trzeba się spokojnie
        wykaształcić, potem pierwsza praca - trzeba się wykazać, druga praca - strach
        przed jej utratą, awans - zapomnij.
        Wiem, że nigdy nie będę miała pewnej pracy, a życie to ciągła pogoń za
        pieniądzem, zawsze jest niepewność, że życie spłata figla. Poza tym teraz już
        wiem, że nie jest łatwo zajść w ciążę!!! Jesteśmy z mężem młodzi i zdrowi, znam
        swój organizm, wiem kiedy mam płodne dni, a mimo to nie udaje się nam. Dlatego
        radzę się zastanowić co jest ważne w życiu. Bo potem może się okazać, że jest za
        późno...
    • falka32 Re: pieniądze a dziecko... 14.07.05, 12:32
      nie umiem odpowiedziec na pytanie, czy przeżylibyśmy we trójkę za 1400, bo to
      zalezy ghdzie się mieszka i jakie się ma opłaty stałe - my na przykład
      wynajmujemy mieszkanie, więc nsze opłąty stałe pochałniają całą taką kwotę. Ale
      przy odpowiednich okolicznościach na pewno da sie przeżyć.

      Zastanawia mnie jedno - że większość osób tu wypowiada się takim tonie, jakby
      ta sytuacja "erna nie pracuje a mąż zarabia 1400 zł" była stałą, niezmienalną
      styuacją na najbliższe wiele lat. Już ostrzegacie ile kosztują podręczniki do
      szkoły, zajęcia pozalekcyjne, kolonie itp.
      a przecież, jak rany, mnie dziecko do pół roku nie kosztowało praktycznie nic
      prócz pieluch. Ciuchy dostałam po koleżankach, wózek też z demobilu, jedzenie -
      koszt zerowy bo na cycu, zabawki - wszystkie w prezentach i i tak ich było za
      dużo. Potam koszt się ciut zwiększył, ale ja na przykłąd kupowałam słoiczki
      tylko na wyjazdy albo na dłusze wyjścia, a gotowałam w domu i nie było to wcale
      tak czasochłonne (naprawdę szybciej i prościej gotuje się 3-składnikową zupkę
      do miksera, niz obiad z 2 dan dla rodziny.)

      Z dzieckiem dohbrze jest siedziec w domu z pewnością około roku, jeżeli nas na
      to stać, można też 3 lata, ale, kurcze, chyba erna nie zamierza przyjąć starusu
      kury domowej na wyłącznym utrzymaniu męża i gotować obiadki oraz wycierać noski
      nastoletnim dzieciom.
      Najpóżniej po 3 latach dziecko idzie do przedszkola a kobita moze isc do pracy
      i zarabiać drugą pensję. Ma już dziecko odchowane, nie musi się martwic, ile ma
      zaczekać zanim powie szefowi, ze teraz zachodzi w ciążę i rzuca pracę.
      Macierzyński owszem, jest płatny, ale przecież wychowawczy już nie, także nawet
      jeżeli ma się pracę, to sytuacja finasowa nie jest przez to lepsza - chyba, ze
      się zostawia 4 - miesięcznie dziecko w domu lub żłobku i wraca do roboty...
      Więc ta sytuacja, którą opisuję Erna jest sytuacją tymczasową i pytanie dotyczy
      tego, czy z MAŁYM DZIECKIEM da się przeżyć za tyle a tyle - a wy od razu
      straszycie świetlicami środowiskowymi i dziećmi slumsów wychowanymi pod
      smietnikiem przez rodziców- zasiłkowców, którzy nie mogą zapłacić za zieloną
      szkołę...
      • anulaaa Falka... 14.07.05, 12:38
        heh-ujęłąś wszystko to o co mi chodziło:D
        ja wyprawkę też zaczynam kompletować zaczynając od spaceró po znajomych:)

        gdybym wcześniej nie poroniła dwa razy to może by mi się nie spieszyło do
        dziecka...pomimo tego,ze jestem bardzo młoda to priorytety przez tragiczne dla
        nas wydarzenia też się pozmieniały...

        ***za goraco:(**
      • chiara76 Do Falki 32 14.07.05, 13:29
        falka32 napisała:

        > Z dzieckiem dohbrze jest siedziec w domu z pewnością około roku, jeżeli nas
        na
        > to stać, można też 3 lata, ale, kurcze, chyba erna nie zamierza przyjąć
        starusu
        >
        > kury domowej na wyłącznym utrzymaniu męża i gotować obiadki oraz wycierać
        noski
        >
        > nastoletnim dzieciom.
        > Najpóżniej po 3 latach dziecko idzie do przedszkola a kobita moze isc do
        pracy
        > i zarabiać drugą pensję. Ma już dziecko odchowane, nie musi się martwic, ile
        ma
        >
        > zaczekać zanim powie szefowi, ze teraz zachodzi w ciążę i rzuca pracę.
        > Macierzyński owszem, jest płatny, ale przecież wychowawczy już nie, także
        nawet
        >
        > jeżeli ma się pracę, to sytuacja finasowa nie jest przez to lepsza - chyba,
        ze
        > się zostawia 4 - miesięcznie dziecko w domu lub żłobku i wraca do roboty...
        > Więc ta sytuacja, którą opisuję Erna jest sytuacją tymczasową i pytanie
        dotyczy
        >
        > tego, czy z MAŁYM DZIECKIEM da się przeżyć za tyle a tyle - a wy od razu
        > straszycie świetlicami środowiskowymi i dziećmi slumsów wychowanymi pod
        > smietnikiem przez rodziców- zasiłkowców, którzy nie mogą zapłacić za zieloną
        > szkołę...


        Pewnie, ale żyjemy w Polsce. Moja znajoma szukała pracy przed zajściem w ciążę,
        skończyła dobre studia i straciła pracę. Szukała nowej, nie udawało się, więc
        właśnie, podjęli decyzję o dziecku na zasadzie, to może teraz, bo jak nie teraz
        to nigdy.

        Tylko, że teraz dziecko ma 2 lata, ona w sumie 4 lata już bez pracy i jak
        szuka znowu, to słyszy od pracodawców "Droga pani, tyle pani nie pracowała,
        wolimy przyjąć kogoś, kto ma ciągłość pracy".

        Czyli tak zwane błędne koło.
        Myślę, że nikt tu nikogo nie chce straszyć ale zwyczajnie, nie ma też sensu
        wmawiać sobie, że wszystko będzie różowe, bo można być właśnie w grupie, która
        nie ma znajomości i pracy po znajomości nie znajdzie i trzeba się też liczyć z
        faktem, że z dzieckiem w domu zostać trzeba będzie nieco dłużej a pieniądze na
        utrzymanie rodziny też jakieś być muszą. Nawiasem mówiąc, słyszałam, że ona
        jest właśnie w kolejnej ciąży, więc ona najwyraźniej się właśnie tak nie
        przejmuje i beztrosko do życia podchodzi.
        Ja bym tak nie umiała, może dlatego więc nie mam takich różowych okularów na
        nosie.
    • 18lipcowa Re: pieniądze a dziecko... 14.07.05, 15:19
      Nie radzę. Macie bardzo mało pieniędzy. Będzie wegetacja.
      • mkolaczynska Re: pieniądze a dziecko... 14.07.05, 15:30
        :-)))))))) W samo sedno bez owijania
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka