samodzielne...

04.08.05, 15:40
pewnie wiele z was, tak jak i ja zagląda nieraz na inne fora...
mi zdarzylo się ostatnio zajrzeć na forum samodzielnych mam i po przeczytaniu
kilku wątków zrobilo mi sie strasznie smutno i przykro...
ze tez niektorzy maja takiego pecha i trafiaja za przeroszenie na takich ch...
szkoda mi tych dziewczyn (kobiet), a jednocześnie podziwiam je, że daja redę!
    • kruszynka301 Re: samodzielne... 04.08.05, 16:15
      Kiedyś byłam stałym bywalcem tego forum, ale dobrze, że na to forum trafiłam już jako była samodzielna - tyle nienawiści, wzajemnej zawiści i obrzucania się błotem dawno nie widziałam - a przecież 95% piszących to porzucone kobiety z dziećmi. Dla porównania forum rozwodnicy - piszą zdradzający, zdradzone, samotni porzuceni itp - i atmosfera jest zupełnie inna.
      • irish76 Re: samodzielne... 04.08.05, 17:00
        a nie uwazacie ze czesto same sobie sa winne? tzn ze prawda lezy zawsze po
        srodku?
        • kruszynka301 Re: samodzielne... 04.08.05, 17:17
          pewnie się narażę, ale po stylu wypowiedzi i przekonaniach niektórych samodzielnych na w/w forum (od roku tam nie zaglądałam, może teraz się zmieniło), to wcale się nie dziwiłam, że są samodzielne.

          Prawda zawsze leży pośrodku, zawsze jest możliwa całkiemj inna interpretacja tego samego zdarzenia.
          Jeszcze raz - takiej nienawiści do ludzi (już nie tylko do mężczyzn) jak na tamtym forum dawno nie spotkałam.
          • ika20031 Re: samodzielne... 04.08.05, 17:22
            jasne, pewnie macie dużo racji...
            nie przeczę, że pewnie nie raz same są sobie winne i pewnie nie lepsze od
            tych "typów", których tak zawzięcie opisują w swoich postach, ale jest też
            wiele kobiet, które po prostu mialy pecha i ich ukochany z biegiem czasu okazał
            się zwykłym draniem...
            wlasnie tych kobiet najbardziej mi szkoda, i tych dzieciaczków bogu ducha
            winnych...
            • kruszynka301 Re: samodzielne... 04.08.05, 17:39
              mogę powiedzieć, że ja miałam pecha, eks zakochał się w innej, kiedy byłam w ciąży. Samodzielną mamą byłam niecały rok, obecnego, ukochanego męża poznałam, kiedy córeczka miała niecały roczek.
              Najważniejsze jest jednak nastawienie - jeśli ktoś całą energię przeznacza na walkę z eksem, odbieranie praw rodzicielskich, robienie trudnośći z rozwodem - nie starcza mu już sił na popatrzenie, że życie jest piękne, na cieszenie się życiem i maleństwem.
              Zostałam okrzyknięta "głupią" i "dziwną", ponieważ zgodziłam się od razu na rozwód bez orzekania o winie, bez świadków, bez wyciągania brudów. Ponieważ nie wyglądałam na zrozpaczoną, porzuconą żonę, tylko bawiłam się w Krakowie, też zostałam potępiona;).
              To tylko od kobiety zależy, jak będzie wyglądać jej życie - trafiła na drania - owszem, zdarza się, ale za to będzie można docenić, jakim skarbem jest kolejny mąż - ulubiony tekst mojego mężczyzny;).
              • ika20031 Re: samodzielne... 04.08.05, 18:50
                fakt- bardzo dużo zależy od kobiety- co ona zrobi ze swoim życiem po rozstaniu.
                niestety nie każda jest tak silna i pozytywnie nastawiona do swiata jak Ty.
                szczerze powiem, że ja w podobnej sytuacji najprawdopodobniej po prostu
                zalamalabym się... dlatego mam nadzieję, że takie "przygody" nigdy mi się nie
                przytrafią.
                a Tobie z calego serca zazdroszczę charakteru i nastawienia, o którym pisałas...
                i naprawdę podziwiam...
                • irish76 Re: samodzielne... 05.08.05, 10:18
                  i na tym polega zyciodajna moc selekcji naturalnej
                  niech najsilniejsi i pozytywnie nastawieni przetrwaja ;)
              • burza4 Re: samodzielne... 05.08.05, 13:29
                kruszynka301 napisała:

                > Najważniejsze jest jednak nastawienie - jeśli ktoś całą energię przeznacza na
                w > alkę z eksem, odbieranie praw rodzicielskich, robienie trudnośći z
                rozwodem - n> ie starcza mu już sił na popatrzenie, że życie jest piękne, na
                cieszenie się życiem i maleństwem.

                Trochę to niesprawiedliwe, co piszesz. Nie kazdy MOŻE pozwolić sobie na luksus
                pokojowego rozstania, bo okoliczności nie zawsze na to pozwalają. To, że miałaś
                więcej szczęścia, niż większość samodzielnych nie oznacza, że wystarczy sobie
                odpuścić, a życie ułoży się miło, łatwo i przyjemnie. Zazwyczaj bywa tak, że
                najgorsze cechy wychodzą na jaw przy rozstaniu. Inaczej byś podchodziła, gdyby
                np. eks mąż robił ci świństwa i gdybyś dłużej była sama, zdana tylko na siebie
                i przytłoczona sytuacją.
                • irish76 Re: samodzielne... 05.08.05, 14:04
                  no jasne
                  ale my mowimy o finale calej zabawy
                  a przyczyny?
                  ja w bajki nie wierze ze ktos do slubu byl cacy i ty tak go odbieralas a po
                  slubie zamienil nagle sie w potwora
                  • burza4 Re: samodzielne... 05.08.05, 14:22
                    irish76 napisał:

                    > a przyczyny?
                    > ja w bajki nie wierze ze ktos do slubu byl cacy i ty tak go odbieralas a po
                    > slubie zamienil nagle sie w potwora

                    to nie jest kwestia bycia "cacy" - tylko czasem zwykłej przwoitości, a raczej -
                    jej braku. Bo jak nazwać inaczej sytuacje, kiedy dobrze sytuowany facet
                    przepisuje cały majątek na nową kobietę i rżnie biedaka, żeby nie płacić
                    alimentów? albo jak zapomina o tym, że ma dziecko i po prostu znika? czy moja
                    znajoma mogła przewidzeć że mązowi zarabiającemu 20 tys. będzie musiała przez
                    komornika wyrywać z gardła 300 zł na dwójkę dzieci? czy inna - mogła
                    przewidzieć, że po kilku latach małzeństwa będzie patrzeć jak dziecko tęskni do
                    ojca, który ma wazniejsze sprawy? ja się nie dziwię goryczy niektórych.
                    Nawet jesli widziało się (albo powinno widzieć) jakieś wady partnera przed
                    slubem - to co z tego? lżej z tym żyć?
                    • irish76 Re: samodzielne... 05.08.05, 18:14
                      kochanie
                      ale to o czym piszesz: czyli swinskie zachowania jednej ze stron (czyszczenie
                      konta, wywalenie z mieszkania) to juz tylko final.
                      Mi chodzi o to skad to sie bierze, gdzie bylo zrodlo.
                      jak ktos ma noz na gardle zawsze jest w stanie zrobic swinstwo. zwyczajny
                      odruch bezwarunkowy.
                      he?
                • kruszynka301 Re: samodzielne... 05.08.05, 15:54
                  To, że miałaś
                  > więcej szczęścia, niż większość samodzielnych nie oznacza, że wystarczy sobie
                  > odpuścić, a życie ułoży się miło, łatwo i przyjemnie.

                  O szczęście trzeba walczyć, bo nic nie przychodzi łatwo. Odpuszczenie sobie walki rozwodowej to pierwszy mały kroczek, ale w dobrym kierunku. Eks mąż nie mógł mi robić świństw, ponieważ zbyt zależało mu na rozwodzie i szybkim ślubie (byłyśmy w ciąży jednocześnie ja i kochanka), żeby niepotrzebnie przedłużać sprawę.
                  Moje przekonania wynikają z rocznego czytania forum samodzielnych, bardzo dużo spraw jest do polubownego załatwienia, pod warunkiem odpuszczenia sobie, odrzucenia na chwilę zranionej ambicji, i rozumowego podejścia (z tym jest najtrudniej) do sprawy.
                  • burza4 Re: samodzielne... 05.08.05, 16:31
                    Ja akurat z eksem mam bardzo dobre relacje, ale umówmy sie - do tanga trzeba
                    dwojga. Twojemu akurat zależało - więc jak rozumiem był skłonny przystać na
                    twoje warunki, nie wyrzucał cię z mieszkania z dzieckiem, nie wyczyścił konta
                    do zera, nie zostawił ci długów? a co z takimi, którym się wcale nie spieszy? i
                    którzy nie dość, że skrzywdzą zdradą - to jescze starają się ogołocić byłą
                    rodzinę ze wszystkiego - bo właśnie przenieśli zabawki do innej piaskownicy?

                    Wiesz - mi się wydaje, że łatwiej wybaczyć jednorazowe świństwo (zdrada), niż
                    ciąg świństw (zdrada+walka o jak najniższe alimenty+krętactwa), coraz większych
                    i boleśniejszych. To raz. Dwa - łatwiej wybaczyć świństwo, które ktoś zrobił
                    TOBIE, o niebo trudniej - jesli to świństwo robione jest bezbronnej istocie, na
                    której cierpienie bezradnie patrzysz (mam na mysli wasze dziecko). Tu już
                    trudniej po prostu sobie odpuścić. Co byś czuła, gdyby twoje dziecko było na
                    tyle duże, żeby ze łzami w oczach skwitować pojawienie się przyrodniego
                    rodzeństwa "tata ma nowe dziecko, ja już jestem niepotrzebny"? Mało
                    samodzielnych ma ten komfort, żeby olać to wszystko. I ze względów finansowych,
                    i dlatego, że dzieci tęsknią do ojca - który obiecuje - i nie dotrzymuje słowa.

                    Koleżanka rozstała się z mężem polubownie, ale potem... ona świetnie zarabiała,
                    więc jakoś nie zwracała uwagi na fakt, że żyją za jej pieniądze. On tez nieźle
                    zarabiał, tyle, że jak się okazało, kasę przelewal na konto mamusi), dziecko
                    mają chore i wydatki na rehabilitację były rzędu 3,5 tysiąca na miesiąc. Tatuś
                    przy zarobkach 12-15 tysięcy - zaoferował... 400 zl alimentów - i uważa że jest
                    w porządku. Do tego walczył o to, żeby jemu spłaciła połowę mieszkania, do
                    którego się nie dołożył. Ona ze względu ma dziecko zmienia pracę na gorzej
                    płatną, ale która da jej więcej czasu. Ma spłacić byłemu męzowi 80 tys. -
                    mężowi, który miał czyściutkie konto przy rozwodzie - a który chwilę później
                    miał już za co kupić apartament za 350 tys. Na dziecko wywalczyła CAŁE 1000 zł
                    alimentów, co w naszych warunkach jest jakąś wielką sumą, ale w stosunku do
                    zarobków ojca i potrzeb dziecka - dość nędzną. Myślisz, że kiedykolwiek będzie
                    życzliwie do niego nastawiona? kiedy widzi że on śmieje jej się w nos?
                    • kruszynka301 Re: samodzielne... 05.08.05, 18:19
                      Burzo, oczywiście, że pojedyńcze przypadki się zdarzają - ale chyba musisz przyznać, że w większości przypadków walczy się dla zasady - takie przynajmniej miałam ogólne odczucia po czytaniu forum. Wywlekanie np tego, co eks powiedział, robienie awantur o drobne sprawy (już nie pamiętam szczegółów) - wszystko to sprawiło, że raz na zawsze zraziłam się do forum samodzielnych, pozostał niesmak.
                      Sama spotykałam się z kilkama samodzielnymi z forum (teraz już też nie piszą), również miały podobne odczucia. Może się już zmieniło, ale nigdy nie byłam pewna, pisząc na forum, że nie zostanę obrzucona błotem.
                      I na koniec, nie chodzi mi wcale o życzliwe nastawienie do eksa, lecz nie wdawanie się w kłótnie, awantury. Moja córeczka wie, że ma dwóch kochających ją tatusiów, nigdy nie usłyszała złego słowa ani na temat taty, ani na mój.
                      Czy ja mam szczęście? Pewnie tak, ale wiem, że gdybym to inaczej rozegrała (rozwód z orzekaniem o winie, większe alimenty) byłabym o wiele mniej szczęśliwsza, a życie potoczyłoby się zupełnie inaczej, i to w dosłownym znaczeniu.
                      Obecnego męża spotkałam na ... czacie, a kiedy opowiedziałam o przebiegu rozwodu (bez podnoszenia głosu, w zgodzie, jechaliśmy z eksem jednym samochodem) zapragnął poznać takie indywiduum, ponieważ przeżył rozwód rodziców i kulturalne rozstanie w podobnych okolicznościach nie mieściło mu się w głowie.
Pełna wersja