naise
12.10.05, 11:29
Mój facet kilka miesięcy temu podpisał umowę kupna mieszkania (nazwijmy je A)
które dostanie 31.12.2006 w stanie surowym, więc należy doliczyć kilka
miesięcy na remont - zwłaszcza że M chce większość zrobić sam, by
zaoszczędzić. Wpłacił już kilka rat - pokaźną kwotę dostał od rodziców, część
ma z książeczek mieszkaniowych, część tego co zarobił - lecz mimo wszystko za
mniej więcej pół roku będzie zmuszony wziąć kredyt na ok 70-90 tyś (wliczając
pieniądze na przystosowanie mieszkania do zamieszkania :), meble, itp).
Głównym problemem jest to że nie może znaleźć stałej pracy, więc nikt kredytu
mu nie da, on sobie zamyślił że ewentualnie pożyczy od rodziny, ale to też
nic pewnego.
No i właśnie kilka dni temu okazało się że mieszkanie (nazwijmy je B) 'pod
nami' (pod mieszkaniem w którym mieszkam z rodzicami) jest na sprzedaż. Jest
częściowo wyremontowane, ale generalnie wyposażone, można w nim mieszkać i
powplutku remontować. Rodzice chcą je kupić dla mnie, bądź zaproponowali
mojemu M żeby kupić je wspólnie, oczywiście na akcie notarialnym będą dwa
nazwiska. Mieszkania są mniej więcej metrażowo podobne. Niestety M nie może
zrezygnować z umowy bo zapłaci karę pieniężną, lecz może mieszkanie sprzedać
komuś innemu i przepisać umowę.
Oczywiście jak wszędzie jest wiele plusów i minusów:
-mieszkanie A będzie nowe i można je urządzić jak nam się podoba
(kafelki,kolor ścian itp)
-mieszkanie B jest gotowe do zamieszkania od momentu zakupu (3-4 tygodnie)
-mieszkanie B ma lepszą lokalizację, blisko park i 2 przystanki do metra
-mieszkanie A jest położone tuż przy dużej ulicy, osłaniają je tylko takie
panele wyciszające
-mieszkanie A jest w nowym budownictwie, jest to osiedle zamknięte, parking,
ochrona duży balkon, schowek na klatce itp
-mieszkanie B nie wymaga brania kredytu, M będzie mógł zapłacić swoją połowę
z pieniędzy odzyskanych ze sprzedaży tamtego mieszkania i jeszcze mu zostanie
-mieszkanie B - rodzice utrzymują że kiedyś jak ich już nie będzie (oby
jeszcze długo byli) będziemy mogli zrobić mieszkanie piętrowe, lub jedno z
mieszkań wynająć
-mieszkanie B mamy blisko do rodziców, i mimo że dla niektórych to byłby
problem, dla nas nie jest, M ma dobry kontakt z moimi rodzicami, zawsze
będziemy mogli podrzucić im dziecko, czy pomóc kiedy będą starsi
Jest jeszcze kilka innych czynników:
-M z przyczyn niezależnych od siebie został zmuszony wyprowadzić się z domu,
obecnie pomieszkuje u kolegi albo u mnie (do domu raczej już nie wróci)
-M nie ma pracy, nikt więc nie da mu kredytu na spłatę tamtego mieszkania
Dlatego próbuję przekonać faceta do zmiany planów, on jednak jest optymistą i
uważa że dostanie kredyt wszystko spłaci, a dodatkowo wymyślił że pożyczy od
ojca pieniądze i kupi oba mieszkania, czyli pożyczka od ojca i kredyt w banku
= wpakowanie się w długi na długie lata. Mówię mu że lepszy wróbel w garści
niż gołąb na dachu, ale on już snuje marzenia, o tym jak to będziemy jedno z
mieszkań wynajmować i że samo się spłaci - ciekawe za ile lat.
Niemniej chciałam Was zapytać, który wariant byście wybrały?
- spłacanie nowiutkiego mieszkania A
- kupno mieszkania B i zero zobowiązań finansowych
Aha uprzedzam zapytania, moi rodzice nie bardzo chcą się zgodzić na dołożenie
pieniędzy do tamtego mieszkania (A), umowa jest już podpisana, poza tym
rodzice uważają że mieszkanie B to dobra inwestycja, w dobrym punkcie,
ponadto zakładają że kiedyś zrobimy to mieszkanie dwupoziomowe. Oczywiście
wszystko będzie zależało od ceny mieszkania B, bo jak będzie za wysoka, to
wiadomo że go nie kupimy.