loolamoon
11.02.06, 01:35
Witam wszystkie Dziewczyny,
Pisze, bo nastal moment, w ktorym dluzej nie moge milczec. Moj ukochany
(ojciec mojego malenstwa w brzuchu) jest kanadyjczykiem. POznalismy sie dwa
lata temu, kiedy ja pracowalam w Austrii, a on studiowal w Berlinie. Byla to
wlasciwie milosc od pierwszego wejrzenia.... Trudne byly nasze poczatki,
poniewaz bylismy w roznych miejscach i czasochlonne i kosztowne byly nasze
podroze co-weekendowe. Po roku takiego szrpania , kiedy Sam skonczyl studia,
ja za jrgo namowa zdecydowalam sie rzucic prace i wyjechac z nim w podroz po
Gambii i Senegalu, gdzie on kilka lat wczesniej byl i prowadzil badania nad
religia. Troche trwalo, alby mnie namowil, jako, ze lubilam swoja prace i co
wiecej mialam z niej dobre pieniadze. Ale jednak, jako, ze jestem z natury
romantyczka zlamalam sie. Szescio miesieczny wyjazd okazal sie najgorszym
koszmarem. A mianowicie moj ukochany, stabilny i rzeczowy Sam po spotkaniu
z 'dawnymi znajomymi' przeszedl na Islam i dolaczyl sie do sekty
zamieszkujacej polnoc Senegalu, pozostajac pod przeogromnym wplywem guru.
Zajelo mi miesiac plakanie, proszenie, nawolywanie o rozsadek, ludzie
w 'spirytualnej komunie' coraz bardziej byli mna poddenerwowani, ja bylam
zupelnie 'zaplatana' i wiedzialam, ze musze go zostawic. Postanowilam jednak
nie przerywac podrozy, na ktora mialam odlozone spore srodki, i ktora tak
skrupulatnie zaplanowalam. Pojechalam na poludnie i tam zatrzymalam sie na
trzy miesiace w wiesce, gdzie podjelam lekcje tamtejszej mowy, tanca i
odpoczywalam po przejsciach na \boskiej plazy. Wielkie bylo moje zdziwienie,
gdy po trzech miesiacac pojawil sie Sam, chudy, blady, zarobaczony, bez
grosza przy duszy. Plakal i prosil o przebaczenie. Jeszcze raz wywrocilo to
moj swiat do gory nogami. Sle za to zdalam sobie sprawe jak badzo go kocham i
jak zalezy mi na nim. Wyjechalismy na dwa tygodnie na wyspy, gdzie rzeczowo
omowilismy plan daleszego dzialania. Jako, ze nasz plan przed podroza,
osiedlenia sie w Londynie, zupelnie runal, zdecydowalismy, ze albo jedziemy
do POlski, albo do Kanady. Chodzilo nam o to, zeby byc blisko rodziny, jednej
czy drugiej. Z powodow ekonomicznych wybralismy KAnade. I tu sie zaczelo. Sam
nie powiedzial swoim rodzicom o tym co dzialo sie w Afryce. Osiedlismy w
Montrealu, gdzie jest jego rodzina. Jest to zamozna, badzo wyksztalcona
Zydowska rodzina. W zwyczaju owej rodziny jest finansowe pomaganie dzieciom.
Tak wiec, jako ze ja nie mam tu jeszcze pozwolenia na prace, pracuje na pol
etatu dla siostry Sama, on zaczal pracowac w firmie komputerowej i calkiem
niezle zarabia. Rodzice jednak dokladaja nam sporo do pensji. Ja jestem w
ciazy od trzech miesiecy, i wlasciwie od tego czasu zaczely sie dziac rzezczy
dziwne. Jego rodzice 'wpieprzaja' sie doslownie we wszystko. Co i jak i
gdzie. Mowia mu caly czas co ma robic, jak ma robic, etc. POniewaz wszyscy sa
bardzo dobrze wychowani, o niczym niewygodnym nie mozna mowic. POnadto
rodzioce, a szczegolnie ojciec bardzo mnie ostatnio krytykuja, co umowmy sie
nie jest najlepsze w ciazy. Czuje sie jakby obwiniali mnie, ze zlamalam mu
zycie (mamy po 27 lat). Ojciec z sarkazmem odnosi sie do mojego wyksztalcenia
i tego co robie (marketing i reklama), caly czas mowia mi jak powinnam sie
ubierac i jakie witaminy przyjmowac. Ale nawet nie to jest problemem,
problemem jest, ze moj Sam nie umie powiedziec rodzicom nie, n ie umie
przyznac sie ze oni popelniaja bledy, ze sa zaborczy i czasami co tu sie
oszukiwac glupi. Nie chce go buntowac przeciwko rodzicom, ale jak tak dalej
pojdzie to zrobi sie jakas awantura, ja juz nie wytrzymuje. Przestalam
chodzic na rodzinne obiady, bo za duzo mnie to kosztuje. Ojciec jego caly
czad placze i powtarza jaka niesamowita i nadzwyczajna osoba jest Sam, a ja
moge sie schowac...... Prosz pomozcie, jesli ktoras z was przchodzila cos
podobnego.... Acha, no i irytuje mnie, ze oni nic nie wiedza dlaczego
jestesmy tu (afrykanski kryzys)i sobie dospiewuja ze mi jest pewnie wygodnie
i 'sse' z Sama kase.... MAm dosc!