gruszka28
12.03.06, 18:18
sama nie wiem kiedy zaczęły się kąśliwe uwagi, podnoszenie głosu, wzajemne
pretensje. Ja się szybko irytuję, fakt, ale on dziś np. przyszedł ze szkoły
(studiuje zaocznie) wkurzony i z pretensjami, że nie chcę jechać na zakupy-
spożywka -(jest taka potrzeba), ja nie mogłam bo akurat byłam w trakcie
leczniczej domowej terapii, miałam mokre włosy po kąpieli, i wstawiałam
obiad. On z pretensją co ja dziś robiłam, że śmieci nie wyrzucone (poszedł
zły i wyrzucił), że do jaśnie Pani (czyli do mnie )trzeba wcześniej dzwonić i
informować o wyjeździe na zakupy (wwa to do marketu na zakupy tylko autem)...
no i wogóle. Miałam na krótko łzy w oczach to mnie wyśmiał. Beznadzieja. Od
wczoraj nie idzie nam. Fakt ostatnio miałam pretensje do niego, że ma mały
popęd seksualny- sex 5 razy w m-cu, że objada się nocami -fyrki, smażona
kiełbasa i kotlet, a ma duży brzuch i nie jest drobny. Ja też nie jestem
wcale święta, również potrafiębyć zgryźliwa. O seksie rozmawialiśmy, jest
lepiej- ale porozumienia ostatnio żadnego. Dziś poczułąm się jakbym była dla
niego babką do sprzątania (to też zostało wyśmiane-odkurzanie, kurze myćie
podłóg i pranie to tylko 4 godziny w ciągu dnia,a co robiłam przez resztę
dnia ???!! ) i do dbania o dom i że on uczący się jeszcze to ma prawo
oczekiwać zadbanego domu i mojej gotowości w każdej chwili do wyjscia z domu
na zakupy.
Ja też pracuję, mieszkaliśmy razem 3 lata przed ślubem. Było super,
zrozumienie, szacunek. gorące uczucie. Teraz jest pół roku po ślubie. I taka
ogólna apatia. Beznadzieja. Tak miało być?