Dodaj do ulubionych

młode małżeństwa i teściowie

15.06.06, 23:26
Czytając to forum zauważyłam, że w Polsce jest praktycznie normą, że po
ślubie młodzi nie żyją normalnie tzn. samodzielnie- teściowie mają klucz do
mieszkania, teściowa mówi synowej jak ma urządzać mieszkanie i co gotować
synkowi. A już najlepsze są niedzielne obowiązkowe obiadki albo sytuacja
typu: młdzi mieszkają dwie klatki dalej od rodziców i rodzice codziennie
siedzą u dzieci, gotują obiady i wychowują wnuki. A najgorsze jest to, że to
już chyba nasza taka polska mentalność- niby się tymi relacjami nie
przejmujemy (my, matki-Polki) ale i tak żyjemy w jakimś stopniu
podporządkowane teściom. Ja na przykład mam w sobie coś takiego ,że niby
myślę sobie: to moje życie i zrobię jak chcę ale nawet jeśli postawię na
swoim to sam fakt, że mam powyższe refleksje świadczy o tym, że mentalnie
jestem podporządkowana jakiejś sile wyższej tzn. teściom. Też tak macie czy
kompletnie "olewacie" to, co mówią rodzice męża czy Wasi? Co o tym sądzicie?
Obserwuj wątek
    • caysee Re: młode małżeństwa i teściowie 15.06.06, 23:48
      Mam bardzo podobne przemyslenia jak chodzi o twoje. Rowniez czesto mysle sobie,
      ze zrobie po swojemu, jestem w koncu dorosla, jestesmy samodzielni, ale mimo
      wszystko gdziestam w duchu mysle o tym, co na to powiedza tesciowie. Wydaje mi
      sie, ze to zalezy przede wszystkim od kontaktu z tesciami i od tego jacy to
      ludzie. Np. moj tesc jest bardzo krytyczny, nic mu sie nie podoba i latwo mu
      podpasc - moze przez to mam takie mysli.
      • malibu9 Re: młode małżeństwa i teściowie 16.06.06, 08:54
        Moja przyszła teściowa jest bardzo nadopiekuńcza. Mój narzeczony często
        kontroluje jej zachowanie(za co szczerze mu dziękuję)więc nie muszę sama
        ingerować. Ostatnio wprowadziliśmy się do nowego mieszkania (15min drogi od
        nich)i trochę się boję. Teściowa zazwyczaj powtarza-ja się nie będę wtrącać to
        wasze życie,ale zaraz potem przynosi jakąś rzecz którą ja mam czuć się
        zobligowana powiesić bądź postawić w naszym minimalistycznym mieszkaniu.
        Wkurzam się wtedy wewnętrznie,bo nie wiem w jaki subtelny sposób jej wytłumaczyć
        że nie chcę gratów w domu. Niestety czasem przegrywam w takich dyskusjach z moim
        partnerem,bo dla niego to nie problem powiesić np.jakaś słomianą lalkę w
        sterylnej i prostej kuchni! Irytuje mnie to,ale pracuję nad sobą i w końcu
        nauczę się mówić nie. Jeśli chodzi natomiast o gotowanie to mam tą wyższość że
        mój Przyszły uwielbia moją kuchnię,więc generalnie z jego wybrzydzaniem nie mam
        problemów. Natomiast gdy już częstuję czymś nowym teściową zauważam że podchodzi
        do tego jeśli nieufnie to z dużym dystansem i mam wrażenie że degustuje bo tak
        nakazuje kultura. teść jest w porządku,docenia moją pracę, pomysłowość w
        projektowaniu i urządzaniu mieszkania i co mnie totalnie wybija trochę stofuje
        swoją żone,by brala ze mnie czasem przykład. Regularnych obiadków nie ma,a to
        dzięki perswazji mojego Narzeczonego,który stwierdził,że nie marzy o niczym
        innym jak być ze mną i odpoczywać od przesadnej troski rodziców.
        • horpyna4 Re: młode małżeństwa i teściowie 16.06.06, 09:16
          Nigdy nie miałam takich problemów. Po prostu uważałam, że małżeństwo musi żyć
          na własny rachunek i bez rodziców. Postawiłam facetowi warunek - mieszkanie.
          A jego matka bardzo mnie kokietowała i proponowała duży pokój. To znaczy
          proponowała swojemu synkowi, że nam jeden odda, ale on wtedy nawet mi o tym nie
          powiedział. Dobrze mnie znał. I swoją matkę też.
          Dzięki takiemu trzymaniu od samego początku na dystans nie miałam z teściową
          najmniejszych problemów. A była to osoba bardzo energiczna i lubiąca rządzić.
          No i jak przyszła (zaproszona) obejrzeć nasze już urządzone mieszkanie, to
          orzekła, że widać silną osobowość urządzającej. I nie śmiała wtrącać się i
          wyskakiwać z prezentami "do mieszkania".
          • paula.anna Re: młode małżeństwa i teściowie 16.06.06, 11:32
            ja postąpiłam podobnie jak horpyna4, na długo przed ślubem powiedziałam, że z
            teściami na pewno mieszkać nie będę. przyszły mąż zgodził się. jednak na własne
            M przyszło nam długo czekać i stoczyć o nie wiele słownych bitew, także z
            teściami i babcią męża. uważali oni, że MAMY z nimi mieszkać, tak nam będzie
            najlepiej, że nie znamy życia... długo można opisywać. byłam nieugięta,
            mieszkaliśmy trochę tu, trochę tam, żeby się moi teściowie nie przyzwyczaili.
            moja teściowa jest w zasadzie ok, ale "bardzo energiczna i lubiąca rządzić".
            w końcu pogodziła się z tym, że nie utrzyma syna w domu, ale na tym jeszcze nie
            koniec. mój mąż dopiero uczy się mówić jej nie. nawet jak zamieszkamy wreszcie
            oddzielnie, to przecież ma telefon i nasze numery i nie zawaha się ich użyć.
            trochę czasu upłynie, zanim przestanie wzywać mojego męża do każdej zmiany
            żarówki... ale poradzimy sobie z tym :)
    • szara82 A wielopokoleniowe rodziny? 16.06.06, 09:19
      Może spójrzmy na to z innej strony - co się dzieje z wielopokoleniowymi rodzinami? Przecież to był standard, dziadkowie, rodzice i dzieci pod jednym dachem. To jest dopiero szkoła życia! Bo co za problem żyć sobie oddzielnie i być sobie sterem, żaglem i okrętem, a co innego codzienne życie z resztą familii i nie zagryzanie się nawzajem. Poza tym co będzie z rodzicami (czy teściami) na starość, kiedy już wszyscy od nich wyfruną? Kiedy będzie już naprawdę ciężko, tak że trzeba się będzie nimi codziennie zajmować? Oczywiście, że można ich oddać do dobrego zakładu opieki, ale mówiąc już o sprawach ostatecznych - ciężko umierać samemu.
      Dlatego darzę najwyższym szacunkiem tych, którzy potrafią sobie ułożyć życie w domu z rodzicami/teściami. Mówię tu o zdrowych układach, nie opisywanych tu patologiach.
      Ale wiem, że my możemy mieć dobre chęci ułożyć sobie stosunki z teściową, a ona...
      • triss_merigold6 Re: A wielopokoleniowe rodziny? 16.06.06, 09:27
        Wielopokoleniowe rodziny pod jednym dachem to był przymus ekonomiczny, tak samo
        jak pokoje z kwaterunku dla kilku rodzin w przedwojennych dużych lokalach.
        Dlaczego zakładać, że rodzice/teściowie zniedołężnieją na starość całkowicie.
        Można mieszkać w pobliżu i pomagać ale niekoniecznie zajmować się non stop. Są
        opiekunki i pielęgniarki chociażby. O ile z własnymi rodzicami mogłabym
        mieszkać np. w bliźniaku o tyle z teściami nigdy i pod żadnym warunkiem.
      • kawka74 Re: A wielopokoleniowe rodziny? 16.06.06, 09:48
        Borejkowski model rodziny jeży mi włos na głowie. Żadna tam szkoła życia, raczej
        próba wytrzymałości, zanim się wyciągnie za kołnierz wujka, który okupuje
        łazienkę od kwadransa, a nam się spieszy. W 99 przypadkach na 100 młode
        małżeństwo mieszka z rodziną tylko dlatego, że musi, a nie dlatego, że chce. Bo
        cóż to za radocha, zero intymności, nie można na golasa poczłapać do łazienki,
        rządy zwykle trzyma teściowa albo matka i trzeba się im podporządkować. Sama
        przyjemność, naprawdę.
        I czy naprawdę tylko ci, którzy mieszkają z rodzicami, są zdolni do tego, żeby
        się nimi w razie czego zająć?
        A to, co jest tu opisywane, to nie patologia, to życie...
      • malgorzata_i_mistrz Re: A wielopokoleniowe rodziny? 16.06.06, 11:25
        Do 15-ego roku życia mieszkałam w rodzinie wielopokoleniowej. Dziadkowie, moi
        rodzice z nami i mój wujek z rodziną. W sumie 9 osób na 83 m^2. I na ten temat
        mam jedno do powiedzenia: Nigdy.Więcej! Gdy przyjeżdżała do nas kuzynka
        zazdrościła nam wieloosobowych obiadów w kuchni i właśnie tej, he he he,
        wspólnoty, ale codzienna prawda była o wiele mniej różowa, chociaż zarówno mama
        jak i ciotka z teściową żyły bardzo dobrze, ale mama tak naprawdę odżyła dopiero
        po wyprowadzce. A miały z babcią o wiele bardziej podobne charaktery niż ze mną.
        Wolę nie myśleć, co by się działo, gdybyśmy musiały mieszkać razem na dłużej niż
        dwa dni.

        ___________________________

        Twoja matka była chomikiem.
      • paula.anna wielopokoleniowym rodzinom mówię NIE! 16.06.06, 11:40
        babcia mojego męża ciągle nam truje, że kiedyś tak było i było dobrze, że my
        też powinniśmy z nimi mieszkać, że będzie nam źle samym... rzygam tym! efekt
        jest taki, że przestałam lubić babcię M, unikam jej, bo boję się że kiedyś
        powiem jej co o tym wszystkim myślę, mimo, że jest stara i należy jej się
        szacunek. ale nam też! ona niech decyduje za siebie, nie za nas. jestesmy
        dorośli, sami się utrzymujemy i mamy prawo podejmować własne decyzje. jeśli
        chcemy mieszkać sami, to będziemy, niezależnie od tego, czy jej i innym się to
        podoba, czy nie!
        a jeśli kiedyś teściowie lub moim rodzice będą potrzebowali opieki, to się nimi
        zajmiemy, ale do tego czasu chcemy mieć własne życie, gary, sprawy itp

        przepraszam za ten wybuch. to nie do Ciebie szara82. po prostu sporo przeszłam
        walcząc o naszą niezależność i ciśnienie mi się podnosi przy takich tematach
        • szara82 Re: wielopokoleniowym rodzinom mówię NIE! 16.06.06, 17:00
          paula.anna napisała:
          > przepraszam za ten wybuch. to nie do Ciebie szara82. po prostu sporo przeszłam
          > walcząc o naszą niezależność i ciśnienie mi się podnosi przy takich tematach

          Nic się nie dzieje, przecież sobie kulturalnie dyskutujemy:) W Jeżycjadę też nie wierzę, tam zdaje się żadna kobieta nigdy okresu nie dostała, jak mam w to wierzyć?;)
          Nie opowiadam się jednoznacznie za modelem 2+2+2, ale zastanawia mnie czy jest on zawsze zły, z definicji.
    • dunia77 Re: młode małżeństwa i teściowie 16.06.06, 09:42
      Ja tak nie mam. Moi rodzice mieszkaja 1000 km od nas, tesciowie 700 km i nie
      maja zadnego wplywu na nasze zycie.
    • merda Re: młode małżeństwa i teściowie 16.06.06, 10:05
      Ja mysle,ze nasze polskie Matki-Polki to nic w porownaniu z wloskimi,gdzie mama
      najchetniej zostalaby zona syna.
    • deodyma Re: młode małżeństwa i teściowie 16.06.06, 10:49
      ja sie bardzo ciesze, ze od tesciow dzieli nas dobre ponad 700 km. niestety,
      moja tesciowa lubi sie wtracac do wszystkiego. dlatego nie wyobrazam sobie, ze
      miala bym mieszkac z nia pod jednym dachem. wogole moja tesciowa to traktuje
      mojego meza tak, jakby byl dzieckiem specjalnej troski co jego doprowadza do
      szalu. po slubie maz delikatnie zasugerowal mi, ze za jakis czas moglibysmy
      wykupic mieszkanie na osiedlu, gdzie mieszkaja jego rodzice i tam zamieszkac.
      powiedzialam zdecydowanie NIE. jak sie potem okazalo, jego matka go do tego
      namawiala.
    • oliwka117 Re: młode małżeństwa i teściowie 16.06.06, 15:00
      Ja się sporo namęczyłam i napłakałam żeby móc zacząć żyć własnym życiem i mam
      nadzieję, że powoli udaje mi się to realizować. Problem tkwi w tym, że moja nowa
      rodzina-rodzina męża ma tendencje do podporządkowywania sobie wszystkich i
      wszystkiego. Wszystko musi być tak jak chcą oni a już przynajmniej moja
      "ukochana"szwagierka. Do tej pory mieliśmy obowiązek odwiedzania rodzinki
      przynajmniej raz w tygodniu-a i tak nasłuchaliśmy się, że jesteśmy podli, bo za
      rzadko odwiedzamy, relacjonowania co się u nas dzieje, kiedy będziemy mieli
      dzieci i wysłuchiwanie jakie obowiązki ma mój mąż-wobec zamężnej siostry i Mamy.
      Twierdziły, że skoro mąż ma czas między jednymi zajęciami a drugimi to ma
      obowiązek załatwić coś siostruni, pojechać, zrobić. itp. Koszmar! Porozmawiałam
      szczerze z Teściową i nasze relacje są teraz inne, lepsze dla obu stron a ze
      szwagierką nie gadam i tak jest lepiej.
    • kasica_33 Re: młode małżeństwa i teściowie 16.06.06, 22:47
      Z reguły duża większość rodziców i teściów ingeruje w życie swoich dzieci.No
      cóż czasami jest to z dobrego serca, a niekiedy najzwyklejsze w świecie
      wtrącanie się.Tak to już jest.Ale u mnie nie ma takiego czegoś.Pomimo, że nie
      jesteśmy jeszcze małżeństwem, ale mieszkamy ze sobą, moja matka, ani przyszli
      teściowie nie ingerują w nasze życie.Nie każą robić nam niczego, wbrew naszej
      woli.Wszystko co robimy jest wyłącznie naszą decyzją i wszyscy są
      zadowoleni.Rodzice odwiedzają nas bardzo żadko, jedynie co to moja matka
      potrafi czasami dzwonić codziennie, ale nie po to by dać swoje nauczki, czy coś
      w tym stylu, ale po to by sobie poplotkować(obie lubimy gadać o wszystkim i o
      niczym:))Mam nadzieję, że tak zostanie, jeśli już będziemy małżeńswem. Tak
      naprawdę nie mam ku temu wątpliwości, bo ani moja matka, ani teściowa nie
      należą do osób które na siłę wchodzą z butami w czyjeś życie...i między innymi
      za to je cenię:)Pozdr
      • agnieszkaaa6 Re: młode małżeństwa i teściowie 19.06.06, 13:32
        My mieszkaliśmy przed ślubem 8 lat i też w tym czasie nikt z rodziców czy
        teściów nie wtrącał się do naszego życia. Ale wszystko zmieniło się po ślubie.
        Moi rodzice mieszkają ok 100 km od nas, ale też próbują ingerować w nasze
        życie. Zaczęli nawet rozbudowywać dom i sugerują nam (co prawda delikatnie, ale
        zawsze), że moglibyśmy z nimi mieszkać, bo do pracy godzinę czy półtorej w
        jedną stronę to zawsze można dojechać. Natomiast moja teściowa, która mieszka
        dwie ulice dalej zaraz po ślubie chciała gotować nam obiady (tak jakbyśmy przez
        te 8 lat nie gotowali u siebie w domu) i ogólnie za wszelką cenę szukała
        sposobu, aby żyć z nami wspólnie. Dodam jest rozwódką od 20 lat i nie ułożyła
        sobie już życia, jest sama. W momencie kiedy wszyscy dowiedzieli się, że jestem
        w ciąży te namowy do wspólnego życia stały się jeszcze silniejsze. Teściowa
        chciała abyśmy z nią zamieszkali, bo ona ma trzy pokoje, a my mieszkamy w
        kawalerce. Zdecydowała, że my mamy iść do pracy, a dziecko ona będzie
        wychowywać i wiele jeszcze innych takich. Może nie byłoby to aż tak bardzo
        denerwujące, bo przecież chcieć to ona może sobie wszystko, a to co my zrobimy
        to nasza sprawa, jej nic do tego. Ale dodatkowo przy rodzinie mojego męża
        zaczęła się użalać, że ona jest teraz taka nieszczęśliwa, bo czeka ją
        wychowywanie małego dziecka, nieprzespane noce itd. Chociaż nigdy jej nie
        poprosiłam o pomoc. Mało tego, mówiliśmy jej nawet z mężem, że nie potrzebujemy
        jej pomocy, że jak urodzę to będzie mi pomagał mąż i moja mama. Pewnego dnia
        zaczęła wrzeszczeć i zrobiła awanturę o to, że ona ma prawo wychowywać to
        dziecko i my jej napewno nie będziemy mówić co ona ma robić, bo i tak będzie
        tak jak ona chce. Powiedziałam jej, że nie potrzebuję jej pomocy, bo mam swoją
        mamę i męża. Skończyło się na tym, że przestałam do niej dzwonić i chodzić. Jak
        ona do nas przychodzi to ją ignoruję, nawet nie proponuję kawy. Kiedy do mnie
        dzwoni rozmawiam z nią bardzo chłodno.
        Także też wydawało mi się, że po ślubie nic się nie zmieni, a tu taka nie miła
        niespodzianka. Może u ciebie będzie inaczej. Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka