Dodaj do ulubionych

bardzo silna pokusa zdrady.....

11.07.06, 10:24
Jestem mezatka od 3 lat, wczesniej byliśmy razem prawie 2 lata wiec 5 lat sie
znamy. nie mamy dzieci.... nasze bezseksie trwwa już 3 miesiace.... nie wiem
od czego się zaczelo... tradycyjnie od bolu glowy, zmeczenia, braku ochoty
itp wogole nie mam ochoty na zblizenia z mezem....kocham mojego meza i przez
szacunek do niego nie
zdrdazilam..... pokusa jest jednak silna... ok miesiac temu poznalam tamtego
mezczyzne, to nowy pracownik z firmy, ale z innego dzialu.... nasza
fascynacja jest obopolna...... było już pare sytuacji zagrazajacyh mojemu
malzenstwu.... powiedzialam stop...unikam kontaktu z tym mezczyzna bo boje
się ze dam się poniescc namietnosci.... kocham meza... i jestem religijna
wiec wiem ze wyznalabym mu prawde o zdradzie.... potrafi etez przeiwdziec
jego ruch- poprosilby o rozwod....
Co robic? Może powinnam wybrac się do sekduologa? Skoro mam ochote na innego
a nie na wlasnego meza? Na innym forum dziewczyny sugerowaly ze powinnam
zatesknic za mezem. ...mysle o samotnych wakacjach......


Obserwuj wątek
    • hungrygurl Re: bardzo silna pokusa zdrady..... 11.07.06, 10:49
      wiem cos o tym, tyle, ze ja zdradzilam.
      nie byl to romans a 3 spotkania z nieznajomym. fajny seks, duzo przyjemnosci,
      zero emocji i wyrzutow sumienia.
      nie mysle juz o tym, ale nie wiem czy zaluje. szmata ze mnie...wiem, ale co
      poradzic...tez mielismy dosc dlugie przerwy a ja mam swoje potrzeby. z mezem
      sie mijamy w progu z racji naszej pracy...bywa.

      jestes religijna i myslisz o zdradzie..UUuuUU..nieladnie nieladnie.
      ja nie mialam takich obiekcji.
      jak zdradisz to nie mow a jak wiesz, ze powiesz to nie zdradzaj.
      oboje idzcie do seksuologa.
      my z mezem porozmawialismy szczerze kilka razy i sie poprawilo...niemowie, ze
      jest rewelacja(mam na msyli czestotlisowsc), ale jest czesciej, bo sposob
      wykonania doskonaly.

      samotne wakcacje moga Cie tylko pchnac w rece innego...czesto zdarzaja sie
      wakacyjne romanse...zalezy co dla kogo...pozniej zebys sie tylko wyrzutami
      sumienia nie zadreczyla, bo nie warto dla chwili przyjemnosci psuc wszystko co
      sie zbudowalo.

      a czemu nie masz ochoty na wlasnego meza? czy On inicjuje blizsze spotkania z
      TOba?

      aa i jeszcze jedno...ja bym unikala romansow w pracy.
    • aserath Re: bardzo silna pokusa zdrady..... 11.07.06, 11:09
      dokłądnie - romanse w pracy to nie jest najlepsza rzecz. POza tym też nie
      rozumiem - piszesz ze jestes bardzo religijna, wiec jak mozesz myslec o
      zdradzie? te dwie rzeczy sie przeciez wykluczają. Ja nie jestem religijna wiec
      takiego dylematu wiary bym nie miala. NA twoim miejscu najpierw poszukalabym
      mozliwości odgrzania namietnosci z męzem (moze faktycznie ta wizyta u seksuloga
      bedzie dobra). A najlepiej to na wakacje pojedxcie razem - to zwykle bardzo pomaga.
    • sauerkirsch Re: bardzo silna pokusa zdrady..... 11.07.06, 11:24
      gdzieś tu na forum gazetowym przeczytałam 'gdje rabotajesz tam nie yebajesz'
      wiec pan z pracy odpada
      mozesz wziac innego pana, ale bedziesz o tym zawsze pamietac
      a jak sie przyznasz mezowi, to zrujnujesz malzenstwo
      i co w tedy z twoją religijnoścą?
      zrób pyszną kolację, nałóż sexy bielizne i zaciągnij chłopa do łóżka
      albo rano, gdy nie jestescie zmęczni :D
      a sexuolog swoją drogą - od tego są lekarze :)
      powodzenia
    • miauka Re: bardzo silna pokusa zdrady..... 11.07.06, 11:56
      Jaki seksuolog? Jaka bielizna? Jaka kolacja? Kobieto, to nie Twoja wina!!!
      Widocznie Cię już maz nie kręci. Kropka. Masz ochotę na innego. Kropka.
      Ludzie to nie cyborgi ani monogamisci. No ale jak sie jest religijnym, to ma sie
      problem...
    • oxygen100 Re: bardzo silna pokusa zdrady..... 11.07.06, 12:13
      do zdrady tez trzeba dorosnac a nie bzykac sie bo poczulo sie zew natury a
      potem leciec z ozorem do meza ze olaboga co ja zrobilam. Najlepiej usiadz w
      kacie i poczekaj cichutko az Ci przejdzie:))Lub zacznij brac brom:P Poza tym
      jak sie z nim bzykniesz Ameryki nie odkryjesz kazdy robi TO bardzo podobnie
      rusza tylkiem szybciej lub wolniej i rozni sie wielkoscia ptaszka:)
      • hungrygurl Re: bardzo silna pokusa zdrady..... 11.07.06, 12:25
        oj tu sie nei zgodze...jedni robia lepiej drudzy gorzej i nie o szybkosz i
        wielkosc chodzi a o technike
        • miauka Re: bardzo silna pokusa zdrady..... 11.07.06, 12:39
          Powiem wiecej, dobrych facetow w tym jest bardzo niewielu...
          • oxygen100 Re: bardzo silna pokusa zdrady..... 11.07.06, 13:04
            to prawda... malo ktory zna sie na rzeczy:PP Bo jak ptaszyna mikra to technika
            niewiele to zdziala. Punkt G jest w srodku i trzeba do niesgo siegnac zeby owe
            miejsce polechtac jak fiutek za maly to juz dobry Boze nie pomoze:P A w kocnu
            facet to tylko facet. Nadal obstawiam ze roznia sie wielkaosci pyty i
            szybkoscia ruszania dupa:)) To tak ogolnie. No moze jeszcze roznie minete
            chlapią:P
            • snatcher Re: bardzo silna pokusa zdrady..... 23.08.06, 15:20
              oxygen100 napisała:

              > to prawda... malo ktory zna sie na rzeczy:PP Bo jak ptaszyna mikra to
              technika
              > niewiele to zdziala. Punkt G jest w srodku i trzeba do niesgo siegnac zeby
              owe
              > miejsce polechtac jak fiutek za maly to juz dobry Boze nie pomoze:P A w kocnu
              > facet to tylko facet. Nadal obstawiam ze roznia sie wielkaosci pyty i
              > szybkoscia ruszania dupa:)) To tak ogolnie. No moze jeszcze roznie minete
              > chlapią:P

              Co za PRYMITYW!
              • piekny_romanek a do tego chyba nie wie co to jest punkt G :P 31.08.06, 15:51
                Punkt G jest w miare blisko "wejscia", ze tak to okresle ;) No chyba, ze mowa o
                jakichs patologiach w budowie, ale tutaj raczej mamy patologie mozgu (tudziez
                jego braku) :PPP
                • mlody_zonkos Re: a do tego chyba nie wie co to jest punkt G :P 31.08.06, 23:12
                  >> Co za PRYMITYW!

                  > ale tutaj raczej mamy patologie mozgu (tudziez
                  > jego braku) :PPP

                  dajcie spokoj, nie pomyslalbym, ze za te "male fiutki" tak sie chlopaki
                  obraza ;DDDDDDDDDDDDDD

                  naprawde, nie przejmujcie sie, liczy sie technika ;)
      • miauka Re: do oxygen 11.07.06, 12:41
        A co to znaczy "dorosnac do zdrady"? A czy zdrada to nie "bzykanie, bo sie
        poczulo zew natury"? Moze ja nie znam definicji, oswiec mnie, plis.
        • hungrygurl Re: do oxygen 11.07.06, 12:50
          chyba chodzilo o to, zeby nie leciala po zdradzie do meza, jesli sie decyduje
          na taki krok to niech sie liczy z tym, ze moze miec wyrzuty sumienia i ze jesli
          powie mezowi to pewnie ja kopnie w d...e

          ja zdradzilam, nie powiedzialam mezowi i nie mam wyrzutow.
          zew natury sie we mnie odezwal, musilam sie wyrzyc, w malzenskim lozu tego nie
          znalazlam.
          koniec

          p.s.
          a ten, z ktorym zdradzilam, wie co i jak robic
          • miauka Re: do oxygen 11.07.06, 13:05
            No wszystko bardzo fajnie, tylko dlaczego wychodzicie za maz za facetow, ktorzy
            Was nie zaspokajaja seksualnie?
            Dobre bzykanie i dogadywanie sie z partnerem to podstawa dobrego zwiazku, a jak
            tego nie ma, to po co sie wiazac? To oczywiscie moje zdanie, rozumiem, ze
            motywacje bywaja rozne.
            Tak sobie mysle, ze zdrada to ostatecznosc i zawsze swiadczy o problemach w
            zwiazku lub o niedojrzalosci partnerow.
            Mnie w pracy i poza nia podobaja sie rozni, z ktorymi nie mialabym zadnych
            oporow sie przespac, gdybym byla sama. Ale nie jestem i kocham mojego faceta,
            wiec tego nie robie. Proste.
        • oxygen100 Re: do oxygen 11.07.06, 12:58
          ano nie. Nie dla wszytskich. Bo jesli ktos nie zamiezra zmieniac swego zycia a
          chce je jedynie lekko urozmaicic to cala zdrada winna byc osnuta misterna
          intryga, zabezpieczniem na wypadek gdyby wyszlo szydlo z worka. Przy tym nalezy
          miec mocne nerwy i jak juz sie uwazylo piwo to samemu je wypic nalezy a nie
          dzielic sie ze wspolmalzonkiem co to sie madrego zrobilo. W tym sensie nalezy
          do tego dorosnac. Nasza bohaterka mam wrazenie takie podejscie do tematu
          przerasta bo z gory wie ze poleci z ozorem do meza. Zeby to chociaz do
          ksiedza!! Ale nie do meza!! Dlatego w jej wypadku lepiej dla wszytskich bedzie
          jak usiadzie w kaciku i poczeka az jej przejdzie. Tym bardziej ze jest szansa
          ze oblapnikiem mozna sie roczarowac. I po co?? Chociaz z drugiej strony jesli
          gach okaze sie w lozku cienki jak polsilver to nawet lepiej. Moze doceni mezowa
          pyte:))No i co wazne gdy diabel kusi nalezy umiec przewidziec swe emocje.
          Wiadomo ze kochliwe dziewcze bzykanko na boku zniesie gorzej bo moze sie
          zakochac zadurzyc i ubzdurac sobie ze to ten tylko ten a maz to pomylka
          itp..Albo bzykajac sie z mezem rozmyslac o gachu bedzie. To niezdrowe a o
          zdrowie psychiczne nalezy dbac. Byc moze rekomendowalabym Jej zazywanie zycia
          ile wlezie ale nei z takim nastawieniem:))
          • miauka Re: do oxygen 11.07.06, 13:13
            No tak, ale jak juz napisalam, po co sie wiazac, skoro podobaja nam sie inne
            cialka? Jestem bezpruderyjna ateistka, ale nie miesci mi sie w glowie podejscie,
            ze sie z kims jest, a potem nagle chce sie "lekko urozmaicic" zwiazek albo juz
            mi na meza nie staje. To nie mozna sie zwiazac od razu z kims, z kim bedzie sie
            mialo urozmaicenie i stawanie? Poza faktem, ze to okrutne w stosunku do partera.

            Idealizm mnie kiedys zabije :-)
    • kobra_x z punktu widzenia faceta... 11.07.06, 12:41
      ...który z niejednego pieca chleb, itp..:
      Widzę, że padają tu różne rady i opinie ze strony forumowiczek, ale...

      hmm,
      a/ 3 miesiące w kontekście malżeństwa jako dlugotrwalego związku, co do którego
      nikt nie obiecywal, że zawsze będzie tylko różowo - to nie jest wiele. Ale
      decyduje subiektywne odczucie - jeśli czujesz, że to dużo, to to jest TWÓJ
      dyskomfort wynikający z niezaspokojonych podstawowych potrzeb.

      b/ jednocześnie zastanawia mnie baaardzo dziwna sprzeczność w tym, co piszesz -
      zastanów się proszę: skoro czujesz, że potrzebujesz seksu i najwyraźniej
      wyobrażenie jakiejś chwili namiętności z kimś innym jest dla Ciebie
      interesujące, a gdy chodzi o seks z mężem "wogole nie mam ochoty na
      zblizenia", "zaczelo[sie]... tradycyjnie od bolu glowy, zmeczenia, >>braku
      ochoty<< to chyba coś tu nie gra, prawda?

      Może to są twoje podświadome reakcje na coś, co twój mąż robi w lóżku nie tak,
      jak Ty byś potrzebowala, chciala, itp, ale mu o tym nie mówisz, bo nie chcesz
      go urazić - on nie wie, więc naet nie ma szansy niczego zmienić - kólko się
      zamyka...

      To tylko jedna z możliwych wersji.
      Inna: Nie dogadujecie się na plaszczyźnie psychicznej - np. on wymaga od
      Ciebie, żebyś byla, jaka być nie potrafisz - wróżę w tej chwili z krysztalowej
      kuli - za malo wiem, nt. sytuacji - to, co napisalaś to tylko wierzcholek
      lodowej góry - np. żąda od Ciebie perfekcji w każdym calu, żebyś byla super
      gospodynią, zawsze superatrakcyjnie wyglądającą, "reperezentacyjną" kobietą, i
      co tam jeszcze w relacjach między facetem, a kobietą sobie wymyślić można.

      A Ty - nie wytrzymujesz presji - przynajmniej w lóżku chcesz już mieć spokój i
      nie chcesz być zmuszona do spelniania zbyt wygórowanych żądań i bycia ciągle
      ocenianią - reagujesz obroną nie tylko mentalną w postaci braku ochoty, ale
      wręcz fizjologiczną - w postaci bólu glowy.

      A ból glowy, czy zmęczenie (oprócz tego, że mogą wynikać po prostu z
      przepracowania, nie jesteś maszyną) - MOGĄ być też takim
      rodzajem "ostrzeżenia" - w tej relacji dzieje się źle, twój organizm mówi -
      robisz mi źle, ta sytuacja dziala na mnie źle.

      Myślę sobie, że seksuolog to jedno wyjście, ale tu tak naprawdę seks
      jest "tylko" sygnalem czegoś innego - dlatego może warto się zastanowić nad
      dobrym terapeutą, zajmującym się terapią malżeństw.
      Mogę tylko podejrzewać, że szwankuje u Was komunikacja, być może komunikacja
      potrzeb i ich zaspokajanie? Nie wiem.

      P.S.
      Polecam do poczytania w wolnych chwilach (choć nie ma tam żadnych gotowych
      odpowiedzi, ani rad - to tylko taki "zaczyn" do zstanowienia się) Zofii
      Milskiej Wrzosińskiej - "Bezradnik".

      Co by się nie dzialo - trzymam kciuki, żebyś(cie) wysz(la/li) na prostą
      • hungrygurl Re: z punktu widzenia faceta... 11.07.06, 12:49
        alez piekny referat
      • miauka Re: z punktu widzenia kobiety... 11.07.06, 12:52
        No nareszcie ktos cos madrego z siebie wyrzucil - mnie nie chcialo sie
        rozpisywac, ale sie zasadniczo zgadzam.
        Poza Milska-Wrzosinska.
        I poza tym, ze 3 miesiace to niewiele. To bardzo wiele, jak na mlody zwiazek.
        Oczywiscie nikt nie obiecywal, ze bedzie rozowo, ale dla temperamentnej kobiety
        to już nawet nie szaro, a czarno (zwlaszcza jak sie ma dodatkowo garb w postaci
        religii). Wspolczuje.
        • kobra_x temperament 11.07.06, 13:46
          miauka napisała:

          > ze 3 miesiace to niewiele. To bardzo wiele, jak na mlody zwiazek.
          [...] ale dla temperamentnej kobiety
          > to już nawet nie szaro, a czarno"

          Przepraszam, ale jakem, qurna "mądry" ;-)
          tak muszę walnąć: "nie mierz wszystkich swoją miarą": dla Ciebie 3 miesiące
          to "prawie wieczność", dla kogoś innego 3 miesiące to "bardzo dlugo", dla
          jeszcze innej osoby 3 miesiące to "dość dlugo".

          Odczuwanie czasu jest bardzo subiektywne, i dodatkowo zależne od sytuacji, w
          której określamy czas. Malo tego - zależne od wieku. Subiektywne odczucie czasu
          tego samego czlowieka zależy od tego w jakim jest wieku, i czy jest np. ma
          wiele zajęć, czy malo.

          Napewno się już spotkalaś z takim wrażeniem, że ">>jak bylaś mala<<, to
          czekanie na Boże Narodzenie i prezenty pod choinką" wydawalo się
          trwać "wieczność".
          A teraz nie mija Ci caly rok znacznie "szybciej"? A to jest taki sam rok...

          PS
          Co do Wrzosińskiej - pewnie, że się nie musisz zgadzać :)
          Ona nie podaje prostych recept, rad (dlatego "Bez - radnik" :) w
          przeciwieństwie do mnóstwa poradników na rynku "Jak ugryźć się w d.. i poprawić
          swoje życie w weekend" - pokazuje tylko potencjalne punkty zapalne w
          malżenstwie i nie jest to lektura dla kogoś, kto oczekuje gotowych rozwiązań.
          (sam się tak trochę zawiodlem, a mimo to uważam, że warto przeczytać)
          • miauka Re: temperament 11.07.06, 14:16
            Kobra, dla mnie 7 dni bez seksu to dlugo, wiec jesli mialabym mierzyc swoja
            miara, to po 3 miesiacach dostalabym swira :-)))
            Ale wyluzuj, rzeczywiscie odczuwanie czasu to rzecz subiektywna.
            Milskiej-Wrzosinskiej nie lubie, bo plecie czesto bzdury w roznych mediach, a
            to, ze nie daje rad, no coz, bylaby nieprofesjonalnym terapeuta, gdyby dawala.
            A dla kogos, kto oczekuje gotowych rozwiazan, to tylko religia katolicka albo islam.
            • kobra_x Re: temperament/luz/wrzos 11.07.06, 15:10
              miauka napisała:
              > dla mnie 7 dni bez seksu to dlugo - tu pozazdrościć jedynie twojemu facetowi,
              jeśli ma podobny temperament (a musi mieć, bo z innym nie wytrzymasz dluzej niż
              8 dni ;D)

              > Luz - co do Wrzos. - napewno posiadam - nie jest dla mnie żadnym guru, ani
              wyrocznią - a tylko jednym ze źródel informacji, które konfrontuję z wlasnymi
              doświaczeniami i próbuję wyciągać wnioski. Jej wypowiedzi z mediów nie znam,
              gdybym znal - może nawet bym się zgodzil z Tobą, cholera wie.

              > A dla kogos, kto oczekuje gotowych rozwiazan, to tylko religia katolicka albo
              islam.

              i tu akurat się zgadzam ! (mimo że się zazwyczaj nie afiszuję)


    • kanaviosta Re: bardzo silna pokusa zdrady..... 11.07.06, 12:45
      z tego co piszesz wynika, że kochasz swojego męża, że źle znosisz obecną sytuację między Wami. więc może nie unikaj go, nie wyjeżdżaj sama na wakacje, tylko spróbuj z nim porozmawiać o Waszym związku. może oboje jesteście zmęczeni praca, rutyną codzienności?
      jeżeli jesteś zafascynowana innym mężczyzną to prawdopodobnie dlatego, że daje Ci to, czego brakuje Ci ostatnio w kontakcie z mężem- obdarza Cię szczególna uwagą, komplementuje czy adoruje. jeżeli byłabym na Twoim miejscu zrobiłabym wszytko żeby nie zniszczyć związku z ukochanym mężczyzną. nie mów mu, że jestes zainteresowana innym, po prostu porozmawiaj o Was i o Waszym związku.
      pozdrawiam ciepło
      • smutna06 Re: bardzo silna pokusa zdrady..... 12.07.06, 11:53
        dziekuje wam wszystkim...... szczgolnie kobrze_x
        .......
        • festina-lente Popękane serca 16.07.06, 23:09
          Piszesz, ze jesteś religijna...
          przeczytaj ten artykul:

          www.przk.pl/przewodnik.php?id_art=11991
    • lola973 Re: bardzo silna pokusa zdrady..... 17.07.06, 12:04
      Też tak mam czasami. Wydaje mi się, że u mnie to może to, iż mój mąż jest moim
      pierwszym i jak do tej pory jedynym facetem. Zastanawiam się jak to jest z
      innym?
      • lola973 Re: bardzo silna pokusa zdrady..... 17.07.06, 12:06
        Dodam, że pokusa jest tym silniejsza, że pracuję z samymi facetami. Pozdrówka.
        • miauka Re: bardzo silna pokusa zdrady..... 17.07.06, 12:40
          No coz lola, nie chce Cie martwic, ale z innymi bywa fajniej niz z pierwszymi,
          no i masz porownanie :-)
          • lola973 Re: bardzo silna pokusa zdrady..... 17.07.06, 12:43
            I w tym cały ból.
            • miauka Re: bardzo silna pokusa zdrady..... 17.07.06, 14:37
              Ale mam tez dobra wiadomosc - gdzies okolo 40-go przechodzi chec na poznawanie
              nowych i zaczyna sie tesknota za fajnym, zwyklym, cieplym facetem na stale :-)
              • sylwuniaw Re: bardzo silna pokusa zdrady..... 19.07.06, 21:01
                A co wy z tą religjnością? po prostu chodzi o wyrzuty sumienia. Osoby nie
                wierzące, mam nadzieję, też je chyba mają.
    • smutna06 Zakonczenie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 23.08.06, 13:38
      Nie zdradzilam...
      wyjechalam na 3 tygodnie...pozbieralam sie... mialam telefoniczny kontakt z
      mezem... rozlaka barrdzo nam pomogla...zrobil mi niespodzianke i przyjechal do
      mnie na weekend.....kochalismy sie i dlugo rozmawialismy o
      wszystkim...powieddzialam mu o pokusie zdrady jaka przezylam...
      wybaczyl...
      bardzo nas te przesjca wzmocnily...
      dziekuje wam za pomoc... juz wiem ze nigdy go nie zdradze i ze bardzo go
      kochamm...

      juz nie smutna
      • caysee Re: Zakonczenie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 23.08.06, 15:25
        Dobrze sie skonczylo, powodzenia zycze :)
      • kochanica_francuza1 Re: Zakonczenie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 30.08.06, 22:21
        ja jeszcze walczę ze sobą, i tak się zastanawiam czy mozemy popisać prywatnie? moze mój wybór też bedzie słuszny...mąż czy kochanek?
    • kiitek Re: bardzo silna pokusa zdrady..... 24.08.06, 16:16
      nie daj się skusić
    • bomba44 Re: bardzo silna pokusa zdrady..... 31.08.06, 00:26
      Ja mam zupełnie odmienny od Ciebie punkt widzenia.

      A moim zdaniem to wcale nie jest tak, że gdybyś go zdradziła, to byłby
      największy błąd w Twoim życiu. Unikanie pokus jest po prostu Twoim sposobem na
      życie, ale nie jedynym sposobem na życie. Inny sposób to konfrontacja pokus.
      Innymi słowy, ja radziłbym Ci właśnie ulec tej pokusie i spróbować z tym
      facetem, który Cię tak pociągał. Może brzmi to na pierwszy rzut oka
      paradoksalnie, ale znam wiele przypadków, w których kobiety dokonały takiego
      właśnie wyboru i okazało się, że gdy przyszło co do czego, to nęcący je facet
      nie był wcale taki wspaniały, jak go sobie wyobrażały, zanim go naprawdę
      spróbowały. Po konsumpcji zalotnika, dochodziły z całym przekonaniem do
      wniosku, że z mężem im jednak lepiej, i już ich inni zalotnicy nie
      interesowali. Korzyść z takiego obrotu sprawy to pełna świadomość kobiety, że
      tam gdzie jest, (z mężem) jest im dobrze, a inne nęcące je przyjemności są tak
      naprawdę złudne i atrakcyjne dopóty, dopóki nie skonsumowane.

      A co się dzieje w Twoim przypadku. Jesteś dumna, że oparłaś się zdradzie, ale
      nadal nie rozwiązałaś problemu, że mąż Cię nie kręci, a kręci Cię inny facet.
      To taki powód do dumy? Chyba raczej powód do współczucia.

      I jeszcze jedno: nie idąc na całość z tym drugim facetem tak naprawdę go
      faworyzujesz. Twój mąż Cię nie kręci, bo go znasz realnie. Znasz jego zapach,
      dotyk, pocałunek, nic nie jest dla Ciebie tajemnicze, nieodgadnione. Drugiego
      faceta faworyzujesz, bo go nie znasz realnie, a znasz jedynie wizerunek, który
      tworzysz w swojej wyobraźni. Pociąga Cię, bo myślisz, że byłoby wspaniale.
      Wizerunek w wyobraźni bardzo łatwo wyidealizować, co stawia Twojego znajomego
      na faworyzowanej pozycji. On nie musi konkurować realnie. Realny skok w bok z
      tym drugim facetem mógłby być dla Ciebie zdrowym sprowadzeniem na ziemię,
      powrotem do realnej rzeczywistości.

      Tą wypowiedź kieruję także do innych młodych mężatek, które mają te rozterki.
      Moim zdaniem lepiej żałować, że się coś zrobiło, niż żałować, że się tego nie
      zrobiło.

      Pozdrawiam,
      • anusiaczek87 Re: bardzo silna pokusa zdrady..... 31.08.06, 08:39
        bomba jak widac na przykladzie naszej kolezanki nie musiala wcale zdradzic,
        zeby utwierdzic sie w przekonaniu, ze jej maz to mezczyzna jej zycia.. gdyby
        doszlo do zdrady, maz bylby dla niej wspomnieniem, bo jak sama pisala
        przyznalaby mu sie do tego, a on w konsekwencji tego pewnie by odszedl.. zdrada
        to moim zdaniem najgorsze rozwiazanie..
      • kiitek Re: bardzo silna pokusa zdrady..... 31.08.06, 15:30
        Ael po czymś takim borykasz się z wyrzutami sumienia,no chyba,że taki skok w
        bok to dla Ciebie pestka..
      • kanaviosta Re: bardzo silna pokusa zdrady..... 31.08.06, 22:39
        Boże.. całkowity brak empatii, mnóstwo egoizmu przebija przez każde słowo. albo nie posiadasz doświadczenia w tym względzie- więc nie doradzaj, albo posiadasz i opisujesz swoje doświadczenia- więc też nie doradzaj, bo moim zdaniem to, co piszesz jest chore, egoistyczne i niesmaczne.
        • kanaviosta Re: bardzo silna pokusa zdrady..... 31.08.06, 22:40
          moj komentarz dotyczył wypowiedzi bomby 44.
      • timo-mimo Re: bardzo silna pokusa zdrady..... 31.08.06, 23:00
        bomba44 napisał:


        Bomba 44 jestes bombowa a twoje rady sa żenujące.Jak chcesz cos radzic to radz
        mądrze bo te sa na miare kobiety lekkich obyczajów.
        • aless9 Re: bardzo silna pokusa zdrady..... 01.09.06, 13:16
          Witam,
          Ja mialam bardzo duza pokuse zdrady. Przez jakis czas nawet sie bardzo mocno
          wkrecilam w innego faceta, na szczescie byl wtedy daleko, wiec tylko mailowo.
          Jednak nie zdradzilam. Byla to dla mnie wystarczajaca lekcja. Teraz bardziej
          doceniam mojego meza. Taka sytuacja uswiadomila mi, ze do konca zycia seks
          uprawiac bede tylko z mezem, a przez to stalam sie bardziej odwazna i otwarta.
          Szczerze mu mowie czego chce, a wczesniej tego nie robilam. Mimo ze czesto
          mysle o tym innym facecie (co nie jest dobre), ciesze sie, ze to mi sie
          przytrafilo. Teraz czesciej mam ochote na seks i skonczylam z bolami glowy itd.
          Pozdrawiam wszystkie rozdarte i zycze dobrych wyborow (kazdy wie jakie dla
          niego sa najlepsze)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka