sadecka
13.08.06, 17:37
witajcie dziewczyny
do tej pory tylko Was czytałam, ale teraz jestem w takiej kropce, że musze
poprosić o radę (no i troche sie przy okazji wyżalic chyba)
Mielismy ślub (po siedmiu latach znajomości, i chyba sześciu wspólnego
mieszkania) dwa miesiące temu. Organizowany w pośpiechu - dosłownie w tydzień
(tylko cywilny). Ja potrzebowałam ubezpieczenia na zabieg med., a że pracuje
bez umowy, musiałam zapłacić opare tysięcy albo wyjść za mąż. Ale do rzeczy -
przed ślubem teściowa dzwoniła do mnie kilka razy, cały czas powtarzając, że
ten slub "jest naprawde nieistotny, naprawde nieistotny!". Na slubie pojawili
sie z teściem bez kwiatów, bez prezentu, nawet bez okolicznosciowej kartki.
Dodam że teściowa kupiła sobie niedawno elektryczną miotłe z tekleszopu za
tysiąc (nie przesadzam!) złotych, a mój maż jedynak na urodzny dostał darmowy
kubek z ives rocher.
Mąż widząc jak jego rodzice olali nasz ślub sie popłakał. Ja nie wytrzymałam
i pare tygodni później powiedziałam jej, że to naprawdwe wstyd tak sie
zachować, przyjść na ślub własnego dziecka bez malńkiej choćby wiązanki. Męża
nie było przy tej rozmowie, ona była zdziwiona, że w ogóle do tego wracam.
(Tu nastepuje seria bluzgów i przekleństw, których nie napisze bo by mnie
wycieło ;)) Ale prawdziwy hit nastepuje teraz. Wczoraj zadzwoniła - i cała
posikana ze wzruszenia, łamiącym się głosem opowiada, że kupiła nam prezent
slubny, "w rekompensacie" za brak wiązanki ślubnej. Dwa talerzyki do kubków
Vileroy, które mamy. DWA TALERZYKI. Powiedziałam że musze kończyć i odłożyłam
słuchawke.
No i co ja mam zrobić? Dla mnie to nie do uwierzenia jest, nie potrafie tego
zrozumieć - jak można zachowywać sie w taki sposób??? Oczywiście wiele z was
powie - jej pieniądze = jej decyzje. Ale ona oczekauje, że ja chyba z kapelą
przyjade i fotografem, celebrowac ten moment wręczania mi dwóch talerzy!!!
Tak skąpych ludzi jeszcze nie spotkałam w życiu, a najbardziej przykre jest
to, że nie skąpią nikomu, poza własnym synem. Mają na drogie preznety dla
siebie, dla znajomych, ale nigdy nie zatroszczyli sie, gdzie ich dziecko
będzie mieszkać. A na prezent slubny dają... dwa talerze. Ręce opadają.
Doradźcie jak sie zachować. Wyśmiać? Obrazić sie? Naprawde nie wyobrażam
sobie siebie samej, jak ide do nich i padam z wdzięczności do stóp - a mniej
więcej takiej reakcji oczekują. Zabić żartem? Może w ogóle zabić? ;) Co Wy
byście zrobiły? Pozdrawiam