Dodaj do ulubionych

Czy niektore problemy mlodziutkich mezatek...

20.08.06, 09:57
... nie sa przypadkiem tylko wytworem ich wyobrazni?

Pisze, bo weszlam na forum i znow wiekszosc postow jest w stylu: 'on olewa mnie i dziecko', 'wazniejsi sa koledzy', 'on wyjezdza na tydzien', 'tesciowa jest okropna'... Wiem, ze moga to byc sytuacje nie nalezace do rozowych, ale bez przesady, przeciez to nie jest koniec swiata!

Ja jestem pewnie mlodsza od wiekszosci z Was, a zdazylam juz przezyc ojca, ktory z powodu rozwodu z moja Mama nie odzywal sie do mnie przez trzy lata, bylego chlopaka - psychopate, ktory straszyl, ze przeze mnie zabije siebie i chlopaka, w ktorym sie zakochalam, oraz dwuletni zwiazek z cyklu 'dzieli nas 300 km'. Przezylam. Bylo momentami niefajnie, ale tylko momentami.

Chodzi mi o to, ze jest jakas skala. Ktos, kto ma rozowe zycie, robi problem z tygodniowego wyjazdu swojego lubego. Ktos, kto jest ciezko chory moze cieszysc sie z tego, ze sie rano obudzil...

Problem w tym, ze nie mozna sie zapomniec. Jeszcze w czerwcu na przyklad mialam cholernie ciezka sesje. Egzamin za egzaminem. W pewnym momencie uleglam masowej histerii pod tytulem 'nie zdamy ubezpieczen'. Ale w ramach odstresowania postanowilam pojsc z kolegami na wystawe World Press Photo. Poszlismy, obejrzelismy zdjecia (ojciec, wkladajacy zwloki szescioletniego syna do trumny skleconej z kartonu; kobieta w zaawansowanej ciazy przykladajaca brzuch do trumny ze zwlokami meza - zolnierza przywiezionymi z Iraku) i egzamin z ubezpieczen przestal istniec. Ludzie na swiecie maja wieksze problemy i my tez pewnie bedziemy miec kiedys wieksze problemy. Trzeba zachowac lzy i histerie na inne chwile.

Jezeli maz Cie terroryzuje, bo 'on tu zarabia' - tez zacznij zarabiac. I albo niech sie przystosuje i zacznie normalnie zachowywac, albo bierz dziecko i zacznij zyc sama - ale jak czlowiek. Jezeli maz chce sie zabawic z kolegami - nie bron mu, nie marudz, bo czym wiecej marudzisz, tym czesciej on ucieka. Jesli woli kolegow niz Ciebie - znajdz takiego, ktory bedzie wolal Ciebie. Jezeli tesciowa jest zolza - przestan na nia liczyc, ignoruj ja - zycie jest zbyt krotkie, by klaniac sie w pas jakiejs wiedzmie. Ale tesciowa tez czlowiek - czasami wystarczy ja tylko troche oswoic. Etc...

Sa problemy nie do przeskoczenia. Nie poradzimy nic na smierc czy chorobe. Ale z reszta - ja w to wierze - mozna sobie poradzic...

Pozdrawiam wszystkie Forumowiczki:)
Obserwuj wątek
    • przemkowa.bi Fajnie to napisałas 20.08.06, 10:08
      Sa tu panienki które wszystko miały podane na tacy i nagle wielkie ale bo maz
      na tydzien wyjechal, albo tesciowa krzywo spojrzała we własnym domu, albo
      bratowa zajrzała u brata do szafki to wszystko jest smieszne bo przyjdzie
      jeszcze dla kazdego z nas, czas na cierpienie, prawdziwe łzy i prawdziwą
      rozpacz na rzeczy na które nie bedziemy miec wpływu
      • manti75 Re: Fajnie to napisałas 20.08.06, 11:08
        zgadzam sie .
        ucieklam z forum slub bo tam najwiekszym problemem jest :zalozyc czy nie
        zalozyc podwiazke ale widze ze i tu robi sie tragedia : bo on na nia
        popatrzyl...
        niby zycie skalda sie z pierol ...i czasami mam ogromna ochote pogadac po
        prostu o zyciu ale jezeli to tak wyglada to wole milczec
        • szara82 Re: Fajnie to napisałas 20.08.06, 11:30
          Manti:))) ale zwykle tak jest, że jeśli kobieta to i owo w życiu przeżyła to raczej umie sobie poradzić z problemem mąż wyjechał, teściowa skrytykowała. I raczej nie zadają takich pytań na forum.
          I teraz dylemat - czy to lepiej, że umiem sobie radzić w takich sytuacjach, bo już kilka poważnych problemów w życiu miałam, czy lepsze jest życie, w którym głównym problemem jest to, że mąż się onanizuje.
          • iminlove Re: Fajnie to napisałas 20.08.06, 11:41
            Ale czy 'dzieki' tym problemom nie jestesmy silniejsze, bardziej zaradne? Potrafimy cieszyc sie z zycia, a jesli zycie nam nie odpowiada, to po prostu je zmieniamy. Z reszta, to nie jest kwestia przezycia okropnych rzeczy, to jest kwestia zdania sobie sprawe z tego, ze moga zdarzyc sie gorsze (niz onanizujacy sie maz) sytuacje.

            Wiecznie cierpiacym 'mezatkom' proponuje jakas 'wycieczke' do szpitala, hospicjum dla dzieci, moze film dokumentalny z jakiegos odleglego kraju, w ktorym ludzie zyja za pol dolara dziennie, a dwunastoletnie dziewczynki sa sprzedawane za stadko koz jakiemus staruchowi... Moze to jest sposob na poprawe samopoczucia?

            Ja wiem, sposob to brutalny i chamski. Ale skutkuje...
            • malgorzata_i_mistrz Re: Fajnie to napisałas 20.08.06, 11:53
              Daruj, ale poprawianie sobie myślenia na zasadzie: "a bo kogoś właśnie w tej
              chwili gwałcą" po pierwsze prowadzi prosto do myślenia: "a jutro może zgwałcą
              mnie?", a po drugie do: "ale są też tacy, których nie dość, że w tej chwili nie
              gwałcą, to jeszcze im śniadanie do łóżka podają". Jak się nie obrócisz tak dupa
              z tyłu. To już chyba wolę: "ojoj, ajaj, miałam nadzieję, że po ślubie się
              zmieni, a on dalej woli piwo, kolegów i gołe laski w necie".
              Na wmawianie empatii i czerpanie siły z Schadenfreude mam uczulenie.

              ___________________________

              Twoja matka była chomikiem.
              • chiara76 Re: Fajnie to napisałas 20.08.06, 12:00
                malgorzata_i_mistrz napisała:

                > Daruj, ale poprawianie sobie myślenia na zasadzie: "a bo kogoś właśnie w tej
                > chwili gwałcą" po pierwsze prowadzi prosto do myślenia: "a jutro może zgwałcą
                > mnie?", a po drugie do: "ale są też tacy, których nie dość, że w tej chwili
                nie
                > gwałcą, to jeszcze im śniadanie do łóżka podają". Jak się nie obrócisz tak
                dupa
                > z tyłu. To już chyba wolę: "ojoj, ajaj, miałam nadzieję, że po ślubie się
                > zmieni, a on dalej woli piwo, kolegów i gołe laski w necie".
                > Na wmawianie empatii i czerpanie siły z Schadenfreude mam uczulenie.
                >
                > ___________________________
                >
                > Twoja matka była chomikiem.

                dobrze napisane...
              • iminlove Re: Fajnie to napisałas 20.08.06, 12:42
                malgorzata_i_mistrz napisała:

                > Daruj, ale poprawianie sobie myślenia na zasadzie: "a bo kogoś właśnie w tej
                > chwili gwałcą" po pierwsze prowadzi prosto do myślenia: "a jutro może zgwałcą
                > mnie?", a po drugie do: "ale są też tacy, których nie dość, że w tej chwili nie
                > gwałcą, to jeszcze im śniadanie do łóżka podają". Jak się nie obrócisz tak dupa
                > z tyłu.

                Jasne. Punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia, zawsze moze byc lepiej, jak i zawsze moze byc gorzej.


                To już chyba wolę: "ojoj, ajaj, miałam nadzieję, że po ślubie się
                > zmieni, a on dalej woli piwo, kolegów i gołe laski w necie".

                A ja nie. Jesli chodzi o takie problemy, to momentami sa smieszne. Tutaj nie potrafie zdobyc sie nawet na odrobine empatii. Bo najczesciej taka 'mezatka' sama w jakims tam stopniu jest winna tej sytuacji. Zaraz po slubie chcialaby, zeby facet zrezygnowal z kolegow, piwa, wszelkiego rodzaju rozrywek, a zamiast tego siedzial z nia murem w domu i robil z nia pierozki na obiad. No bez przesady... Facet tez czlowiek, a 'maz' to tez facet...
                Chodzi mi tylko o to, ze za kilka, moze kilkanascie lat - a kto wie, moze juz niedlugo - przyjdzie taki moment, ze owa 'mezatka' myslac o swoich 'dylematach' stwierdza - 'ale ja bylam glupia, martwilam sie glupotami, zamiast cieszyc sie zyciem'. Ja wiem, najlepiej uczyc sie na wlasnych bledach, ale w takiej sytuacji owa 'mezatka' bedzie zawsze nieszczesliwa i niezadowolona, najpierw z powodu onanizujacego sie meza, pozniej z coraz to wiekszych problemow. Oraz z tego, ze z tak blachych powodow byla niezadowolona w przeszlosci.

                Warto?

                Pozdrawiam:)
                • malgorzata_i_mistrz Re: Fajnie to napisałas 20.08.06, 13:37
                  A wiesz, co mnie śmieszy? Próba zbawiania innych na siłę. Zapewniam, laski,
                  które narzekają na któryś wariant "nie opuszcza za sobą deski" do szczęścia
                  potrzebują właśnie narzekania. I Bóg z nimi, dzięki temu są takie fora jak to,
                  na które mogę wpaść, porechotać radośnie pod nosem i wrócić do swoich spraw. A
                  co zrobią ze swoim życiem do ich zakichany interes :)

                  ___________________________

                  Twoja matka była chomikiem.
                  • iminlove Re: Fajnie to napisałas 20.08.06, 13:53
                    Tez prawda:)

                    Tylko forum zmienilo sie w sciane placzu. Prawie zadnych pozytywow, a faceci sa tylko i wylacznie zli, okrutni, ogladaja pornole, onanizuja sie, uwielbiaja piwo z kolegami, mecze pilki, pracuja na okraglo, wyjezdzaja za granice. Ale tacy wlasnie sa faceci. Moze to oni wlasnie - ci mezowie, na ktorych tyle sie tu narzeka - tak na prawde zyja?

                    Troche to smutne i przytlaczajace - niby forum 'mlodziutkie mezatki', ale wychodzi na to, ze w malzenstwie nie ma nic fajnego, same problemy. To po jaka cholere...? :)

                    Nie usiluje nikogo zbawiac, w nosie mam w zasadzie czyjes samopoczucie, a jesli ktos kocha narzekanie, jego sprawa. Ale jesli kocha narzekac, to co sie dziwic temu 'mezowi', ktory takiej panny ma po prostu dosyc? i jak tu narzekac na narzekajaca i wiecznie niezadowolona tesciowa, ktora jest w zasadzie taka sama?
                    • malgorzata_i_mistrz Re: Fajnie to napisałas 20.08.06, 14:37
                      > Prawie zadnych pozytywow, a faceci sa tylko i wylacznie zli, okrutni, ogladaja
                      > pornole, onanizuja sie, uwielbiaja piwo z kolegami, mecze pilki, pracuja na
                      > okraglo, wyjezdzaja za granice. Ale tacy wlasnie sa faceci. Moze to oni wlasnie
                      > - ci mezowie, na ktorych tyle sie tu narzeka - tak na prawde zyja?
                      ???
                      Wiesz, w Twoim wieku powinnaś już zdawać sobie sprawę z tego, że faceci są
                      różni, dokładnie tak samo jak kobiety, a "prawdziwe życie" dla każdego oznacza
                      co innego. Mogę tylko zgadywać, co spowodowało, że te narzekające teraz laski
                      wybrały sobie takich a nie innych mężów, ale takie generalizowanie jak powyżej
                      jest, no, głupiutkie.

                      ___________________________

                      Twoja matka była chomikiem.
      • horkruks taaa 20.08.06, 12:35
        przemkowa.bi napisała:

        > Sa tu panienki które

        sa też takie (albo osobniki innej płci, cholera wie), które z uporem godnym
        lepszej sprawy zadają pytania w stylu: kiedy najszybsza zdrada lub rozwód po
        ślubie, oceniają innych swoją miarką, dają "złote" rady, bo im się wydaje, że
        zjadły wszystkie rozumy...
        no cóż...
        • chiara76 Re: taaa 20.08.06, 12:49
          horkruks napisała:

          > przemkowa.bi napisała:
          >
          > > Sa tu panienki które
          >
          > sa też takie (albo osobniki innej płci, cholera wie), które z uporem godnym
          > lepszej sprawy zadają pytania w stylu: kiedy najszybsza zdrada lub rozwód po
          > ślubie, oceniają innych swoją miarką, dają "złote" rady, bo im się wydaje, że
          > zjadły wszystkie rozumy...
          > no cóż...

          trolle na ogół są przemądre;)
    • kawka74 Re: Czy niektore problemy mlodziutkich mezatek... 20.08.06, 12:58
      No :)
      1.Pozwól, że zacytuję:
      "Hej hej hej
      hej hej hej
      inni mają jeszcze gorzej"
      ale
      "nie da ukryć się, że są tacy, którym jest lepiej"
      2.Każdy sądzi i mierzy według siebie. Dla każdego skala jest inna. Dla każdego
      koniec świata leży gdzie indziej. Nie przyłożysz wszystkich do ogólnego wzorca
      z poustawianymi nieszczęściami i problemami.
      Zresztą poprawianie sobie samopoczucia tym, że ktoś ma gorzej, jest IMO nie na
      miejscu.
    • kiecha3 Re: Czy niektore problemy mlodziutkich mezatek... 20.08.06, 13:42
      a nie pomyslalas że te skrpetki porozwalane na dywanie to moze byc kropla
      przelewająca czarę... zę własnie tak jak ty..dusiły w sobie wszystkie
      niepowodzenia, żale, problemy... az któregos dnia przez te cholerne skarpetki to
      wszystko wypłyneło.. cała frustracja...
      • iminlove Re: Czy niektore problemy mlodziutkich mezatek... 20.08.06, 13:55
        Rozumiem skarpetki jako 'krople przelewajaca czare goryczy'. Nie rozumiem natomiast skarpetek jako problemu samego w sobie...
        • maya1981 Re: Czy niektore problemy mlodziutkich mezatek... 21.08.06, 11:11
          Podyskutujemy może za jakiś czas jak zmienisz stan cywilny i może bardziej realnie spojrzysz na świat.
          Miałam podobny tok myślenia "bo inni mają gorzej" więc cieszyłam się z tego co mam ale z chwilą gdy zaczęłam pracę (jednocześnie studiując dziennie) i decydując sie na małżenstwo przyjęłam na siebie pewną dozę obowiązków (zresztą jak mój mąż)i zmieniłam swoje podejście do życia.
          Nie życzę źle ale poczekaj na dzień kiedy wracasz zmęczona z pracy, zjeb...a przez szefa bo coś mu znowu nie pasowało, zawaliłaś tego dnia egazmin a otwierając drzwi do domu zamiast wyczekanego spokoju i zjedzenia czegokolwiek widzisz owe skarpety zalegające na środku pokoju (ze stertą innych brudnych ubrań i wszechobecnego bałagana, bo mąz nie zdążył sprzątnąć...biedactwo) ...i tak średnio kilka razy w tygodniu, kiedy to TY je zbierasz z ziemi i wrzucasz do kosza na brudny
          A Twój Luby myśli chyba że dostają nóżek i same wchodzą do pralki.
          Ja już nie mam z tym problemu bo mąż zrozumiał pewne rzeczy ale wiem ze są inni mężczyźni którym nie przegada sie do rozumu.

          Forum jest dla młodych mężatek (narzeczonych itp), dla ludzi gdzie mają możliwość wygadania sie i znalezienia zrozumienia, otuchy czy też garści krytyki. Część postów może faktycznie jest przekoloryzowana ale każdy ma prawo do wypowiadania sie jeśli coś go dręczy, po to są właśnie fora.

          I na Boga nie porównuj egzaminu na studiach z normalnum życiem ani nie udzielaj rad w stylu:" to zacznij zarabiać" lub "to weź dziecko i żyj sama" skoro sama nie wiesz co znaczy taka sytuacja gdy masz w boku małe dziecko za które jesteś odpowiedzialna i które musisz nakarmić. To już nie jest tylko Twoje życie.
          A co do wątku z teściową z pierwszego postu....hahaha ale się uśmiałam. Oswoić to możesz kota albo innego zwierzaka ale teściową?
          wolne żarty

          pozdrawiam
          • pinos Re: Czy niektore problemy mlodziutkich mezatek... 21.08.06, 12:14
            I czasem lepiej, jak taka rozsądna młoda mężatka wygada się na forum (on znowu
            poszedł na ryby, skarpetki znowu nie w koszu) a potem z mężem porozmawia na
            spokojnie...
          • mufelek Re: Czy niektore problemy mlodziutkich mezatek... 23.08.06, 23:50
            Każdy ma swój próg trudnych sytuacji, jeżeli uważasz że denerwuje cię
            narzekanie na męża, teściową itp pomyśl że często własnie takie drobnostki są
            najtrudniejsze do zniesienia, bo to one wypełniają życie- i czasem trudno
            przejśc obok nich spokojnie, jeżeli wiesz że to czyjaś zła wola albo
            ignorancja. A osoba która to robi jest ci bliska.
            Zgadzam się z Mayą dawanie prostych rad z cyklu "idź do pracy" odejdź od niego
            itp jest łatwe tylko czasem w życiu jest trudno dokonac tego wyboru nawet wtedy
            kiedy się wie że jest on słuszny. Zazwyczaj boimi się nieznanego.
          • 4tore Re: Czy niektore problemy mlodziutkich mezatek... 27.08.06, 10:30
            po to jest to forum, aby osoby niekoniecznie mlodziutkie, ale na poczatku drogi
            zyciowej i bez doswiadczen mogly sie wygadac. Nie kazdy ma rodzicow, a jesli
            ma, to nie zawsze moze sie komus wyzalic.
            Sesja na studiach wydaje mi sie obecnie betka w porownianiu z natlokiem
            codziennych obowiazkow, a ogladanie cudzej smierci nie spowszednialo mi jeszcze
            na tyle, zebym ogladala wystawy z tym zwiazane.
            Udzielanie dobrych rad zostawmy prawdziwym medrcom...
            Nie ignoruj cudzego problemu, bo Tobie wydaje sie malutki, czlowiek nie jest
            maszyna i moze sie zepsuc.
            Postaraj sie sluchac innych i nie wydawaj tak czesto sadow kategorycznych
    • caysee Re: Czy niektore problemy mlodziutkich mezatek... 21.08.06, 22:42

      A ja mysle, ze przesadzasz. Watki podobne do twojego pojawiaja sie srednio co
      dwa tygodnie.

      Wg mnie to co sie dzieje na tym forum, jest calkolwicie zgodne z zasada Pareto.
      Tzn. jest tak, ze 80% osob, ktore tu wchodzi jest szczesliwe w zwiazku i chce
      tylko poczytac jakie problemy maja inni. Wiekszosc watkow (tak kolo 80%)
      zakladane sa przez te nieszczesliwe 20%, ktore nieraz ma drobne problemy, a
      nieraz naprawde spore. I jak poczytac juz zawartosc watkow a nie pierwszego
      posta, to nabiera sie innej perspektywy i juz tak dramatycznie to forum nie
      wyglada, bo dziewczyny pisza, ze u nich opisywane przez autorke watku anomalie
      nie wystepuja, ze ich facet jest dobry, sprzata, pierze i nie ma smiesznych wymagan.

      Poza tym, dla ciebie problemy opisywane przez niektore dziewczyny moga byc
      smieszne, dla mnie tez czasami sa. Tobie moze sie wydawac, ze to nie koniec
      swiata, ale dla tych dziewczyn to moze byc naprawde dramat. Podalas przyklady
      "wazniejsi sa koledzy" i "on olewa mnie i dziecko" jako te trywialne problemy, a
      poczytaj sobie dokladnie te watki i pomysl jeszcze raz czy w sytuacji tych osob
      nie mialabys wrazenia, ze swiat ci sie zwalil na glowe.

      Zgodnie z twoim tokiem myslenia ("sa tacy co maja gorzej ode mnie") moglabys
      pocieszac ofiare wypadku samochodowego ktora stracila stope informacja ze drugi
      kierowca stracil noge i obie rece:> Albo sprobuj pocieszyc pobita pierwszy raz
      przez meza kobiete mowiac jej, ze twoja znajoma maz pobil tak, ze polamal jej
      dwa zebra i wybil przedniego zeba. Myslisz, ze na wiele by sie to zdalo? Bo ja
      mysle, ze kazdy ma prawo sam ocenic czy dana sytuacja jest dla niego ciezka czy
      nie. Punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia. I jeszcze taki cytat:

      - Why are your problems more important?
      - Because they're mine.
    • narsen Re: Czy niektore problemy mlodziutkich mezatek... 24.08.06, 00:46
      Jeżeli mam problem z mężem - to jest dla mnie właśnie PROBLEM. Chcę zmienic to
      co złe. I nie obchodzi mnie, że ktoś ma gorzej. To jest moje życie. Nie staram
      się, nie marudzę. Wiadomo, że inni mają gorzej. Ale co mnie to obchodzi? Każdy
      ma to na co załuguje, albo co sobie wywalczy. Pozdr.
      • marti_ka82 Re: Czy niektore problemy mlodziutkich mezatek... 24.08.06, 18:03
        nie rozumiem podejscia bo ktoś ma gorzej? chyba po to żyjemy by było nam jak
        najlepiej, pocieszanie i patrzenie na swoje zycie przez pryzmat tych co maja
        gorzej na dluzsza mete nie wnosi w zycie nic sensownego, latwo jest komus
        doradzić bierz dziecko i odchodz od meza, jesli cie olewa, byłas w tkaiej
        sytuacji? nie... potrafisz zrozumiec co dana kobieta czuje? pewnie też nie...
        bo inaczej nie rzucałabyś takich niby prostych rad, bo dziecko trzeba utrzymac,
        wychowac, zapewnic mu godne zycie, a gdzie ona ma z tym dzieckiem niby isc?
        poza tym zauwaz ze wiele kobiet probuje na wlasna reke rozwiazywac takie
        problemy i czasami nawet maz tak do konca nie wie, ze te skarpetki, ci koledzy,
        czy te piwo moze stanowic taki problem, sprawiac ze kobieta tak zle sie z tym
        czuje... czasami wystarczy rozmowa... ja też bardzo duzo przezylam uwierz mi,
        nikomu nie zycze tego przez co musialam przejsc... ale nie uwazam, zeby
        problemy innych kobiet byly błahe bo przezyly mniej niz ja, dla nich te niby
        male problemy sa ogormne bo nie zawsze sobie z nimi radza, tak jak ktoś
        napisał, skąd wiesz czy w twoim malzenstwie tez cos tak malego nie przeleje
        kielicha goryczy? mieszkalas ze swoim chlopakiem? znasz wszystkie jego nalogi,
        male grzeszki, zaniedbania? wiesz jakie ma podejscie do roli meza, roli zony,
        do zycia pod jednym dachem? egzamin z zycia we dwoje, jest trudniejszy od tych
        na studiach moja droga... tam masz zwykle 3 proby... czasem nawet wiecej... a w
        zyciu niektore bledy mozesz popelnic tlyko raz...
    • agacciam Re: Czy niektore problemy mlodziutkich mezatek... 08.09.06, 13:20
      Może późno się dopisuję do tego wątku, ale chcę przedstawić swoje zdanie.
      Często z mężem rozmawiałam właśnie na ten temat. "Nie przejmuj się swoimi
      sprawami, bo dzieci w Afryce głodują."

      Cztery lata temu, w wypadku samochodowym zginęła moja koleżanka. Była ona
      dziewczyną kolegi ze studiów. On przeżył to strasznie. Jakoś rok po tym
      zdarzeniu, bardzo się pokłóciłam z moim, teraz już mężem. Spotkałam tego
      chłopaka mojej zmarłej koleżanki na imprezie i powiedziałam, że się pokłóciłam
      i tak strasznie mi źle. On mi powiedział, "przestań, ciesz się że macie siebie,
      bo ja mojej ukochanej nie mam."

      Uważam, że nie miał racji, tak jak racji nie ma iminlove, ponieważ, każdy ma
      swój problem w danej chwili i każdy chce go przeżyć po swojem. Nie da się
      rzowiązać każdego problemu tym, że inni mają gorzej. Mi jest sutno jak kłócę
      się z ukochanym i chcę to przeżyć po swojemu.

      Każdy ma swoje życie do przeżycia i jedni będą się umartwiali, bo dzieci w
      Afryce głodują. A inni bo ukochany wyszedł na piwo z kolegami.
      • anusiaczek87 Re: Czy niektore problemy mlodziutkich mezatek... 08.09.06, 14:45
        Zgadzam sie z martika, caysee i agacciam. Nie smiesza mnie problemy innych, nie
        lubie tez z licytacji na to kto ma gorzej. Moze z perspektywy czasu niektore
        moje (podkreslam: nie cudze lecz moje) problemy wydadza sie smieszne i
        niepotrzebne, ale akurat kiedy je mam to wydaja mi sie arcywazne, gdyby byly
        blahostkami nie zawracalabym sobie glowy mowieniem lub pisaniem o nich. Wiele z
        nas traktuje pisanie tu jako swego rodzaju terapie, zadna z nas nie ma prawa im
        tego zabraniac i negowac funkcji tego forum jakie pelni w zyciu. Pozostaje
        tylko wspolczuc, ze niektorzy przychodza sie tu posmiac lub podbudowac, bo maja
        lepiej.
        • nkabi Re: Czy niektore problemy mlodziutkich mezatek... 10.09.06, 20:13
          Witam,
          Uwazam, ze oczywiscie kazdy ma prawo do przedstawiania swoich problemow i
          zapewne w danej chwili sa one bardzo wazne. Najlepiej by jednak bylo miec w
          pamieci te wszystkie glodujace dzieci, zeby troche znalezc dystansu do swoich
          problemow. Ja jeszcze tego nie umiem, ale chyba taka rownowaga miedzy
          wyolbrzymianiem i bagatelizowaniem swoich problemow kazdemu by sie przydala,
          szczegolnie mlodziutkim mezatkom :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka