jani78
26.12.06, 04:56
Jestem wkurzona maksymalnie. Przed świętami w sobotę kupowałam prezenty - m.
in. perfumy dla mojego męża i mojej mamy w ulubionej drogerii . Tam zwykle
obsługuje mnie miła pani i jeszcze nie zdarzyło mi się, żebym nie była
niezadowolona z zakupów. Ale tym razem podeszła do mnie inna - "lalunia" i już
miałam powiedzieć, że dziękuję i poczekam na "moją", która akurat była zajęta,
ale... po piersze nie chciałam żeby to głupio wyglądało (widziałam ich szefową
na zapleczu) a podrugie trochę się spieszyłam. Kiedy "lalunia" zobaczyła, że
wydałam prawie 4 stówy na perfumy zlustrowała mnie wzrokiem (no, nie przeczę,
że lubię się ładnie ubrać, choć większość rzeczy jest z made in ciucholand,
dzięki takiej oszczędności mogę potem zafundować sobie coś ekstra (dla mnie
ekstra tzn. np. torebkę ze skóry, rękawwiczki, buty - dla mnie to naprawdę
duży wydatek; pieniądze na perfumy też odkładałam pieczołowicie, ot, "odrobina
luksusu")
Ale wracając do problemu - musiałam sobie kupić podkład , dla mnie optymalna
wersją byłby taki za 20 zł max, a pani oczywiście zaproponowała górną półkę No
to ja prosto z mostu - poprosze cos tańszego. W końcu przekonała mnie do
takiego za 55 zł i z ciężkim sercem wydałam te 55 zł. Chciałam oczywiście
najjaśniejszy, a kobieta oszukała mnie i sprzedała 2 w kolejce jeśli chodzi o
kolor, twierdząc, że to najjaśniejszy i jaśniejszego firma już nie produkuje.
Na ręce było w miarę, zapewniła mnie też, że na twarzy nie ciemniueje i
wygląda naprawdę jaśniutko. Po użyciu w domu okazało się, że po pierwsze dla
takich bladzinek jak ja jest jasny a po drugie ten mój jeszcze ściemniał pod
wpływem potu. czyli wywaliłam 55 zł:(
Mam ochotę na poświąteczna awanturę, choć zawsze jestem łagodna i nie wracam.
Mam ochotę po raz pierwszy zawalczyć. Tylko tak - mam wyrzuty sumienia, bo już
go 2 razy użyłam - raz z bazą raz bez - myślałam, że to cos da. Jutro użyje po
raz 3, bo jestem w sytuacji patowej. Mam wyjście a nie mam przyzwoitego
podkładu - mam jeden, ale robi mnie na żółto:( Ale chcę go zwrócić, bo
"laluni" naprawdę należy utrzeć nosa, po prostu była niemiła i traktowała mnie
z góry . Ale z drugiej strony - po trzech użyciach ... nikt go nie przyjmie.
Mogę się również nie przyznać, zreztą już kiedyś wymieniałam i pani wymieniła
(w domu zorientowałam się, że pomyliłam nazwy odcieni, wycisnęłam dosłonie
kropelkę....). Ale jak się nie porzyznam, to pani pewnie wsadzi go na półkę i
któraś z was kupi. Pozdrawiam; pomóżcie w dylematach