Dodaj do ulubionych

Zdecydowałam się na rozstanie......(długie)

20.06.07, 08:52
Historia mojego małżeństwa jest skomplikowana, ale za to krótka. Poznaliśmy się na początku 2003 roku, szybko okazało się, że jestem w ciąży. Mimo tego, że oboje nie byliśmy przekonani do ślubu- wzięliśmy ślub cywilny. W 2004 roku na świat przyszedł nasz synek. Od samego początku nasze małżeństwo było dość burzliwe. Kiedy mały miał 4 miesiące, wyprowadziłam się od męża, nie mieszkaliśmy razem ponad pół roku. Od tamtej pory mieszkamy już razem, ale nieraz zastanawiałam się nad rozwodem. Mąż ma dość tradycyjne podejście do związków- kobieta jest od tego, żeby sprzątać, prać, gotować, nie pyskować do męża, no i jeszcze posiadać na tyle dobrze płatną pracę, żeby on swoją wypłatę mógł przeznaczać na swoje zachcianki. Ja z kolei uważam, że małżeństwo polega na partnerstwie i obustronnym kompromisie. Wydaje mi się, że mąż i żona powinni wspólnie planować wydatki, przynajmniej te większe, wspólnie omawiać plany zawodowe itp., bo to są przecież sprawy, które rzutują na przyszłość obojga małżonków. Mój mąż raczej nie podziela tego zdania, dla przykładu, dla niego nie jest problemem kupić samochód za 50tys. złotych bez poinformowania mnie o tym( nie jesteśmy bogaci, więc taki wydatek to duże obciążenie). Notorycznie mnie okłamuje- np. z tym samochodem było tak, że przez przypadek brat męża się przy mnie o tym wygadał, a kiedy ja zapytałam męża, czy to prawda, to on na mnie nawrzeszczał, że przecież nas nie stać i mamy inne problemy na głowie, a ja mu wmawiam jakieś bzdury….Uwierzyłam….a trzy dni później przed domem stało auto, na które podobno nas nie stać. Dodatkowo, nawet nie wiem, ile mąż zarabia, nigdy się do tego nie przyznaje. Nie dokłada się do domowego budżetu-jak twierdzi, on w domu nie je śniadań ani obiadów, więc nie ma na co dawać pieniędzy- tylko sporadycznie kupi jakieś jedzenie na kolację.
Ciągle słyszę pretensje- to źle, tamto źle, nie posprzątane, nie odkurzone, nie umyte…..Dawniej strasznie się tym wszystkim przejmowałam, teraz odpowiadam mu, że jeśli coś mu się nie podoba, to może sam posprzątać/odkurzyć/wymyć, bo on to przecież potrafi robić najlepiej….i wtedy mam spokój, bo wściekły wychodzi z domu- nie pamiętam, kiedy zrobil cokolwiek w domu.

Od jakichś dwóch lat myslę o rozwodzie, ale nie mogłam się ostatecznie zdecydować. A bo dziecko, a bo to jednak mąż, a może to ja sobie wymyślam te problemy….I tak dalej. Teraz jednak jestem na takim etapie, że jestem pewna tego, że chcę rozstania. Minęła mi złość na męża, po prostu nie pasujemy do siebie. Ostatnio rozmawiałam z nim (to była raczej forma monologu, ale jednak mnie wysłuchał) i powiedziałam mu, że nie jestem szczęśliwa, że ta cała sytuacja musi się zmienić, bo ja dłużej nie wytrzymam….I zmienił się, niewiele, ale jednak. Dalej nic nie robi w domu, ale przynajmniej czasem się uśmiechnie i nie wrzeszczy o byle błahostkę. Problem w tym, że ja już przestałam wierzyć w to, że będzie nam dobrze, że się uda. Znam go i wiem z doświadczenia, że w takim stanie jak teraz wytrzyma nie dłużej jak kilka dni, tygodni. I to ja muszę to wszystko zakończyć. Mój mąż może w takim stanie trwać baaardzo długo. Zresztą czuję, że on czeka na mój ruch-bo jeśli to ja zadecyduję o rozstaniu, to on będzie mógł powiedzieć, że to wszystko to nie jego wina, że to ja chciałam się rozstać. Ale już się z tym pogodziłam.

Nie proszę o radę, czy brać rozwód, czy nie. Długo nie wiedziałam, co zrobić, teraz czuję, że to jest dobre rozwiązanie. Początkowo bałam się o dziecko. Teraz wiem, że nie chcę, żeby nasz syn uczył się na naszym przykładzie, jak ma wyglądać rodzina. A poza tym, syn kiedyś odejdzie z domu, a ja zostanę sama z człowiekiem, któremu nie mam nic do powiedzenia, którego nie kocham. Bałam się też samotności, tego że zostanę sama. Nie mam urazu do mężczyzn, wiem, że są tacy z którymi można założyć szczęśliwą rodzinę. Są też tacy, którzy potrafią pokochać i matkę i jej dziecko.

Rozpisałam się, ale chcę Wam powiedzieć jedno. Ja do swojej decyzji dojrzewałam kilka lat. Teraz jestem jej pewna, tak samo, jak jestem pewna, że można po czymś takim szczęśliwie żyć. Mocno w to wierzę.
Obserwuj wątek
    • mospin1 Re: Zdecydowałam się na rozstanie......(długie) 20.06.07, 09:02
      z tego co piszesz to... dobrze ze sie zdecydowałas na taki krok.

      wogóle mnie zastanawia jak mozna nie wiedziec ile zarabia mąż! :-|

      zycze powodzonka ;-)
      • custom_babe Re: Zdecydowałam się na rozstanie......(długie) 20.06.07, 09:24
        Mąż pracuje u swojego ojca, wypłatę dostaje do ręki. Nigdy w mojej obecności.
        Kiedyś była taka sytuacja: na święta pojechaliśmy do jego rodziny-do moich tesciów. ja się obładowałam prezentami-na ile było mnie stać. Trochę mnie zdziwiło, bo od teściów nic nie dostaliśmy, nie chodzi mi o drogie prezenty, tylko chociaż jakiś upominek...Teściowie należą do stosunkowo bogatych ludzi. Po kilku miesiacach dowiedziałam się przypadkiem, że dzień przed Wigilią dostaliśmy od nich kilka tysięcy złotych.....co się stało z tymi pieniędzmi? Nie wiem.
        • mrowka_r Re: Zdecydowałam się na rozstanie......(długie) 20.06.07, 10:10
          Custom_babe -> przepraszam za mocne słowa, ale historia którą opisujesz to nie
          małżeństwo to parodia małżeństwa :/
          Cieszę się, że masz tyle odwagi i rozsądku by odejść i na nowo ułożyć sobie życie.
          A Twój mąż - po prostu brak mi słów :(
          Wszystkiego najlepszego dla Ciebie i Twojego dziecka :)
          • anula36 Re: Zdecydowałam się na rozstanie......(długie) 20.06.07, 10:31
            szkoda tylko ze tej bezbrzeznej wiary w iny zwiazek i innego mezczyzne nie zainwestowalas we wlasnego meza.
            Moze sie okazac ze nowy partner bedzie taki sam jaki moglby byc maz po malej mobilizacji.
            • custom_babe Re: Zdecydowałam się na rozstanie......(długie) 20.06.07, 10:49
              Wierzyłam w mojego męża baaardzo długo. Do tego stopnia, że zerwałam kontakty z moją własna rodziną, bo próbowali mi oni uświadamiać, że moje małżeństwo to właśnie parodia, jak to napisała mrowka. Próbowałam rozmawiać z mężem- zawsze kończyło się to milczeniem z jego strony-po prostu, ja prosiłam go o rozmowę, a ten nic, traktował mnie jak powietrze. Więc skonczyłam prosić. Ja się zmieniłam, przestałam prosić o pieniądze na utrzymanie, o pomoc przy remoncie mieszkania, o pomoc w ogóle. Ale w ten sposób nie można żyć, przynajmniej ja nie potrafię się tak poswięcić. Więc proszę cię, nie wypominaj mi, że wierzę w innych zamiast we własnego męża. Bo można mieć normalne życie, trzeba tylko iść na kompromis, jak w każdym małżeństwie- to działa, ale tylko jesli obie strony się na to godzą.
              • anula36 Re: Zdecydowałam się na rozstanie......(długie) 20.06.07, 11:20
                cos tam w nim jednak drgnelo, sama przyznajesz. Na tym etapie sami tego i tak nie rozwiklacie juz, przydalby sie jakis spec od poradnictwa rodzinnego.
                Latwo przyszlo,latwo poszlo. Bedziesz znow wolna kobieta chociaz jakims tam wzorem maz i tak bedzie dla syna, chyba ze zamierzasz go calkowicie odciac od dziecka.
                • sapalka1 Re: Zdecydowałam się na rozstanie......(długie) 20.06.07, 12:47
                  Czy czytałaś uważnie posta autorki wątku i jej odpowiedź? Przecież to nawet małżeństwo nie jest. To jest tak dalekie od małżeństwa jak to tylko możliwe - całkowity rozkład pożycia - sąd jej da z miejsca rozwód, bez żadnych korowodów. A to ż emąż łaskawie nie krzyknął i (o rany!) uśmiechnął się - to nie jest żadna zmiana. KOnieta prowadzi sama dom, utrzymuje się wygląda na tao ż epraktycznie sama, zero jakiegokolwiek wkłądu "męża" w dom i rodzinę, zero pomocy - przecież to parodia. Kobieta się męczy (i tak za długo jak dla mnie, dawno powinna się rozwieść)- nie kocha go, on też jej nie kocha(tak to przynajmniej wygląda), dziecko uczysię złych postaw. O co ona ma walczyć starać się? O udawanie rodziny? Bez miłośći, pomocy, zrozumienia, wsparcia i nawet wiedzy o sobie? Żyją obok siebie jak obcy ludzie, gorzej niż jak współlokatorzy bo oni sobie przynajmniej pomagają w utrzymaniu porządku w domu itp. A tu? Facet sobie sprzątaczkę sprawił i jeszcze ma pretensje.
                  Kobieta ma 100%racji, zrobiła aż nadto nalezy jej się prawdziwa, pełna miłości rodzina i właściwe wzorce dla dziecka.
                  • anula36 Re: Zdecydowałam się na rozstanie......(długie) 20.06.07, 13:04
                    tak czytalam uwaznie. PO prostu skoro juz zrobili sobie dziecko i wzieli slub to nie popieram teraz pojscia na latwizne czyli szybkiego zwiania do nowego wymarzonego obiektu uczuc. Mozna pogadac, mozna isc na terapie malzenska. Kwestia wyboru.Ale to panny zycie niech kombinuje.Oby nastepnego meza i ojca dzieci wybrala bardziej rozsadnie.
                    co to znaczy " facet sobie sprzataczke sprawil?"- nie kupil jej na targu, sama za niego wyszla za maz, nikt jej nie przymuszal batogiem.
                    • zdzichu-nr1 Re: Zdecydowałam się na rozstanie......(długie) 20.06.07, 13:47
                      Hmmmm.... maczo dla ubogich... zadziwia mnie ile w stanie jest znieść kobieta...
                      • anula36 Re: Zdecydowałam się na rozstanie......(długie) 20.06.07, 15:57
                        przynajmniej bohaterka przeczy twojej tezie ze kobieta nigdy nie odchodzi w proznie;)
                    • to-wlasnie-ja Re: Zdecydowałam się na rozstanie......(długie) 21.06.07, 18:17
                      A jednak nie czytalas uwaznie - " Poznaliśmy się na początku 2003 roku, szybko okazało się, że
                      jestem w ciąży. Mimo tego, że oboje nie byliśmy przekonani do ślubu- wzięliśmy ślub cywilny."
                      Nie byli do slubu przekonani. Wzieli go ze wzgledu na ciaze. Klasyczna wpadka . Uwazam, ze autorka dobrze robi . Nie mozna na sile utrzymywac malzenstwa. Mozna probowac je ratowac, ja jednak nie wiem, czy umialabym wierzyc w trwala zmiane meza, gdyby tyle razy zawiodl moje zaufanie.
                      Co to za malzenstwo gdy maz kryje sie z dochodami , gdy ukrywa duze kwoty podarowane IM a nie JEMU, gdy nie prowadza wspolnego gospodarstwa, bo on jada poza domem ( a kto kupuje np posciel, chemie, itp. ? ). Skoro oboje pracuja to z jakiej racji pozostale obowiazki pozostawil tylko zonie? Jakiego ojca widzi synek?? Leniwego, trzaskajacego drzwiami, awanturujacego sie, nie szanujacego mamy...
                      OBOJE popelnili blad biorac slub. Jednak slub to nie kajdany. Czasem lepiej przeciac i ulozyc sobie zycie . Autorka wcale nie wpada w ramiona innego. Ona ( i bardzo dobrze ! ) tylko zaklada, ze moze lepiej ulozyc wlasne zycie. I ma do tego prawo.
                      • anula36 Re: Zdecydowałam się na rozstanie......(długie) 21.06.07, 19:52
                        moze zostawmy swoja uwaga kazda sobie.
                        Klasyczna wapdka nie wyklucza ze malzenstwo przetrwa, ale jak sobnie poscielili tak sie wyspali. ich sprawa.
                        I tak nie popieram czekania az sie wszystko spierniczy, zamiast dzialania na biezaco, wymienic na lepszy ( ?) model to najprostsze wyjscie.
                    • martusia_1980 anula36 01.07.07, 00:40
                      napisałaś:
                      > nie popieram teraz pojscia na latwizne czyli szybkiego zwiania do nowego
                      > wymarzonego obiektu uczuc.

                      a w który momencie swojego postu custom_babe napisała że chce zwiać do nowego
                      faceta?? Czytam wszystko co pisze autorka i nie zauważyłam aby coś takiego
                      napisała. Owszem napisała, że można sobie jeszcze na nowo ułożyć życie i
                      odnaleźć szczęście u boku innego ale ... nigdzie nie napisała, że już jest
                      takowy wymarzony obiekt do którego chce "zwiać".
                      A tak na marginesie gdyby taki się zjawił to autorka ma moje błogosławieństwo,
                      dziewczyna wystarczająco długo się nacierpiała i należy jej się szczęście na
                      które w pełni zasługuję i życzę jej tego z całego serca, a po drugie jest młodą
                      osobą i jeszcze sporo życia przed nią i oby spędziła je u boku tego "nowego
                      wymarzonego obiektu uczuć"
    • le.petit.chagrin 3mam kciuki!!! :))) 20.06.07, 13:03
      Droga custom_babe,

      Decyzja jaką podjęłaś jest najlepszą z możliwych!!! Spójrz tylko na głosy
      wszystkich osób, które odpowiedziały na Twój post... :)
      Jesteś kobietą, która zasługuje na kochającego mężczyznę, który będzie Cię
      wspierał i z którym będziesz bezpieczna!!! Jestem pewna, że znajdziesz takiego
      mężczyznę, który pokocha nie tylko Ciebie, ale też i Twojego synka :)

      Twój "mąż" to kawał drania!!! Aż brak mi słów!!!!! Jak można ukrywać przed żoną
      wysokość własnej pensji??? Jak można zataić taki drogi prezent, który
      dostaliście od teściów??? Jak można kupić drogi samochód bez porozumienia się z
      małżonką??? Dla mnie takie podejście jest po prostu CHORE!!!

      3mam mocno kciuki za Twoje przyszłe SZCZĘŚLIWE życie!!! :)))

      Pozdrawiam
      le.petit.chagrin
      • martusia_1980 custom_babe 01.07.07, 00:30
        życzę Ci abyś odnalazła szczęście, Ty i Twój synek zasługujecie na nie :)
        Trzymam kciuki.
        Bądź silna
        POZDRAWIAM
    • deodyma Re: Zdecydowałam się na rozstanie......(długie) 20.06.07, 14:02
      szczerze mowiac nic Was nie laczy, oprocz dziecka. nie mozecie sie ze soba
      dogadac, maz nie jest dla Ciebie zadnym wsparciem. po coz wiec to ciagnac? jak
      napisalas, kiedys Wasz syn odejdzie z domu a Ty zostaniesz sama z czlowiekiem,
      ktoremu nie masz nic do powiedzenia i z ktorym nic Cie nie laczy. lepiej Ci
      bedzie bez niego, jak z nim.
    • nives1 Re: Zdecydowałam się na rozstanie......(długie) 20.06.07, 14:06
      Hmmm szkoda ze jednak braliście ten ślub skoro jak mówisz nie byliście do niego
      przekonani
      Teraz wiadć ze oczekiwania twoje i męża w kwesti waszego wspólnego zycia bardzo
      sie rózniły. Rozmawialiście o tym przed ślubem?? Jeśli uważasz że nie ma sensu
      walczyć o małzeństwo, nie chcecie spróbować terapii to rostanie rzeczywiście
      wydaje sie dobrym pomysłam. Może nie tyle że dobrym co nie jest złym.
      Życzę ci szczęścia. I siły do realizowania swoich zamierzeń :)
      Napewno znajdziesz jeszcze kogoś bardziej wartościowego ale wtedy nie popełnij
      starych błędów :)
    • turzyca moze Ci sie przydac 20.06.07, 14:54
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=24087

      Madrzy i doswiadczeni ludzie (no dobrze, czasem troche zlosliwi). Pomoga
      zdecydowac, czy lepiej rozwod z orzekaniem o winie czy bez, jak liczyc alimenty,
      jak regulowac widzenia.
      • custom_babe Re: moze Ci sie przydac 21.06.07, 15:51
        1. DO ANULI36: jestem świadoma, że bez pomocy fachwca nie jesteśmy już w stanie uratować małżeństwa. Kilka razy proponowałam wizyty u psychologa, w poradni małżeńskiej- bezskutecznie, mąż twierdzi, że nie jest wariatem, żeby "łazić po lekarzach od idiotów"
        2. znów do ANULI36: od wczoraj "poprawa" mojego męża jest już nieaktualna- poszła w niepamięć razem z karczemną awanturą o niepoukładane rzeczy w jego szafce
        3. dzięki za poparcie:)
        4. pomoc adwokata nie jest mi potrzebna- można powiedzieć, że zajmuję się tym na codzień:). Zresztą nie chcę "prania brudów" i nie mam zamiaru ani utrudniać mężowi kontakty z dzieckiem, ani też zdzierać z niego jakichś kosmicznych alimentów. Ile zaproponuje, tyle zaakceptuję. Chcę mieć to już za sobą
        • turzyca Re: moze Ci sie przydac 21.06.07, 16:34
          a czy ja Ci daje namiar na adwokata? :)
          daje Ci namiar na forum "rozwod i co dalej".
          Moze sie myle, ale wydaje mi sie, ze grupa wsparcia jest przydatna instytucja.
          To sa ludzie, ktorzy mieli lub maja podobne klopoty i w zwiazku z tym spora
          wiedze na temat rozwodu. Czesciowo jest to wiedza techniczna - alimenty, opieka
          nad dzieckiem - ale jest to tez wiedza o emocjach, o uczuciach. Nie beda sie
          dziwic Twojemu zalowi, smutkowi, radosci, bo przynajmniej czesc przezywala
          podobne uczucia. No i last but not least, jesli bedziesz chciala to takze grupa
          osob, z ktorymi mozna isc do kina albo na piknik dla dzieci. Albo ktore wyjasnia
          co robi ta pomaranczowa lampka w samochodzie. ;)
          • custom_babe Re: moze Ci sie przydac 21.06.07, 17:37
            przepraszam, przeoczenie ;-)
            • iron_wanienka tak 3maj, kobieto! 24.06.07, 19:24
              na cholere ci facet, na ktorego nie mozesz liczyc?? wez sie w garsc i rzuc GO!
    • annajustyna Re: Zdecydowałam się na rozstanie......(długie) 23.06.07, 15:54
      Trzymaj sie swojej decyzji, wytrwaj, a zycie sie jeszcze ulozy. Zycie, z takim
      pasozytem to dopiero bylaby porazka:(((.
    • gatonegro1 Re: Zdecydowałam się na rozstanie......(długie) 25.06.07, 12:00
      Nawet nie wiesz, jak bardzo ciebie rozumiem i podziwiam twoją postawę. Ja mam
      malutką córeczkę i męża-tyrana. W domu nie robi kompletnie nic. Oprócz tego, że
      wyzywa mnie i szarpie...Ja boję się rozstania...
      • custom_babe Re: Zdecydowałam się na rozstanie......(długie) 25.06.07, 21:26
        A myślisz, że ja się nie boję? Ale ile można tak żyć? Wyobraź sobie, że za 20 lat dalej z nim będziesz....miło?
      • turzyca Re: Zdecydowałam się na rozstanie......(długie) 25.06.07, 21:53
        Zajrzyjcie na forum, ktore linkowalam.
        Z autopsji moge powiedziec, ze czasem lepiej wyjsc ze zlego zwiazku (a moj nie
        byl tak zly jak Wasz), bo wtedy otwiera sie szeroko oczy i odkrywa sie nowe
        rozwiazania. Dwa lata temu mialam plany na najblizszych siedem. Teraz tylko na
        3, moze 3,5. Zupelnie inne niz stare, ale za to daja mi jeszcze wiecej radosci.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka