Dodaj do ulubionych

Mąż-maminsynek?

28.01.08, 16:24
Moj maz smiem podejrzewac jest maminsynkiem. Jestesmy 2 lata po slubie, mamy
malego brzdaca. Jakoas nam sie nie uklada ale najbardziej denerwuje mnie jego
stosunke do swej matki. Dzwonia do siebie co dziennie.Jak tylko ma okazje to
ja odwiedza.Jak ona nas odwiedZa tj jego to ja odwozi do odmku specjalnie.Nie
da na nia zlego slowa powiedziec,uwagi o nic jej nie zwroci.Jak byly chrzciny
dziecka to nie pomogla nic, wogole nie pomaga jak babcia.widzi tylko jego i
swoja córeczke.Maz czuje sie za nie odpowiedzialny, bo jego ojciec zmarl.Jak
ja jej cos mowie to zawsze to jest moja wina, nigdy jej.Jeszcze ani razu nie
wstawil sie za mna w jakis sporach.Czuje sie dziwnie.Dzis odwiedzila nas jego
matka i tylko prawie z nim rozmawiala.Swoim wnuczkiem zajela sie tylko jak on
jej cos powiedzial.A jak ja cos mowie o niej nie zawsze pochlebnie to zawsze
staje w jej obronie.JAk ja mam sie do tego odniesc?Jak zachowywac?Boje sie ze
za kilka lat nas zostawi i pojdzie zajmowac sie matka:(Jak to widzicie?
Obserwuj wątek
    • horpyna4 Re: Mąż-maminsynek? 28.01.08, 20:17
      Dopiero po dwóch latach dochodzisz do takich wniosków? A gdzie miałaś
      oczy przed ślubem?
      Teraz to nie powinnaś mówić niepochlebnie o jego matce. Zacznij
      trochę myśleć i postępuj tak, żeby poczuł, że jesteś mu potrzebna.
      Jak mu zacznie bardziej na Tobie zależeć, to przestawią mu się nieco
      preferencje.
    • emiliawo Re: Mąż-maminsynek? 28.01.08, 21:35
      Najgorsze, co możesz zrobić, to właśnie mówić coś złego na jego
      matkę. Większość osób ma skłonności do idealizacji rodziców, i
      zawsze włącza się wtedy instynkt obrońcy.
      Nie rozumiem za bardzo, co miałaś na myśli pod pojęciem "Swoim
      wnuczkiem zajela sie tylko jak on
      jej cos powiedzial." Czy ona przyszła zajmować się waszym dzieckiem?
      Jeśli tak, to totalna pomyłka - od zajmowania się dzieckiem są
      rodzice, a dziadkowie wg mnie mogą ewentualnie pomóc, ale toie jest
      ich obowiązek!!!!!!!
      Mimo wszystko trochę Cię rozumiem, sama na początku chciałam, żeby
      mąż nieco rozluźnił kontakty ze swoją rodziną, wszystko jednakże
      jest kwestią ustalenia priorytetów w związku i pewności swojej
      pozycji. Zastanów się, czy na pewno masz powody do zazdrości o
      teściową. Może mąż też znajduje się między młotem a kowadłem?
    • hrabina_murzyna Re: Mąż-maminsynek? 29.01.08, 09:05
      anieta81 napisała:

      Dzwonia do siebie co dziennie.Jak tylko ma okazje to
      > ja odwiedza.Jak ona nas odwiedZa tj jego to ja odwozi do odmku
      specjalnie.Nieda na nia zlego slowa powiedziec,uwagi o nic jej nie
      zwroci.
      A co złego w tym, że syn interesuje się matką, że odwiezie starszą
      kobietę do domu? Czy fakt, że się ożenił zwalnia go z szacunku do
      matki, czy małżeństwo polega na tym, że ma się tylko żonę i dziecko
      i teściową a matke już można skreślić. No to skoro tak myślisz i
      masz jeszcze czelność robić mężowi z tego powodu wymówki to nie
      dziwię się, że mąż broni matki.

      Jak byly chrzciny
      > dziecka to nie pomogla nic, wogole nie pomaga jak babcia.widzi
      tylko jego i swoja córeczke.

      Chrzciny to organizują rodzice dziecka, nie dziadkowie. A jak
      potrzebujesz czasami pomocy przy dziecku to zaangażuj męża lub
      poproś teściową.

      >Maz czuje sie za nie odpowiedzialny, bo jego ojciec zmarl.

      No i prawidłowo. Kto ma się zainteresować matką jak nie jej syn.
      • anieta81 Re: Mąż-maminsynek? 29.01.08, 12:40
        Mimo ze ostro mnie atakujecie dziekuje za te slowa.Moze faktycznie to ja nie mam
        racji i zdziwiam.Jest mi tylko przykro bo wiem ze maz nie stanalby nigdy za mna
        tak jak stoi za swoja matka.
        • arwen8 Re: Mąż-maminsynek? 29.01.08, 14:47
          anieta81 napisała:

          > Moze faktycznie to ja nie mam racji i zdziwiam.

          Nie "zdziwiasz". Potrzeba codziennego kontaktu telefonicznego z
          mamusią u dorosłego, żonatego i dzieciatego mężczyzny NIE jest
          potrzebą normalną.

          Napisałaś, że mąż "jeszcze ani razu nie wstawil sie za mna w jakis
          sporach", oraz:

          > Jest mi tylko przykro bo wiem ze maz nie stanalby nigdy za mna
          > tak jak stoi za swoja matka.

          To są bardzo niepokojące zdania. Czy próbowałaś z mężem spokojnie
          porozmawiać na ten temat, opowiedzieć mu o swoich uczuciach i
          obawach? Jeśli mąż za każdym razem bezwzględnie i bezkrytycznie
          przyjmuje stronę swojej matki, to zachowuje się jak małe,
          uzależnione, wystraszone dziecko, które boi się sprzeciwić swoim
          rodzicom w obawie przed ich gniewem i karą która może go spotkać.

          Twój mąż podjął decyzję o stworzeniu własnej rodziny. To właśnie
          interesów i dobra tej rodziny powinien bronić, a nie przejmować się
          opiniami i życiem swoich rodziców. A wygląda na to, że komfortem
          (również psychicznym) swojej matki przejmuje się bardziej, niż swoim
          własnym i swojej żony.

          > Boje sie ze za kilka lat nas zostawi i pojdzie zajmowac sie matka

          Twoje obawy są całkowicie uzasadnione. Wiele małżeństw kończy się
          właśnie w taki sposób. Szczególnie kiedy rodzice jednego z małżonków
          wkraczają w wiek wymagający opieki i dorosłe dziecko uważa za swój
          obowiązek poświęcenie własnego szczęścia (i własnej rodziny) na
          rzecz opieki nad swoim rodzicem.

          Być może pomogą Ci wskazówki zawarte w książcę Susan
          Forward "Toksyczni teściowie". Są tam opisane doświadczenia osób
          znajdujących się w podobnych relacjach z teściami (niektóre z tych
          osób również nie znajdują wsparcia u swoich mężów). Warto przeczytać!
          • barbarakaroluk Re: Mąż-maminsynek? 29.02.08, 00:13
            dobrze napisane,

            twoj maz zeniac sie z toba zdecydowal stworzyc rodzine. nie znaczy
            to ze mama ma zejsc na drugi plan i ma jej nie szanowac, ale to ty
            jestes teraz jego rodzina.

            jesli nie potrafi stanac po twojej stronie w sporach to bardzo
            niedobrze. i ponownie, nie znaczy to ze ma nie szanowac mamy, ale to
            ty jestes jego zona, i za toba powinien stanac. jesli nie potrafi to
            znaczy ze nie jest jeszcze w pelni dojrzalym mezczyzna, ale malym
            chlopcem ktory rzeczywiscie potrzebuje mamusi.
            i to jest niepokojace. moj brat cioteczny jest taki, i wspolczuje
            jego zonie, niegdy nie stanie po stronie zony ktora jest bogu ducha
            winna, tylko po stronie mamy. ciezko sprawa

          • judith79 Re: Mąż-maminsynek? 20.07.08, 15:11
            > Nie "zdziwiasz". Potrzeba codziennego kontaktu telefonicznego z
            > mamusią u dorosłego, żonatego i dzieciatego mężczyzny NIE jest
            > potrzebą normalną.
            owszem kontakt z rodzicami j e s t n o r m a l n a potrzeba doroslego
            czlowieka, chyba, ze ow czlowiek pochodzi z rodziny patologicznej lub ma jakies
            zaburzenia emocjonalne. rozmawiam z moja mama i jej siostra prawie codziennie,
            podobnie zreszta jak z tesciowa i nie ma w tym nic nienormalnego ani dziwnego bo
            to sa najblizsze mi osoby. problemem nie jest dobry kontakt z matka tylko fakt,
            ze zona czuje sie zagrozona i zazdrosna i atakuje swoja tesciowa...skutek jest
            odwrotny niz by sie panienka spodziewala.
          • ivonne.3 Re: Mąż-maminsynek? 18.09.08, 18:02
            Arwen to zawsze świetnie doradzi,i pomoże.Buziaczki dla Ciebie
        • gapluzyna Re: Mąż-maminsynek? 16.07.10, 15:57
          ja mam podobną sytuację, więc Cię rozumiem...
          Różnica polega na tym, że moja teściowa chciałaby wychować nasze dziecko na
          swoją modłę, kupuje jej ubrania, cukierki.... w ilości niewyobrażalnej. Wygląda
          na to, jakby uważała, ze my się na tym nie znamy...
          cóż.
          ale telefon do mamy i taty jest codziennie, jak rodzice potrzebują czegokolwiek-
          to on jest u nich w trzy minuty- jeśli ja potrzebuję pomocy... to zapomnij, albo
          muszę prosić nieraz tygodniami..

          Teściowie nie są od wyręczania nas przy dziecku, twój małżonek jeszcze nie
          dorósł- tak, jak mój... eh- to miej dziewczyno mocne nerwy!
          głowa do góry!
          ludzie nie zyją wiecznie...
        • gabisia2007 Re: Mąż-maminsynek? 07.11.10, 22:17
          Dziewczyno stań na nogi i postaw sprawe jasno, ustal mu jakieś priorytety bo niedługo staniesz się wycieraczką dla jego matki! a jak mu sie z Tobą i dzieckiem nie podoba to niech spada do mamusi. Wiem co mówie bo już to przerobiłam a w sumie to przerabiam np. moja teściowa nie ma wstępu do mojego domu i mój mąż nie protestuje bo juz nie moze.
          powodzenia i pamietaj, ze Ty masz byc najwazniejsza w jego zyciu a mamusia na drugim miejscu!!!
      • gabisia2007 Re: Mąż-maminsynek? 07.11.10, 22:14
        to co napisałaś jest co najmniej podłe. Jeśli Teściowa przyjeżdża sama to niech sama odjedzie bo widocznie może, chrzciny to uroczystość faktycznie organizowana przez Rodziców, ale pomoc jest wskazana ze strony Dziadków, dzwonienie codziennie? bez przesady to paranoja, obiad w niedziele ok i tyle a co do wnuka to powinna sie nim interesować bo jest Babcią. Życzenia o geju i księdzu były chamskie i widać jaki masz poziom kultury i zrozumienia, czyżbyś sama byla toksyczną teściową?
        • gazetowa_krowa Re: Mąż-maminsynek? 11.05.11, 19:17
          >Życzenia o geju i księdzu były chamskie i widać jaki masz poziom kultury i zrozumienia, >czyżbyś sama byla toksyczną teściową?

          To jest sygnaturka, a nie fragment postu. Tak a propos zrozumienia.
    • hrabina_murzyna Re: Mąż-maminsynek? 29.01.08, 15:45
      Czy wyście powariowały:) Skąd wiesz czy telefony do mamy nawet
      codziennie są uzależnieniem. A może są zwykłą troską o samopoczucie
      matki i okazanie jej odrobiny zainteresowania i ciepła. Ja równiez
      telefonuję do mamy codziennie, bo mam taką potrzebę, bo ją kocham i
      interesuje mnie jak mojej samotnej mamie minął dzień i czy nic jej
      nie dolega. To może wszystkich żonatych posłać od razu na terapię,
      najlepiej jeszcze przed ślubem i najlepiej jakby amnezji dostali i o
      matkach zapomnieli. Taki program im wszczepić żona, dziecko i
      teściowa, mamę wzrokiem zabić od razu, co by solidarnie żoną było.
      • anieta81 Re: Mąż-maminsynek? 29.01.08, 17:33
        Mnie chodzi o to ze jego matka wlasciwie mnie do rodziny tak jakby nie
        przyjela.Do mnie nawet nie zadzwoni.Byl czas ze ja dzwonilam i nawet
        jezdzilam.Jako babcia jakos tez sie nie sprawdza.Jest totalnie bezkrytyczna
        wobec swojego syna a mojego meza a on w stosunku do niej.A wogole to drazni mnie
        jej podejscie do zycia- wszystko po najmniejszej linii oporu, wszystko byle
        jak.Prasowalam pieluchy to stwierdzila ze to pedantyzm hehehe.Mnie to tak drazni
        ze sama siebie tym denerwuje i nakrecam.
        • horpyna4 Re: Mąż-maminsynek? 30.01.08, 19:39
          No i sama widzisz - drażnią Cię takie głupoty. A jak człowiek ma
          bardziej luzackie podejście do życia, to przynajmniej nie nabawi się
          wrzodów żołądka. Zamiast krytykować teściową, zacznij się od niej
          uczyć.
          Nie uważam, że mąż powinien być na każde skinienie mamusi, skoro
          ma własną rodzinę. Ale też jego żona powinna mieć więcej taktu w
          stosunku do teściowej.
          A może Twojego męża zaczyna drażnić Twój pedantyzm? Zastanów się, bo
          jeżeli on rzeczywiście był chowany w innej atmosferze, to może być
          kiepsko z waszym małżeństwem.
        • qunegunda Re: Mąż-maminsynek? 02.02.08, 13:33
          anieta81 napisała:

          > Mnie chodzi o to ze jego matka wlasciwie mnie do rodziny tak jakby
          nie
          > przyjela.

          Jak niby miała cię przyjąć do rodziny?, zaadoptować :)))))))
          Dla Matki swojego męża jesteś obcą kobietą. Masz zbyt wygórowane
          oczekiwania.
          • chicarica Re: Mąż-maminsynek? 23.09.09, 07:06
            Widzisz, ja na przykład patrzę jak zachowuje się moja matka wobec mojej
            szwagierki. Mianowicie - całkowicie zaakceptowała fakt, że brat ma kobietę, że
            ta kobieta jest ważna dla brata i że jest częścią rodziny. Wszelkie sprawy
            między moimi rodzicami a bratem omawiane są wyłącznie przy udziale szwagierki,
            nie ma żadnego knucia za plecami, nie ma żadnych komentarzy, nic, ewentualnie
            pozytywne, typu "A. upiekła super ciasto", "muszę coś zrobić dobrego na obiad bo
            A. lubi". Żadnego organizowania życia, nic. A nawet ślubu jeszcze nie było, oni
            "tylko" mieszkają razem.
            U autorki wątku tego nie ma. Jest mamusia, synuś i ONA - intruz, psujący
            harmonię związku między synusiem i mamusią. Ja bym się w takie coś nie pakowała,
            odesłałabym synusia do maminego cycusia.
            Gdyby matka mojego męża traktowała mnie jak obcą kobietę, nie pozostawiłabym
            cienia wątpliwości, że ona dla mnie też jest obcą kobietą. Ze wszelkimi
            konsekwencjami.
        • annubis74 Re: Mąż-maminsynek? 08.02.08, 18:37
          A nie możesz sie pogodzić z faktem, że dla swojej teściowej nigdy
          nie będziesz tak ważna jak Twój mąż lub jego ewentualne rodzeństwo.
          Ludzie są rózni - jedni mają wiecej ciepła i seredeczności, które
          potrafią okazać wybrankom swoich dzieci, inni tego nie mają.
          Ja z moimi teściami tez nie mam bliskich realcji, ale nie zabraniam
          mężowi ich odwiedzać czy gadać z nimi godzinami przez telefon. Jeśli
          nie lubisz teściowej i denerwują Cie relacje miedzy nia a mężem,
          dlacezgo byś chciała żeby były bliższe, po co wyciągasz rękę o pomoc
          do teściowej
          • chicarica Re: Mąż-maminsynek? 29.02.08, 08:55
            Tylko czemu później to od synowej która "nie była tak ważna jak mąż" wymaga się,
            żeby na starość opiekowała się teściową? Przecież teściowa to nie jest rodzina,
            prawda?
            • annubis74 Re: Mąż-maminsynek? 04.03.08, 09:45
              chyba nie od synowej sie wymaga tylko od syna/dzieci
              inna sprawa kto faktycznie sprawuje tę opiekę
              • chicarica Re: Mąż-maminsynek? 23.09.09, 07:08
                POWINNO się wymagać od własnych dzieci. W praktyce wygląda to tak, że synowa
                zapitala wokół "mamusi", bo synkom rączki do d.p poprzyrastały. Tak jest w
                większości polskich rodzin, widziałam to zresztą we własnej rodzinie, moja
                babcia miała 2 córki i 1 syna (mojego ojca) a w praktyce przed jej śmiercią
                zasuwała przy niej moja matka, bo ciotuniom się nie chciało.
        • hesia3 Re: Mąż-maminsynek? 23.05.08, 10:32
          A ty ją przyjełaś do rodziny? Starsza osoba ma trochę doświadczenia
          życiowego i doskonale wyczuwa co do niej czujesz. Walka z matką męża
          nie ma sensu. Tu jest potrzebna dyplomacja i spryt, a nie żale
          pretensje i stawianie warunków. W ten sposób nie osiągniesz tego co
          chcesz. A pozatym grzech pierworodny młodych mężatek to myslenie, że
          mąż jest teraz ICH NA WŁASNOŚĆ. Nikt nie jest niewolnikiem drugiej
          osoby!! Jesteście razem, wzieliscie ślub, macie dziecko, ale twój
          mąż jest synem, pracownikiem, przyjacielem, bratem i setką innych
          osób i jeżeli ograniczysz jego życie tylko do bycia twoim mężem to
          poprostu chłop nie wytrzyma i odejdzie. Czy wy młode mężatki
          myślicie, że facet będzie was przez 50 lat nosił na rękach i
          ciumciał do uszka? Przywiazanie synka do matki jest w skrajnych
          przypadkach niebezpieczne i niezdrowe, ale w twoim opisie tego nie
          widzę. Przykłady podane przez ciebie są typowymi objawami troski
          syna o matkę, a ty jesteś troszkę zazdrosna i tyle.
    • qunegunda Re: Mąż-maminsynek? 02.02.08, 13:25
      Zdystansuj się do tej sprawy.
      • grafix2 Re: Mąż-maminsynek? 05.03.08, 20:06
        Stereotypowa sytuacja. Ktoś napisał, że mąż ma stanąć po stronie
        żony. Mąż ma stanąć po stronie, która ma rację i raz to może być
        matak, a raz żona. Błąd żon to myślenie, że mąż jest jej (tak myślą
        również mężowie). Ja czasami się zastanawiam, że jestem: córką,
        żoną, synową, matką, ciocią, siostrą, szefową, kucharką,
        sprzątaczką, pocieszycielką znajomych, ścianą płaczu i może w 1
        procencie jestem sobą. I niestety nikt z nich nie ma do mnie
        całkowitewgo prawa. Mąż ani żona nie jest niewolnikiem drugiej
        osoby.
    • qqq55 Re: Mąż-maminsynek? 06.03.08, 13:47
      Kochana, żebym ja miała tylko taki problem....
      moja "tesciowa"( nie mamy ślubu, ale mieszkamy razem, mamy
      dzieciątko) powiedziała mi wprost, że nie zasługuje na jej syna. W
      ogóle jej zdaniem jak ja siedzę w domu(jestem na wychowawczym) to
      powinnam chyba mojego "męża" po piętach całowac, bo to on zarabia.
      Jak ja mu mówię, żeby wziął torbę bo ja mam dziecko na rękach, to
      tesciowa do mnie mówi tak :"już ty nie rób z siebie takiej rozlazłej
      pi...y."
      Ona uważa, że ja go krzywdzę, ze on jest na posyłki i takie tam
      pierdoły. A to chyba normalne, że facet nosi torby i zarabia na
      rodzinę. Ja oczywiście zamierzam wrócic do pracy jak odchowam małą,
      ale na razie nie zamierzam jej zostawiać z opiekunką.

      Kiedyś bardzo ją lubiłam("tesciową") a teraz jej po prostu nie
      nawidzę za to co powiedziała.

      Ta nasza kłótnia miała miejsce kilka miesięcy temu. Ostatnio wpadła
      do mnie ze swoim męzem( była u lekarza). Myślałam, że mnie
      przeprosi, będzie chciała jakos to wytłumaczyć ale ona jakby nigdy
      nic- wiedzma

    • ewakowacz Re: Mąż-maminsynek? 16.03.08, 18:38
      witam ! poszukujemy do programu tv kobiet i mężczyzn, gdzie mężczyzna jest lub był maminsynkiem. Chodzi o jakieś ciekawe historie związane z tym tematem, na przykład: jak sprawić by maminsynek stał się w końcu mężem i raz na zawsze odciął się od pępowiny mamusi.
      ewakowacz@tlen.pl
    • matylda906 Re: Mąż-maminsynek? 20.05.08, 12:15
      mam taką samą sytuację. Moje szczęście zależy od tego czy robię to co chcą
      teście. Żal mi dziecka bo za moje błędy mszczą się na dziecku. Gdybym nie miała
      dziecka to skończyłabym ze sobą. Odebrali mi całą radość życia. jak zbliża się
      weekend to jestem chora, mój mąż musi odwiedzać mamusie bo jest foch.
    • dyderko Re: Mąż-maminsynek? 20.05.08, 13:21
      Przesadzasz – tak ja to widzę.
      Ani dzwonienie do matki, ani jej odwożenie, ani nie angażowanie się
      w spory między żoną a matką, ani nie słuchanie jak ktoś o niej źle
      mówi nie jest maminsynkowstwem, jest to tylko wielka zażyłość i
      szacunek. Wybacz ale dziadkowie nie mają obowiązku zajmować się
      wnukami, to Wy macie dziecko nie ona. Poza tym jeśli narosły
      konflikty, Ty na nią narzekałaś to jak Ty sobie wyobrażasz że ona
      będzie z Tobą jak gdyby nigdy nic rozmawiać?
      Wyluzuj, uznaj że masz taką a nie inną teściową, przyjmuj co daje a
      nie wymagaj tego co Ty chcesz, a uwierz stosunki Wam się powoli
      poprawią. I na boga nie mów źle do syna o matce – Ty chciałabyś by
      on o Twojej źle mówił?
      Chyba że masz inne przykłady na to maminsynkowanie...
      • kundeburry Re: Mąż-maminsynek? 23.05.08, 00:31
        A ja myślę, że facet mieszkając i będąc w związku ze swoją kobietą powinien
        jednak ograniczyć kontakty z matką. Zresztą kobieta ze swoją matką też. I
        powinno być to coś normalnego i naturalnego. W sensie nie zakaz: Zabraniam Ci
        dzwonić codziennie do mamy.
        A jeżeli nie wychodzi to naturalnie, to znaczy że: albo facet jest od swojej
        mamy psychicznie uzależniony albo ją po prostu bardzo kocha, bo to fajna i mądra
        kobitka - ale tak jest myślę rzadziej.
        A dziećmi opiekują się głównie dziadkowie - taki model rodziny wykształcił się w
        Polsce w XX wieku, bo matka dziecka najczęściej musi wracać do pracy. A
        emerytowani dziadkowie, najczęściej babcia, bardzo kochają swoje wnuki i chętnie
        się nimi zajmą. Tak powinno być. Bo to korzystne dla wszystkich 3 stron.
        • lisia312 Re: Mąż-maminsynek? 16.02.09, 20:04
          "A
          emerytowani dziadkowie, najczęściej babcia, bardzo kochają swoje wnuki i chętnie
          się nimi zajmą. Tak powinno być. Bo to korzystne dla wszystkich 3 stron."
          Dzieci powinni wychowywać RODZICE, a nie dziadkowie!!!!
    • kicia031 Re: Mąż-maminsynek? 23.05.08, 16:18
      Boje sie ze
      > za kilka lat nas zostawi i pojdzie zajmowac sie matka:(Jak to
      widzicie?

      Oby - to jedyna nadzieja, ze pozbedziesz sie z domu duzego dziecka.
    • gromika Re: Mąż-maminsynek? 19.07.08, 22:44
      Przykro mi bardzo, ale twój mąż to maminsynek, a ona to
      wykorzystuje...znam to z własnego doświadczenia... tyle, że moje
      stosunki z teściową są bardzo dobre, ale jeśli dojdzie do sporu, ona
      zawsze ma racje, dziś był zatarg o drugie dziecko- pieknie teściowa
      ma decydować o tym, kiedy ja mam zajść w ciążę, kiedy będzie
      odpowiednia pora, mój mąż jest cudowny, ale nie daj Bożę mieć inne
      zdanie niż mamusia. Wyobraź sobie, że obie byłyśmy chore- on jej
      prał dywan, a ja w tym czasie sama malowałam pokój i prałam nasz
      dywan. Życie z maminsynkiem jest trudne, zawsze druga, ale twój to
      wogóle ma jakąś obsesję, kompleks Edypa czy jakoś tak. Powodzenia, a
      może spróbuj z mężem porozmawiac o tym, co czujesz?
      • sweetkinia Re: Mąż-maminsynek? 27.07.09, 09:57
        ja rowniez znam to z wlasnego doswiadczenia...tylko ze ja mam o wiele
        gorzej...Nie mozna ograniczać męzowi spotkan z matką czy telefonowania do
        niej... to jest normalne jeśli odwiedziny nie sa codziennie pod pretekstem
        pomocy biednej mamusi gdzie jest pelny dom ludzi ktorzy mieszkaja z mamusia i
        oni powinni rowniez pomagac...A kto pomoże kobiecie w 9 miesiącu ciaży jesli
        prosi o skoszenie trawy??? tam aż lsni, tak jest wszystko dopieszczone...
        Tak mamusia ma zawsze racje, a jesli ty masz swoje zdanie ciągle slyszysz :"NIE"
        Mieszkalam okolo roku w ich pieknym i cudownym domu... nie dalam rady
        psychicznie...mamusia byla przecudowna robila wszystko za wszystkich a ja jak
        cos chcialam zrobic musialam pytac sie o pozwolenie, bo przeciez to jej
        dom...rozumiem ze jesli chcialam tam mieszkac to musialam sie przystosowac, ale
        dla mnie bylo chore to ze cala rodzinka żyla wspolnym zyciem, nie bylo czegos
        takiego jak intymnosc...Ja popelnilam taki blad ze zamieszkalam z nimi-nikt mnie
        nie namawial,a potem mi sie odwidzialo bo poznalam strukture tej rodziny...
        Mamusia rzadzi!!! Rozumiem żal mojego męża o to że tak wyszlo, nie powinnam
        wogole tam przychodzic, tym bardziej ze mam dom ale zawsze myslalam ze mąż nie
        zamieszka ze mna u mnie...tak mowil bynajmiej, bo moja babcia ma demencje
        starcza, bo dom jest podzielony na pol i tamta polowa niszczeje, bo nie jest
        pieknie jak u niego...to byly powody a ja glupia nie walczylam... ale czlowiek
        uczy sie na bledach... nie ukrywalam ze bylo mi zle w domu meza(mamusi) i
        mowilam o tym jemu kolezankom ,ale nie mialam odwagi powiedziec mamusi. tak sie
        stalo ze mamusia sie dowiedziala od ludzi ze synowa ja obgaduje...szczerze? W
        sumie prawdy sie dowiedziala... To też bylo nietaktowne bo powinnam jej sama o
        tym powiedziec, ale i tak wszyscy znaja mamusie mojego meza i nikt o niej dobrze
        nigdy nie mowil... wtedy wyszlo jaka ta rodzina jest wspaniala...Moja kochana
        tesciowa nie wiedziala jak sie odegrac wiec zaczela nagadywac na moja mame... ze
        moja mama ma predyspozycje na choroba jak moja babcia i ze sie z nia nie
        dogadam, ze puscila sie z kierownikiem sklepu(wychowywala mnie sama), ze
        szlajala sie z zonatymi facetami... nie jest to prawda bo moja mama poswiecila
        mi cale swoje zycie i dopiero teraz w wieku 50 lat probuje ułożyć wlasne... To
        ja powinnam wielce sie obrazic i sie nie odzywac bo to nie prawda. a to ze moja
        tesciowa jest wredna i nad wszystkim musi miec kontrole to sama o tym dobrze wie...
        przeprowadzilam sie do siebie po tej klotni, tak sama bo o moim mezu tego
        powiedziec nie mozna. wzial pare rzeczy reszte zostawil w domu. jedzie do pracy,
        wraca, je obiad i jedzie do siebie do domu- codziennie...
        Mamusia probowala mnie obgadac do innych ale jak jej ktos powiedzial ze niszczy
        mlode malzenstwo to teraz jest tak mila ze az szlag... toleruje ja, normalnie z
        nia rozmawiam bo to matka mojego meza ale zal juz zawsze zostanie... jego matka
        probowala mnie wkrecic ze moja rodzina jest zla, ze niewlasciwie postepuja, jak
        taka kokocha chcial mnie zgarnac do siebie i zebym krakala jak wrony w jej
        gniezdzie... tak zrobila ze swoim zienciem, ktory na poczatku sie stawial ale
        potem przystal na warunkach mamusi bo ona dala im kont i teraz twierdzi ze jego
        rodzina jest gorsza od tej z ktora mieszka...dla mnie chore... ja sie nie dalam,
        popelnilam w sumie bledy ale mowilam mezowi na poczatku spokojnie ze jednak nie
        czuje sie dobrze w tym domu, ze chcialabym wrocic do siebie... nic nie zrobil a
        ja nie radzilam sobie z problemem...
    • ciekawos Re: Mąż-maminsynek? 20.07.08, 16:31
      Rozumiem, że mozesz być zażenowana taką sytuacją, która pewnie długo
      już trwa, ale wydaje mi się że tymi niepochlebnymi uwagami na temat
      jego matki nic nie wskurasz, a jedynie pogorszysz sytuacje. Jesteś
      zła na męża czy na jego matke? Ona chyba nic nie zrobiła ;> Pogadaj
      ze swym mężem na spokojnie,ze czujesz sie zaniedbana... nie
      wypominajac mu kontaktów z matką i nie krytykujac jej. To że odwozi
      ją do domu, czy ze nie da na nią złego slowa powiedzieć to chyba
      dobrze? Pisałaś, że Wasz związek się nie uklada: czy to jedyny
      powód? No ale czy Cie zaniedbuje faktycznie? nie zauważa Cie? a
      jedynie patrzy na swoją matke? A moze rozmowa w trójke by pomogła? -
      Ty, mąż i jego matka.
    • kachna79 Re: Mąż-maminsynek? 22.07.08, 08:17
      Skup się na relacji z Mężem. Myślę, że gdybyś w związku czuła się
      pewnie to nie byłoby problemem to jak bardzo Twój mąż jest związany
      z matką. Wydaje mi się, że jesteś zazdrosna o teściową, bo nie
      czujesz się pewnie w związku.
      Jeśli Twój mąż troszczy się o teściową zamiast dbać to rodzinę to
      jest to problem, ale z drugiej strony założenie rodziny nie wyklucza
      kontaktów z matką.
      • zuzia_0 Re: Mąż-maminsynek? 07.08.08, 10:53
        witam.
        fajnie,ze jest poruszony ten temat.jetem mezatka od kilku miesiecy
        i..mam dosc..przeprowadzilam sie do meza(mialo byc na
        chwile).zaryzykowalam kilka miesiecy mieszkania z tesciowa
        i...odradzam..
        teraz mieszkamy oddzielnie, a moj maz, ktorego bardzo kocham,zadnej
        zyciowej decyzji nie podejmie bez porozumienia z mamusia.trudno mi
        to zrozumiec, gdyz jetem od 10 lat niezalezna.(mieszkalam sama)
        maz zarzuca mi, ze nie chce odwiedzac jego mamusi, ale co ja zrobie,
        ze jej negatywne podejscie do zycia psuje mi humor, wiec wole zostac
        sama w domu.maz robi mi o to awantury.ostatnio powiedzial mi, ze
        zabijam w nim motywacje do zycia.co ja mam zrobic?

        najgorsze jest to, ze boje sie w ogole zajsc w ciaze.nie czuje sie
        bezpieczna.
        mam podobne odczucia, jak inne uczestniczki forum.
        dzieki za rade
        smutna zona
        • ewciakam Re: Mąż-maminsynek? 10.08.08, 11:28
          KOCHANE!!! Jestem 8 miesięcy po ślubie, od 6 myślę i wszystkim
          głośno mówię o rozwodzie. Mój mąż nie dość że wielbi mamusię to
          wielbi też tatusia. Ja jestem tu obca, nie mam prawa wypowiedzieć
          swojego zdania, tesciowie zawsze mają rację. Mam wspaniałego,
          grzcznego Aniołka, tyle że teście twierdzą że źle go wychowuję. Od
          dnia porodu nie było dnia żebym nie płakała, wpędzili mnie w
          depresję i anoreksję. Nie mam męża. Mam chama, któremu wychowuję
          dziecko.
          • miki-24 Re: Mąż-maminsynek? 25.08.08, 23:58
            Łączę się z toba niestety w żalu.Jestem też dla teściowej obca
            (liczy się tylko synek i córcia- wnuczka niestety juz nie)Podobnie
            jak Ty wychowuję dziecko chamowi (to w jaki sposób się odzywa i
            zachowuje - to sprawka teściowej, której zmarł mąż,a ona niestety
            wykorzystała moje dobre serce - pozwoliłam żeby opiekowł sie nią ,
            jeździł na zakupy itd. a ona weszła w nasze życie z butami -wybór
            mebli , wychowanie dziecka (nawet do tego stopnia że źle wyprałam
            bluzkę lub nie tak ubrałam małą), nie zasługujesz na wyjazd np. do
            restauracji, źle się opiekujesz , nie dbasz o niego, wszystko to
            moja wina(nie widzi tego,że to niestety on nie dba o nas i dom
            (finansowo także)tylko o nią)Najgorsze jeszcze to,że zawsze
            podkreślała jak to ona pragnie naszego szczęścia.Jednym słowem
            wymiotować mi się chciało jak to słyszałam,koszmar,
            deprecha.Nieustanne kłótnie doprowadziły do tego że nie rozmawiam z
            nią i nie mam zamiaru.Spadł mi kamień z serca.Nie muszę słuchać
            jej "mądrych" rad (czego to ona nie przeżyła , wszystko wie
            najlepiej jest mądrzejsza od lekarzy, prawników, psychologów,
            najlepiej zna się na modzie wogóle debeściara i miss
            świata).Myślę,że to dobre wyjście.Ostatnio postanowiłam podjąć walkę
            o nasz związek, po prostu byc cwańszą od niej....zobaczę co z tego
            wyniknie, albo ja albo ona czyli koniec z maminsynkiem:)
            P.S
            nie rozumiem tylko tego, że takiemu babsztylowi nie przemówisz do
            rozumu, że unieszczęśliwia swoim zachowaniem swojego synka, jego
            dziecko i żonę.
            Może ktoś mi doradzi jak przemówić jej do rozumu?(czy jest to
            produkt niereformowalny i naprawdę tępy?)
            • woman-in-love Re: Mąż-maminsynek? 02.09.08, 20:54
              Miałam to samo - teściowa i ja wyrywałyśmy go sobie, było dwoje dzieci. On umarł
              młodo, ja żyję sama; przed jego śmiercią rozwiedliśmy się, bo nie dało się już
              tego wszystkiego znieść. Do tej pory zadaję sobie pytanie: czy mozna było
              inaczej? Chyba jednak nie. Sprawą mężczyzny jest opuścić matke i ojca i stać się
              z żona jednym ciałem. A tu pępowina nieprzecięta. Paskudna sytuacja.
    • zaba519 Re: Mąż-maminsynek? 07.08.08, 13:24
      Zastanów się, jak chciałabyś, żeby wyglądały w przyszłości Twoje
      stosunki z Waszym Brzdącem??? Ma o Tobie zapomnieć, bo będzie miał/a
      nową rodzinę???
      • zuzia_0 Re: Mąż-maminsynek? 08.08.08, 09:04
        ciekawe.ale czy chcial(a)bys, zeby Twoje dziecko do 35 lat z Toba
        mieszkalo?
        jak ono ma potem zaczac swoje rodzinne zycie?to naprawde nie jest
        takie proste.
        a moze inaczej.moze ktos mi wymienic cechy maminsynka.
        • pelzaczek24 Re: Mąż-maminsynek? 19.08.08, 15:31
          Miałam ten sam problem ale w porę oprzytomniałam. Były narzeczony
          bez swojej mamy żyć nie potrafi.Od rana do południa telefony,potem
          do póżnej nocy przysiadywał u mamy.Mieszkałam u niego w obcym domu i
          mieście i potrafił zostawić mnie samą aby zaś iść do matki i tak
          niemal codziennie.Zarobione pieniądze dawał matce a ja musiała go
          żywić dostając w zamian ciągłe awantury i przepijanie kolejnej pracy
          ale zawsze go mamusia broniła.Przegięciem dla mnie było aby syn
          szedł z matką za rękę a ja jak te trzecie koło u wozu.Można książkę
          o tym pisać.
      • sylwek11_77 Re: Mąż-maminsynek? 27.03.09, 11:19
        to nie jest kwestia zapomnienia o rodzinie tylko priorytetów, to
        żona i dzieci powinny być dla męża na pierwszym miejscu a nie
        rodzice, bo jeżeli jest na odwrót to znaczy że taki facet jest
        niedojrzały emocjonalnie. Taka jest kolej rzeczy, człowiek dorasta,
        zakłada swoją rodzinę i opuszcza swój dom rodzinny. Nie można
        popadać w skrajności, rodziców trzeba szanować i odwiedzać ale bez
        przesady to z żoną i dziećmi powinien spędzać większość wolnego
        czasu. Dla mnie to była naturalna kolej rzeczy niestety dla mojego
        męza jak się okazało poślubie tak nie było...
    • aston.villa Re: Mąż-maminsynek? 20.09.08, 21:20
      Zastanawia mnie, jakim cudem aż tyle młodych mężatek po ślubie nagle odkrywa, że
      mąż pochodzi z jakiejś rodziny, ma matkę, ojca, od których jest uzależniony bądź
      też liczy się z nimi bardziej niż z żoną.

      Nie uwierzę, że tego nie było widać PRZED ślubem. Nikt nie wmówi mi, że
      spotykając się z facetem kilka miesięcy/lat nie był w stanie dostrzec sytuacji -
      a w związku z tym wpakował się w nią na własne życzenie!

      Mam nadzieję, że chociaż z takich wątków płynie dość jasne ostrzeżenie dla tych
      zamierzających poślubić maminsynków - zadajcie sobie trud odwiedzenia Waszych
      przyszłych teściów kilka razy, i przyjrzyjcie się, jakie wzorce będzie powielał
      Wasz mąż w Waszym domu. Jak ojciec odnosi się do matki, jak matka do ojca, jak
      oni do swojego syna - bo prawdopodobieństwo takiego samego zachowania po ślubie
      jest więcej niż duże. A jeśli coś Wam się nie podoba - omówcie to przed ślubem,
      by nie musieć potem zakładać podobnych wątków...

      A po ślubie - cóż, pozostaje szczera, poważna rozmowa, przedstawienie swojego
      punktu widzenia, a jeśli małżonek problemu nie dostrzeże, to zastanowienie się,
      czy jesteś w stanie żyć w stanie ciągłej rywalizacji i czasem niestety
      ...ustąpić pola.
      • jagiennnka Re: Mąż-maminsynek? 24.09.08, 18:17
        witam! jestem z chłopakiem 4 miesiące..znamy sie 3 lata.zawsze
        uwazalam ze jest maminsynkiem ,chociazby dlatego ze jak sobie nie
        radzil na studiach to dzwonil za kazdym razem do mamy i zdawal
        relacje.to nie jest niepokojące ale niepokoi mnie wiele faktów jakie
        przyuwazylam bedac z nim.po pierwsze zaczelo sie gdy pojechalam do
        niego na wakacje nad morze.byla z nami jego mama i brat.przyjrzalam
        sie troche jego relacjom z mama i ciesze sie ze ma tak wielki
        szacunek do niej ale z drugiej strony potrafil zostawic mnie na
        kilka h w przyczepie podczas gdy on pomagal mamie w praniu
        sprzataniu,a ja siedzialam i niewiedzialam co mam robic,szkoda ze
        nie pow mi ze ma taki zamiar to bym inaczej to przyjęła.po stosunku
        chcialam sie przytulic a on polecial do telefonu tlumaczac sie ze
        mama dzwonila..niechcaco wyrzuciłam jego widelec a on sie wsciekl
        mowiac ze mama sie bedzie denerwowac..moi rodzice chcieli z nim
        porozmawiac a on niechcial wziąć ode mnie słuchawki..ehh niewiem czy
        przesadzam zamartwiajac sie juz ale nie czuje sie dobrze po czymś
        takim..niewiem co robic........
        • premeda Re: Mąż-maminsynek? 29.09.08, 14:09
          Co robić? Zwiewać! Sama nie wiem czy podziwiać czy dziwić się tym
          wszystkim z Was, które znoszą konflikty i nawet wyzwiska, co
          najwyżej popłaczą w poduszkę. Ja bym nie wytrzymała, w pewnym
          momencie, na pewno wygarnęłabym takiej, co o tym wszystkim myślę.
          Zaś w przypadku nazwania mnie "rozlazłą p...dą" (jak jedna z
          forumowiczek usłyszała) oddałabym dziecko mężowi, podeszła do takiej
          i wytrzaskałbym ją najzwyklej po pysku. Chyba jednak święte
          jesteście, że to jakoś znosicie. Sama mam faceta związanego z
          rodziną i to w dodatku z mamą, ciocią i babcią ale jak mnie czymś
          wkurzą to głośno o tym mówię. On zresztą też potrafi powiedzieć co
          myśli o mojej rodzinie. Ze spokojem to nawzajem przyjmujemy, bo
          każdy ma prawo do własnych odczuć. Ja na razie docinki (tylko) jego
          cioci przyjmuję ze śmiechem ale coś tak czuję, że w niedalekiej
          przyszłości będę musiała coś niecoś jej wygarnąć.
    • infelicedwa Re: Mąż-maminsynek? 17.01.09, 22:42
      Doskonale cię rozumiem. U mnie jest zupełnie identyczna sytuacja.
      Jestem dwa lata po ślubie, też mamy małe dziecko ale dla mojego męża
      najważniejsza jest mamusia i siostry. Ja już dłużej tego nie
      wytrzymałam, za tydzień mam sprawę rozwodową. Mój mąż od początku
      miał obsesję na punkcie swojej 20 lat młodszej siostry. Bywało że 24
      h na dobę mówił tylko o niej. A jak zamieszkaliśmy razem to jego
      mamusia wydzwaniała po kilka razy dziennie i mówiła tylko o tym
      dziecku, że płacze, że nie może spać bo mojego obecnego męża nie ma
      w domu. Od początku była nastawiona do mnie anty. Ja naiwnie
      wierzyłam że po ślubie będąc w ciąży wszystko się jakoś odmieni. Ale
      mój mąż musiał wszystko opowiadac mamusi. Kupił sobie spodnie musiał
      napisać mamie, a ta już dzwoni jakie synio kupił te spodenki.
      Gotowaliśmy coś, też już telefon i pisze do mamy. To chore.Niestety
      mąż jest też chorobliwie zazdrosny i też nie raz dał mi popalić z
      tego powodu. Zaraz po ślubie poszłam do szpitala, a on przeniłósł
      się do mamy. Praktycznie przeleżałam całą ciąże. W ciąży przeżyłam
      koszmar, mąż ubliżał mi jak tylko mógł, leżałam pod kroplówką żeby
      nie stracić dziecka a ten mi pisał że jestem dla niego zerem, że
      wziął sobie kurwę za żonę itp. Przykładał mnie do lekarzy. Teściowa
      miała kilometr do szpitala, ale przychodziła sporadycznie od ludzi,
      szwagierka nie była ani razu i mąż tego nie widział. Ja naprawdę
      chciałam żyć z nimi w zgodzie, zapraszałam, kupowałam co najlepsze
      żeby było dobrze, jezdziłam do nich. Ale co bym nie zrobiła to i tak
      ja byłam ta najgorsza. Szkoda gadać. Mój mąż potrafił tydzień po
      ślubie pisać do siosrzyczki na żale, że już nie chce mnie znać, że
      chce rozwoduitp. Albo pisał do niej że ja jestem przyczyną
      wszystkich ich rodzinnych problemów. Dodam że kłóciliśmy się tylko o
      to że jego interesowały tylko one a moje sprawy miał gdzieś. Byle
      kłótnia to uciekał do mamusi. Był dzień kobiet mamie siostrom
      życzenia złożył a jak zapytałam czemu mi nie złożył to powiedział że
      on pier...li dzień kobiet, a nawet nie kłóciliśmy się w tym czasie.
      Jak mu kiedyś wypomniałam że nie przychodziły do mnie do szpitala to
      on mi odpowiedział że co do takiej szmaty miały przychodzić.
      Teściowa zamiast zadzwonić sobie do męża na żale to co by się nie
      działo to dzwoniła do synka a ten leciał na każde zawołanie. Dziecko
      ma już 10 miesięcy a ona była u wnusi na chrzcinach, ona ma gdzieś
      nasze dziecko, mnie i mój mąż to akceptuje. Naprawdę starałam się
      jak mogłam żeby żyć z nimi w zgodzie, ale nawet jak bym lizała nie
      powiem co to i tak byłoby zle.Dlatego doskonale cię rozumiem. Mąż
      tak samo jak u ciebie nigdy nie trzymał mojej strony, co by się nie
      działo zawsze mnie obwiniał. Nie wiem jak tobie się to ułoży, ja
      miałam nadzieję że mój mąż w końcu przejrzy na oczy, bo przed ślubem
      zapewniał że żona dziecko to dla niego świętość. Ale mam dość
      takiego życia czuję jakbym właśnie ja była najgorszym wrogiem.
      Prosi, chce wracać nie wiem jak to dalej będzie. Wątpię żeby
      kiedykolwiek się zmienił. Wiem ktoś powie mogłam się wcześniej
      opamiętać i nie wychodzić za mąż za takiego maminsynka, ale przed
      ślubem był idealny, kłóciliśmy się owszem, ale po ślubie mam
      wrażenie że jakiś diabeł go opętał. wszystko się zmieniło. A tobie
      życze jak najlepiej. trzymaj się :)
      • sylwia49-dwa Re: Mąż-maminsynek? 16.02.09, 19:15
        Jestem w takiej samej sytuacji, dlatego też świetnie was rozumię.
        Nie mamy jeszcze dzieci i to dla mnie jest narazie największe
        szczęście. Znałam męża przed ślubem aż 6 lat i świetnie się z tym
        wszystkim ukrywał bo dopiero po ślubie wszystko wyszło na jaw. U
        mnie jest taka sytuacja że on po prostu ubustwia soją matkę, jak
        stwierdził kiedyś to ona zawsze będzie zajmowała pierwsze miejsce w
        jego sercu bo mamę można mieć tylko jedną a żon wiele. Raz byłam w
        pracy i uderzyłam się tak strasznie w nogę że nie mogłam ujść nawet
        na autobus poprosiłam więc męża żeby przyjechał po mnie samochodem a
        on mi powiedział że teraz jest u mamy i nie może bo mamie byłoby
        bardzo przykro. Moje zdanie w domu wcale się nie liczy, ja nic nie
        potrafię zrobić wszystko robię nie tak. Moje prośby traktowane są
        podmuch powietrza a wystarczy że mama zadzwoni a mojego męża od razu
        nie ma w domu. Na początku obydwoje ciągle pracowaliśmu ale nadszedł
        raz upragniony długi weekend myślalam że spędzimy go wreszcie razem
        a tu mąż mi oznajmia, że on wyjeżdża z mamą i nie będzie go przez
        cały tydzien. On oczekuje odemnie że ja będe ją ubustwiała i ze będe
        jej wdzięczna za wszystki chociaż prawda jest taka że ona nigdy w
        niczym nam nie pomogła, nigdy. I niestety mieszka od nas pięć minut
        drogi, i dzwoni codziennie. Ja już mam dość takiego małżeństwa
    • sylwek11_77 Re: Mąż-maminsynek? 27.03.09, 10:51
      Witaj, śmiem stwierdzić że ja mam jeszcze gorzej. Dochodzę do
      wniosku że mój mąż nie dorósł do tego żeby założyć rodzinę. Ja dla
      niego jestem tylko od gotowania, sprzątania, prania. Moje zdanie
      wogóle się dla niego nie liczy, twierdzi że on nie będzie robił to
      co ja chce bo on nie jest pantoflarzem, większość spraw załatwia za
      moimi plecami w porozumieniu ze swoją mamusią, gdy jedziemy na urlop
      to średnio co 3 dni do niej wydzwania, nigdy nie stanął po mojej
      stronie nawet gdy teść był wobec mnie bardzo złośliwy i przykry,
      dziecko też dla niego za bardzo się nie liczy wg mnie jest tylko
      sposobem na zadowalanie teściowej, teściowej nie mogę zwrócić uwagi
      w żadnej kwestii bo jest wielka obraza, ostatnio mi powiedział że
      jemu zalezy tylko na tym żeby jego rodZice byli z niego zadowoleni,
      widocznie ja nie muszę ;-(, oraz jak będziemy mieć drugie dziecko to
      jego mamusia się będzie nim zajmować! Jak już spędza trochę czasu z
      nami to się nic nie odzywa twierdzi że jest zmęczony, a jak jest u
      rodziców to gada jak nakręcony, dodam że widuje się z nimi
      codziennie.I co wy na to? gdyby nie to dziecko zaczełabym myśleć
      poważnie o rozstaniu... dodam jeszcze że rozmowy nie pomagają, każda
      moja próba walki o nasze małżeństwo traktowana jest jako atak na
      jego rodzinę, że ja mu niby z rodzicami nie pozwalam się widywać.
    • zrozpaczona.4 Re: Mąż-maminsynek? 06.04.09, 15:22
      Nawet nie przypuszczałam jak dużo mężatek ma ten problem. Ja jestem w tej samej
      sytuacji mam męża maminsynka i to jest straszne a najlepsze jest to że ona uważa
      że jest maczo i nikomu nie podlega a tańcuje jak mu mama każe nawet zadzwoniła
      do mnie ostatnio do pracy z pretensjami że nie życzy sobie abym ja coś kazała
      robić mojemu mężowi. Każda rozmowa kończy się kłótnią właśnie jesteśmy po takiej
      i tym razem rozmawialiśmy już o rozmowie nie możemy się dogadać dla niego mama
      jest ważniejsza niż ja trudno jego wybór żałuję ze wcześniej tego nie widziałam
      ale miłość jest ślepa :( Szacunek i opieka rodzicami rozumiem ale są pewne granice.
    • marcepanka-1 Re: Mąż-maminsynek? 18.06.09, 08:29
      Kobiety, co z wami zamiast zadręczać się sytuacja z mężem to może
      należałoby coś z tym zrobić, to ze Twój mąz codziennie dzwoni do
      mamy i ciągle potrzebuje jej rad to znaczy ze ty byc moze nie dajesz
      mu tego co daje mu mama, zastanów się czego on potrzebuje,
      possłuchaj pare rozmów moze da sie cos z tego wykrzesać i rozmawiaj
      duzo z męzem na zasadzie kierowania go jak ty sie z ta sytuacja
      czujesz, ze tez potzrebuje z dzieckiem jego uwagi, ze czujesz sie
      odtracona.Tak na prawdę to należałoby spojrzec tez na siebie,
      troszkę sie dowartościowac, zauwazyłam ze wszystkei te zony
      maminsynków robia dokładnie to co mezowie oczekują bo jelsi nie to
      będzie np foch.lub jak napisałas Boje sie ze
      > za kilka lat nas zostawi i pojdzie zajmowac sie matka:(Jak to
      widzicie?

      maz widzi ze sie boisz ze go stracisz ze jest dla ciebie taki wazny,
      a co by sie stało gdyby to on nagle zaczął się martwić ze Ty np go
      zosatwisz??
      myślę ze zaczął by się bardziej starac
      • kociokocio Re: Mąż-maminsynek? 18.06.09, 09:28
        Nie mialam czasu czytac wszystkich postow ale moge powiedziec
        szczerze ze tez mialam podobnego meza i w rezultacie takiej
        tesciowej moje malzenstwo nie przetrwalo. Jedyna rada tu moze byc
        rozmowa z nim, ale nie atak, tylko uswiadomienie mu jak sie czujesz.
        Bo jezeli czujesz sie zle to cos jest nie tak, a takie uczucia w
        malzenstwie prowadza pozniej do wygasniecia milosci. Ja zawsze
        uwazalam ze zona i matka nie moga ze soba rywalizowac bo to sa
        calkowicie dwa inne typy zwiazku i milosci, ale nalezy rowniez byc
        sprawiedliwym i jak mamusia nie ma racji to jej to powiedziec a nie
        przytakiwac i kazac zonie siedziec cicho.
      • chicarica Re: Mąż-maminsynek? 18.06.09, 11:48
        > należałoby coś z tym zrobić, to ze Twój mąz codziennie dzwoni do
        > mamy i ciągle potrzebuje jej rad to znaczy ze ty byc moze nie dajesz
        > mu tego co daje mu mama, zastanów się czego on potrzebuje,
        > possłuchaj pare rozmów moze da sie cos z tego wykrzesać

        Żartujesz, prawda? Powiedz że żartujesz.
        • marcepanka-1 Re: Mąż-maminsynek? 19.06.09, 13:44
          Nie żartuje, po prostu to jakies dziwactwo rozmawiac z mamą każdego
          dnia po parę godzin, facet jest jakiś wybrakowany i szuka jakiegos
          zrozumienia czy cos.. nie wiem o czym oni mogą rozmawiac, chyba o
          tym co jadł na sniadanie i ze przerwa w pracy była za krótka,..ileż
          mozna gadać... więc zastanawiam się co może byc przyczyna tego
          zachowania po prostu
          z drugiej strony jak to wyglądało przed slubem, bo ja mam taką wizję
          tej sytuacji, ze on przychodzi z pracy,drap słuchawkę i ze dwie
          godziny rozmowy z mamusią,to wyglada tez tak ze z zoną nie ma za
          bardzo tematu do rozmowy lub nie lubi z nia rozmawiac...
          Normalnie to powinno byc tak ze maz przychodiz z pracy i
          przeprowadza konwersacje z żoną, wcale tez nie musza romzawiac, moga
          sie tez na siebie gapic ale ciagle dzwonic do mamy, ja to bym chyba
          ten telefon roznioosła ze złosci, także gratuluję jego żonie
          cierpliwosci
          • basica102 Re: Mąż-maminsynek? 01.07.09, 16:22
            ja nie jestem jeszcze mężatką i zaczynam się z tego cieszyć. Jestem
            z facetem od 4 lat i aż wstyd się przyznać ale wiecie jak jego mama
            mnie przedstawia rodzinie.. jestem sympatią jej syna... sympatia, po
            4 latach?? moje potrzeby odsuwane sa na drugi plan.. jest na tyle od
            niej uzależniony i ona od niego tez że codziennie , gdy tylko
            mamunia chce aby sunuś wracal do domu to wydzwania albo do niego
            albo do mnie ze on ma wracac do domu i on sie zabiera i jedzie ( nie
            mieszkamy razem bo mamusia by sie nie zgodziła) . jezeli jest taka
            sytuacja ze zostaje u mnie na noc to oczywiscie w wielkiej
            tajemnicy. dodam ze on ma 22 lata i wydaje mi sie ze to czas juz
            wydoroslec a on nadal trzesie portkami przed mamusia. a ja mam gó..o
            do gadania. Nie wiem co mam robic. najchetniej to zamiast toczyc
            wojne , załatwiła bym to sposobem..tylko nie wiem jak.. doświadczone
            mężatki pomocy..
            • marcepanka-1 Re: Mąż-maminsynek? 03.07.09, 17:20
              Wiesz ja to bym go zostawiła szkoda życia po ślubie będzie jeszcze
              gorzej, nie masz co liczyc ze to sie zmioni jesli teraz sie nie
              postawi to nigdy tego nie zrobi, przecież to dorosły facet
              • passionata13 Re: Mąż-maminsynek? 29.01.11, 12:01
                Zdajecie sobie sprawe z tego ,ze jestem z facetem od 8 lat! On ma 37 lat, pracuje z mamusia, dzwonią do siebie w weekendy jak sie nie widzą i oczywiscie on jezdzi do niej gdy ja jestem w pracy a on ma wolny week ,kiedy rozmawiają ze sobą to on łapie ją za kolano a ona odwdzięcza sie tym samym.Z kazdą pierdołą dzwoni do niej ,ma tak sprany mózg,ze nie potrafi podjąc samodzielnej decyzji,jestesmy narzeczenstwem od 8 lat ale boi sie ozenic bo przeciez on juz ma zone-SWOJA MATKE!!! Jak ze sobą rozmawiają to slysze non stop mama mama mama jak niemowle albo po imieniu co jest juz wogole przegieciem!! Ona sie wpieprza we wszystko ,chce wiedziec co robimy,na ktora ja ide do pracy, kiedy wracam,i najchetnirj chcialaby zeby synus (stary cap) został sam ,nie miał zony ani dzieci i zamieszkał z nia!! Masakra!!!
                • horpyna4 Re: Mąż-maminsynek? 30.01.11, 19:40
                  I tak przez 8 lat to wytrzymywałaś? Ja kopnęłabym takiego już po pierwszym telefonie do mamusi z byle pierdołą.

                  Dziewczyny, szanujcie się i nie gódźcie na takie układy. Bo jak się zgodzicie, to sprawa jest nie do odkręcenia. I wiem, co mówię, bo mamusia mojego chłopa też bardzo chciała nim rządzić na wieki. Ale ja ją ustawiłam na długo przed ślubem, zresztą zachowywałam się bardzo poprawnie. Tyle, że trzymałam na dystans.

                  I nigdy nie przyszłoby mi do głowy, żeby psioczyć do faceta na jego matkę. To absolutnie niedyplomatyczne.
            • alienka20 Re: Mąż-maminsynek? 09.07.09, 02:03
              Basiu, ja miałam tak samo z jednym takim - trafiłam do szpitala (mniejsza o
              większość z jakiego powodu, ale poważna sprawa była) - nie uwierzycie, kto ze
              mną siedział przy łóżku - mój poprzedni chłopak! Moj poprzedni chłopak, który
              całkiem przypadkiem się tam znalazł, bo tamtemu mamusia i braciszek nie
              pozwolili wyjść o godzinie 21 do dziewczyny do szpitala. Następnego dnia, gdy
              już łaskawie mu pozwolili - przyszedł do mnie do domu i zaczął jęczeć, że coś
              tam coś tam... Oczywiście telefon o 21, że ma wracać do domu. Ja go już z
              przymrużeniem oka posłuchałam i do końca roku akademickiego unikałam kontaktu w
              miarę możliwości (nie zapomnę miny, gdy otworzył mi drzwi, a ja mu oddałam płyty
              z filmami, które mi nagrał, widok bezcenny :D). Gdy odwiedzałam go, jego mamusia
              przychodziła do pokoju i głaskała go po głowie ze spojrzeniem pt. "nie
              odbierzesz mi go, rozpustna dziewucho!":D. Było mi przykro, ale śmiałam się już
              z tego tak naprawdę, bo dla mnie takie ślepe posłuszeństwo rodzicom, to
              kalectwo. Przez miesiąc wakacji (on był miejscowy) nawet się nie odezwał,
              telefon wyłączony na głucho. Uznałam, że skoro nie mam nigdy szansy porozmawiać
              jak dorosły z dorosłym, to zakończę to drogą mailową i napisałam mu parę
              gorzkich słów, a na koniec tekst w stylu "żegnaj kotku, nie wygrałeś mnie w
              totolotku". Przepłakałam, przebolałam, i jestem w miarę happy a z tym panem
              utrzymuję "poprawne koleżeńskie stosunki" (całe szczęście już się na mieście nie
              spotkamy). Naprawdę takie rzeczy trzeba zwracać uwagę już przed ślubem, a nie
              łudzić się, że jakoś to będzie. Nie lubię być zawsze tą drugą, więc nie bawię
              się w takie gierki. Pozdro dziewczyny xD.
            • zuzanna787 Re: Mąż-maminsynek? 14.10.09, 12:19
              basica102 napisała:

              > ja nie jestem jeszcze mężatką i zaczynam się z tego cieszyć. Jestem
              > z facetem od 4 lat i aż wstyd się przyznać ale wiecie jak jego mama
              > mnie przedstawia rodzinie.. jestem sympatią jej syna... sympatia, po
              > 4 latach?? moje potrzeby odsuwane sa na drugi plan.. jest na tyle od
              > niej uzależniony i ona od niego tez że codziennie , gdy tylko
              > mamunia chce aby sunuś wracal do domu to wydzwania albo do niego
              > albo do mnie ze on ma wracac do domu i on sie zabiera i jedzie ( nie
              > mieszkamy razem bo mamusia by sie nie zgodziła) . jezeli jest taka
              > sytuacja ze zostaje u mnie na noc to oczywiscie w wielkiej
              > tajemnicy. dodam ze on ma 22 lata i wydaje mi sie ze to czas juz
              > wydoroslec a on nadal trzesie portkami przed mamusia. a ja mam gó..o
              > do gadania. Nie wiem co mam robic. najchetniej to zamiast toczyc
              > wojne , załatwiła bym to sposobem..tylko nie wiem jak.. doświadczone
              > mężatki pomocy..
              myśle ze to początkowe sygnały uzależnienia od mamusi.
              Po ślubie będzie tylko gorzej. Myśle że teraz kiedy miłość kwitnie, nie ma zbyt
              wielu problemów, warto partnerowi przedstawić swoje stanowisko. On musi się
              odseparować. Bowiem Ty w przyszłości bedziesz jego rodziną. On bedzie musiał to
              zaakceptować. To jest najlepszy moment. a zamieszkanie razem to myśle dobry
              pomysł. i powalcz o swoje. warto teraz sie o tym przekonać jaki jest naprawdę.
              Dlatego powinnaś postawić na sowim co do zamieskania, on nie ma bowiem 15 lat,
              tylko 22 i jakm mniemam planujecie wspólna przyszłość. Nigdy nie pozwalaj na
              urzadzanie życia wg pomysłu mamusi!!!! I jeśli jesteś z nim zaręczona, to poproś
              o takie własnie zwracanie sie do siebie. bo sympatię to można mieć w przedszkolu.
              podrawiam
            • joanka-r Re: Mąż-maminsynek? 27.07.10, 13:58
              ''Jestem
              z facetem od 4 lat i aż wstyd się przyznać ale wiecie jak jego mama
              mnie przedstawia rodzinie.. jestem sympatią jej syna... sympatia, po
              4 latach?? ''

              a jak miała przedstawić konkubina? jeśli nie jesteście po zaręczynach to nie miała obowiązku przedstawiać jako narzeczona.
            • fifi2209 Re: Mąż-maminsynek? 24.11.11, 15:15
              Moja droga,jeżeli podejmiesz decyzję iz chcesz związać się z nim już na zawsze to wiedz że to będzie trójkat!!!!Tzn Ty twój Mąż i Teściowa.Ja jestem w związku gdzie Mamusia mojego męża poprostu wydzwania po cztery razy dziennie do niego,ciagle prosi go o pomoc w byle błachej sprawie,po to tylko żeby on przyjechal do niej.Nie wspomnę o tym że ja to jestem piątym kołem u wozu.To jest koszmar,a rozmowy nic nie dają.Jeśli masz silną psychikę to jakos temu podołasz ,bo ja momentami wysiadam.Próbuję to olewać ,ale nie zawsze mam tyle siły.Wiem jak to jest być ciągle na drugim miejscu.Trzymaj się,i przemysl sobie wszystko.
    • mccat1 Re: Mąż-maminsynek? 01.07.09, 19:57
      Jak to często bywa nasze wypowiedzi w większym stopniu mówią o nas niż itd.
      Jeśli ktoś miał ciepłe i udane życie rodzinne, był traktowany przez rodziców po
      partnersku i wiąże go z nimi miłość i gorąca przyjaźń to chyba ... trudno nagle
      ( czy też stopniowo) zepchnąć ich n boczny tor czy drastycznie ograniczyć
      kontakty z nimi. Myślę że przez całe nasze życie ( tak! przez całe ) rodzice są
      dla nas równie ważni co nasi partnerzy czy dzieci. Chyba że nie jesteśmy z nimi
      (rodzicami) w bardzo dobrych stosunkach. Ale to chyba nie jest tak jak być
      powinno prawda ?
      A jeżeli ktoraś ze stron czuje się poszkodowana to chyba czas to jak najszybciej
      wyjaśnić ;) Przede wszystkim między sobą.
      • pysias99 Re: Mąż-maminsynek? 01.07.09, 20:21
        Oczywiście wszystko można miedzy soba w małżenstwie załatwić,ale
        niektórych spraw nie.Mój mąż jak idziemy na spacer ,nie idzie ze mną
        pod pachę,za rekę,nawet koło mnie,tylko zawsze z mamą. Często kiedy
        odwiedzamy teściów /mąż bierze prysznic/ teściowa zawsze wtedy
        wchodzi do łazienki.Po co? niewiem.sytuacja ta powtarza sie
        notorycznie.Rano kiedy wstajemy zawsze wchodzi do pokoju i rozgląda
        sie po łóżku/śmieszne/. Ma ogromny wpływ na mojego męża, czasem
        wydaje mi sie,ze rozkazuje co ma robić. Jak mąż wieczorem nie
        zadzwoni do niej ,to za chwile ona telefonuje,podnosi głos na
        niego.Wielokrotnie próbowalam uświadomić mu pewne sprawy ,ale zawsze
        kończy sie awanturą/trzyma strone matki,nawet jeśli ona nie ma
        racji/ Pomocy
      • marcepanka-1 Re: Mąż-maminsynek? 03.07.09, 17:15
        Jeżeli dziecko jest wychowywane w dobrej rodzinie,jeżeli układy są
        jak mówisz partnerskie to nie ma mowy o tym że dziecko czuje presje
        ze strony rodziców czy tym bardziej się ich boi.Jeżeli takie dziecko
        zakłada związek, zaczyna tworzyć nową rodzinę wówczas prawdziwi,
        kochający rodzice dostosowują się do nowej sytuacji jaka powstała,
        nie wchodzą swojemu dziecku na głowe, nie krytykują osoby, którą
        pokochał i z którą zamierza tworzyć przyszłość, pomagają swoim
        dzieciom aby ich związki były udane, cieszą sie kiedy ci są
        szczęsliwi.Mozna powiedziec ze miłosc rodzicow do dzieci powinna byc
        elastyczna , czyli dopasowana do sytuacji jaka się dzieje w zyciu
        juz dorosłego syna czy córki.Niektórzy rodzice jednak tak mocno boja
        sie kiedy synek czy corka wylatują z gniazda i chca stworzyc nowe ze
        ich tracą i chca utzrymac kontrole nad nimi, chcą pokazac tą drugą
        stronę w jak najgorszym swietle.
        A co do kontaktów z rodzicami to faktycznie małzenstwo nie powinno
        wykluczyc spotkan z rodziami i kontaktu z nimi czy tez pomocy kiedy
        jej potrzebują ale wszytko ma swoje granice, jezeli przed ołtarzem
        się ślubuje to chyba chodzi przeciez o to ze zakłada sie nową
        rodzinę ktora trzeba pielegnowac, a która trzeba walczyc,a jak tu
        spokojnie zyc jak mamusia swoje, synuś za mamusią itd.
        Jednak prawda taka ze to nie rodzice nie pozwalają swoim dzieciom
        dorosnąc, tylko dorosły facet powinien sam zadecydowac o swoim zyciu
        i powiedziec stop.kiedy sytuacja robi się nie do zniesienia.
      • chicarica Re: Mąż-maminsynek? 23.09.09, 06:54
        Chyba trochę źle to rozumiesz. Jak ktoś miał NORMALNE, ciepłe i udane życie
        rodzinne to potrafi nie spychając rodziców na dalszy plan i nie zapominając o
        nich, zbudować jednak WŁASNĄ rodzinę, w której to partner/ partnerka będzie
        najważniejszy/a. Nie chodzi o OGRANICZENIE kontaktów, tylko o zdrowe
        poustawianie sobie priorytetów. W tym zresztą NORMALNI i psychicznie zdrowi
        rodzice też powinni pomóc, powinni pomóc własnemu dziecku odpępnić się i powinni
        też rozumieć WŁASNE miejsce w życiu swojego dorosłego dziecka.
        Jeśli rodzice nadal chcą mieć wpływ na życie swojego dorosłego dziecka, jeśli
        nie pozwalają dziecku żyć po swojemu, to znaczy że układy rodzinne od początku
        nie były zdrowe. Jeśli dorosłe dziecko nie potrafi uwolnić się od wpływu mamusi
        i tatusia (co nie znaczy że ma ograniczyć z nimi kontakty) to znaczy, że
        zwyczajnie nie jest psychicznie dojrzałe do założenia własnej rodziny. Niektórzy
        nie uzyskują tej dojrzałości do końca życia. Takich facetów i kobiet nie należy
        brać pod uwagę jako kandydatów na żonę czy męża.
    • mimisk Re: Mąż-maminsynek? 21.09.09, 16:54
      Rozumię wszystkie dziewczyny, które mają problem z Mężem - MAMINSYNKIEM...Uważam jednak,że problem leży po stronie teściowej, która nie potrafi dojrzeć do tego, że Jej syn-dziecko jest dorosłe,założyło własną rodzinę,dom i przez to nie odpępowiony jest syn,a Nasz Mąż.
      Moja teściowa jest również specyficzną osobą...ja będąc w 8-9 m-cu ciąży muszę robić wiele rzeczy sama,ponieważ mój Mąż musi jechać do swojej Mamy-prać, sprzątać, gotować - niestety wszelkiego rodzaju rozmowy, grzeczne i kulturalne kończą się nieprzyjemnie. Nawet kiedy rozmawiam z teściową, to Ona wychodzi z założenia, że mój Mąż powinien pomagać Jej we wszystkim, bo tak Ona uważa i tyle...robi mi wymówki, żebym nie walczyła z Nią, bo przegram tą walkę. Ostatnio stwierdziła, że wychodząc za Mąż za Jej syna byłam świadoma tego, że On ma Mamę, Babcię, Siostrę i siostrzenicę 7-letnią, a ja jestem tylko jedna...A jak urodzi się dziecko, to i tak matka zajmuje się dzieckiem, a każdy ojciec poamga własnej Matce - taki jest punkt widzenia mojej teściowej i przez to mojego Męża. Nawet ostatnio planowaliśmy z Mężem kupno samochodu, mieliśmy fajną okazję, ale moja teściowa stwierdziła, że po co nam auto...i mój Mąż uważa teraz,że samochód kupimy w późniejszym terminie...
      Moja szanowna teściowa jest tematem "rzeką", ale jak widzę nie tylko taki jest mój przypadek.
      Nie rozumię tylko dziewczyn, które w takich układach nie widzą problemu, a wręcz popierają podejście teściowych. Ja jestem wyrozumiałą osobą i wychodzę z założenia, że Mąż powinien pomóc swojej Mamie jak coś się zepsuje,ale nie w codziennych obowiązkach, tym bardziej, że teściowa jest zdrową i samodzielną osobą.
      • horpyna4 Re: Mąż-maminsynek? 22.09.09, 12:22
        A ja nie rozumiem, jak można wychodzić za takiego odmóżdżonego
        faceta. Za pajacyka, co mamusia pociąga jego sznurki...
        • zuzanna787 Re: Mąż-maminsynek? 11.10.09, 20:01
          horpyna4 napisała:

          > A ja nie rozumiem, jak można wychodzić za takiego odmóżdżonego
          > faceta. Za pajacyka, co mamusia pociąga jego sznurki...


          jak sie nie tkwi w takim związku to trudno to zrozumieć.
          Poza tym tacy cudnie sie kamuflują. Jak mój mąż . Był zupełnie inny przed
          ślubem, jak jest teraz. Wtedy widział błędy swych rodziców, A dziś postępuje wg
          ich chorych norm
    • brak.slow do wszystkich żon maminsynkow 22.09.09, 22:56
      1. ja, wiedząc, ze moj partner jest maminsynkiem nie mialabym w ogole ochoty na
      seks z nim.. sama swiadomosc ze rządzi nim matka i ze tylko ją on stawia na
      piedestale calkowicie odebrałaby mi libido. serio! :)
      2. do wszystkich bezdzietnych żon maminsynkow i dziewczyn nie mężatek tkwiących
      w tych chorych układach: UWOLNIJCIE SIĘ od nich!!!!! nic się nie zmieni,
      zniszczycie sobie tylko życie!
      • irusiaczek Re: do wszystkich żon maminsynkow 23.09.09, 10:21
        Każda taka sytuacja powinna być indywidualnie omawiana. A do
        założycielki wątku to nie rozumiem co w tym dziwnego, że syn dzwoni
        codziennie do swojej mamy. Jeżeli jest sama (wdowa) i nie ma nikogo
        bliskiego, mieszka sama to chyba normalnbe że się o nią martwi.
        Pomyśl sobie co by było gdyby wogóle się nią nie zajmował, źle mówił
        o swojej rodzinie i krytykował rodzinę na każdym kroku. Miałabyś
        wtedy pewność że wcześniej czy później byłabyś tak samo traktowana.
        Dziadkowie nie mają obowiązku też zajmować się swoimi wnukami od
        tego są rodzice. A to że krytykujesz cały czas jego mamę to tylko
        wyzwala w nim instynkt obronny jego matki i w tych sytuacjach zawsze
        będzie stawał po jej stronie
        • zuzanna787 Re: do wszystkich żon maminsynkow 11.10.09, 19:55
          irusiaczek napisała:

          > Każda taka sytuacja powinna być indywidualnie omawiana. A do
          > założycielki wątku to nie rozumiem co w tym dziwnego, że syn dzwoni
          > codziennie do swojej mamy. Jeżeli jest sama (wdowa) i nie ma nikogo
          > bliskiego, mieszka sama to chyba normalnbe że się o nią martwi.
          > Pomyśl sobie co by było gdyby wogóle się nią nie zajmował, źle mówił
          > o swojej rodzinie i krytykował rodzinę na każdym kroku. Miałabyś
          > wtedy pewność że wcześniej czy później byłabyś tak samo traktowana.
          > Dziadkowie nie mają obowiązku też zajmować się swoimi wnukami od
          > tego są rodzice. A to że krytykujesz cały czas jego mamę to tylko
          > wyzwala w nim instynkt obronny jego matki i w tych sytuacjach zawsze
          > będzie stawał po jej stronie

          no tak powiedzmy ze jest to zrozumiałe w przypadku samotnej wdowy.ale ja mam męża do którego mamusia tez wiecznie dzwoni, bo ma non stop sprawy do niego. On odbiera tel po czym nic mi nawet nie mówiąc , jedzie do niej i nie ma go cały dzień. Bo mamusia ma życzenia, a to naprawić kran, a to zrobić zakupy itd. A teściowa ma męża i 6 dzieci. i jest w pełni sił , nic jej nie dolega. Tylko uwielbia sie kimś wysługiwać.
          • kasiak115 Re: do wszystkich żon maminsynkow 16.11.09, 23:09
            Witam! przeczytałam te wasze wypowiedzi i tak sie zastanawiam-synowie to maminsynki a jak nazwać -córki?-mamincórki?.Zony mają pretensje do matek mężów,że nie mogą odciąć pepowiny a czy córka odcina się od matki po swoim ślubie? Znam przypadki,że córki dwa razy dziennie dzwonią do mamusi,rozmawiajać jak mija dzień.Matka zostaje zawsze matką a matka męża to obca osoba/z tym,że ta obca osoba też ma dziecko/, a to zawsze tak trudno zrozumieć młodej mężatce,więc zarzucają ,że mąż to maminsynek a nie pomyslą,że same też utrzymują serdeczne układy ze swoją mamusią.
            • bajsarka Re: do wszystkich żon maminsynkow 13.01.10, 16:47
              A mnie zastanawiam jedno - czy jak oni rozmawiają, to teściowa chociaż zapyta co
              u Ciebie? Czy interesują się sobą, jakby on żony nie miał?

              Ja mam podobnie, ale mi to nie przeszkadza, chyba, że dzwoni o 23:00 jak
              oglądamy film i wtedy gadają pół godziny... Ale moim zdaniem granica jest tam,
              gdzie ją postawisz.

              Ja się boję, że jak będę w ciąży, to o moich ewentualnych "postępach" teściowa
              będzie rozmawiać z mężem. Nawet teraz tak jest, że jak dostanę jakiś prezent, to
              mnie nie zapyta czy nosiłam tylko męża się pyta, który i tak nie jest zorientowany.
    • ylli Re: Mąż-maminsynek? 14.01.10, 10:56
      Za kilkanaście lat, te wszystkie zazdrosne żony przepoczwarzą się w zazdrosne o
      swoje dzieci matki. Bo takie kobiety, które rozumieją że mężczyzna musi posiadać
      kontakt ze swoją drugą najważniejsza kobietą życia, zrozumieją też to że ich
      dziecko ma partnera/partnerke i zaakceptują ten stan rzeczy.

      Swoją drogą mężczyzni to mają przes*ane. Muszą dażyć do wzorca męża 24h/d pod
      kontrolą i na posyłki żony. "Bo przecież to mężczyzna ma utrzymywać rodzine" -
      jak powiedziała jedna flądra wyżej. A kobiety fiksują i siedzą ze swoim maleńkim
      dzieckiem w domu do 10 roku życia. "Przeciez nie zatrudnie opiekunki...".

      Ten topic pokazuje jak bardzo wichruje psychike zazdrość o bądź co bądz
      odrebnego czlowieka. To nie jest tak że po slubie sie scalamy. Powininyśmy
      rozumieć potrzebe męża/żony nawet gdy my takowej nie mamy.

    • paula9g Re: Mąż-maminsynek? 19.01.10, 11:06
      Witam, jestem po ślubie przeszło 3 lata mamy 3 letniego synka, na początku
      mieszkalismy z moimi rodzicami, mąż nie bardzo chciał pracowac tylko myślał żeby
      jeżdzic do mamusi i robic u niej na gospodarce, jego matka ma męża i jeszcze
      jednego syna. Mąż całe życie robił na gospodarce,zabraniałam mu częstych
      wyjazdów do mamusi bo miał rodzine i chciałam żeby myślał jak zarobić na rodzine
      a nie na matke od której w życiu nie miał nawet grosza i jeszcze wyciągała od
      niego ostatnie pieniądze. Mąż uciekał z mojego domu przy każdej kłótni do
      mamusi,pewnego dnia pojechałam w odwiedziny z mężem do jego rodziców i z naszym
      brzdącem,wychodził na dwór i coś matka jego gadała na mój temeat, usłyszałam
      tyle z ust jego matki, ona nie wiedziała że podsłuchuje " niech spier.... a ty
      zostan u mnie" Gdy przyszedł czas odjazdu tak tez zrobił, powiedział że nie
      jedzie,ja zaczełam go wołać a onn nic, dziecko zaczęło płakac miał to gdzieś,
      odwióżł nas do domu jego brat a mąż tam został,przez miesiąć zero kontaktu
      wkońcu wzięłam manatki i przeprowadziłam się z dzieckiem do rodziców męża,nawet
      nas tam nikt nie oczekiwał,poprostu się wprosiłam dla dobra dziecka,ale zrobiłam
      błąd.Tam nas każdy olewał łącznie z nim,ja i dziecko bylismy jak obcy, robił od
      świtu do nocy u mamusi na gospodarce a nami wogóle się nie interesował. Dodam że
      mieszka w wiosce w polach gdzie jest daleko do wzystkiego.Pewnego dnia
      powiedziałam mu że chce iść do pracy a mały do przedszkola i żebyśmy sie
      przeprowadzili do mnie, powiedział że sie przeprowadzi za pół roku, nadszedł ten
      czas i wszystko zmienił już nie chce od mamusi się wcale nigdzie przeprowadzac,
      powiedział że tam zostaje a ja mam robić co chce, moja mama pracuje w
      przedszkolu mialabym sprawe rozwiązaną bo prowadzała by mi małego do przedszkola
      a ja podjęła bym prace, mam magistra i chce to wykorzystać, a od mojej
      miejscowości jest bliżej do wszystkiego i przedszkole pod nosem. On to ma
      gdzies, chce zoastac u mamy, nie pracowac,ja żebym nie pracowała i mały nie
      chodził do przedszkola,od rana mam patrzyc na niego jak chodzi w głumiakach,
      wogole dziecko i mnie ma gdzieś, wszystko robi co mamusia każe, przed ślubem tak
      ja nie sluchał, był za mna a teraz wszystko się zmieniło,nie wiem czy odejść czy
      zostac tam na zawsze i gnić w tym odludziu,jestem już w depresji przez to
      wszystko i nie chce mi się dalej tak życ, co mam robić, pomóżcie?????Pieniedzy
      mi tez nic nie daje, od czasu do czasu kupi coś do jedzenia, małego ubierają moi
      rodzice. Dajcie mi jakąś rade co robić,może ja zrobiłam błąd ze go częściej nie
      puszczałam do matki???

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka