salice26
16.03.08, 20:34
jestem w juz prawie rok w zwiazku z facetem, ktory ma trudny charakter. Sam
poczatek znajomosci i teraz tez mysle ze tak jest przypomina raczej przyjazn z
bzykaniem niz wielka milosc. Dodam, ze jest to moj pierwszy chlopak z ktorym
tak dlugo jestem, byl moim pierwszym partnerem seksualnym, ale tez nie
przywiazywalam do tego takiej wagi. Natomiast on mial kilka zwiazkow, ale
twierdzi ze teraz tak naprawde jest zakochany bo jego poprzednie dziewczyny
robily mu dziwne jazdy a ja raczej bezproblemowa jestem. No i rzeczywiscie
jestem raczej tolerancyjna ale przeszkadza mi, ze nie interesuje sie mna, nie
czuje sie adorowania przez niego, nie prawi mi kompelementow, nie okazuje
publicznie uczuc, rzadko sie widzimy i dla niego to nie jest zadnym problemem.
Wiem ze mnie kocha i zalezy mu ale czuje sie przez to samotna i nie wiem czy
jest sens bycia w takim zwiazku. Powiedzialam mu kilka razy ze chcialabym zeby
mi powiedzial jakis komplement, przyniosl kwiatka bez okazji ale dla niego to
jest jak wyprawa na Marsa. Wcale nie zachowuje sie jak zakochany mezczyzna
ktory bylby w stanie zrobic wszystko dla swojej dziewczyny zeby ja zobaczyc i
sprawic przyjemnosc. Boje sie, ze niedlugo zaczne szukac adoracji u kogos
innego przy czym i tak bede cierpiec bo go kocham i chcialabym zeby sie
zmienil. Musze przygotowac sie do powaznej rozmowy z nim i chyba zagrozic
odejsciem, nie wiem, co o tym myslicie. A co do sexu to te teraz nie jest
jakos specjalnie fajnie bo wiem jak facet potrafi dzialac na kobiete zeby
myslala tylko o nim a ja musze sie dopominac o przytulanie po, niezasypianie
tylkami do siebie i co jest chyba najgorze zeby bral mnie za reke gdy gdzies
idziemy. :(