po.prostu.ja.6
20.05.08, 20:15
może to wszystko zabrzmi banalnie, ale muszę to gdzieś napisać. Nie mam komu
tego wszystkiego powiedzieć, a zżera mnie to od środka.
Zacznę od początku, czyli od chwili kiedy poznałam JEGO. Miał wcześniej bujne
życie (problemy alkoholowe, papierosy i odwyk, bo był uzależniony od
narkotyków i przebywał w ośrodku chyba rok. Ja go poznałam po wszystkim, kiedy
już był czysty. Została tylko chęć do alkoholu i papierosy, czego do tej pory
nie umiem zaakceptować (ale to ina sprawa). Od chwili naszego poznania się do
zaręczyn nie było nawet roku (10 miesięcy znajomości). Ślub wyznaczyliśmy na
grudzień 2007. W październiku on zaczął mieć wątpliwości (o
mieszkanie,życie,finanse). Ja bardzo nalegałam, przyjeżdżałam do niego do domu
i albo oddawałam mu jego spakowane przeze mnie rzeczy, albo to znowu chwile
silniejsze, kiedy powtarzał, że da radę i że to wszystko przetrwa.
Teraz się zastanawiam, po co mi to było. skoro nie był pewien, po co
nalegałam, prawie błagałam (wszystko było zamówione, sala, suknia, tort,
rodzice się bardzo zaangażowali). W końcu się odbyło.
i był to największy błąd, jaki mogłam kiedykolwiek popełnić...
jesteśmy pół roku małżeństwem. On jest ode mnie 6 lat starszy, ja się jeszcze
uczę.Po ślubie nie tylko zaczął traktować mnie jak szmatę, ale no... po prostu
zabił we mnie ostatnie resztki jakiejś kobiecości, entuzjazmu, radości,
szczęścia. Ja naprawde chciałam z nim być, my się rozumieliśmy, śmialiśmy.
Byliśmy dla siebie partnerami. Teraz są tylko ciągłe pretensje, upokorzenie,
wyzwyska, liczy się tylko on i jego przyjemności. Teraz remontujemy sobie
mieszkanie, bardzo pomagają moi rodzice i to mu przeszkadza. Wszystko mu
przeszkadza.
Jego słowa utknęły mi w pamięci "kurwa, szmata, prawdziwy facet obszczałby cię
od góry do dołu, nie mogę być sobą przy tobie, nie mogę na ciebie
patrzeć,dewotka, użyj swoich szarych komórek, a niby taka inteligentna, jestes
wyrafinowana, nie jestes dla mnie kobietą"
Do tego chowa alkohol do swojej szafki a pije kiedy ja usnę. Nie wiem co
robić. Boję się go, odczuwam strach kiedy cokolwiek przy nim robię.
Błagam o pomoc. Co ja mam zrobić?
Już myślę o rozwodzie, nie wiem co będzie najlepsze.
Wiem że mało napisałam i nie macie relacji od drugiej strony. Ale może ktoś
był w podobnej sytuacji?
Czy ja coś robię źle?Boże, ja już nie wiem co robić. Jestem zrozpaczona,
nieszczęśliwa i nie widzę przyszłości z nim. Co mam robić?
dziękuję, że ktokolwiek to przeczytał