Dodaj do ulubionych

opowiem wam swoją historię...

20.05.08, 20:15
może to wszystko zabrzmi banalnie, ale muszę to gdzieś napisać. Nie mam komu
tego wszystkiego powiedzieć, a zżera mnie to od środka.
Zacznę od początku, czyli od chwili kiedy poznałam JEGO. Miał wcześniej bujne
życie (problemy alkoholowe, papierosy i odwyk, bo był uzależniony od
narkotyków i przebywał w ośrodku chyba rok. Ja go poznałam po wszystkim, kiedy
już był czysty. Została tylko chęć do alkoholu i papierosy, czego do tej pory
nie umiem zaakceptować (ale to ina sprawa). Od chwili naszego poznania się do
zaręczyn nie było nawet roku (10 miesięcy znajomości). Ślub wyznaczyliśmy na
grudzień 2007. W październiku on zaczął mieć wątpliwości (o
mieszkanie,życie,finanse). Ja bardzo nalegałam, przyjeżdżałam do niego do domu
i albo oddawałam mu jego spakowane przeze mnie rzeczy, albo to znowu chwile
silniejsze, kiedy powtarzał, że da radę i że to wszystko przetrwa.
Teraz się zastanawiam, po co mi to było. skoro nie był pewien, po co
nalegałam, prawie błagałam (wszystko było zamówione, sala, suknia, tort,
rodzice się bardzo zaangażowali). W końcu się odbyło.

i był to największy błąd, jaki mogłam kiedykolwiek popełnić...

jesteśmy pół roku małżeństwem. On jest ode mnie 6 lat starszy, ja się jeszcze
uczę.Po ślubie nie tylko zaczął traktować mnie jak szmatę, ale no... po prostu
zabił we mnie ostatnie resztki jakiejś kobiecości, entuzjazmu, radości,
szczęścia. Ja naprawde chciałam z nim być, my się rozumieliśmy, śmialiśmy.
Byliśmy dla siebie partnerami. Teraz są tylko ciągłe pretensje, upokorzenie,
wyzwyska, liczy się tylko on i jego przyjemności. Teraz remontujemy sobie
mieszkanie, bardzo pomagają moi rodzice i to mu przeszkadza. Wszystko mu
przeszkadza.
Jego słowa utknęły mi w pamięci "kurwa, szmata, prawdziwy facet obszczałby cię
od góry do dołu, nie mogę być sobą przy tobie, nie mogę na ciebie
patrzeć,dewotka, użyj swoich szarych komórek, a niby taka inteligentna, jestes
wyrafinowana, nie jestes dla mnie kobietą"

Do tego chowa alkohol do swojej szafki a pije kiedy ja usnę. Nie wiem co
robić. Boję się go, odczuwam strach kiedy cokolwiek przy nim robię.
Błagam o pomoc. Co ja mam zrobić?
Już myślę o rozwodzie, nie wiem co będzie najlepsze.
Wiem że mało napisałam i nie macie relacji od drugiej strony. Ale może ktoś
był w podobnej sytuacji?
Czy ja coś robię źle?Boże, ja już nie wiem co robić. Jestem zrozpaczona,
nieszczęśliwa i nie widzę przyszłości z nim. Co mam robić?

dziękuję, że ktokolwiek to przeczytał
Obserwuj wątek
    • kaatrin Re: opowiem wam swoją historię... 20.05.08, 20:51
      Przykro mi, ale Twoj maz jest uzalezniony a Ty jestes
      wspoluzalezniona. Nejlepiej dla Ciebie bedzie sie wyprowadzic i
      zaczac terapie. Niestety nie ma duzych szans na uratowanie tego
      malzenstwa. Z tego co napisalas wynika, ze im predzej zrobisz
      radykalny krok, tym lepiej. Musisz ratowac siebie.
    • a_weasley Re: opowiem wam swoją historię... 20.05.08, 20:53
      Nie pytam, po coś za niego wychodziła, stało się...
      Zastanów się tylko nad jednym, bo to Ci się przyda na przyszłość. Piszesz "przed
      ślubem byliśmy dla siebie partnerami". Czyżby? Po ślubie się odmienia, na ogół
      na gorsze, ale bez przesady. Może to raczej Twoje chciejstwo było?

      Ci, którzy tu bywają od pewnego czasu, wiedzą, że jestem ostatnią osobą, która
      by pochopnie wyrywała się z doradzaniem rozwodu. Ale od każdej reguły są wyjątki.

      Wiać gdzie pieprz rośnie, dopóki nie macie dzieci.
      • madziaq Re: opowiem wam swoją historię... 21.05.08, 09:15
        Święte słowa Pana powyżej. Pakuj się i bierz nogi za pas. Wiem, że to na pewno
        nie będzie łatwe, bo jakieś tam przywiązanie do niego czujesz. Ale to jedyna
        droga wyjścia z tej sytuacji. Pewnie jak wniesiesz pozew o rozwód, on będzie
        płakał i błagał na kolanach o wybaczenie, obiecywał poprawę itp itd. Ale IMHO
        szans na poprawe nie ma, albo prawie nie ma. Jeśli facet zaliczył już alkoholizm
        i narkomanię, był na odwyku a teraz znów pije, to ja nie widzę przed nim zbyt
        długiej przyszłości. Nie warto sobie życia marnować.
    • noushka Re: opowiem wam swoją historię... 20.05.08, 21:08
      Po-prostu-ja, smutne to co piszesz. Pytasz tez, co masz robic.
      Odpowiedz sobie sama na to pytanie:
      Jak sie czujesz, gdy jestes z nim (piszesz, ze sie go boisz)?
      Jak wyobrazasz sobie przyszlosc z tym czlowiekiem? Jutro, za
      tydzien, za rok?
      Gdybys mogla cofnac czas, co bys zmienila? I co mozesz zmienic na
      dzien dzisiejszy?
      Z faktu remontu mieszkania, wnioskuje, ze kielkuje w tobie jeszcze
      jakis plomyk nadziei, ze sie odmieni i zaswieci nad wami slonce. Co
      poniekad jest dobrym znakiem, bo mysle, ze oznacza to w tobie chec
      walki o wasz zwiazek, o niego. Ale czy walczysz o sobie? O swoja
      godnosc, o bycie soba? Ile jeszcze zniesiesz wyzwisk (ten
      przytoczony cytat jest po prostu straszny!), dopoki nie zlamie cie
      zupelnie?
      Z calego serca zycze sily na podjecie dobrej decyzji.
      Noushka
      • bumer21 Re: opowiem wam swoją historię... 20.05.08, 21:14
        Do tej pory nie doradzalam na tym forum ale tobie powiem iż powinnaś zrezygnować
        z tego małżeństwa. Koleś jest uzależniony i nic się z tym nie zrobi.
    • kaatrin Re: opowiem wam swoją historię... 20.05.08, 21:47
      Jeszcze jedno, wyobraz sobie, ze macie dziecko. Jesli Ty, osoba
      dorosla, piszesz, ze sie go boisz, co dopiero byloby, gdybyscie
      mieli dziecko? Mysle, ze nie chcesz nikomu zafundowac dziecinstwa z
      ojcem agresywnym alkoholikiem lub narkomanem, wsrod wyzwisk i
      upokorzen.
      • wielorak Re: opowiem wam swoją historię... 28.05.08, 20:42
        ratuj się póki dziecka jeszcze nie macie
    • elza78 Re: opowiem wam swoją historię... 20.05.08, 21:47
      wiej puki dzieci nie macie i wspolnych zobowiazan bo moze byc jeszcze bardziej
      tragicznie...
    • hrabina_murzyna Re: opowiem wam swoją historię... 20.05.08, 22:21
      Partnerami to na pewno nie byliście, zrozumienia też nie było, a
      szczęśliwa to Ty nigdy z nim nie byłaś i nie będziesz. Wiej do
      rodzicow i jak na spowiedzi im wszystko opowiedz, bo taki typ
      groźnie się zapowiada.
      • kaatrin Re: opowiem wam swoją historię... 20.05.08, 23:17
        Wiej do
        > rodzicow i jak na spowiedzi im wszystko opowiedz, bo taki typ
        > groźnie się zapowiada.

        Zgadzam sie z hrabina. Im szybciej opowiesz wszystko rodzicom tym
        lepiej, bo potrzebujesz teraz wsparcia.
    • hesia3 Re: opowiem wam swoją historię... 21.05.08, 00:40
      Gdybyś przeczytała moje posty na tym forum, to zobaczyłabyś, że
      zawsze radzę walczyć o małżeństwo. Piszę, że może być lepiej, że są
      trudne i lepsze dni, że trzeba usłyszeć relację z drugiej strony.
      Ale w twoim przypadku rada jest tylko jedna. Odejdź i to jak
      najszybciej. Nieważne mieszkanie, resztki uczucia, strach, że będzie
      darł się pod okami w nocy, i groźby, że się zabije jak nie wrócisz.
      A żebyś się pod wpływem strachu nie złamala, radzę ci wyjechać na
      dłuższy okres. Może masz jakąś ciotkę w innej miejscowości, gdzieś
      gdzie ciebie nie znajdzie. I najważniejsze nie daj sobie zrobić
      dziecka bo bedzie was dwoje nieszczęśliwych. Trzymam za ciebie
      kciuki.
    • lookbill Z osobą uzależnioną nie zbudujesz szczęścia 21.05.08, 08:54
      Nie zastanowiło Cię jak mocno ten człowiek musiał być na dnie skoro
      na terapii w ośrodku był aż rok?
      Mam nadzieję, że nie przyjdzie Ci tym razem do głowy zrobić sobie z
      nim dziecko, bo może wtedy się zmieni...
      Już nieprzemyślany krok podjęłaś wychodząc za osobę o takim ciężarze
      przeżyć- alkohol, dragi...
      Sposób, w jaki on Cię traktuje świadczy o tym, że jest gotowy
      posunąć się jeszcze dalej, mianowicie do rękoczynów.
      Wyznaj całą prawdę rodzicom jaki jest i pozbądź się go!

      • po.prostu.ja.6 Re: Z osobą uzależnioną nie zbudujesz szczęścia 21.05.08, 09:58
        dziękuję, że tyle was się wypowiedziało. Dziś nie poszłam do pacy, bo mam tak
        spuchnięte oczy od ryczenia, że wstyd się ludziom pokazać.
        A rękoczyny..ze 2 razy o mało co się nie pobiliśmy, jak wylałam mu piwo przez
        okno na jego oczach. Dostaje furii, kiedy coś jest nie po jego myśli. jak
        np.dziś, kiedy nie miał go kto odwieźć do pracy (mówił, że to przeze mnie, on
        nie ma prawka).Na szczęście był mój ojciec to go odwiózł, a ON sam nie zapytał,
        bo przecież honorowy jest...
        Mieszkamy u moich rodziców, oni coś podejrzewają, a ja nie mam odwagi im
        powiedzieć. Co potem? Rozwód? nie mogę też teraz wyjechać, sesja niedługo, praca.
        On wychował się w domu, gdzie matka nie pracuje nigdzie a ojciec robił na
        mieszkanie (własna firma). Jego ojciec jest przeciwny alkoholu, natomiast brat
        JEGO ma problemy z alkoholem i też jest po odwyku (nie wiem ile się leczył, ale
        kiedyś nieźle razem balowali|).

        On ma zmiany nastroju, jest agresywny. Raz mi ubliża a zaraz mówi, że kocha.
        Nie chcę miec z nim dzieci, pewnie sama go nauczyłam tego jaki teraz jest. To co
        że się czepiam? że pije prawie codziennie? nie ma weekendu bez alkoholu. zero
        pasji, hobby (przed ślubem to jeszcze się czymś interesował), taktu. W obecności
        rodziców jaki on miły jest, jaki kochany..potwór.

        Zdaje sobie srawe, że gdzieśtam leży bład tez po mojej stronie. Ale teraz jest
        najważniejsze to w jakim stanie się znalazłam.
        powiedzcie mi, krok po kroku, jak się załatwia sprawy rozwodowe. dzieki
        • lookbill Re: Z osobą uzależnioną nie zbudujesz szczęścia 21.05.08, 10:18
          Odezwij się do mnie na pocztę gazetową, to Ci pomogę w kwestii
          formalnej w sprawie rozwodu, bo fakt, że to jest nieuniknone jest
          oczywisty. Przede wszystkim nie możesz się obwiniać z powodu jego
          zachowania, bo to on ma problemy ze sobą, a Ty z nim. To nie Twoja
          wina, a zmiany nastroju, agresja to noramlne zachowania u osoby
          uzależnionej. Ty popełniłas tylko jeden błąd, że dałaś mu szansę na
          normalne życie i wyszłaś za niego.
        • kaatrin Re: Z osobą uzależnioną nie zbudujesz szczęścia 21.05.08, 16:53
          > Mieszkamy u moich rodziców, oni coś podejrzewają, a ja nie mam
          odwagi im powiedzieć

          Kochana, powinnas powiedziec rodzicom jak najszybciej. Sama jestem
          juz dawno po rozwodzie (w drugim malzenstwie), i wiem, ze jednym z
          bledow, ktore popelnilam, bylo nie przyznanie sie nikomu do
          problemow przez ponad poltora roku. Byloby mi znacznie latwiej.
          Siedzac cicho i udajac, ze wszystko w porzadku tracisz punkt
          odniesienia, zaczynasz myslec w stylu "moze to ja mam problem a nie
          on", albo "moze nie jest tak zle, skoro nikt nic nie widzi" itd.
          Prosze porozmawiaj z rodzicami, to najblizsi Ci ludzie i na pewno
          znajdziesz w nich oparcie. Moi rodzice (rowniez dziadkowie) z
          poczatku nie bardzo rozumieli o co mi chodzi (dlugo udawalam, ze
          wszystko jest super), ale jak sie dowiedzieli co wyprawial byly, to
          szybko zmienili zdanie, pokonali wlasna "katolickosc" pomogli i
          zaakceptowali moj rozwod, a potem mojego drugiego meza, ktorego
          naprawde traktuja jak syna.
    • zuzia_8 Re: opowiem wam swoją historię... 21.05.08, 10:30
      po.prostu.ja.6 napisała:

      > i był to największy błąd, jaki mogłam kiedykolwiek popełnić...

      chyba sama sobie odpowiedziałaś na pytanie "co dalej".
      Uciekaj. ratuj siebie. Bo on o tobie nie myśli.
    • flaw-less Re: opowiem wam swoją historię... 21.05.08, 13:08
      Czytam o Twojej sytuacji i włos jerzy mi się na głowie- jak byłam
      blisko znalezienia się w podobnie trudnej sytuacji- związana ślubem
      z uzaleznionym człowiekiem.
      Opiszę po krótce jak to było u mnie- przez 3 lata byłam z facetem,
      który miał za sobą uzależnienie od narkotyków i alkoholu- przeszedł
      odwyk i 1,5 roczną terapię w Monarze, w czasie studiów sam zaczął
      pracowac jako terapeuta w ośrodku zajmującym się młodzieżą
      uzależnioną od dragów. Poznaliśmy się gdy był czyty już od 1,5 roku.
      Byłam durnowata i przekonana, że to jest już zamknięty etap w jego
      życiu. Ot błędy młodości.
      Układało nam się fantastycznie przez 2,5 roku- chociaż zawsze był to
      związek bardzo trudny emocjonalnie- od euforii do całkowitej
      rozpaczy, ciągła huśtawka emocjonalna.
      Mieszkaliśmy razem, mieliśmy już plany ślubne, aż któregoś dnia po
      prostu zmienił się o 180'c... i z każdym kolejnym dniem zachowywał
      się coraz gorzej- był agresywny, miał irracjonalne wybuchy złości,
      smutku.. potem nagle znikał, albo cały dzień spał... Zaślepiona
      miłością kompletnie nie skojarzyłam faktów, że to narkotyki mogą być
      przyczyną takiego zachowania...
      Mój świat zawalił się całkowicie gdy robiąc porządki w mieszkaniu
      znalazłam pod łózkiem blaszki i opaloną łyżkę- wtedy zrozumiałam- on
      ćpa! Terapeuta Monarum, mój Idealny Facet!!!
      Przez kilka miesięcy walczyłam o jego zdrowie i życie stając się
      całkowicie współuzależnioną istotą. Ocierałam mu zimny pot gdy
      przechodził domowy detoks, woziłam do psychiatry, chowałam przed nim
      klucze żeby nie mógł wyjść z domu pod moją nieobecność, nie spałam w
      nocy nasłuchując co robi w pokoju obok. I gdy wydawało sie po kilku
      tygodniach, że jesteśmy na prostej drodze to przejścia tego dramatu-
      on znów zaczął ćpać. Wykorzystał pierwszą okazję gdy mu zaufałam i
      zostawiłam na kilka dni samego w domu (ja pojechałam do rodziny na
      Boże Narodzenie) - wziął heroinę. W naszym pięknym luksusowym
      mieszkaniu, na naszym łóżku, w mojej pościeli. Przyjmował swoich
      kolegów od ćpania.
      Gdy wróciłam ze świąt zastałam pobojowisko, a jego nie było-
      napisał, że przeprasza, że jedzie na drugi koniec Polski na odwyk i
      wróci odmieniony za 2 tyg. Tej samej nocy spakowałam całe moje
      życie, a rano wyprowadziłam się do pierwszego mieszkania jakie
      znalazłam z ogłoszenia. Był dzień przed Sylwestrem. Przeszłam
      depresję, strach o jego i swoje zdorwie i życie, walczyłam z
      depresją, samotnością i próbowałam wyrwać z serca resztki miłości
      którą do niego czułam.
      Ostrzegam Cię z całego serca- idz do dobrego psychologa- zrozum, że
      jesteś współuzależniona i uciekaj od tego faceta. Musisz być silna!
      Nie daj sie zastraszyć- bedzie Cię próbował wpędzić w poczucie winy,
      mówiąc że go porzucasz jak jest chory i potrzebuje pomocy, albo
      będzie mówił że to że pije to twoja wina, będzie Cię straszył że
      sobie podetnie żyły jak odejdziesz, albo że Ciebie zabije jeśli go
      zostawisz... Cokolwiek by nie obiecywał, nie mówił, jak bardzo by
      się nie płaszczył i przez kilka miesięcy był trzeźwy- nie wierz, nie
      wracaj. Mamy jedno życuie i warto je przeżyć z kimś kto jest tego
      wart, kto jest nas wart.
      Pozdrawiam i życze dużo siły
      • po.prostu.ja.6 Re: opowiem wam swoją historię... 21.05.08, 13:28
        chwil parę przeczytałam na forum twoją opowieść w innym wątku. Gdzie
        chodziliście na terapie?
        nie jestem od niego uzależniona, nie wiem co mam robić. moze potrzebny jest mu
        znowu psycholog?
        • flaw-less Re: opowiem wam swoją historię... 21.05.08, 13:34
          w innym wątku, który czytałaś przed chwilą pisałam o moim obecnym
          partnerze nie o byłym, uzależnionym
          jesli chodzi o terapię pod kontem leczenia uzależnień to nie pomogę
          Ci za bardzo bo nie znam takich specialistów- on leczył się w
          zamkniętym ośrodku Monarowskim pod Warszawą
          pisząc o współuzależnieniu nie mam na mysli uzależnienia od
          partnera, jest to termin psychologiczny- poczytaj o tym w internecie
          np tu:
          www.alkoholizm.info.pl/art_wspoluzaleznienie.htmlpozdrawiam
          • flaw-less linki 21.05.08, 13:36
            www.alkoholizm.info.pl/art_wspoluzaleznienie.html
            www.terapia.rubikon.net.pl/html/syndrom_wspoluzaleznienia.htm
            www.psychologia.edu.pl/index.php?dz=slownik&op=spis&id=206
          • po.prostu.ja.6 Re: opowiem wam swoją historię... 21.05.08, 13:45
            tak, mi chodziło o terapię małżeńską..
            • flaw-less Re: opowiem wam swoją historię... 21.05.08, 13:51
              jeśli chodzi o terapię par polecam osrodek INZPIRO w Warszawie, my
              chodziliśmy do Pani Elwiry Wyrębek
              www.psychoterapeuci.pl/
              po kilku miesiącach mogę powiedzieć że nastąpiły trwałe zmiany na
              lepsze i to nie tylko w nim ale i we mnie
              pozdrawiam
    • 18_lipcowa1 Re: opowiem wam swoją historię... 21.05.08, 22:53
      dziwi mnie to ze wyszlas za maz za goscia ktory widocznie lubil
      sobie wypic....
      a teraz co pozostaje robic? rozwiesc sie.
    • zalotnica_niebieska Terapia małżeńska 25.05.08, 21:49
      terapia małżeńksa, powiadasz.... A Twoj mąz widzi problem? Poczuwa
      sie do jakiejkolwiek odpowiedzialności? Widzi, ze to co dzieje się w
      Waszym związku działa destrukcyjnie? Że on cos robi, co Wam szkodzi?
      jakoś nie wiedzę w Twoym opisie człowiek który walczyłby o związek..
      sorry... Do tanga i terapii małżęńskiej trzeba dwojga. ja widzę
      tylko Ciebie. To Ty szukasz pomocy. Twój mąż nie ma problemu ( choć
      wiemy ze ma, ale który z uzaleznionych przyznaje ze jest nałogowcem-
      przynjamniej póki nie sięgnie przysłowiowego dna? ) On ma zycie jak
      w Madrycie> Żone na każde zawołanie, chete, wikt i opierunek. To co
      on chce miałby zmieniać? Żeby sobie popsuć?....... zjego
      porspektywyw to pogorszenie sytuacji. Dziewczyno, do poradni
      wpspółuzaleznienia!!!!!!! Ty tak samo nie jestes uzalezniona od
      męża, jakon od alkoholu...
      Ty d psychologa. Na wszelkie decyzje przyjdzie czas ewentualnie
      póxniej. Ale do terapeuty!
      • po.prostu.ja.6 Re: Terapia małżeńska 26.05.08, 09:42
        Wczoraj szybko zasnęłam, nawet nie wiem kiedy. Przed snem poszłam do
        kuchni i schowałam do szafki 2 piwa butelkowe, które zostały z
        weekendu, żeby go nie kusiło. Niestety w lodówce było jedno puszkowe
        piwo, ale pomyślałam, że jest godzina po 21 to już nie będzie pił…

        Obudziłam się dziś i mowię „jakie piękne niebo…”
        Chwile później on ścieli łózko, a ja wyciągam ciuchy z szafki. Kiedy
        przykrywał łózko kocem, usłyszałam odgłos przemieszczającej się
        pustej puszki po podłodze…
        Powiedział, że to z soboty, kłamiąc. Od razu ruszyłam do kuchni, a w
        lodówce brak tej puszki, którą jeszcze widziałam wieczór wcześniej.
        Ojciec nie wypił, ponieważ jeździ w nocy do pracy…

        I kłótnia z samego rana, z poniedziałku. Nie mam już siły…
        powiedziałam, że musi się leczyć. On nie widzi problemu. Pije kiedy
        usnę, żebym się „nie przypierdoalała” jak to on określa.
        Dziś dzień matki. Pójdziemy do jego matki, będziemy się uśmiechać…
        nie popsuję jej święta, ani swojej.
        Myślę, że powinnam porozmawiac może z jego ojcem?...

        Pomocy.
        • madziaq Re: Terapia małżeńska 26.05.08, 12:14
          > Myślę, że powinnam porozmawiac może z jego ojcem?...

          Ale co pomoże rozmowa z jego ojcem? Przecież to nie jest małe dziecko, że jak
          powiesz tacie, że synek się źle zachowuje to tata upomni synka, względnie zrobi
          awanturę i będzie po sprawie, bo synek już będzie grzeczny.

          To jest wasz problem, dwojga dorosłych ludzi. Na Twoim miejscu ewentualnie
          powiedziałabym własnym rodzicom, jak sprawa wygląda, żeby nie byli w szoku jak w
          razie czego wystawisz lubemu walizki przed drzwi, żeby Cię wtedy wsparli. Ale
          też nie po to, żeby na niego nakrzyczeli, "przemówili do rozsądku", żeby się
          "poprawił". Jak dla mnie szanse na poparwę są nikłe
        • zalotnica_niebieska Re: Terapia małżeńska 26.05.08, 16:29
          "nie jestem od niego uzależniona, nie wiem co mam robić. moze
          potrzebny jest mu znowu psycholog?"

          "Przed snem poszłam do kuchni i schowałam do szafki 2 piwa butelkowe"

          Wspołuzaleznienie. Ilzuja, że mozesz kontolować ilość, czas i
          miejsce picia. Iluzja, ze ktoś mu przemówi do rozumu. Ojciec,
          psycholog, terapeuta małżeński...
          A jednoczesnie sama toworzysz i współuczestniczysz w iluzji pt.
          wszystko jest ok "Pójdziemy do jego matki, będziemy się uśmiechać…
          nie popsuję jej święta, ani swojej."

          W czym Ty potrzebujesz pomocy? Ty. Nie Twoj mąż? jakiej pomocy
          potrzebujesz? Żeby co się stało?



        • zalotnica_niebieska Zajrzyj tutaj 26.05.08, 16:32
          www.cpk.org.pl/images/artykuly/attach_67.pdf
          • po.prostu.ja.6 Re: Zajrzyj tutaj 09.06.08, 20:34
            cholera, ja chciałam terapii małżeńskiej? głupia... juz nie będzie dobrze, oooo nie!

            dziś.on "pojedź ze mną do sklepu, bo nie mam lakieru do włosów"
            ja: "nie pojadę, bo się uczę do egzaminów. Wreszcie mam troche czasu i chce to
            wykorzytsać"
            on: "to pojadę sam" (nie ma prawka)
            ja: "to jedź, człowieku"
            on:" to daj mi dokumenty" (daję)

            a wcześniej wybierał pieniądze z banku. pytałam ile wziął. jak się okazało wziął
            pare stów więcej (pod jego nieobecność sprawdziłam pobranie z banku z jego torby).
            i co? on:" jak jeszcze raz będziesz mi szperać, to cię uszkodzę"
            ja:"ale się ciebie boję"
            on, rzucając we mnie czymś: "to wreszcie zaczniesz"...

            brak mi słów, skończyło się. wiem, że brzmi to jak jakaś dziecinada, ale tak
            jest. ten związek to jedna wielka pomyłka, przepustka do piekła. poniżanie,
            znęcanie się.
            myślę co mam robić. jak na razie tylko pustka. i on. wraz z jego problemami...
            • aniatko Re: Zajrzyj tutaj 10.06.08, 09:23
              To dlaczego po prostu nie skończysz tego małżeństwa póki jeszcze możesz? Co
              zrobisz jak pojawią się dzieci, a on będzie pił, może je uderzy bo będą płakać,
              moze będzie na nie krzyczał....
            • kaatrin Re: Zajrzyj tutaj 10.06.08, 22:16
              "jak jeszcze raz będziesz mi szperać, to cię uszkodzę"

              Nie wiesz co robic? Kobieto, napisalam juz ze trzy razy: Marsz do
              rodzicow i wszystko masz opowiedziec. Moze zalapiesz wreszcie,
              zanim cie malzonek naprawde uszkodzi...
            • annubis74 Re: Zajrzyj tutaj 11.06.08, 09:13
              chciałabym Ci współczuć
              ale nie umiem
              nic nie pomoże powtarzanie że z otwartymi oczami i pełną
              świadomością władowałaś się w gów***y związek bez perspektyw
              nie mówię żeby od razu prZekreślać ludzi , którzy mieli probem z
              uzależnieniami, ale należy w taki związek wchodzić z pewną
              świadomością, stawiać warunki
              może w końcu dasz sobie spokój
              przyznam że w terapie małzeńską w tym przypadku nie wierze
    • a_sally Re: opowiem wam swoją historię... 10.06.08, 23:37
      Mój mąż jest po rocznym odwyku, ja też. Tam się poznaliśmy, choć
      nasz związek zbudowaliśmy dużo później.
      Leczyliśmy się w ośrodku dla narkomanów, ale na temat alkoholu też
      wiele się mówiło. Tam się nauczyłam, że bardzo często ludzie
      rekompensują alkoholem tą niemożność brania. I że należy być
      trzeźwym także od tej używki (jeśli się miało kiedyś problem z
      narkotykami).Ja się pytałam terapeutów, co mają przciwko alkoholowi,
      on jest legalny, dostępny, niegroźny(!!), co ja będę w życiu robić,
      jak będę się bawić, jak uczczę urodziny.
      W tym roku minie siedem lat, jak skończyłam ośrodek, ponad sześć lat
      temu skończył odwyk mój mąż. Nie bierzemy, nie pijemy alkoholu. Ani
      kropli, ani lampki na sylwestra. Tak nam było ciężko zerwać z
      nałogiem, tak bardzo nie chcemy do tego wracać, znamy siebie i
      wiemy, że byłaby to furtka, którą, jeśli uchylimy, ciężko będzie
      zamknąć.
      Kochamy się, zależy nam na rodzinie, czekamy na dziecko. Wielu
      znajomych się od nas odwróciło, bo z nami się nie można napić, nie
      jesteśmy zapraszani na imprezy, ale to nic. My chcemy być trzeźwi.

      A wydaje mi się, że Twój mąż nie zerwał tak naprawdę z nałogiem,
      tylko po prostu zamienił jeden na drugi. Wielu moich znajomych już
      nie żyje właśnie przez to, że myśleli, że jak będą pić, to ok, do
      nałogu nie wrócą i w ogóle będzie super. Jak się traci kontrolę nad
      swoim postępowaniem, to nieważne już, czy to narkotyk czy alkohol. I
      aż skóra cierpnie na myśl, że są ośrodki, w których mówi się
      pacjentom, że lepiej, żeby się napił, niż wziął. Przykład twojego
      męża pokazuje, że wcale nie lepiej.

      Zawalcz teraz o siebie.
      Trzymam kciuki.
      • alexa195 A_sally 11.06.08, 09:39
        Bardzo sie wzruszylam czytajac Twoja historie. Trzymam kciuki i
        gratuluje! Mowisz "Wielu znajomych się od nas odwróciło, bo z nami
        się nie można napić"... Brrr, jak najdalej od takich znajomych...

        Jeszcze raz z calego serca gratuluje!
        • alexa195 Re: Zajrzyj tutaj... 11.06.08, 09:43
          > myślę co mam robić. jak na razie tylko pustka.

          Nie wiem czy smiac sie czy plakac... Ty naprawde nie wiesz, co
          powinnas zrobic?
          • horpyna4 Re: Zajrzyj tutaj... 11.06.08, 11:39
            Niestety w przypadku zaawansowanej gangreny pomoże jedynie amputacja.
            Odciąć gościa i będzie lepiej. Inaczej można się wykończyć.
    • e.dyta Re: opowiem wam swoją historię... 11.06.08, 16:00
      Straszne....tyran i wariat....Pakuj sie jak najszybciej!!!!!Zanim nie ma
      dzieci!!!Pamietaj narkoman zawsze bedzie narkomanem,alkoholik-alkoholikiem,byl
      rok spokoju a teraz znowu....to sie nie zmieni tylko poglebi!!!UCIEKAJ nawet
      jesli miala bys stracic wszystko.Wyprowadz sie juz dzis!!Nie czekaj
      dziewczyno..Ja z takim sie meczylam 3 lata...i przez 2 nnie moglam odejsc bo
      sie rozczulalam w koncu mi sie udalo-bylo ciezko ale teraz mam wspanialago
      meza,szacunek i spokoj..Zostaw gnoja-nie jest zapozno!!!
      • po.prostu.ja.6 Re: opowiem wam swoją historię... 19.11.08, 14:14
        minęło sporo czasu, kiedy pisałam tu ostatni raz. Nie skorzystałam z
        Waszych wskazówek. Nie wiem czy dobrze. Wiem jednak o wiele więcej.
        Znam całą prawdę, przyczyny jego chorych zachowań.
        To było ostatniego dnia września, kiedy naszła mnie myśl, żeby
        sprawdzić jego rzeczy. Sprawdziłam. Nogi mi się ugięły,zimny pot
        zalał ciało, nie mogłam złapać oddechu, zatkało mnie.W małej
        kieszeni torby była nadpalona fifka. Poszłam do niego (akurat robił
        coś w naszym mieszkaniu) rzuciłam tym w niego i pytam co to do
        cholery jest. Odpowiedział, że to nie jego, zaczął sie głupio
        tłumaczyć.Wsiadłam w samochód i pojechałam do teściów. Skończyło się
        na nerwach, płaczu, obietnicach, że koniecznie zapisze się na
        terapię itd. Znalazłam kilka miejsc, gdzie można skorzystać z
        terapii ambulatoryjnej i miał gdzieś zadzwonić, żeby się umówić. Nie
        zrobił tego przez cały miesiąc, mimo próśb i ponagleń.
        Za to miesiąc później przeszperałam również garaż. Znalazłam
        zawiniątko z ośmioma pustymi torebkami po amfetaminie i 2 paragony
        zwonięte w rulon. Znowu: nogi sie ugięły, jasno przed oczami, brak
        powietrza...
        Znowu do teściów... Ośrodek. Powiedziala jego matka. Przyszedl po
        pracy do nich nie wiedząc, że ja tam jestem. Ojciec nie chciał go
        znać. Ustalanie co dalej, czy osrodek czy coś, czy rozwód...

        Jak jest teraz. Moi rodzice o niczym nie wiedzą. Żyją w
        nieświadomości, że ich córka przeżywa dramat, jest z tym sama. Od
        paru tygodni jeździmy do poradni dla narkomanów na terapię
        ambulatoryjną. To była jedna z opcji połączona razem z wykonywaniem
        testów na obecność narkotyków. Inne opcje: leczenie kilku lub
        kilkunastomiesięczne w ośrodku dla narkomanów lub inna opcja -
        rozwód. To jest jego ostatnia szansa. Jeśli zlamie abstynencję,
        straci mnie i wszystko, co razem osiągnęlismy.
        Wszystko jest w wielkim skrócie. Jest mi ciężko, nie ukrywam.
        Ograniczyłam zaufanie do minimum, nadal przeszukuję jego rzeczy,
        zabrałam kartę kredytową. Ma do spłacenia chyba ze 400zł długów za
        dragi.

        Nie mogłam uwierzyć, że od kwietnia palił maryhe, a od maja brał
        amfetamine. Oszukiwał mnie, brał pieniądze...
        ciężko to wszystko wspominać... spotkania z psychologiem uczą mnie
        neutralizować ten żal, ale cięzko jest..

        niektóre z Was miały rację...
        • gosiadzika Re: opowiem wam swoją historię... 20.11.08, 11:42
          dziwne że nie powiedziałaś swoim rodzicom.. mi byłoby ciężko im nie powiedzieć,
          zresztą moja mama ZAWSZE wie gdy dzieje się u mnie coś złego, pozna po głosie,
          zachowaniu.. zawsze mogę na nią liczyć, nie wyobrażam sobie aby w takiej trudnej
          sytuacji zostać z problemem sama. Teściowie wiedzą a rodzice nie?
          • diabel.pl ja powiem tyle 20.11.08, 11:46
            jaka milosc jest warta ponizania siebie i bycia ponizana
            • m_wait Re: ja powiem tyle 29.11.08, 22:51
              zacznij żyć teraźniejszością a nie przeszłościa czy
              przyszłością,odróżniaj to co doświadczasz od ludzi od tego co
              chciałabyś zeby było

              niestety nie pomożesz mu-tylko pogarszasz jego sytuację zmiany
              zawsze musi rozpocząć nie-alkoholik
              jeśli nie chcesz rozwodu-to zastanów się nad tym czy separacja nie
              pomogłaby mu rozpocząć terapii,rozumiem,że kochasz-ale rób to mądrze
              a nie dawaj się manipulować alkoholikowi-skorzystaj z linków
              podanych przez dziewczyny
    • observer1983 Re: opowiem wam swoją historię... 11.12.08, 20:32
      może to brutalne, ale dobrze ci tak bo sama tego chciałaś i doprowadziłaś do
      tego na własne życzenie
    • kkot Re: opowiem wam swoją historię... 12.12.08, 12:28
      przecież ta laska (o ile to laska) kłamie. wszystko wymyśla. naprawdę tego nie
      widzicie? :))
    • moonflate Re: opowiem wam swoją historię... 12.12.08, 12:57
      smutno mi sie zrobilo jak to przeczytalem ale wiesz podarowalas komus swoje
      serce i uczucia ale on Cie nie szanuje. Powinnas skonczyc ten zwiazek jak
      najszybciej bo zmarnujesz sobie zycie a naprawde szkoda przeciez jeszcze mozesz
      byc szczesliwa. buziale i zycze powodzenia i mam nadzieje ze Ci sie uda to zycie
      i wogole :-)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka