Dodaj do ulubionych

problem z agresywnym sąsiadem - jamnikiem

21.06.06, 15:07
Witajcie.

Mam taki problem, a własciwie cały mój blok. A mianowicie mam śliczną,
uroczą, spokojną suczkę rottweiler. Chodzimy sobie na spacery i przyjażnie
bawi się ze wszystkimi psami, poza jednym - jamnikiem szorstkowłosym. Nie
wiem czy to pies czy suka, ale szczeka i atakuje wszystkie psy w sąsiedztwie.
Jej właścicielka to nieprzyjemna młoda kobieta, która nikomu nie odpowiada
na "dzień dobry". Pozwala temu psu biegac samopas, a gdy "atakuje" (właściwie
to tylko wściekle szczeka, nie ma odwagi naprawdę zaatakować) to choć go woła
pies praktycznie jej nie słucha. Dopiero gdy się "wyszczeka" wraca do swojej
właścicielki.

Nie są to przyjemne sytuacje, ja swojego psa zazwyczaj wtedy trzymam na
smyczy chodź gdy jest luzem to zawsze przychodzi na zawołanie (nawet gdy jest
w trakcie burzliwej rozmowy z sąsiadem-jamnikiem).

Tak jest ze wszystkimi innymi psami z naszego bloku. Nikt nie ma ochoty
rozmawiac z właścicielką WREDOTY, kiedyś starsza Pani z parteru (ma małego
kundelka) próbowała, ale ta jej coś chamskiego odburknęła i na tym sie
skończyło.

Z wszystkich sąsiadów tylko ja mam psa, który gabarytowo przewyższa WREDOTĘ.
Kusi mnie aby przy którymś kolejnym spotkaniu spuścić moją rottkę ze smyczy,
aby dała popalić sąsiadowi. Co o tym sądzicie? Ona by go nie zagryzła
tylko "postraszyła".

Czekam na Wasze opinie.
Obserwuj wątek
    • tamsin Re: problem z agresywnym sąsiadem - jamnikiem 21.06.06, 15:22
      mialam podobna sytuacje, tzn. pies bez smyczy zaatakowal mnie i moja Daisy,
      ktora akurat spacerowala ze mna na smyczy, nie byl to maly piesek, tylko
      sredniej wielkosci collie. Zanim sie nie zorientowalam moja sunia trzasla tym
      psem w powietrzu a jemu krew z tylka sie lala. Bardzo mi bylo szkoda tego psa,
      bo jednak zaplacil za glupote wlasciciela, i teraz bardzo uwazam aby znowu cos
      takiego nam sie nie przytrafilo, bo nie moge zapomniec jak ten pies skomlal
      okropnie. Zdazaja sie glupi wlasciciele, wrecz szczuja swoje male agresywne
      pieski na duze psy, nie wiem czemu, chyba zeby pokazac jakiego maja
      malego "twardziela".
    • paenka Re: problem z agresywnym sąsiadem - jamnikiem 21.06.06, 15:23
      Ja bym nie ryzykowala. Nigdy nie mozesz byc pewna swojego psa jak zareaguje
      szczegolnie w stosunku do innego psa(tym bardziej ze masz rottweilera). Jestem
      o tym swiecie przekonana. Ja sama unikam sytuacji konfliktowych z innymi psami,
      po prostu wole nie dolewac oliwy do ognia i "sie sprawdzac". A czy wasz blok
      nie podlega jakiejs wspolnocie czy cos? Nie wiem jak to do konca funkcjonuje w
      blokach bo nie mieszkam w bloku. Ale chyba jest jakis gospodarz bloku, czy
      klatki do ktorego mozecie sie zglosic i nie jako on by "z urzedu" mogl zwrocic
      tej kobiecie uwage. Po za tym najprosciej rowniez bedzie jesli zawiadomicie
      straz miejska. Na mojego sasiada ktory ma dobermanke (mieszkamy w domkach
      rzedowych) ludzie z pobliskich blokow naslali straz miejska bo pies faktycznie
      nie dawal spokoju ludziom, psina tak ujadala ze nie dalo sie wytrzymac. No i po
      interwencji wzieli psa z powrotem do domu i jest spokoj.
    • emiilka Re: problem z agresywnym sąsiadem - jamnikiem 21.06.06, 15:37
      Kiedyś, gdy moja sunia była młodsza, mielismy "akcję' z wilczurem. Zaatakował
      ją i ona jakoś tak go złapała za grzbiet, że ten zaczął piszczeć. Po
      komendzie "zostaw" wróciła do mnie. To szkolony pies i jestem pewna, że nie
      zagryzłaby sąsiada gdybym jej na to nie pozwoliła. Rottki mają złą opinię
      (przez debili), ale to bardzo mądre psy, poddane właścicielowi, który jesli
      jest normalny potrafi nimi kierować. Mojej Rottce ufam bardzo ( a mam ją 6
      lat).

      Co do gospodarza domu to takiego nie posiadamy, a jeśli chodzi o straż miejską
      to zapytam sąsiadów-psiarzy co o tym sądzą.

      Dzięki za komentarze.
      • pierozek_monika Re: problem z agresywnym sąsiadem - jamnikiem 21.06.06, 15:44
        obawiam się, że chcąc tak postąpić możesz jeszcze ponieść tego konsekwencje,
        tłumaczenie się straży miejskiej, gdy ta będzie cwana i się jej poskarży. W
        końcu tamten pies tylko ujada, ale nie gryzie. Tamten mały, Twój rotek, mimo, że
        szkolony, to jestem pewna, ze straż stanie po stronie tej pani - własnie
        dlatego, że rotki mają złą opinię.
        Żeby się tylko na tłumaczeniu skończyło a nie mandacie.
        Stwarzanie zagrożenia, posługiwanie się psem, itp...
        No i zawsze są reguły od wyjątków. Co będzie jak pies TYM RAZEM jednak Cię nie
        posłucha?

        Moja rada: jak ona taka wredna, to Wy inaczej, zawstydźcie ją sympatycznymi
        komentarzami i miłym podejściem. Obróćcie w żart sytuację, a jak się już z nią
        poznacie,to jej delikatnie zasugerujecie, że powinna się zachowywać inaczej.
        Pozdrawiam i życzę jak najmniej problemów z sąsiadami.
        • emiilka Re: Monisiu 21.06.06, 15:58
          Ja to tylko zastanawialam się nad postaraszeniem WREDOTY, a sąsiad z 3 piętra
          to zapowiedzial, że jak jeszcze raz zaatakuje jego pudelka to użyje dupeltówki
          (to były policjant na emeryturze, bardzo krewki pan ).

          No, cóż, jak spotkam dziś na wieczornym spacerze sąsiadów-psiarzy to uradzimy
          co zrobić - bo wszyscy mają tego dość.
          • pierozek_monika Re: Monisiu 21.06.06, 16:00
            wiem wiem, ze to tylko takie dywagacje :-)
            porozmawiajcie razem, pewnie.
          • urania77 Re: Monisiu 21.06.06, 16:23
            emiilka napisała:
            > Ja to tylko zastanawialam się nad postaraszeniem WREDOTY, a sąsiad z 3 piętra
            > to zapowiedzial, że jak jeszcze raz zaatakuje jego pudelka to użyje dupeltówki
            > (to były policjant na emeryturze, bardzo krewki pan ).

            emiilka sąsiad ma świetny pomysł, jak tylko jamnik podleci, wyjąć straszaka i
            wymierzyć w psa, wtedy gwarantowane że właścicielka zaareaguje i zabierze psa :)))

            ale tak na poważnie, jamnik jest uciążliwy dla ludzi, najlepiej złożyć pisemną
            prośbę do straży miejskiej i dokładnie opisać sytuację, prosząc jednocześnie o
            interwencję, może to pomoże
            nie puszczaj rottki, bo właścicielka może tego chce, prowokuje innych
            w którymś poście przeczytałam, żeby podejść do niej z poczuciem humoru, to też
            jest sposób, im wszystcy będą dla niej milsi tym jej będzie głupio i może zmieni
            nastawienie
            pozdrawiam
            • emiilka Re: Monisiu 21.06.06, 16:38
              Nikt nie ma ochoty na rozmowę z nią. I nikogo do tego nie zmuszę. Sama zresztą
              nie mam zamiaru byc dla chamówy miła (pisałam wyżej jak potraktowała starszą
              panią).

              Napisze jutro co przyniosły obrady.

              Pozdrawiam
              • paenka Re: Monisiu 21.06.06, 17:50
                Nie rozumiem dlaczego emilka mialaby sie tlumaczyc strazy? z czego? przeciez to
                nei ona spuszcza psa ze smyczy. Psu nie wolno biegac w miejscu publicznym bez
                smcyczy i kaganca takie jest prawo ogolnopolskie ktore moze byc ewentualnie
                jakos jeszcze uregulowane konkretnie w danym miescie. Ale to zazwyczaj jest tak
                ze pies ma byc na smyczy (zawsze) ewentualnie bez kaganca.
                Jak najbardziej do strazy miejskiej to zglosic i nei przejmowac sie ze niby
                twoj pies jest wiekszy to bedzie bardziej podejzany. Zreszta najlepiej to
                umowic sie ze straza ze np poprosic o interwencje w momencie kiedy zauwazysz te
                pania na spacerze z tym psem samopas.
                • pierozek_monika Re: Monisiu 21.06.06, 20:32

                  > Nie rozumiem dlaczego emilka mialaby sie tlumaczyc strazy? z czego?

                  z pomysłu ktory rozważa, czyli:
                  "Kusi mnie aby przy którymś kolejnym spotkaniu spuścić moją rottkę ze smyczy,
                  aby dała popalić sąsiadowi."
                  a więc ze spuszczenia rotka ze smyczy i przyglądaniu się jak rotek ustawia (bądź
                  drastyczniej przeciez się może zdarzyć) wkurzającego jamnika.
                  • emiilka Dziewczyny - sprawa chyba załatwiona 22.06.06, 10:09
                    Wczoraj wieczorem miałam bardzo ciekawy spacer. Już opowiadam. Sama nie wierzę,
                    ale może zacznę od początku.

                    Wyszłam z moja Sunią ok.19-tj. Zobaczyłam przed blokiem sąsiadkę z WREDOTĄ.
                    Wyszłam więc drugim wyjściem (od placu zabaw) i skierowałam się na tzw. górkę
                    (mnóstwo trawy, górka, jakieś fundamenty i murki po dawno rozpoczętej i
                    nieskończonej budowie, drzewa). Jest to miejsce gdzie raczej żadko chodzę z
                    psem, bo tam mało psów wychodzi na spacery a moja Sunia raczej towarzyska jest
                    więc zazwyczaj wychodzimy na "pole" bliżej bloków (tu często jakiś znajomy
                    piesek sie przypląta do zabawy). Tak więc poszłyśmy w okolice górki.

                    Moja Sunia po chwili zaczeła wesoło machać zadkim (ogona nie ma jak na Rottka
                    przystało) na znak, że jakiś znajomy psiak się zbliża. Spotkałysmy sąsiadkę -
                    Panią Asię z jej dwoma terierkami. Pieski się bawiły a my usiadłyśmy w cieniu
                    drzew na murku ucinając sobie pogawędkę o dzieciach.

                    Po kilkunastu minutach usłyszałyśmy jakieś wściekłe szczekanie. Pobiegłysmy w
                    tamtą stronę, a tam sąsiad WREDOTA w otoczeniu terierków i mojej Suni. Afera na
                    całego! Psy szczekały jak wściekłe. Chciałam podbiec po Sunię, ale sąsiadka
                    powstrzymała mnie i wskazała głową w bok. Patrzę a tam stoi właścicielka
                    WREDOTY, pali papierosa i patrzy spokojnie na całą sytuację jakby nic się nie
                    działo.

                    No więc nie zawołałam Suni, czekałyśmy na rozwój wypadków. Po chwili WREDOTA
                    zaczął uciekać, nasze psy za nim. Szybko znalazły się obok właścicielki
                    jamnika, ta zaczęła odganiać się i wołać na pomoc. Spokojnym krokiem
                    zbliżyłyśmy się do nich. Ja zawołałam Sunię, sąsiadka terierki. WREDOTA skomląc
                    tulił się do nóg swojej Pani. W sumie to chyba skomlał ze strachu bo żadne z
                    psów go nie potarktowało zębami. Zapięłyśmy na smycze psy i stoimy. Sąsiadka z
                    WREDOTĄ stały w takim miejscu, że chcąc wrócić musiały przejśc obok nas. Więc
                    my stoimy, nasze psy jeszcze powarkiwały. Po dłuższej chwili sąsiadka ze
                    spuszczoną głową ruszyła powoli w naszą stronę ciągnąć za sobą na smyczy
                    WREDOTĘ. Mijając nas wyszeptała ... "przepraszam".... Myslałam, że się
                    przesłyszałam (nasze psy ciągle warczały), ale gdy odeszła dostatecznie daleko
                    Pani Asia wyszeptała - "też to Pani słyszała czy mi sie zdawało?".

                    Trudno uwierzyć? Mnie i Pani Asi także było.

                    Ale to nie koniec.

                    Dziś rano gdy wracałam z porannego spaceru (strasznie się spiesząc jak to zwyle
                    rano) wpadłam przy windzie na Panią WREDOTY (była bez psa). Moja Rottka
                    warknęła na przywitanie, a ja usłyszałam całkiem wyraźnie "Dzień Dobry". Z
                    wrażenia i szoku nie zdążyłam odpowiedzieć bo sąsiadka zniknęła na schodach.


                    I co Wy na to? Jakby mi wczoraj ktoś powiedzial, że cos takiego sie wydarzy to
                    bym nie uwierzyła.
                    • pierozek_monika Re: Dziewczyny - sprawa chyba załatwiona 22.06.06, 10:14
                      fajne zakończenie :)
                      czyli nie taki diabeł straszny jak go malują :)
                      pozostaje życzyć dalszych już pozytywnych relacji z sąsiadką.
                      Pozdrawiam


                      Monika
                    • urania77 Re: Dziewczyny - sprawa chyba załatwiona 22.06.06, 11:03

                      > No więc nie zawołałam Suni, czekałyśmy na rozwój wypadków. Po chwili WREDOTA
                      > zaczął uciekać, nasze psy za nim. Szybko znalazły się obok właścicielki
                      > jamnika, ta zaczęła odganiać się i wołać na pomoc. Spokojnym krokiem
                      > zbliżyłyśmy się do nich. Ja zawołałam Sunię, sąsiadka terierki. WREDOTA skomląc
                      >
                      > tulił się do nóg swojej Pani.

                      myśle że to nauczyło właścicielkę jamnika, ona kiedyś za przeproszeniem miała
                      wszystkich gdzieś, a teraz jak wzywała pomocy nikt się nie spieszył, w końcu
                      zrozumiała, ale musiała odczuć to na własnej skórze

                      cieszę się że tak się ułożyło :)))))))) czasem dzień, nie wiadomo jaką
                      przyniesie niespodziankę

                      "W życiu piękne są tylko chwile"
                      pozdrawiam
                    • emiilka Re: Dziewczyny - sprawa chyba załatwiona 22.06.06, 12:28
                      Ale Sunia z kolegami pogoniła WREDOTĘ ! Jego Pani jak widać czegoś się
                      nauczyla, ciekawe jak jamnik będzie sie dzis zachowywał. Ja w każdym razie
                      mojej Rottki wołac nie bede gdyby miała ochote znowu "podyskutowac" z sasiadem.

                      Pozdrawiam
                      • paenka Re: Dziewczyny - sprawa chyba załatwiona 22.06.06, 21:38
                        czyli koniec koncem samo sie rozwiazalo :)
                        • emiilka Re: Dziewczyny - sprawa chyba załatwiona 23.06.06, 11:05
                          ;-))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka