Kiedyś leciała taka dobranocka, więc wszystkim smutnym Foremkom i Forumiakom ją opowiem
Ruska bajeczka na Dobranoc
Na łączce pod lasem mieszkał raz pasikonik z pieknymi skrzypkami. W tej samej okolicy mieszkały pracowite mrówki, które cały dzień przez całe lato w pocie czoła znosiły igiełki do mrowiska.
Od wschodu słonka do ciemnej nocki tyrały mrówki podpierając się nosami, a kolega Pasikoń rozwalony na pagórku przycinał różne takie tam. A to jakiś kaprys Paganiniengo a to inny Lot Trzmiela Rimskiego-Korsakowa.
Kiedy mu się znudziło, złaził z pagórka i lazł nad rzeczkę gdzie inne plemie mrówek harowało od bladego świtu. A kiedy nadchodziła noc, kładł się pod krzakiem bzu i spał aż do południa. Mijały dni i tygodnie. Mrówki ciężko pracowały a Pasikoń się opieprzał. Tłumaczyłu mu czasem :
Pasiu, pomyśl o przyszłości, zbuduj chatkę, naznoś ziarenek bo po lecie przychodzi jesień a po jesieni zima
Ale Paś uśmiechał się tylko pobłażliwie myśląc, że mrówkom z braku czapuś słonko zaszkodziło i bredzą w malignie niebogi.I tak minęło lato. Mrówki zbudowały piękne mrowisko i chatki w sitowiu. Przyszła jesień. Dni już były krótsze i chłodniejsze a czasem spadł deszcz. Mrówki chowały się w soich chatkach a kolega Pasikoń marzł pod krzakiem aronii.
Ale nie frasował się zanadto. Żępolił dalej swoje kaprysy, fugi i kantatki. Aż którejś nocy obudził się cały zziębnięty a gdy otworzył oczy zobaczył że na całej polanie pada śnieg i wieje zimny wiatr. Pierwszy kwadrans zszedł mu na odspawaniu kupra od podłoża a kolejne na panicznym bieganiu po polance w poszukiwaniu ciepłego zakątka
Próbował też coś zarzępolić, ale zgrabiałe palce odmówiły mu posłuszeństwa.
- Co ja teraz pocznę, biedny miś ?!

( - zasmucił się Pasikonik
- Gdzie się podzieję i czym napełnię pusty i burczący brzuszek ?
- Wiem ! Pójdę na pagórek
I poszedł, ale na pagórku juz nikogo ne było.
- Mróóóówkiiiiiiiii !!! Mróóóówkiiiiiiiii !!! - wołał, ale nikt go nie słyszał, bo na dworze była straszna zawierucha
Zrezygnowany, przygarbiony, trzymając w jednej łapce skrzypki a w drugiej smyczek, poszedł przed siebie, gdzie oczy poniosą. Doszedł do 1-szej z chatek. Zapukał. Cisza. Zapukał jeszcze raz. I jeszcze. Ale nikt mu nie otworzył. Zawołał : "Mróweczkiiiiii, otwórzcie to jaaa, Pasikonik", ale znów mu nikt nie otworzył.
Minął chatkę i doszedł do drugiej. Ale tu stało się tak samo. I przy trzeciej, czwartej i piątej ...
Aż gdy już całkiem opadł z sił a silny podmuch wiatru przewrócił go na ziemię, doczołgał się do majaczącej w oddali ostatniej chatki i skulony położył się na jej progu.
Zawołał tylko "Mróweeeeeczki" i stracił przytomność. A gdy się obudził zobaczył że leży w ciepłym łóżeczku koło gorącego pieca, wokół krzątają się mrówki a jedna z nich niesie mu miskę ciepłej strawy.
Pasikonik nie wierzył własnemu szczęściu.
- Jak to możliwe ? A właściwie, dlaczegoście mnie do siebie wpuściły i odratowały ?
Przecież Wy ciężko pracowałyście by teraz przetrwać ciężką zimę, a ja się obijałem ?
- To prawda, Pasikoniku, ale dzięki temu że tak pięknie dla nas grałeś, nam lżej i przyjemniej było pracować
I pogłaskała Pasikonika po główce, a w jego oczach zabłysły 2 wielkie łzy.
KONIEC (buźka dla wujka, siusiu, paciorek i spać)