Zaczynam trochę mniej optymistycznie zapatrywac się na ten remont. Mój optymizm pękł jak bańka mydlana.
Ostatni tydzień to same schody.
Zaczęło się od tego, ze wydałam dodatkowy tysiąc na materiały, potem pan malarz powiedział, że jeśli chodzi o kuchnię to on tylko powiesi szafki, bo to wg niego montaż a ja głupia myślałam, że montaż to od a do z. Piotrus chyba miał rację, współpraca z tzw. "fachowcami" to dla ludzi o żelaznych nerwach jest a nie dla takich amatorek jak ja

Mam nadzieję, że do dwóch tygodni ten koszmar się skonczy, bo po nocach spać nie mogę...