niespelna miesiac temu bedac na spacerze psa, w poblizu mojego domu zobaczylam malenkiego ptaszka przycupnietego na ziemi. padal deszcz, ptaszek byl mlody i moze chory. dal sie wziac w rece,ale probowal sie niesmialo wyswobodzic.bez skutku. pierwszy raz mnie cos takiego spotkalo,nie wiedzialam ,co robic. do weterynarza? bez sensu. posadzilam go na galezi modrzewia. za kilka godzin juz go nie bylo. a dzisiaj wpadl do mieszkania, przez otwarte drzwi balkonowe ptaszek. zrobil kilka kolek w pokoju i wylecial. przysiadl na balustradzie balkonu na chwile i...odlecial. to byl On. ten uratowany.jestem pewna

i szczesliwa.