Dodaj do ulubionych

Zośka, Ty zdziro

12.08.11, 08:16
Znalezione...


Zapewne większa część z Was powie, że zmyślam, a większa część pozostałej części powie, że to stary dowcip. Jednak historyjka jest autentyczna, w dodatku dziś, mój szanowny rodziciel nieświadomie dopisał jej epilog. Zdarzyło się z soboty na niedzielę... i może nie powinienem tego opisywać ale szanse na identyfikacje bohaterów, nawet przez nich samych są nikłe. A jeżeli nawet, to mam to gdzieś.

Zupełnie niespodziewanie „dostałem” kilka dni wolnego, postanowiłem więc odwiedzić rodzinne strony. Jednym z planów jakie poczyniłem w związku z wyjazdem było zapolowanie na łosia. Aparatem oczywiście wink bo podobno od mojej ostatniej wizyty rok temu, trochę się stadko powiększyło. Fajne zdjęcia miały być nagrodą za wyrzeczenie się ciepłego łóżka i snu do południa.

Wstałem o 3 nad ranem, szybka kawa, i do lasu. Miejsce w którym się zasadziłem jest przecudne – w środku lasu polana przy niewielkim jeziorku - ulubiony wodopój zwierzaków maści przeróżnej. Zasadziłem się na ambonie, przykryłem kocem i z lufą obiektywu wystawioną między deskami czekałem cierpliwie.

Długo nie czekałem ale to co mi podeszło pod aparat, łosia nie przypominało... jelenia bardziej może... łanię... nie wiem zresztą. Konkretnie był to stary Golf z, wracającą zapewne z jakiejś imprezy, parką, który z piekielnym warkotem (nawet jak nie był za mocny, to w porównaniu z ciszą porannego lasu wydawał się głośniejszy od ryku odrzutowca) wtoczył się na polanę.

No to ze zdjęć nici, pomyślałem sobie i dodatkowo, szeptem wyczerpałem roczny limit wulgaryzmów. A parka po kilku namiętnych uściskach zaczęła zrzucać z siebie ubrania i pognała do jeziora. Na golasa! Normalnie rusałka i faun.

Pochodzę z małego miasteczka, więc mimo rzadkiej w nim bytności, ludzi kojarzę. Rusałkę zidentyfikowałem jako mieszkankę bloku mojego taty, wdowę, która bardzo niedawno straciła męża w wypadku. Fauna znam z widzenia, choć nie z nazwiska.

Wnerwiony straconą okazją na niezłe zdjęcia i lekko zaspany nie dałem wykazać się mózgowi i bez zastanowienia, najniższym basem na jaki mnie było stać, ryknąłem na cały las: „Zooooośkaaaa, ty zdziiiirooo!”. A rano się niesie, oj niesie...

Takiego odwrotu z miejsca zbrodni, jakiego byłem świadkiem, nie powstydziłaby się najsprawniejsza armia świata.

Kiedy warkot silnika ucichł, wściekły zebrałem się do domu odespać zarwaną nockę. Nikomu nic nie mówiłem, aż tu dziś, przy obiedzie tata mój z niejakim zdziwieniem uraczył mnie spostrzeżeniem. Otóż od dwóch dni widuję na cmentarzu (tata codziennie odwiedza grób ś.p. mamy) zapłakaną Zośkę, siedzącą przy grobie swojego męża. Rodziciel nie mógł się nadziwić dlaczego, bo od pogrzebu nie widział jej tam ani razu.

Nie skomentowałem. W sumie sam się nie spodziewałem takiego efektu.
Obserwuj wątek
    • blue_phoebee Re: Zośka, Ty zdziro 12.08.11, 19:46
      mąż z zaświatów... <hahaha>
    • wmiesciejakrybytramwaje Re: Zośka, Ty zdziro 12.08.11, 19:58
      hiehie. Ale to nie twoje przezycia osobiste? Tylko znalezione?
      • tapatik Re: Zośka, Ty zdziro 12.08.11, 22:06
        Gdyby to była moja historia, to bym powiedział wprost, że to przeżyłem.

        Jestem zbyt zmęczony dzisiaj, aby opowiadać jakąś własną historyjkę.
        • tapatik Pan listonosz - również znalezione 12.08.11, 22:07
          Tym razem historia z innej beczki. O Panu Listonoszu.
          Dość często kupuję na Allegro i siłą rzeczy korzystam z usług Poczty Polskiej. Złego słowa powiedzieć na wyżej wymienioną instytucję nie mogę, nasze stosunki póki co układają się przepisowo. Moje osiedle "obsługuje" bardzo specyficzny Pan Listonosz - średnio rozgarnięty, ale nawet sympatyczny, mający czasem baaardzo dziwne pomysły...

          Zamówiłam sobie kilka bluzek, uprzedziłam mamę, że najprawdopodobniej niedługo listonosz przyniesie dla mnie przesyłkę (pracuję i zazwyczaj nie ma mnie w domu, gdy roznoszona jest poczta). Mama jest na macierzyńskim - w wieku 21 lat zostałam jeszcze obdarzona siostrąsmile. Ponadto po moim podwórku biega sobie dość pokaźnych rozmiarów owczarek niemiecki, jest nieszkodliwy, ale sam wygląd może odstraszać.

          Przechodzę do sedna.
          Dzwoni domofon, Pan Listonosz [PL], mama [M]:
          [M]: Tak?
          [PL]: Dzień dobry, paczka dla córki.
          [M] z krzyczącą siostrą na rękach: Niech Pan z łaski swojej zajrzy, jak będzie Pan kończył trasę. Dziecko mam na rękach, drze się, a zimno na dworzu i z nią nie wyjdę.
          [PL]: Pani wyjrzy przez okno.
          [M]: A po co?
          [PL]: No Pani wyjrzy.
          Mama doszła do okna, a Pan Listonosz macha tą paczką i gestykulując chce, żeby je otworzyła. Mama otwiera okno.
          [PL]: Pani łapie, nie jest ciężkie!
          I sruuuuu tą paczką od bramy do okna (jakieś dobre 15 metrów), zanim mama zdążyła cokolwiek powiedzieć.
          Dało się słyszeć głuche "pacnięcie" - w coś trafił, ale bynajmniej nie w otwarte okno... Paczka wpadła wprost w paszczę mojego psa, który na szczęście jest na tyle posłuszny, że przyniósł ją grzecznie pod drzwi.
          [PL]: No! Nie doleciała, ale piesek przyniósł. To ja jeszcze podpiszę za Panią! Do widzenia!
          [M]: Panie! A jak się uszkodziła zawartość?!
          [PL]: Spokojnie! Wymacałem, że córka znowu jakieś ciuchy zamówiła, to nic się im nie stało.

          Bluzkom rzeczywiście nic się nie stało, ale szczęka mi opadła, jak to wszystko zostało mi opowiedziane...
          • tygrysgreen Re: Pan listonosz - również znalezione 20.08.11, 11:22
            mi też szczęka opadła...
    • tapatik Pomoc sąsiedzka 20.08.11, 16:30
      Pewna znajoma, której życie ułożyło się średnio, zawsze mogła liczyć na pomoc mojej rodziny, w tym moją. Pożyczało się pieniądze, poratowało lekami w nagłym wypadku, pomogło dzieciom w lekcjach..
      Parę dni temu zadzwoniła do mnie czy mogę do niej zajrzeć, bo ma sprawę na mieście a dziecko chore... Zjawiłam się po kilku minutach, myślałam, że tego dziecka trzeba będzie popilnować, coś w tym rodzaju.
      Pani miała do mnie jednak inną sprawę. Chciała żebym jej poszła do lombardu obrączkę zastawić. Głupio mi się zrobiło, bo wolałabym jej pieniądze pożyczyć.
      - Nigdy w lombardzie nie byłam, nie wiem co i jak- wykręcam się jak mogę. Pani prosi, nalega, dość grubą obrączkę wciska mi do ręki...
      - To nic trudnego, powiesz że na tydzień, facet obrączkę zważy i ile da, tyle weź. Kwitek ci wypisze.

      Poszłam, choć zdenerwowałam się bardzo. Pomoc pomocą, ale było mi zwyczajnie wstyd!
      Znalazłam lombard, weszłam, facet na mój widok wstał.
      - Chciałam to zastawić na tydzień, nie wiem jak, bo to nie moje, ale pan się zna...
      Wziął do reki obrączkę obejrzał i jak na mnie nie wrzaśnie:
      - Co to ma być! Głupiego szukasz? To tombak jest złodziejko jedna! Ja to tu zaraz młotkiem rozbije, żebyś kogoś innego nie nabrała!!!
      Ja szok, czuję jak mi policzki płoną, próbuję się tłumaczyć, że to nie moje, że przecież gdybym wiedziała nigdy bym z czymś takim nie przyszła, że chciałam tylko pomóc...
      - Ja to już widziałem, pogoniłem taką starą ku...ę to młoda przyszła...
      Porwałam nieszczęsną obrączkę z lady i uciekłam, po drodze popłakałam się porządnie.
      Znajoma chyba pod drzwiami się kręciła, bo nawet puknąć nie zdążyłam już drzwi były otwarte.
      - Co mi pani dała! To jest śmieć a nie złoto! Facet mnie wyzwał od złodziejek i jeszcze gorzej!
      Wydzierałam się na nią dobrą chwilę, a ona stała i nic.
      Na koniec zanim trzasnęłam drzwiami powiedziała:
      - Szkoda, że się nie udało, ty tak uczciwie wyglądasz, to pomyślałam że tobie się uda wyciągnąć parę złotych, trudno.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka