tak więc wstałem o 11 (dobrze, że włączyłem tv i zobaczyłem, że już tak późno, bo jeszcze miałem zamiar podsypiać) i o dziwo już zrobiłem sobie śniadanie, trochę z poczucia obowiązku, żeby z głowy było, bo chcę iść niedługo na rower i to na więcej, a i trochę głodny byłem, wczoraj jakoś nie dojadłem

kanapeczki malina

półtorej grahamki (czyli 3 kanapki), masło, czosnek, pasztet, ser, papryka; do ręki ogórek kiszony i pomidor, doooobre życie

komarów jak nie było tak nie ma.
posiedzę, niech się ułoży, potem coś wycisnę może, umyję zęby, popijam herbatkę i ruszę, chcę 50km zrobic. po południu obejrzę ostatni etap tdp a wieczorem grill, zamierzam z wódką zamiast piwka.
howgh