Lepszy rydz niz nic?

05.10.14, 19:55
W nawiązaniu do ostatnich wątku, tych dotyczących miłości, seksu z miłoscią, bez miłości.
Różna przesłanki kierują się ludzie decydując się na jakiś związek. Nie tak rzadko pisano na tym forum, że jeśli nie możesz znaleźć partnera, to może poprzeczkę trzeba opuścić, albo z chutoru nos wyściubić.
Jeśli ma się w jakies kryteria progowe, a jakoś nie pojawia się kandydat spełniający te progowe kryteria, to czy decydujemy się na związek z kimś, kto nie jest naszym ideałem z nadzieją, że się dopasujemy? Jak to jest?
A jak czas mija, i się nie dopasowujemy, to jednak częściej przecież się rozstajemy niż pędzimy składać przysięgi. Czysto teoretycznie rozważam.
    • fripoo Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 20:05
      Potrafiłabyś sama siebie oszukiwac?
    • carol-jordan Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 20:10
      Dopasować to można się ze współlokatorem.
      Jak nie iskrzy, po co się wiązać?
      • fripoo Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 20:11
        określ kiedy iskrzy?
        • carol-jordan Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 20:20
          Jak iskra przebiega. wink
          • fripoo Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 20:24
            pamiętam jak zauroczyłem sie kiedyś w kimś o kim bym nie pomyslał, że jestem w stanie się zaurocyc, to było ostatni raz na szczęscie, człowiek młody był i głupi
    • silencjariusz Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 20:12
      No nie wiem czy obniżanie poprzeczki prowadzi do czegoś dobrego. Ale skoro i Ty nawiązałaś do światów dalekich (żeby nie powiedzieć końców świata)... to będę teraz nieprzyzwoicie nieskromny.tongue_out Ocaliłem od zapomnienia (przynajmniej tu na forum) jakże piękne i raczej rzadko już używane (a przez młodzież, która do gimnazjum uczęszczała zupełnie nieznane) słówko: chutor.tongue_out Wot i ot co. Izwienitie, że nie na temat.wink
      • carol-jordan Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 20:21
        My chyba różnie rozumiemy słowo:
        nieprzyzwoicie........ wink
    • a-g-l-a-j-a Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 20:16
      Może nie mówmy o ideale... bo chyba nikt nie pragnie ideału, a TYLKO zbioru pewnych pożadanych cech...
      Jeżeli czegoś brakuje, trzeba szybko grzecznie podziękować... bo tylko skrzywdzimy siebie i tę druga osobę..

      I nie ma sensu myślenie, że ktoś się dla nas zmieni, albo że ja się zmienię... dopasuję... Dawanie szans też nie ma sensu... ten ktoś wówczas zyskuje pewność, że czegokolwiek by nie zrobił, nic się nie stanie, bo przecież potrafi nasze serce rozmiękczyć...
      • fripoo Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 20:19
        oby bogata byłasmile
      • anirat Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 20:19
        Ciekawe, mnie wiem, czy idealizujecie, czy rzeczywiście tak postępujecie jak piszecie. Jeśli tak, to skąd tyle rozczarowań?
        • anirat Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 20:22
          Może ja nie będę jak wszyscy. Zdarzyło się, chyba nie raz, że myślałam, że się jakoś ułoży. Nie ułożyło się, ale nie żebym nie próbowała. Powątpiewam, że wszyscy tutaj tacy są trzymający się swoich pożądanych cech, nie wierzę, ze jak brakuje jakiejś cechy to już dziękujecie. Nie krzywdziliście nigdy siebie i innych? Co za doskonali ludzie hmmm.
          • a-g-l-a-j-a Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 20:25
            Nooo i właśnie... niedoskonali, bo już trochę w życiu pokrzywdzili i dlatego teraz zamiast wpadać w ramiona każdego kto je dla nas otworzy... myśla i analizuja... dlatego sa sami i dlatego pisza tutaj...

            • anirat Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 20:27
              ale nadal nie wierzę, że jak by się nadarzyła okazja to nie zrobią kolejnych błędów. Trochę chcę tym wątkiem obnażyć ludzką niedoskonałość.
              • fripoo Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 20:32
                Anirat świętych tu nie ma
                • anirat Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 20:33
                  a już myślałam big_grin
                  • fripoo Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 20:38
                    hehe ludzie z wadami i zaletami jak cala reszta społeczeństwa
          • kama265 Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 20:54
            ja się przyznaję. Tak, próbowałam mając nadzieję, że się uda, mimo, że brakowało czegoś od początku. No ale szczerze miałam nadzieję, że się zakocham potem, jak lepiej poznam. W momencie, kiedy się zorientowałam, że jednak tak się nie stanie - podziękowałam. Mam nadzieję, że nie skrzywdziłam za bardzo uncertain
            • fripoo Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 20:59
              cwaniara
              • kama265 Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 21:14
                co -cwaniara? że dałam szansę?
                nikogo na siłę nie zmuszałam tongue_out
                • fripoo Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 21:30
                  jak Ci nie pasował od początku to moim zdaniem cwaniactwo było, oj nieładnie, tak nie robimy
                  • kama265 Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 21:33
                    nie to, że nie pasował, próbowałam obniżyć poprzeczkę i obejść warunki progowe tongue_out
                    • ludid Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 21:42
                      haha tongue_out miałam tak samo. Tylko tak obniżałam, ze sie uderzyłam w glowe
                  • kama265 Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 21:34
                    a na czym to cwaniactwo z mojej strony polegało, bo nie kumam? nie wykorzystałam go do niczego, kilka spotkań i tyle tongue_out
                    • fripoo Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 21:38
                      cwanaś i tyle, fripo nie ma natchnienia tłumaczycbig_grin
                      • kama265 Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 21:41
                        a kto to napisał: "miłości nie ma wszystko to tylko transakcja wymienna dóbr wszelkiego rodzaju"
                        to o czym chcesz tłumaczyć
                        • fripoo Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 21:49
                          chodzi o dopasowanie, jaka miłośc?big_grin
                      • kama265 Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 21:44
                        zrobiło mi się przykro, a nie zasłużyłam na to, dlatego nie będę z Tobą dalej dyskutować
            • facet699 Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 08:42
              rozsądne podejście, szansa że od samego początku zaiskrzy na całego z wiekiem się zmniejsza. Nie skrzywdziłaś będąc szczerą i stawiając sprawę jasno. Nawet w uczuciu trochę logiki jest wskazane jeśli on był jeszcze w stanie logiczne myśleć wink
        • a-g-l-a-j-a Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 20:22
          Anirat, uczymy się na błedach... niestety własnych...
          • anirat Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 20:25
            a już myślałam, że tylko ja się tak uczę. Ze tylko ja mam dylematy podprogowe.
            • kama265 Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 20:54
              nie, nie tylko Ty ... ja też ....
              • witamina_b12 Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 21:05
                Oczywiście, że próbuję... Ale obecnie dosyć szybko się wycofuję gdy coś nie gra, nie iskrży.
            • cymonkaa Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 21:03
              oj, na błędach się uczę, na błędach...
              Tytułową myślą to ja se ładnych parę młodzieńczych lat zmarnowałam.
              Może nie zmarnowałam, bo przecie po coś i na coś to było, żebym się nauczyła i wiedziała czego unikać.
              Boję się, że teraz dalej będę błędy popełniać. Już inne, aczkolwiek pewnie też bolesne
    • witrood Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 21:26
      Próbowałem. Nie wychodzi. Nie polecam. wink
      • kama265 Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 21:34
        masz rację, nie wychodzi, nie da się działać wbrew sobie
      • cymonkaa Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 21:36
        Na dłuższą metę to strasznie męczące.
        W tym wypadku lepiej już pozostać samotnym.
    • czarny.onyks Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 21:42
      tak mi sie skojarzyło....www.findpokemon.com/img/147.gif

      próbowałam....bo na początku nie zawsze wiadomo, jak się rozwinie znajomość....
      ale niestety, gdy nie ma miłości...to nie będzie dalszego ciągu...
    • z-e-u-s Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 21:55
      Myślę, że w okolicach pięćdziesiątki trzeba będzie pójść na duży kompromis i uznać ostatecznie, że czas na miłości już minął i trzeba sobie te pozostałe lata ułożyć po prostu przyjemnie i wygodnie. Z kobietą oczywiście, ale czysto zdroworozsądkowo i z odrobiną sympatiiwink
      • anirat Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 21:59
        Wtedy dasz radę iść na tak duży kompromis?
        • z-e-u-s Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 22:09
          Mam nadzieję. Wybór pomiędzy takim związkiem a samotnością jest oczywisty. A i lista wymagań co do potencjalnej partnerki znacznie się skraca. Liczy się lojalność, dobro, mądrość, poczucie humoru, już bez urody, seksu, dzieci, wykształcenia, kariery, planów na życie.
          • anirat Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 22:12
            na prawdę?
          • maruda2 Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 22:13
            naprawdę tak myślisz?
            • z-e-u-s Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 22:21
              Tak mi się wydajesmile
              • maruda2 Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 22:28
                mi się wydaje, że źle Ci się wydaje odnośnie niektórych potrzeb/wymagań
                • z-e-u-s Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 22:31
                  Może zmienię zdanie do pięćdziesiątki. Paręnaście lat jeszcze zostałosmile
                  • maruda2 Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 22:34
                    Myślę, że zmienisz.
                    Nie żebym pisała z własnego doświadczenia, żeby nie było tongue_out
          • kama265 Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 22:23
            wykształcenie rzutuje na sposób postrzegania świata, nie wiem, czy traci na znaczeniu z wiekiem ...
          • a-g-l-a-j-a Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 22:43
            A teraz... co liczy się teraz?
            • z-e-u-s Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 23:17
              Teraz liczy się to, co po pięćdziesiątce plus wszystkie "bez"smile
              • a-g-l-a-j-a Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 23:31
                I już bardziej tego nie rozwiniesz? wink
                • fripoo Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 23:32
                  Agłaja nie wiem o co chodzi, ale filozofa nie będziebig_grin
                  • z-e-u-s Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 23:35
                    Zarabianie na życie filozofowaniem to marny zawód. Daj też szanse amatorom, którzy po prostu lubią pokontemplować chwilętongue_out
                • z-e-u-s Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 23:42
                  Pewnie to nie wszystkie czynniki, które się dla mnie liczą, człowiek wielu rzeczy sobie nie uświadamia, pisałem to zresztą szybko i nie miałem ambicji stworzenia kompletnej i zrównoważonej czy jakoś posegregowanej listy rzeczy dla mnie ważnych. Ale jasne jest, że w tym momencie, o ile już uświadomiłem sobie potrzebę w miarę "normalnego" spędzania reszty życia, czyli miłość, rodzina, dzieci, o tyle mam w tej materii niewielkie, albo wręcz żadne doświadczenie. Więc to głównie deklaracje, a rzeczywistość może mnie jakoś zaskoczysmile
      • fripoo Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 22:01
        do czego komu kobieta po 50? nawet po 40? czożenie sobie życia jest do 30, potem nie ma się co oszukiwac samotnośc
        • z-e-u-s Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 22:11
          Samotność, poza patologicznym związkiem jest najgorszym z wyborów. Degraduje osobowość, wysysa energie do życia, sprawia, że życie jest nudne i bez sensu.
          • fripoo Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 22:14
            strasznie uprościłeś, jestem samotny a życia nudnego nie mam
          • witrood Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 22:18
            Sensem życia jest życie, samotne czy nie samotne. Na pewno nikt mi już nie wmówi, że żyję bez sensu, bo baby na stałe nie mam. Co to to nie. wink
            • kama265 Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 22:19
              dobrze gadasz smile
            • fripoo Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 22:22
              brak chłopa to też nie jest porażka
              • kama265 Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 22:24
                dokładnie.
            • z-e-u-s Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 22:22
              Może to "na stałe" jest kluczemsmile
            • a-g-l-a-j-a Re: Lepszy rydz niz nic? 05.10.14, 22:42
              Bo jeżeli "baby" jednak masz... nie jest źle... nie wszyscy potrzebuja na stałe.. nie wszyscy potrzeby maja takie same..wink
    • gwen75 Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 00:15
      Nie ma sensu zaczynać czegokolwiek jeśli nie ma jakiejś wzajemnej fascynacji, wzajemnego porozumienia, nadawania na podobnych falach. Po co robić komuś zamieszanie w życiu jak się nie jest przekonanym, że warto się w to angażować?
    • south_wind Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 01:16
      Lepsze nic niż muchomor. Najgorsza jest samotność w małżeństwie.
      • gwen75 Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 01:20
        Małżeństwo to nie wyrok dożywocia tongue_out
        • south_wind Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 01:32
          To zależy w co wierzysz i jakie uznajesz wartości. Ja zdradzając czy odchodząc przede wszystkim złamałbym swoje obietnice, przysięgi. Pomijając to jak patrzyliby na mnie wszyscy których znam to jak ja bym na siebie patrzył? Samotność da się przeżyć ale żyć ze świadomością że jest sie zdrajcą to już ciężka sprawa, przynajmniej dla takiego gości jak ja.
          • gwen75 Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 02:05
            Jeśli małżeństwa nie da się już naprawić, a dzieci brak to obecnie zdradzasz samego siebie. Bez sensu jest traktować małżeństwo jak niewolę, w której musisz trwać, bo kiedyś tam coś przysięgałeś. Rozumiem, że jesteś honorowy i słowny. Ale czasem jest też honorowo przyznać przed samym sobą, że głupotą było składać jakieś żelazne przysięgi, których musiałbyś się trzymać przez wieki. Jest tyle zmiennych w życiu, że nikt od nikogo nie powinien wymagać gwarancji trwałości związku. Oczywiście należy dbać o związek i robić wszystko by był trwały i udany, ale po co te solenne przysięgi?

            > Pomijając to jak patrzyliby na mnie wszyscy których znam

            Ja bym raczej od nich wymagał by się nie próbowali trącać w moje prywatne życie wink

            > żyć ze świadomością że jest sie zdrajcą to już ciężka sprawa,
            > przynajmniej dla takiego gości jak ja.

            Najgorzej to zdradzić samego siebie i uznać, że przegrało się życie.
            • south_wind Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 09:34
              Ja nie mówiłem o trujących związkach. Związek nie musi być taki żeby człowiek czuł samotność. Wiadomo ze po jakimś czasie romantyzm znika, wydaje sie ze nie masz o czym rozmawiać z druga strona bo juz wszystko o sobie wiecie i nic nie imponuje. Jest to strasznie przykre ale pozostaje przyjaźń, miłość jak do członka rodziny, wspieranie siebie nawzajem, przywiązanie i wspólna przeszłość.

              Gdybym mógł cofnąć czas nie składałbym dozgonnej przysięgi. Niestety złożyłem taką a jestem uczciwy i zamierzam jej dotrzymać. Jak będzie w przyszlosci? nie wiem, może żona stanie sie wredna a ja spotkam osobę w której się zakocham a ona we mnie, co wtedy zrobię? Uczucia są silne ale wszystko może się zdarzyć ale póki co będę wierny.

              > Ja bym raczej od nich wymagał by się nie próbowali trącać w moje prywatne życie
              > wink
              >

              Wymagania wymaganiami a i tak będą sie wtrącać.

              > Najgorzej to zdradzić samego siebie i uznać, że przegrało się życie.

              Dokladnie. Można pozostawić po sobie ruiny albo coś zbudować. Wiadomo że budowanie jest trudniejsze ale ja nie jestem z tych którzy łatwo sie wycofują.
              • witamina_b12 Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 09:45
                Przyznam, że nie rozumiem....
                Jest to: "przyjaźń, miłość jak do członka rodziny, wspieranie siebie nawzajem, przywiązanie i wspólna przeszłość"
                I poczucie samotności?? Moim zdaniem to się wyklucza... To są filary prawdziwego związku.

                Może bardziej chodzi Ci o stagnację? nudę? monotonię? brak namiętności? Serce nie bije już tak szybko, motyle opadają... ot codzienność.
                A romantyzm... romantyzm można spróbować ponownie rozpalić... tak myślę.
                • south_wind Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 09:55
                  >Moim zdaniem to się wyklucza... To są filary prawdziweg
                  > o związku.

                  Też tak myślałem a jednak jak nie ma romantyzmu i rozmowy (bo nie ma o czym wszystko cię i ją nudzi) to zaczynasz czuć sie cholernie samotny.

                  A romantycznej miłości, tego zakochania nie rozbudzisz już, pozostają tylko wspomnienia.
                  • mayenna Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 10:48
                    Ale co ty rozumiesz przez romantyzm?
                    Bo jesli to jest intensywnośc przezywania wspólnych chwil to nie ma reguły chyba: jest i na poczatku, jak i potem. Zmienia sie tylko kaliber spraw, które powodują to wzruszenie. Jak umiesz coś czuć to będziesz czuł zawsze.
              • facet699 Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 10:07
                taką "głupotę" przeczytałem, to nic że wymyślone ale zostawiło u mnie jakiś ślad:
                Kiedy wróciłem do domu, żona podała kolację.
                Wziąłem ją za rękę
                i powiedziałem, że muszę jej coś powiedzieć. Usiadła i jadła w milczeniu.
                Znów widziałem strach w jej oczach.

                Nagle byłem przerażony, nie byłem w stanie
                otworzyć ust. Ale musiałem jej powiedzieć
                co myślę: chcę rozwodu. Żona
                nie była porywcza i zdenerwowana, tylko
                cichym głosem zapytała mnie o powód.

                Chciałem unikać odpowiedzi na to pytanie.
                to ją rozgniewało. Rozrzuciła wokół sztućce
                i krzyczał na mnie, że nie jestem mężczyzną. Tej
                nocy nie rozmawialiśmy już ze sobą. Płakała
                przez całą noc. Wiedziałem, że
                chce się dowiedzieć, co się stało z naszym małżeństwem, ale nie mogłem dać jej zadowalającej odpowiedzi: I
                zakochałem się w Jane. Mojej żony już nie kocham.

                Z głębokim poczuciem winy, przygotowałem
                Kontrakt małżeński, w którym zaoferowałem jej nasz dom, samochód, i
                30% naszej firmy. Przeglądnęła go
                krótko, a następnie podarła go. Kobieta, z
                którą spędziłem dziesięć lat mojego życia,
                była mi obca. Było mi przykro, za jej czas i energię, które zmarnowała ze mną, ale
                nie mogłem wrócić, zbyt mocno kochałem Jane.
                Wreszcie wybuchnęła głośno na moich oczach
                łzami, takiej reakcj się spodziewałem.
                Te łzy dały mi jakoś poczuce ulgi.
                Przez dłuższy czas myślałem nad rozwodem, miałem obsesję na punkcie tej myśli.
                Teraz to uczucie jest jeszcze silniejsze
                i byłem pewien, że jest to dobra decyzja.

                Następnego dnia wróciłem do domu późno i zobaczyłem ją
                siedzą przy stole coś piszącą. Byłem bardzo zmęczony tego
                wieczoru, więc poszedłem bez kolacji prosto do łóżka. Wiele godzin spędzonych z Jane mnie wyczerpały.
                Obudziłem się i zobaczyłem, krótko
                że nadal siedzi przy biurku i pisze. To nie miało dla mnie znaczenia, więc odwróciłem się i natychmiast zasnąłem.

                Rano dała mi swoje wymagania odnośnie
                rozwódu: nie wymaga niczego,
                jednak chce byśmy przez miesiąc żyli normalnie i udawali że nic się nie stało, zanim ogłosimy rozwód.
                Powód był prosty: Nasz syn pisze za miesiąc
                prace klasowe i nie chce go z naszym
                zepsutym małżeństwem obciążać.

                To mogłem zaakceptować. Ale poszła dalej:
                Chciała, żebym sobie przypomniał, jak
                w dniu naszego ślubu na rękach niosłem ją przez próg.
                Chciała żebym codziennie z naszej sypialni do drzwi
                wyjściowych nosił ją na rękach przez miesiąc.
                Myślałem, że ona całkowicie oszalała.Lecz by nasze ostatnie dzień, były przyjemne
                jak tylko było to możliwe, zgodziłem się.

                Później powiedziałem Jane o warunkach
                mojej żony. Roześmiała się głośno i
                powiedziała, że to absurd. "Nie ważne co ona za sztuczki
                zastosuje, musi zaakceptować rozwód, powiedziała "
                i szydziła.

                Po tym jak powiedziałem żonie, że
                chce się rozwieść, nie mieliśmy
                więcej kontaktu ciała. Więc nic dziwnego, że
                w pierwszy dzień nieznane uczucie było, kiedy
                niosłem ją na rękach. Nasz syn stał za nami i
                oklaskiwał. "Tato trzyma mamę w rękach," radował się. Jego słowa mnie zraniły.
                Od sypialni do drzwi salonu - Poszedłem
                10 metrów z nią w moich ramionach. Powoli zamknęła
                oczy i szepnęła do mnie: "Proszę nie mów naszemu
                Synkowi o naszym rozwodzie. " skinąłem głową i
                przygnębiające uczucie mnie napadło. Umieściłem ją w przedniej części drzwi. Poszła na
                przystanek autobusowy w celu oczekiwania na autobus do pracy.
                Jechałem sam do mojego biura.

                Na drugi dzień wszystko przyszło o wiele łatwiej. Pochyliła
                głowę na mojej piersi. Czułem
                zapach jej bluzki. Uświadomiłem sobie, że przez długi czas
                nie dostrzegałem jej.
                Uświadomiłem sobie, że nie jest już tak młoda, jak
                była na naszym ślubie. Widziałem małe zmarszczki na jej twarzy, a także pierwsze małe szare
                Włosy. Nasze małżeństwo nie przeszło na niej bez szwanku.
                Przez chwilę, zadałem sobie pytanie, co za krzywdę jej wyrządziłem.

                Kiedy w czwartym dniu wziąłem ją na ręce, zauważyłem,
                że poczucie swojskości powstało ponownie.
                To była kobieta, która mi dziesięć lat życia poświęciła.

                Piątego dnia zauważyłem, że zaufanie wzrasta.
                Nie powiedziałem Jane o tym. Z dnia na dzień, łatwiej było
                mi ją nosić. Może mnie codziennie ćwiczenie zrobiło silniejszym.

                Pewnego ranka, widziałem ją, jak myślała,
                w co się ubrać. Przymierzyła kilka stroi, ale nie mogła się zdecydować.
                Potem powiedziała z westchnieniem: "Wszystkie
                Ubrania są coraz większe. "Nagle
                Zdałem sobie sprawę, że ona znacznie schudła.
                Więc to był powód, że noszenie jej stało się łatwiejsze!

                Nagle uderzyło mnie jak cios: Miała tak
                wiele bólu i goryczy w swoim sercu!
                Podświadomie pogłaskałem ją po głowie.

                W tej chwili nasz syn i powiedział:
                "Tato, to już czas, trzeba mamę z pokoju
                przenieść ". było ważną częścią jego życia,
                aby zobaczyć, jak tato mamę niesie na rękach z pokoju.
                Moja żona powiedziała do naszego syna, żeby bliżej podszedł.
                Gdy to zrobił, wzięła go w ramiona. Odwróciłem głowę, ponieważ obawiam się
                zmienić zdanie w ostatniej chwili.

                Wziąłem ją w ramiona i zaniosłem z sypialni przez salon do korytarzu.
                Jej ręka opadała na mojej szyi lekko. Trzymałem ją mocno w ramionach.
                To było jak w dniu naszego ślubu.

                Martwiłam się, bo waży mniej i mniej.
                Gdy miałem ją w ostatnim dniu w ramionach prawie nie mogłem się ruszyć.
                Nasz syn był już w szkole. Trzymałem ją i powiedziałem jej, że
                zauważyłem, że w naszym życiu brakowało intymności.
                Pojechałem do mojego biura i wyskoczyłem z samochodu nie zamykając go
                - na to było brak czasu. Bałem się, że z każdym opóźnieniem mogę zmienić decyzję.
                Pobiegłem po schodach.
                Kiedy podszedłem, Jane otworzyła drzwi. "Przepraszam, ale nie chcę się już rozwodzić"
                Powiedziałem.

                Spojrzała na mnie zaskoczona i dotknęła mojego czoła.
                "Czy masz gorączkę?" zapytała. Wziąłem jej rękę z mojego czoła i powiedziałem:
                "Przykro mi, Jane, nie będę się rozwodzić.
                Nasze życie małżeńskie było pewnie dlatego tak monotonne, bo
                ona i ja nie docenialiśmy się, a nie dlatego, że nie kochamy się!
                Dopiero teraz zdaję sobie sprawę, kiedy na naszym ślubie
                prowadziłem ją przez próg, ślubowałem jej lojalność i wierność
                dopóki śmierć nas nie rozłączy ".
                Jane wydawała się nagle obudzić. Uderzyła mnie w twarz, trzasnęła drzwiami i wybuchnęła płaczem. Pobiegłem na dół i do kwiaciarni, która była na mojej drodze.
                Tam zamówiłem bukiet dla mojej żony.
                Ekspedientka zapytała mnie, co
                napisać na kartce. Uśmiechnąłem się i napisałem, że
                Każdego ranka będę nosić ją przez próg, dopóki śmierć nas nie rozłączy.

                Kiedy przyjechałem po południu do domu, miałem uśmiech na ustach i bukiet
                kwiatów w dłoni. Pobiegłem po schodach,
                moja żona była w łóżku - moja żona nie żyje.
                Walczyła miesiące z rakiem a ja byłem
                zbyt zajęty z Jane na ogół żeby coś sobie uświadomić.
                Wiedziała, że wkrótce umrze
                i chciała mnie uratować od:
                Negatywnego uczucia naszego syna do mnie.
                Przynajmniej w oczach mojego syna, pozostanę kochającym mężem.

                To te drobne gesty w związku, tak naprawdę mają największe znaczenie.
                To nie dwór, samochód lub
                Góry pieniędzy. Te rzeczy mogą rzeczywiście życie
                wzbogacić, ale nigdy nie są źródłem
                Szczęścia.

                Więc masz trochę czasu by zrobić to dla partnerstwa.
                To te małe akcenty dbają o bezpieczeństwo i poczucie bliskości.

                Żyć w szczęśliwym związku!
                • south_wind Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 10:33
                  Piękny tekst szkoda że życie nie jest takie piękne. Jak pisałem mam zamiar dbać o związek i to robię ale już nie da rady wrócić do zakochania, fascynacji sobą. Wiem że trzeba dbać o tą miłość która zostaje ale człowiek tęskni za uczuciem które uleciało, za rozmową z uśmiechem na ustach, wzajemnym oczarowaniem itd.
                  • facet699 Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 10:49
                    ale to wszystko przecież było. Dalej jesteście tymi samymi ludźmi, jedynie znacie się lepiej i dłużej i macie wciąż siebie. Dobrze, że chcesz dbać o ten związek, to znaczy że nie jest jeszcze źle. No i wracając do ulatających chwil, tęsknimy za sprawami, które już minęły. Mamy piękne wspomnienia z dzieciństwa, młodości, nasze sukcesy i chwile kiedy życie było piękne. Do większości nie ma już powrotu, im starsi jesteśmy tym takich wspomnień jest więcej. Myślę, że to się składa na nasze życie, by na końcu mieć do czego wrócić z poczuciem, że dobrze przeżyliśmy nasze życie.
              • marisella Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 10:12
                south_wind napisał(a):

                > Wiadomo ze po jakimś czasie romantyzm znika, wydaje sie ze nie m
                > asz o czym rozmawiać z druga strona bo juz wszystko o sobie wiecie i nic nie im
                > ponuje. Jest to strasznie przykre ale pozostaje przyjaźń, miłość jak do członka
                > rodziny, wspieranie siebie nawzajem, przywiązanie i wspólna przeszłość.

                Przykre? o_O
                • south_wind Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 10:20
                  Jak nie ma romantyzmu w związku i nie ma o czym ze sobą rozmawiać to jest wesołe? Do mnie to przykre ale może inni nie oczekują nic więcej od związku jak tylko seksu.
                  • facet699 Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 10:34
                    czy jest już jest za późno? Zanim spalicie za sobą ostatnie mosty a jedynym uczuciem zostanie niechęć i wrogość może warto się nad tym zastanowić? Zrobić coś innego niż zawsze, może szalonego, zaskakującego. U tej części forumków, którzy byli w związkach też się to zapewne tak zaczynało, kończył się romantyzm i zaczynało oddalanie. Na romantyzmie można jechać jakiś czas, potem wypracować inny mechanizm łączący związek. Nie wszystkim było dane zastanowić się nad tym w trakcie aż juz było za późno. Czy już u ciebie jest za późno?
                  • czarny.onyks Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 10:38
                    south_wind napisał(a):

                    > Wiadomo ze po jakimś czasie romantyzm znika, wydaje sie ze nie m
                    > asz o czym rozmawiać z druga strona bo juz wszystko o sobie wiecie i nic nie im
                    > ponuje. Jest to strasznie przykre ale pozostaje przyjaźń, miłość jak do członka
                    > rodziny, wspieranie siebie nawzajem, przywiązanie i wspólna przeszłość.


                    smutne cholernie....a równocześnie zastanawiam się, czego oczekiwałeś??
                    trudno oczekiwać fajerwerków cały czas...a te rzeczy, które dla Ciebie są wadą, mnie się wydają być zaletą...
                    ....przyjaźń, wspieranie, i znajomość siebie i partnera...a i miłość będzie się zmieniać....
                    skoro nic Ci nie imponuje w kobiecie, to po co się z nią wiązałeś?
                    i po co trwac dalej w czymś, co nie daje szczęścia....

                    a może warto porozmawiać szczerze z partnerką?
                    • czarny.onyks Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 10:40
                      i czemu zakładasz, że zona stanie się wredna???

                      a nie Ty np. wink
                    • south_wind Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 10:50
                      > ....przyjaźń, wspieranie, i znajomość siebie i partnera
                      A gdzie ja napisałem że to wada? To właśnie to co trzyma mnie w związku.

                      > skoro nic Ci nie imponuje w kobiecie, to po co się z nią wiązałeś?
                      Bo mi wiele imponowało ale z czasem wszystko powszednieje i tak jest też w drugą stronę już nie jestem dla niej taki super.

                      > a może warto porozmawiać szczerze z partnerką?
                      To żeś mnie rozbawiłasmile
                      • gwen75 Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 10:52
                        Może to jest kwestia Twojego charakteru i każdą, nawet najfajniejszą kobietą byś się w końcu znudził? wink
                        • south_wind Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 11:20
                          Może coś w tym jestsmile miedzy innymi dlatego nie szukam innej kobiety bo swim ze tez w końcu mi się znudzi. Wiem teraz że takie osobniki jak ja nie powinny brać ślubu ale ślub był, wiec zgodnie z nim trzeba żyć.
                          • czarny.onyks Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 11:25
                            wiesz co...marudzisz...wiele osób zamieniłoby się z Tobą...

                            a przede wszystkim nie doceniasz tego, co masz...

                            żal mi Twojej partnerki...gdy po latach nawet rozmawiać nie potraficie ze sobą..a zostało tylko przywiązanie i znudzenie sobą...
                            • south_wind Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 11:42
                              A gdzie ja napisałem że nie doceniam tego co mam? Cały czas piszę ze nie mam zamiaru rozstawać sie albo zdradzać tylko dlatego że brakuje mi romantycznej miłości.

                              Nie uważam tez ze człowiek ma sie cieszyć tylko dlatego ze inni mają gorzej.

                              Też mi żal partnerki i siebie, bo taka sama sytuacja jest z jednej i drugiej strony. Może po prostu przechodzimy etap w ktorym trzeba sie przestawić na monotonię w życiu i trudno nam to przychodzi.
                              • maruda2 Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 11:48
                                south_wind napisał(a):


                                > Też mi żal partnerki i siebie, bo taka sama sytuacja jest z jednej i drugiej st
                                > rony. Może po prostu przechodzimy etap w ktorym trzeba sie przestawić na monoto
                                > nię w życiu i trudno nam to przychodzi.

                                Aż zapytam w takim razie - ile lat po ślubie jesteście ?
                                • south_wind Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 13:14
                                  7 latek mija niedługo
                              • czarny.onyks Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 11:52
                                a ja Ci mówię doceń to co posiadasz...

                                to, że w pewnym momencie pojawia się rutyna nie dziwi mnie...całe życie fajerwerków nie będzie...


                                a tak z ciekawości...kiedy kupiłeś zonie kwiaty..ot tak bez okazji...podarowałeś coś, co lubi.....
                                zrobiliście coś zwariowanego...romantycznego?
                                szukasz uniesień to może trochę wysiłku włóż....
                                • south_wind Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 13:06
                                  Mogę Cie zapewnić że staram sie w ten sposób ale jak to nic nie daje to czujesz tylko większe rozczarowanie. Życie zabija romantyzm, rutyna, nuda to to przed czym ostrzegają starzy i przed czym jak widac nie da sie uciec. Chyba trzeba nauczyć sie z tym żyć po prostu.
                      • czarny.onyks Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 11:00
                        może nie wada....ale odebrałam, że to takie nic...a to tak dużo....

                        naprawdę wierzysz w miłość, która trwa lata i jest ciągle taka sama jak na początku?
                        przecież ludzie sie zmieniają....
                        a jeśli odpuszczają i nie pracują nad sobą, i związkiem...to potem jest jak jest....


                        ubawić poniedziałkowy ranek? to chyba dobrzebig_grin
                        ..jak żeś se taką harpie wybrał to teraz cierptongue_out
                        • south_wind Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 11:25
                          Jak człowiek zakochany to nie potrafi sobie wyobrazić nawet sytuacji ze nudzi sie w związku z wybranką. Serce wygrywa z rozumem.

                          A żoną nie harpia, piękna, seks doskonały a jedyne co mi przeszkadza to że znikły uczucia które tak lubię i nie ma o czym gadać.
                          • kama265 Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 11:42
                            to może zacznij od siebie ... smile
                          • czarny.onyks Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 11:42
                            wiesz...współczuję Ci.....

                            seks jest cholernie ważny..ale jeśli za tym nie idą inne rzeczy...wspólne rozmowy, zrozumienie, zaufanie..itd.....a pojawia się nuda i zniechęcenie.......to bez sensu to ciągnąć...........

                            ale Twoje życie, Twój wybór....i róbta co chceta......
                      • maruda2 Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 11:13
                        south_wind napisał(a):


                        >
                        > > a może warto porozmawiać szczerze z partnerką?
                        > To żeś mnie rozbawiłasmile

                        A próbowałeś ?
                        • south_wind Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 11:30
                          Po co niszczyć związek rozmową która nic nie zmieni. Z żoną nie można rozmawiać o swoich rozterkach bo kobiety nie potrafią zapanować nad emocjami i jest zero konstruktywnej rozmowy. Każdy facet ci to powie. Kobiety lubią się oszukiwać, że chcą o tym usłyszeć i że będą w stanie porozmawiać.
                          • margott70 Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 11:34
                            south_wind napisał(a):

                            kobiety nie potrafią zapanować nad emocjami i jest zero
                            > konstruktywnej rozmowy.
                            Bredzisz
                          • kama265 Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 11:35
                            aha, no to pewnie, skoro wiesz lepiej ...
                            zdziwiłoby mnie, jakbyś tak napisał o swojej żonie, no ale ją znasz, znasz jej reakcje, to pomyślałabym sobie - ok ...
                            Ale że rozciągasz to na wszystkie kobiety na całym świecie, to już jest niebywałe wink. Otóż znam wiele kobiet, które potrafią zapanować nad emocjami i konstruktywnie rozmawiać, i nawet dojść do konkluzji w trakcie rozmowy. I wielu facetów, którzy potrafią tylko ględzić na boku, jak to im źle w małżeństwie i jaka to martyrologia, bo trwają i nic z tym nie robią, bo to wymagałoby wysiłku i odwagi - a to są lenie i tchórze. lepiej siedzieć na tyłku i gnuśnieć.
                            I co?
                            • margott70 Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 11:37
                              A Ty tak od razu bez owijania w bawełnę. A może to wierność przysiędze i takie tamwink
                              • kama265 Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 11:40
                                no bo wiesz, Margot - jestem kobietą i nie panuję nad swoimi emocjami i nie potrafię konstruktywnie rozmawiać wink pewnie mam permanentnego PMSa wink
                            • south_wind Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 11:44
                              I tylko potwierdziłaś moją wypowiedźsmile
                              • kama265 Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 11:53
                                pewnie, jak ktoś podchodzi z gotową tezą, to wszystko będzie ją potwierdzać. Przecież tak na to patrzysz, że widzisz tylko, że niedasię wink
                                Nie wiem, czy zrozumiałeś z mojej wypowiedzi, że uważam, że Twoja teza jest nieprawdziwa. Można znaleźć przykłady ją obalające a także przykłady ją potwierdzające. Ale jak się patrzy tylko na te potwierdzające i zamyka oczy na całą resztę, to nie widzi się całego obrazu. Ludzie są różni, kobiety też. I należy dążyć do porozumienia.
                                Napisałeś wcześniej, że starasz się dbać o związek - jak to robisz, skoro ze sobą nie rozmawiacie?
                                • maruda2 Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 12:27
                                  kama265 napisała:

                                  >
                                  > Napisałeś wcześniej, że starasz się dbać o związek - jak to robisz, skoro ze so
                                  > bą nie rozmawiacie?

                                  Parę niewygodnych pytań i pan nam zniknął ....
                                  • czarny.onyks Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 12:38
                                    my to odstraszymy wszystkich big_grin big_grin
                                    • maruda2 Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 12:43
                                      mnie to nie cieszy i zupełnie nie miałam zamiaru odstraszać
                                  • south_wind Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 12:56
                                    Ne pisałem ze nie rozmawiamy. Jak sie z kimś żyje to rozmawiasz o codziennych sprawach ale nic w tym ciekawego, to juz nie rozmowa która cieszy to rozmowa polegająca na przekazywaniu niezbędnych informacji aby dalej funkcjonować.
                                    • maruda2 Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 13:03
                                      I dlatego pytamy, czy próbowałeś to zmienić. Czy próbowałeś rozmawiać, ale nie w sensie przekazywania niezbędnych informacji, ani nawet rozkminiania problemów w związku. Ale podjęcia próby znalezienia nowego tematu,czy też podjęcia na nowo tematu, który by was oboje zainspirował.
                                      • south_wind Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 13:07
                                        Jakiś przykład?
                                        • maruda2 Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 13:29
                                          Ja mam Ci podrzucić temat? Nie żartuj. Twierdzisz, że brakuje Ci rozmowy, a jednocześnie nie wiesz o czy rozmawiać z żoną ?
                                          • south_wind Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 15:44
                                            A czy ja napisałem że nie wiem? pytam Ciebie, jaki temat byłby ciekawy dla ciebie, o czym byś z mężem porozmawiała?
                                        • kama265 Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 13:46
                                          zależy, co Ciebie interesuje, na jaki temat lubisz rozmawiać, na jaki temat masz coś ciekawego, fascynującego to powiedzenia ...
                                          • south_wind Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 15:47
                                            Interesuje się fizyką, programowaniem, polityką globalną, biochemią i religią. Nic z tych rzeczy nie interesuje zbytnio żony a to co ją mogło interesować już jej powiedziałem.
                                            • maruda2 Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 16:02
                                              Nie rozumiem... o czym w takim razie rozmawialiście przed ślubem ? A jeśli nie mieliście wspólnych tematów, to dopiero teraz oczekujesz inspirującej rozmowy ? No bo nie uwierzę, że nagle żona Ci zgłupiała. A może być jeszcze i tak, że to Ona sama musi ogarnąć całą codzienność, w sensie zakupy, dzieci, sprzątanie i co tam jeszcze i po prostu nie ma już czasu prowadzić takich rozmów. Podczas, gdy Ciebie tylko takie górnolotne sprawy interesują.
                                            • kama265 Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 16:11
                                              o - a ta biochemia to tak cała Cię interesuje, czy konkretnie jakieś zagadnienie? Albo fizyka?
                                              jakoś to zainteresowanie się objawia, realizujesz się w jakimś hobby?
                                • south_wind Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 12:50
                                  W języku potocznym mówiąc "mężczyźni" "kobiety" "ludzie" są tacy a tacy, mamy na myśli większość lub stereotypy. Ja mówiłem o większości bo wyjątki nie zaprzeczają regule.

                                  Jesli jesteś wyjątkiem, good for you, ale doświadczenia moje i wielu mężczyzn potwierdzają moją tezę. Rozmawiam z żoną o wszystkim ale nie o swoich słabościach i o tym co może ją zranić bo wiem że w rzeczywistości żony nie chcą tego słuchać. Jesli uważasz ze o wszystkim trzeba sobie mówi w małżeństwie to żyjesz w iluzji.
                                  • kama265 Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 13:52
                                    < Jesli uważasz ze o wszystkim trzeba sobie mówi w małżeństwie to żyjesz w iluzji. >
                                    nigdzie nie napisałam, że tak sądzę. Wręcz przeciwnie, uważam za niepotrzebne informowanie współmałżonka o rzeczach raniących w sytuacji, kiedy nie ma to znaczenia dla związku. Natomiast nie mówienie o rzeczach ISTOTNYCH dla związku - dla przyszłości i kiszenie tego w sobie / budowanie w sobie niechęci do tej drugiej strony, podczas, gdy ona nie ma pojęcia, że coś jest nie tak - uważam za brak należytej staranności i dbania o związek, a w krańcowym przypadku - za brak lojalności i uczciwości.
                                    Może zamiast zakładać, że wiesz, czego Twoja żona nie chce słuchać, po prostu to sprawdź. A jeśli sprawdziłeś - i faktycznie nie chce - to powiedz jej, że ok, wiesz, że nie lubi takich rozmów, ale to jest wasz wspólny problem i musicie się nad nim pochylić, zanim będzie za późno. Bardzo wiele rodzin rozpada się, bo zakładamy, że wiemy, co ktoś inny myśli, zamiast o to zapytać.
                                    • south_wind Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 15:52
                                      Wierz mi lub nie ale głupi nie jestem. Badam teren zanim na niego wejdę. Próbowałem zagadać na ten temat mówiąc delikatniejszą niepełną wersję tego co czuję i potem tydzień musiałem żonę uspokajać.
                                      Jak moja samotność zacznie zagrażać związkowi to może przyjdzie czas na poważną rozmowę, a na razie jak już pisałem nie myślę o rozstaniu i zdradzie.
                  • margott70 Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 11:13
                    south_wind napisał(a):

                    > Jak nie ma romantyzmu w związku i nie ma o czym ze sobą rozmawiać to jest wesoł
                    > e? Do mnie to przykre ale może inni nie oczekują nic więcej od związku jak tylk
                    > o seksu.
                    Ale jacy inni? Naprawdę myślisz,że ktokolwiek brałby ślub dla samego seksu?
                    • south_wind Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 11:31
                      Naprawdę myślisz ze takich nie ma co ich pcha tylko popęd płciowy do kobierca.
                      • margott70 Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 11:35
                        Zaprawdę myślę,że niewielu. I bez kobierca da się to załatwić.
                      • kama265 Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 11:36
                        żeby się seksić nie trzeba brać ślubu. wręcz można mieć więcej seksu bez ślubu. To nie te czasy już
              • mayenna Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 10:43
                Piszesz to z doświadczenia, czy tylko teorii?
                Bo jeśli iskrzenie oznacza silny pociąg do drugiej osoby, taki na poziomie biologicznym, to raczej sie to nie zmienia ani z czasem, ani z wiekiem. Może łatwiej nad tym panować tylko.
                • margott70 Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 11:16
                  A tu Majenko trochę zbyt idealistycznie. Nie ma bata, czas ma silny wpływ negatywny za pociąg ( długi czas oczywiście). Z tego to powodu budowanie na samym pożądaniu to budowanie na piasku.
                  • kama265 Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 11:38
                    nie tylko czas ma wpływ na pociąg, ale też różne poboczne historie. bezpieczeństwo socjalne. komfort życia. stresy różne. itd.
    • mayenna Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 07:59
      Dla mnie ważne są moje emocje. Nie mam żadnych założeń ani wymagań, co najwyżej jakieś postulaty, ale nie sa one tak ścisłe by wykluczać.
      Jesli druga strona tez ma emocje to przeważnie sprawdzam co z nich wyniknie. Mnie się jednak rzadko zdarza coś więcej poczuć niż nić sympatii
    • czarny.onyks Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 11:44
      swoją drogą dobrym rydzem bym nie pogardziła wink
      • hashimotka88 Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 12:06
        Ostatnio troche ich widzialam. W lapie nie trzymalam ale na stole lezaly. Kuzynek przywiozl z innych lasow. Podzielil sie z nami bo mialbich tak duzo. Ech. widzialam ze mama je gotowala. No ale one pysznesa smazone. Pamietam za dzieciaka. U mnie w okolicach rydza nigdy nie znalalzlam..

        Hmmm tak w ogole to z rydza mleczko wycieka wink tak mi sie cos kojarzy suspicious choc dawno nie mialam z nim stycznosci.
        Kurde. Czemu ja tego rydza do lapy nie wzielam. Nie poprzygladalam sie mu. Wiem. Spieszylam sie wtedy. A potem juz zobaczylam ugotowanego. Juz bylo po frytkach. A raczej po rydzach wink

        ale Ty Onyksia.... Chyba nie o takim rydzu ^^ nie o mleczaju.
        • czarny.onyks Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 12:39
          suspicious właśnie o takim rydzu suspicious


          na grzyba mam smakwink
          głodna tez bywam smile
          • hashimotka88 Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 12:54
            A to w takim.razie przepraszam. Czyli jednak o rydzu mleczaju rozmawiamy wink
            Jadalas.rydze..w jakiej postaci suspicious
            Czy tak ogolnie masz na nie smaka
            • kama265 Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 13:53
              ja jadłam smażone / grillowane. I powiem Wam - pyyyyychaaaa big_grin
          • fripoo Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 16:09
            Onyks ciągle Vaclawa poszukujeszbig_grin
    • robert.83 Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 11:45
      Jedna opcja to poszukiwanie "tego czegoś" i zdanie się na magię, przeznaczenie, bliźniaczość dusz i podświadomą świadomośćsmile, że TA to TA a TEN to TEN.

      Druga opcja to to, co Agla określiła tak: "nikt nie pragnie ideału, a TYLKO zbioru pewnych pożądanych cech". Czyli mamy tu bardziej racjonalne podejście do tematu - staramy się poznać swoje własne potrzeby i świadomie je komunikować (sobie i innym).

      Trzecia opcja to "obniżanie poprzeczki", czyli - jak rozumiem - sytuacja, w której obiekt westchnień nie posiada pełnego zestawu cech oczekiwanych i modyfikujesz oczekiwania.

      Przejściu między tymi "opcjami", czy też bardziej progami, towarzyszą z tego co widzę ogromne rozterki. Nie jest to łatwe.



      A w ostatecznym rozrachunku myślę, że wielka miłość może przeminąć, priorytety mogą się zmieniać o 180 stopni, wygląd, charakter i inne cechy też.
      I jestem coraz bardziej zdania, że TA osoba, ten WIEEEELKI wybór i cały wór rozterek i emocji, który temu towarzyszy... to tak naprawdę niczego nie zmienia. Często jest losowy. Bo jak inaczej nazwać decyzje pod wpływem paru randek, motylki w brzuchu bo ktoś się do nas uśmiechnął, obsesyjne myśli na temat osoby, z którą nawet nie mieszkaliśmy i której w 90% nie znamy?

      Myślę, że WAŻNE JEST TO CO DZIEJE SIĘ PÓŹNIEJ. Czyli kiedy już z kimś jesteśmy.
      Czy się do siebie zbliżamy czy oddalamy? Czy się chcemy poznać i dać poznać? Co chcemy wzajemnie sobie dać? Jak się traktujemy? Czy towarzyszy temu poczucie "MY", szacunek, troska, ciekawość? Czy ten proces poznawczy i ta osoba nas w jakiś sposób fascynują?

      Chodzi mi o myślenie takie jakie rodzic ma o dziecku. Czy to dziecko jest obiektywnie wyjątkowe? NIE (co? wszystkie są obiektywnie wyjątkowe? to byłoby strasznie standardowesmile). To dziecko jest wyjątkowe dlatego, że jest Twoje. Jest Twoje na zawsze i nic tego nie zmieni.
      I tak samo radzę podchodzić do partnerów wszędzie poza patologiami.

      Ktoś nam wmówił ostatnio, że całe życie (w tym dobór partnera) trzeba optymalizować. Ta osoba ma być "naj", bo inaczej koleżanki się będą śmiały.
      Wpadliśmy z jednej skrajności w drugą - tam gdzie kiedyś po wiejsku ludzie się dobierali bez głębszych refleksji, tam teraz jest ultra-refleksja, przeintelektualizowanie, za dużo analiz, za dużo rachunków zysków i strat. A złoty środek jest - jak często - gdzieś pośrodku.
      • margott70 Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 11:54
        robert.83 napisał:

        >
        > Chodzi mi o myślenie takie jakie rodzic ma o dziecku. Czy to dziecko jest obiek
        > tywnie wyjątkowe? NIE (co? wszystkie są obiektywnie wyjątkowe? to byłoby strasz
        > nie standardowesmile). To dziecko jest wyjątkowe dlatego, że jest Twoje. Jest Twoj
        > e na zawsze i nic tego nie zmieni.
        Tak wtrącę dygresję. Kiedyś widziałam taki post "jak poznać czy dziecko jest genialne?" i...600 odpowiedziwink
      • silencjariusz Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 16:49
        "po wiejsku ludzie się dobierali bez głębszych refleksji"

        Po wiejsku z sensie, że niezbyt roztropnie? Czy po wiejsku w sensie, że ten dobór jest (był?) charakterystyczny wyłącznie dla mieszkańców wsi?
        • maruda2 Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 17:10
          Chyba w sensie, że kiedy doszli do wniosku, że im ze sobą dobrze, to się pobierali. Bez kombinowania, co będzie za 5 lat, gdy im się odmieni.
          • silencjariusz Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 17:15
            No nie wiem czy o to chodziło...
            • maruda2 Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 17:19
              Szczerze mówiąc, to ja też nie wiem, bo nie przeczytałam oryginalnego posta, a tylko Twój. Ale ja bym tak to interpretowała.
              • silencjariusz Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 17:47
                Ale jak to tak? Interpretować bez zapoznania się z wpisem Roberta?winktongue_out
                • maruda2 Re: Lepszy rydz niz nic? 06.10.14, 22:51
                  Nawet nie byłam świadoma, że to jego wpis. Może to i lepiej, bo jak pewnie dało się to zauważyć, ja z Robertem zazwyczaj się nie zgadzam i polemizuje tongue_out
                  • silencjariusz Re: Lepszy rydz niz nic? 07.10.14, 16:16
                    W każdym razie to bardzo miłe, że Maruda woli czytać mnie a nie Roberta.tongue_outwink
                    • maruda2 Re: Lepszy rydz niz nic? 07.10.14, 23:13
                      smile
Pełna wersja