akasha02
07.09.21, 04:27
jakąś taką chociaż minimalną radość z życia? Denerwują mnie ludzie, ich sposób bycia, myślenia, tego, że każdy mówi bądź jaka chcesz, rób co chcesz (ale tak naprawdę to kłamią - jestem fajna, gdy robię, mówię, zachowuje się zgodnie z ich standardami). I zaczynam być taka sama... A moze też taka zawsze byłam?... Ponoć dwa takie same "charaktery" nie mogą się nawzajem znieść.
Moje dziecko to dobro narodowe - każdy wie, jak powinno być wychowywane, a nikt nie zostanie z nim nawet na godzinę i nie skonfrontuje swoje mądrości z rzeczywistością.
Wszystko idzie jak po grudzie. Codziennie coś niemiłego. Ostatnio już z bezsilności popłakałam się, bo zgubiłam podnóżek od fotelika rowerowego. Całą trasę z powrotem metr po metrze przejechalam i nie było go... Komu to było potrzebne, że podniósł (i zabrał?).
Znajoma stwierdziła, że tylko narzekam...... No ba. Trochę odechcialo mi sie z nia konwersować. Jak jest mi zle, to mam udawac, ze tak nie jest. Dzis sama przeslala mi zdjęcie jak to ciezko bylo jej pchac wózek z dzieckiem, zakupami i psem... Jak za dzien, dwa pochwali sie czyms podobnym, to juz moge pisac, ze sama tez tylko narzeka? Zwierzylam sie jej z paru spraw i jak zwykle żałuję. Tajemnice.
O tak, powinnam wszystko dusić w sobie i zostawiać dla siebie, jak ludzie wokół mnie. Wszystko jest tajemnicą, nic się o nich i od nich nie dowiesz, za to o mnie chcieliby wiedzieć wszystko. I tak oto przestałam chodzić do szwagrostwa. Rozmowyvz domownikami są o pogodzie.
Nawet myśl o powrocie w rodzinne strony napawa mnie strachem...