wers-alik
21.01.09, 17:08
Zastanawiam się skąd w Tobie tyle piekła, Finko. Przecież jesteś może
podobna do Finek, które nie są masowo piękne, ale łatwo się uśmiechają, są życzliwe dla przyrody, dla otoczenia, dla ludzi...
Zabiorę Cię w podróż - nie, nie do dżungli, która też jest piękna dla tych, którzy potrafią to dostrzec. Proponuję miejsca, które znam.
Będę Twoim cicerone. Zacznijmy od wschodu: Hagia Sofia w Istambule.
Jeden z cudownych zabytków stworzonych dla uciechy oka. Będę telegraficznie, bo nie bardzo lubię pisać. Zajrzyjmy do Aten, na Akropol. Ciekawostką jest to, że codziennie dowożą tam wiele ciężarówek kamieni, które znikają w kieszeniach zwiedzających. Potem
przejedziemy się ateńskimi ulicami, porośniętymi drzewami pomarańczowymi, z owocami których nikt nie próbuje. Na obiad nie będziemy jeść souvlaki (pysznego szaszłyka) lecz olbrzymie oliwki z beczki, zakąszając jogurtem tak gęstym, że można go jeść tylko łyżeczką. Wspaniały. Na deser winogrona. Potem zajrzymy do portu jachtowego. Ach, jakież tam jednostki! Może na któryś się załapiemy.
I odbędziemy wycieczkę po morzu? No dobrze: akropolis adieu i teraz
Italia! Zacznijmy od Capri i urzekającej Lazurowej Groty. Tego nie obiecuję Ci na 100%, bo przy burzliwym morzu - niedostępna. Możnaby
głową uderzyć w spojenie tunelu, którym tam się przepływa na łódkach.
Następnie Neapol - szczury jak króliki, po kolana śmieci (jak prawie
wszędzie na południu Włoch) ale jest trochę wartych uwagi zabytków.
Potem na północ, do Toskanii, do Rzymu. Po drodze co miasto, to pęłno
perełek. Pokażę Ci. O Rzymie Polacy mawiają: o k... jakie kościoły, o Boże jakie k... W Bazylice (dla mnie) niedościgła rzeźba PIETA. Za szybą tuż po prawej od wejścia. Zakaz fotografowania z fleszem! Na podłodze mosiężne linie z napisem: tu koćzyłaby się jakaś-tam świątynia. Dla mnie przejaw megalomanii. Nie podołam innym opisom.
Wpadnijmy do Wenecji. Canale Grande (nad nim Most Westchnień), Plac
św. Marka z katedrą z wieżą, na którą można się wspinać. Zostawmy gondole, zróbmy sobie przejażdżkę wodnym tramwajem. Taką okrężną trasą z Canale do portu i powrót z drugiej strony. Zmęczona? Glodna?
To zajrzymy do knajpki, gdzie oprócz pasty, czyli makaronu podają frutti di mare. W stu postaciach. Uwielbiam. U nas niedostępne takie
smaki, bo mrożone, to już nie TO. Wsiadamy do ekspresowego pociągu i
następny przystanek Paryż. Zanim poraz pierwszy dotarłem do tego miasta nasłuchałem się: Paryż, ach! Myślałem sobie, no dobrze może i ładne miasto, ale żeby achać? I po przybyciu byłem porażająco wstrząśnięty. Tego nie da się opisać! I to nie tylko kabarety jak Moulin Rouge, czy inne bez liku. Zaprowadzę Cię do Grobowca Napoleona
a potem do chińskiej knajpki na zupę z gniazd jaskółczych. Dla wzmocnienia sił, bo tyle tam jeszcze... Pójdziemy potem na herbatę do
Cafe de la Paix. Na spacer brzegiem Sekwany, w śród niezliczonych bukinistów. Przejażdżkę statkiem; na Montmartre, gdzie błyskawicznie
sportretuje Cię jeden z ciżby artystów. Chwilowo dość. Bo jż poczułem
się zmęczony pisaniem. Jeśli wyrazisz taką wolę, to cdn.