onsen
14.07.04, 17:45
Zaczynam nowy watek zeby nie ciagnac tamtego wykrzyknika.
Na meczu bejsbola bylem i zdziwilo mnie ze trwa tak dlugo- ok.3.5 godziny.
Wreszcie ktos mi (lopatologicznie) wylozyl reguly gry. Tokio (Giants) grali z
Yokohama (Bay Stars) i....przegrali. Giants to cos w rodzaju niegdysiejszej
Legii Warszawa-klub skupujacy najdrozszych zawodnikow w lidze (i z Hameryki),
pierwsze miejsce w tabeli, a Bay Stars to kopciuszek, miejsce ostatnie, choc
maja skladzie supergwiazde Sasakiego, powroconego wlasnie z USA po wystepach
w Seattle Marines.
Mimo ze sam jestem poniekad Tokijczykiem, moja sympatia poszla od razu w
strone Yokohamy ("sytuacje przegrane budza od razu moja sympatie"- Jerzy
Giedroyc). Zakupilem wiec na poczatku przyrzady do dopingu (cos w rodzaju
dwoch plastikowych butelek-stuka sie jedna o druga) o barwach Yokohamy i w
srodku meczu udalem sie "do pracy" w strefe ubranych na pomaranczowo
fanatykow Giantsow. Gdyby to bylo w Anglii a mooze i na jakims meczu ligowym
w Polsce pewno nie wyszedlbym bez przetraconej konczyny. Tu po prostu
patrzono na mnie jak na Gaijina-debila.
Publika bawi sie wzorowo. Moze troche zbyt schematycznie tylko. Osobiscie
szalalem, aczolwiek mialem w zylach zawartosc dwoch duzych piw browaru Kirin.
Sporo jest chyba amerykanskich zawodnikow w japonskiej lidze -wszystko drugi
garnitur, z drugi, MVP przed 2 laty i Matsui "Godzila" ex Giant teraz
N.York).
Kilkanascie lat temu ukazala sie ciekawa ksiazka, murzyna wystepujacego w
japonskiej lidze, ktory opisal feudalne stosunki panujace w japonskich
klubach.Pisal jak sam byl dyskryminowany, ale i tak za prawdziwe ofiary
japonskiego systemu (klub to taka mikro spolecznosc) uwaza samych
Japonczykow.
Krotko o "Chryzantemie..". Kiedys bylem tym wrecz zafascynowany. Dla tych co
nie czytali: Benedict wywodzi ze Japonczycy nie znaja moralnosci opartej na
uniwersalnych wartosciach (jak my na Zachodzie, np. chrzescijnstwo), a ich
etyka ma charakter sytuacyjny, sankcjonowany przez spoleczenstwo i pozycje
jaka jednostka w nim zajmuje. My jak zrobimy cos brzydkiego to odczuwamy
poczucie winy, mamy grzech, ktory mozna jednak odkupic (np.spowiedz),
Japonczyk zas jesli zrobi cos zlego, ale nikt o tym nie wie-nie odczuwa
dyskomfortu psychicznego (nie ma moralnosci nie ma wiec poczucia winy),
dopiero jak sie wyda-> "utrata twarzy", zaczyna sie problem i nierzadko
pozostaje tylko harakiri. Tyle teoria.
Moje zdanie? Nie wiem. Nie bawie sie w te rzeczy, uciekam wrecz od tego.
Pewnie jest w tym troche racji ale jeszcze wiecej uproszczen wynikajacych z
mechanistycznego podejscia do roznic miedzykulturowych czy nawet ludzkiej
natury, Poza tym jak na kraj pozbawiony morlanosci Japonia w roznych
statystykach "zla" wypada calkiem calkiem: najnizsza liczba rozbojow i
kradziezy na swiecie, tez chyba gwaltow i tym podobnych pieszczot.
tyle na dzis
o.
W Tokio na liczniku 28 stopni ciepla.