Dodaj do ulubionych

"Lost in Translation"

10.01.06, 00:00
Czy ktoś mi może powiedzieć co Wam się podoba w tym filmie? O ile się pdoba...
Obserwuj wątek
    • abgal Re: "Lost in Translation" 10.01.06, 01:16
      Według mnie jest to film o bardzo trudnej sprawie jaką jest zrozumienie między
      ludźmi oraz o tym, że wiekszość zadowala się powierzchownym odbiorem świata.
      Sceneria Japonii była tu chyba po prostu wygodna dla przedstawienia tego
      tematu.
    • menelkir Re: "Lost in Translation" 10.01.06, 01:38
      Wszystko.

      Poważnie. smile
    • chiara76 Re: "Lost in Translation" 10.01.06, 10:11
      Jak dla mnie, ten film mógł się z powodzeniem dziać w Paryżu, Koziej Wólce, czy
      Moskwie...
      Szczerze mówiąc, mimo, żem Japonomanka, to na ten aspekt chyba najmniej
      zwróciłam uwagę. Bardziej na sam film. Na to, jak się dział i o czym mówił.
      Lubię tego typu filmy (chociaż oceny ludzi były bardzo skrajne od zachwytów, po
      teksty , że zieje nudą).
      Dobry film pokazujący rozmijanie się oczekiwań, niemożność dogadania się ,
      wydawało by się, dwójki najbliższych sobie ludzi, i ucieczkę od takiego stanu,
      chęć wyzwolenia się ich z tego marazmu...Niby banalnie, bo niejeden film już o
      tym powstał, a jakoś ten mi się bardzo podobał. No i świetny, jak zawsze Bill
      Murray i bardzo ładnie wyglądająca Scarlett.
      A właściwie powinnam sobie idświeżyć ten film, ale mam tyle do obejrzenia
      takich , co nie oglądałam, że w najbliższym czasie się nie zapowiada na to.
      • mefs Re: "Lost in Translation" 10.01.06, 10:40
        hmmm... niby masz racje z tym, gdzie moglaby toczyc sie akcja, acz... do Koziej
        Wolki musialby przyjechac ktos z Dalekiego Wschodu, inaczej film nie roztaczalby
        wokol siebie tego czaru, ktory roztacza...

        Wiesz co bylo w tym filmie najciekawsze? To, ze nie bylo w nim facetow
        biegajacych z mieczami, walacych sie po 'pyskach', etc. a za to bylo bardzo
        zgrabnie nakreslone nie tylko dwoch cywilizacji, ale rowniez dwoch roznych
        swiatow w ramach jednej cywilizacji. Umieszczenie wszystkiego w Japonii
        potegowalo jedynie wrazenie oderwania od rzeczywistosci (nikt ciebie nie
        rozumie, nie wiesz co tu robisz). Czy nie mozna tego filmu potraktowac jako
        calkiem niezlego studium ludzkiej osobowosci?
        Ach... i jeszcze nie bylo happy endu! Co jak na film amerykanski jest czyms
        niewyobrazalnym smile
        • aree Re: "Lost in Translation" 10.01.06, 10:47
          mefs napisał:
          >Ach... i jeszcze nie bylo happy endu! Co jak na film amerykanski
          >jest czyms niewyobrazalnym smile

          Nie było??? Bardziej kiczowatego happy endu dawno nie widziałam, hm. No moze
          nie był happy ale na pewno end smile
          • chiara76 Aree , poniżej zadałam Ci pytanie... 10.01.06, 10:50
            jak się Tobie podobał? No bo jak na razie widzę, że się chyba raczej nie
            podobał?
            • mefs Re: Aree , poniżej zadałam Ci pytanie... 10.01.06, 12:39
              Droga Chiaro, nie bylo happy endu, bo nie zwiazali ze soba swych losow i nie
              zyli dlugo i szczesliwie (czyli nie bylo happy endu w rozumieniu amerykanskim).

              Czy mi sie podobal? Tak, jak najbardziej.
              Dlaczego? Wlasnie za nietuzinkowe pokazanie Japonii, zadnego yakuzy, zadnych
              mieczy, zadnych robotow, obcy swiat widziany oczyma wyalienowanych ludzi
              (wyalienowanych, bo pochodzacych z totalnie innej kultury). Swiat o tyle
              ciekawy, ze czesc z tych ludzi nie chce go nawet zauwazyc (malzonek rozpoznajacy
              na ulicy lubianych i nielubianych znajomych, byle nie zauwazyc innosci [w
              pozytywnym znaczeniu tgo slowa] tego swiata), czesc jest znudzonych swoim zyciem
              (aktor, ktorego nikt nie chce zaaranzowac w filmie, a dobrze platna praca jest
              ostatnia deska ratunku przy tak rozrzutnej malzonce), a czesc jest praktycznie
              zmuszona do zycia w samotnosci (jak sie wychodzilo za fotografa, to sie ma wink
              ...), albo te samotnosc wybralo (jazzwoman). Wlasciwie jest to film o roznych
              stadiach samotnosci podkreslony dodatkowo przez obce miasto, a Tokio tutaj
              sprawdzilo sie perfekcyjnie. Jest rzeczywiste i w sumie nie jest nawet obce,
              gdyz to wlasnie ludzie czynia je obcym sobie, na przekor zdrowemu rozsadkowi.
              Tokio oferuje o wiele wiecej niz Kacze Doly, Kozia Wolka, Nairobi czy Bangkok,
              tylko czy zapatrzeni we wlasna samotnosc ludzie chca to dostrzec? Nie, nie maja
              najmniejszego zamiaru...
              • chiara76 drogi Mefsie, to nie ja pisałam o happy endzie;) 10.01.06, 12:45
                więc nie do mnie wyjaśnieniawink
                • mefs Re: drogi Mefsie, to nie ja pisałam o happy endzi 10.01.06, 12:52
                  Faktycznie, bardzo przepraszam smile
                  Poprzedni moj post powinien sie zaczynac od "Droga Aree..." smile))

                  Swoja droga, to jeszcze jeden kamyczek, "Lost in Translations", podobnie jak
                  "Seven", podobalo mi sie i to bardzo (z tym, ze "Seven" ogladalem kilkukrotnie,
                  a "Lost..." tylko jeden raz). A teraz praca domowa - prosze napisac krotki essej
                  wyjasniajacy dlaczego i przeslac mi go mailem wink))
        • kaim2005 Re: "Lost in Translation" 10.01.06, 10:48
          Film jest rzeczywiscie czarowny. Szalenie mi sie podobal jeszcze w Polsce ale
          po przyjechaniu mozna odkryc kilka cudownych smaczkow o ktoych wczesniej nie
          mialem pojecia. Jakich? O nie: trzeba przyjechac i samemu je odkryc. Mam plytke
          ze soba (w Polsce byla jako wkladka do jednego z czasopism) i ogladam od czasu
          do czasu. To jeden z tych filmow ktore mozna ogladac z przyjemnoscia wiele
          razy... czego np. nie mozna powiedziec o skadinad swietnym "Tanczac w
          ciemnosciach". Pozdrowienia dla wielbicieli Murraya...
    • chiara76 Re: "Lost in Translation" 10.01.06, 10:15
      a tu jeszcze stary , stary wątek na ten temat:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12466&w=26265600&a=26265600
      • aree Re: "Lost in Translation" 10.01.06, 10:43
        hrrr. Wrzuciłam w wyszukiwarkę zanim zapytałam...Mój błąd, sorry. Dzięki za
        info.

        Szkoda, że się nikt nie odezwał, komu się ten film nie podobał sad

        chiara76 napisała:
        >Jak dla mnie, ten film mógł się z powodzeniem dziać
        >w (...), Koziej Wólce

        Bardzo trafione!!! Tylko wtedy nikt by tego filmu nie obejrzał i nie chciał
        obejrzeć!
        • chiara76 Re: "Lost in Translation" 10.01.06, 10:45
          No, ale nie Napisałaś nam swojego zdania. Rozumiem, że Tobie się nie podobał?
          Czy może się mylę??
          • aree Re: "Lost in Translation" 10.01.06, 11:40
            Nie Chiaro, nie podobał mi się. Nie oglądam filmów dla samych obrazów, chociaż
            te są zawsze dla mnie niezmiernie ważne. I to fakt, za obrazki można ten film
            pochwalić. Ale cała reszta, oryginalność, nowatorskość, wniesienie czegokolwiek
            do umysłu co by w nim dłużej pozostało, to są zupełnie nieznane tematy. Nie
            wiem, może samo to, że film ten zrobili Amerykanie i pachniał Ameryką w każdym
            calu, mnie zniechęciło. Ale zapewniam, że zaczęłam go oglądać nie
            jako "amerykański". Spodziewałam się naprawdę chociaż kawałka Czegoś. Jestem
            pewna, że jakby ktoś miał pomysł na ten film a nie samą chęć krzyczenia
            miejscem i panoramą z lotu ptaka to nawet wstawiając dziesięciu "facetow
            biegajacych z mieczami" by mnie bardziej zaciekawił.


            Kilka scen mi się nawet podobało, ale to za mało. Banalność nie podparta sztuką.


            Takie jest moje zdanie, byłam ciekawa Waszego smile


            Może powinnam ten film obejrzeć w kinie, wtedy obrazki pewnie dobitniej
            przebiłyby się ponad treść.


            Moje pierwsze zdanie wypowiedziane po filmie, a nawet jeszcze w trakcie:
            Dlaczego Japonia? A właśnie dlatego, że Koziej Wólki nikt by nie obejrzał. Czy
            gdyby ten sam film działby się w Kenii to prawdziwy Amerykanin również
            wyśmiałby i z pogardą patrzył na nie mówiącego po angielsku czarnoskórego
            tubylca? Czy chociaż jeden element kultury japońskiej został w tym filmie
            pochwalony, doceniony, pozytywnie zauważony?


            A swoją drogą to chyba najbardziej zirytowało mnie to (ale to nie ma wpływu na
            ocenę samego filmu), że można się tak potwornie nudzić w Tokio wink


            Ktoś kiedyś tu na forum powiedział, że wszystko połykamy co jest japońskie. NIE
            prawda smile)
            • chiara76 Re: "Lost in Translation" 10.01.06, 12:47
              aree napisała:

              >
              > Ktoś kiedyś tu na forum powiedział, że wszystko połykamy co jest japońskie.
              NIE
              >
              > prawda smile)


              Nigdy nie stwierdziłabym, że to japoński film...Dla mnie jest strikte
              amerykański i chyba bardziej , według mnie, ośmiesza Amerykanów, niż
              Japończyków. Ich nieelastyczność na przykład.
              No i fakt, jak można nudzić się w Tokio?

              Ale film mi się podobał, z innych względów. I tylewink\

              Aree, coś czuję, że filmów bym Ci nie mogła polecić...
              • aree Re: "Lost in Translation" 10.01.06, 13:09
                chiara76 napisała:
                > Aree, coś czuję, że filmów bym Ci nie mogła polecić...

                hehe, dobre smile Z filmami to trochę podobnie jest jak z muzyką smile) Nie każdy
                trawi czegoś tam, co inny uwielbia.

                >Nigdy nie stwierdziłabym, że to japoński film...Dla mnie jest strikte
                >amerykański i chyba bardziej , według mnie, ośmiesza Amerykanów, niż
                >Japończyków. Ich nieelastyczność na przykład.

                Tu się zgodzę. Nie powiedziałam, że dla mnie ten film jest japoński! Jest o
                Japonii, dzieje się w Japonii, ale nie japoński.

                Film ośmiesza Amerykanów w naszym pojęciu. Jak dla mnie sami się w tym filmie
                ośmieszyli, to prawda. Zastanawiam się tylko czy Amerykanin po obejrzeniu tego
                filmu też ma takie odczucia. Raczej się obawiam, że bardziej śmieją się z
                biednych Japończyków jak z siebie samych.

                > Ale film mi się podobał, z innych względów. I tylewink\

                Ależ przecież miał prawo Ci się podobać smile Ja to szanuję wink)


                mefs napisał:
                >Poprzedni moj post powinien sie zaczynac od "Droga Aree..." smile))

                No właśnie, proszę się Chiary nie czepiać, bo to ja się czepiam filmu, ja, aree!
    • yabanjin Re: "Lost in Translation" 10.01.06, 13:36
      mnie sie film cholernie podobal...
      ogladalem go ze szwagrem, Niemcem... jest tam taka scena, jak Bill Murray
      przysluchuje sie rozmowie dwoch Niemcow w saunie. Szwagier sie wtedy
      zdenerwowal smile
    • nekos Re: "Lost in Translation" 10.01.06, 14:07
      ogladalem go po raz pierwszy z tydzien temu w tv (przegapilem poczatek) i
      bardzo mi sie podobal.
      w niedziele kupilem dvd. od razu po przyjsciu do domu obejrzalem po raz drugi
      razem ze wszystkimi dodatkami.
      • speer Re: "Lost in Translation" 10.01.06, 16:22
        Ja tez bardzo lubie ten film.

        Oprocz rzeczy, o ktorych wspominacie powyzej, bardzo podobalo mi sie pokazanie
        wyalienowania bohaterki w Japonii. Nie rozumie ona kraju w ktorym jest, ale i
        nie musi. Przeciez jest tam tylko przejazdem...
    • arie Re: "Lost in Translation" 10.01.06, 17:39
      Po obejrzeniu filmu nasunęły mi się takie przemyślenia.
      Film jest historią dwojga ludzi, którzy znaleźli się w środku obcej kultury w
      sposób poniekąd przypadkowy, bedąc trochę "trybikami" w wielkiej machinie życia,
      godzą się z tym, niekoniecznie mając wpływ na to co dzieje się wokół nich. Żadne
      z nich nie przyjechało do Japonii turystycznie i początkowo nie wykazują nią
      zainteresowania. Są przede wszystkim zagubieni, pozostawieni samemu sobie. Do
      zabaw w Tokio nie kwapią się, myślę właśnie dlatego, że spędzaliby je samotnie
      nie koniecznie bawiąc się przy tym dobrze z racji trudności z przestawieniem się
      na inny model zabawy.
      W momencie gdy wpadają na siebie, zaczynają powoli odkrywać na nowo miejsce w
      którym się znaleźli. Każde z nich znajduje swego rodzaju powiernika i
      "towarzysza niedoli" wobec niezrozumienia i uczucia obcości w innym świecie.
      Dzięki temu wspólnie zaczynają stawiać czoła otaczającemu światu i przełamując
      obawę przed znalezieniem się w tym wszystkim. Rozrywka również zaczyna nabierać
      innego wymiaru gdy pomiędzy sobą mogą dzielić wrażenia.
      Według mnie film jest dobrym stadium psychologicznym relacji między ludźmi,
      którzy znaleźli się w nietypowej dla siebie sytuacji i wzajemnie próbują się w
      tej rzeczywistości odnaleźć. Zbliżają się poprzez to do siebie, jednocześnie
      mając świadomość, że ten stan nie bedzie trwał wiecznie. Jednocześnie ukazuje,
      że aby dwoje ludzi znalazło pewną emocjonalną nić, miejsce nie ma większego
      znaczenia.
      Zgadzam się, że film może być w pewien sposób nużący i apatyczny dla niektórych
      widzów, ale właśnie tkwi w tym pewien urok, który stwarza swoisty klimat filmu.
      Jak na dzieło amerykańskie jest raczej nietypowy w formie prezentacji.
      Sądzę, że film nie kończy się ani dramatem ani happy endem.
      Po prostu kończy się dla obojga pewien wspólnie, miło spędzony okres ich życia
      (od momentu wspólnego poznania się). Być może jest to aluzja do buddyjskiej
      nieuchronności przemijania (ale możliwe, że wyciagam za daleko idące wnioski).
      Wspomnienia obojga z pobytu w Japonii z pewnością nie będą jednoznaczne ponieważ
      oboje przeżyli w tym miejscu zarówno chwile smutku jak i radości.
      Co do obrazów to uważam, że dobrze próbują oddać atmosferę zagubienia jaką
      odczuwa oboje bohaterów. Muzyka stanowi do tego dobre tło.
      Bardzo dobra gra aktorska.

      Pozdrawiam.
      • aree Re: "Lost in Translation" 11.01.06, 00:48
        Dzięki wszystkim za pofilmowe wrażenia. Skoro jak jeden mąż wszyscy
        stwierdzili, że film jest niezły zaczęłam się dogłębnie zastanawiać dlaczego mi
        się nie spodobał. Więcej Wy mi daliście powodów do rozmyślań jak sam film, to
        prawda. A chyba powinno być odwrotnie...


        yabanjin napisał:
        >ogladalem go ze szwagrem, Niemcem... jest tam taka scena, jak Bill Murray
        >przysluchuje sie rozmowie dwoch Niemcow w saunie. Szwagier sie wtedy
        >zdenerwowal smile


        Tego się właśnie obawiałam... Ja oglądałam film po niemiecku, gdzie wszyscy
        mówili po niemiecku, sam rozumiesz, że nie zwróciłam uwagi, że w saunie siedzi
        dwóch Niemców. Nienawidzę kinematografii w tym kraju, dużo potrafią zepsuć.


        Po wnikliwej analizie w domu okazało się, że Niemcy w saunie też zostali
        zdubbingowani, o zgrozo! Zdubbingowany film na niemiecki dubbinguje nawet
        wstawki w ojczystym języku, czy to nie przesada? I w oryginale Niemcy mówią co
        innego jak w dubbingu. Koszmar jakiś. Dzięki Yabanjin, w życiu bym sama na to
        nie wpadła.


        To był błąd, że oglądałam ten film po "niemiecku". Jeszcze chyba nigdy w życiu
        nie obejrzałam tu filmu w TV na niemieckich programach, bo się po prostu nie
        da. To jest choroba narodowa, dubbing wszystkiego co się tylko da. W kinach
        jest to samo.


        No, ale nie zmienia to faktu, że film (minus obrazki, minus muzyka) mi się nie
        podoba. Nudny. Może powodem jest to, że naoglądałam się dużo filmów
        dokumentalnych (np. niemieckich- bardzo dobrych- bez dubbingu smile) a "Lost in
        translation", który wydaje się nie mieć scenariusza, jest jakby jakimś
        dokumentem z dwoma wynudzonymi do granic możliwości bohaterami.


        Wolałabym, żeby filmy dokumentalne pozostały dokumentalnymi a filmy fabularne
        były twórcze i z pomysłem na siebie.


        arie napisał:
        >Być może jest to aluzja do buddyjskiej
        >nieuchronności przemijania (ale możliwe,
        >że wyciagam za daleko idące wnioski).


        Z pełnym szacunkiem dla tego co napisałeś... z tym buddyzmem to chyba jednak
        lekko za daleko Cię pociągnęło smile))


        No nic, ale Wasze odczucia z chęcią przeczytałam smile
        • abgal Re: "Lost in Translation" 11.01.06, 01:32
          aree napisała:

          >
          > arie napisał:
          > >Być może jest to aluzja do buddyjskiej
          > >nieuchronności przemijania (ale możliwe,
          > >że wyciagam za daleko idące wnioski).
          >
          >
          > Z pełnym szacunkiem dla tego co napisałeś... z tym buddyzmem to chyba jednak
          > lekko za daleko Cię pociągnęło smile))
          >

          W filmie jednak znalazło się kilka nieco złośliwych, ale i pełnych pobłażania
          aluzji do płytkiego, podszytego pop-kulturą i modą pojęcia o buddyzmie na
          zachodzie.

          >
          > No nic, ale Wasze odczucia z chęcią przeczytałam smile
        • chiara76 Aree , ależ to nie tak... 11.01.06, 10:15
          aree napisała:

          > Dzięki wszystkim za pofilmowe wrażenia. Skoro jak jeden mąż wszyscy
          > stwierdzili, że film jest niezły zaczęłam się dogłębnie zastanawiać dlaczego
          mi
          >
          > się nie spodobał. Więcej Wy mi daliście powodów do rozmyślań jak sam film, to
          > prawda. A chyba powinno być odwrotnie...

          W ogóle nie powinno tak być.
          Wszyscy dookoła mnie twierdzą, że "American Beauty", to wspaniały film. A ja ,
          cóż, ja twierdzę, że nie. Nie podoba mi się i już. koniec, kropka, nie zmienię
          swojego podejścia, mimo, że 2 razy widziałam i za drugim razem starałam się,
          żeby mi się spodobał. Ale na siłę się nie da.


          >
          >
          > No nic, ale Wasze odczucia z chęcią przeczytałam smile

          Nie ma to, jak poznać odmienne opiniewink
          • aree Re: Aree , ależ to nie tak... 11.01.06, 10:29
            chiara76 napisała:
            > W ogóle nie powinno tak być.

            Chiaro, ja zdania nie zmieniłam i jestem pewna, że nie zmienię. Zastanawiałam
            się tylko dlaczego mam tak odmienne zdanie od większości.

            Wolałabym oczywiście, żeby sam film dawał mi powody do myślenia... co nie
            zmienia faktu, że analizowanie filmu przy użyciu innych opinii też ma swój
            urok. Ale to niestety nie stawia filmu jak dla mnie w lepszym świetle smile
            • chiara76 Re: Aree , ależ to nie tak... 11.01.06, 10:38
              aree napisała:

              > chiara76 napisała:
              > > W ogóle nie powinno tak być.
              >
              > Chiaro, ja zdania nie zmieniłam i jestem pewna, że nie zmienię. Zastanawiałam
              > się tylko dlaczego mam tak odmienne zdanie od większości.

              no, to, że Ty zdania nie zmienisz, to był dla mnie pewnikwink
              Ja tam wiem, co mi się w "AB" nie podoba. A nawet, gdybym nie wiedziała, to
              szczerze mówiąc, nie niepokoiłoby mnie to. Mam swoje zdanie i już.
              Wygląda na to, że i filmoway gust mamy inny, chociaż chyba ogladałam parę
              filmów, które być może i Tobie by się spodobaływink
              >
              > Wolałabym oczywiście, żeby sam film dawał mi powody do myślenia... co nie
              > zmienia faktu, że analizowanie filmu przy użyciu innych opinii też ma swój
              > urok. Ale to niestety nie stawia filmu jak dla mnie w lepszym świetle smile
          • yabanjin Nie podoba ci się American Beauty? 11.01.06, 10:43
            No to czeka cię resocjalizacja w łagrze!
            smile
            • chiara76 Re: Nie podoba ci się American Beauty? 11.01.06, 10:47
              wink

              hehe, liczyłam na szybki odzew...wink
              • speer Re: Nie podoba ci się American Beauty? 11.01.06, 12:50
                Szkoda. To tez bardzo dobry film. Niewiele amerykanskich filmow da sie obejrzec
                bez uczucia zazenowania ich beznadziejnoscia, ale ten sie da.
                • chiara76 Re: Nie podoba ci się American Beauty? 11.01.06, 13:31
                  speer napisał:

                  > Szkoda.

                  Speer, kiedy ja zupełnie, ale to zupełnie nie żałujęwink)


                  To tez bardzo dobry film.
                  Niewiele amerykanskich filmow da sie obejrzec
                  >
                  > bez uczucia zazenowania ich beznadziejnoscia, ale ten sie da.

                  smile Mnie się nie udało...ale ja w ogóle nie bardzo za kinem amerykańskim
                  przepadam.
                  • speer Re: Nie podoba ci się American Beauty? 11.01.06, 13:40
                    American Beauty demaskuje prawdziwe emocje, prawdziwe zycie skrywane pod
                    amerykanskim usmiechem i postawa: everything`s fine. Wiekszosc filmow
                    amerykanskich podtrzymuje stereotyp amerykanskiego snu a ten nie i w tym lezy
                    wlasnie wartosc tego filmu.
                    • chiara76 Re: Nie podoba ci się American Beauty? 11.01.06, 13:52
                      Speer, proszę, nie tłumacz mi , na czym polega fenomen "AB", bo ja aż tak tępa
                      nie jestem, żeby nie wyczuć. A mimo to nie podoba mi się. I już.
                      W sumie, właśnie ciekawy wątek. Pokazuje, jak pewnych spraw się nie zmieni.
                      Aree nagle nie polubi "Między Słowami", chociaż dla mnie to jeden z lepszych
                      filmów, jakie widziałam. Ja nie polubię "AB", chociaż dla kogoś innego to super
                      film itd...
                      • speer Re: Nie podoba ci się American Beauty? 11.01.06, 13:55
                        chiara76 napisała:

                        > Speer, proszę, nie tłumacz mi , na czym polega fenomen "AB", bo ja aż tak
                        tępa
                        > nie jestem, "Między żeby nie wyczuć.

                        Wcale ci tego nie tlumacze, po prostu pisze na co sadze na temat tego filmu.
                        Wcale nie uwazam, zebys byla tepa smile Naprawde!!!!
                        • speer Re: Nie podoba ci się American Beauty? 11.01.06, 14:06
                          a teraz dam okazje, by ktos "wsiadl" na mnie:

                          Nie podobal mi sie Shrek i jakos nigdy nie moglem zrozumiec co takiego jest w
                          tym filmie, ze tlumy sie nim zachwycaja?
                          • speer Re: Nie podoba ci się American Beauty? 11.01.06, 14:14
                            Mowiac bardziej dosadnie: na Shreku sie potwornie wynudzilem, juz po pierwszych
                            pieciu minutach film wydal mi sie idiotyczny a zarty beznadziejnie glupie.

                            Czy jest ktos kto podziela ten poglad?
                            • yabanjin Re: Nie podoba ci się American Beauty? 11.01.06, 15:44
                              Protestuję przeciwko takim opiniom! Nikt piękniej nie puszcza bąków niż Shrek!
                              Shrek to dziedzictwo kultury, powinien być wpisany na listę UNESCO.
                              • speer Re: Nie podoba ci się American Beauty? 11.01.06, 15:47
                                yabanjin napisał:

                                > Protestuję przeciwko takim opiniom! Nikt piękniej nie puszcza bąków niż
                                Shrek!
                                > Shrek to dziedzictwo kultury, powinien być wpisany na listę UNESCO.

                                no wlasnie... smile))) a ja mam alergie na ten film, ktory jak dla mnie wcale nie
                                jest smieszny za to zenujacy. Ale zauwazylem, ze chyba wszystkim z ktorymi
                                rozmiawialem sie podobal, wiec moze cos ja mam nie w porzadku smile)

                                Natomiast Lost in translation oraz American Beauty - palce lizac.
                                • nekos Re: Nie podoba ci się American Beauty? 12.01.06, 13:45
                                  speer napisał:

                                  > Natomiast Lost in translation oraz American Beauty - palce lizac.

                                  zgadzam sie w 100%smile))
            • nekos Re: Nie podoba ci się American Beauty? 11.01.06, 14:58
              to dziwne bo wlasnie ogladajac lost in translation przypomnial mi sie film
              american beauty. oba filmy bardzo mi sie podobajasmile
        • nekos Re: "Lost in Translation" 11.01.06, 15:16
          aree napisała:

          Ja oglądałam film po niemiecku, gdzie wszyscy
          > mówili po niemiecku, sam rozumiesz, że nie zwróciłam uwagi, że w saunie
          siedzi
          > dwóch Niemców.

          o to duzy blad!! proponuje obejrzenie jeszce raz w wersji oryginalnej jezeli
          jet to mozliwe. najlepiej jak zna sie i angielski i japonski.
          ja usmialem sie do lez.
          • marijohanna Re: "Lost in Translation" 15.01.06, 13:26
            nekos napisał:

            > aree napisała:
            >
            > Ja oglądałam film po niemiecku, gdzie wszyscy
            > > mówili po niemiecku, sam rozumiesz, że nie zwróciłam uwagi, że w saunie
            > siedzi
            > > dwóch Niemców.
            >
            > o to duzy blad!! proponuje obejrzenie jeszce raz w wersji oryginalnej jezeli
            > jet to mozliwe. najlepiej jak zna sie i angielski i japonski.
            > ja usmialem sie do lez.
            >


            tez ogladalam po niemiecku i domyslilam sie, ze ci dwaj w saunie to niemcy, bo
            mowili dialektem z poludnia. bardzo zreczny manewr jak na dubbingwink
            • speer Re: "Lost in Translation" 15.01.06, 21:08
              > tez ogladalam po niemiecku i domyslilam sie, ze ci dwaj w saunie to niemcy, bo
              > mowili dialektem z poludnia. bardzo zreczny manewr jak na dubbingwink

              Dwa pytania:
              1. Czy ktos wie, co mowia ci Niemcy?

              2. Jak myslicie, kogo (jesli wogle kogos) przedstawia mloda aktorka (ta
              blondynka, gwiazda firmowa). Dla mnie jest ona skrzyzowaniem Cameron Diaz z Uma
              Thurman.
              • aree Re: "Lost in Translation" 22.01.06, 20:16
                speer napisał:

                > Dwa pytania:
                > 1. Czy ktos wie, co mowia ci Niemcy?

                Proszę bardzo, jeszcze nie wyrzuciłam filmu smile) :

                oryginał:
                Aber das kann ich schon nicht mehr essen
                Am Anfang war ich ganz froh, ich dachte, ...
                Am Anfang?
                Also, am Anfang, also, in Deutschland habe ich mich darauf gefreut, aber
                inzwischen
                Nee, naja, jetzt was Deutsche, hm?
                Anschließend gehen wir raus und dann was Deutsches zu essen hier


                podpisy do oryginału (Niemcy mówią to co wyżej a na dole po niemiecku):
                Jetzt kann ich's schon nicht mehr haben.
                Am Anfang fand ich's ja ganz nett.
                Daheim hab ich mich drauf gefreut,
                aber jetzt... Magst ein Gulasch?
                Schauen wir, ob wir eins kriegen.


                Dubbing- prawie to samo co podpisy, nie oryginał.

                Niestety scena jest prawie na końcu filmu i wynudzona już, myślami i oczami
                byłam zupełnie gdzie indziej. Dlatego nie zwróciłam uwagi na tych Niemców.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka