lekel
29.09.04, 21:10
tak sluchalem sobie bluesa dzis rano, melodia plynela, chropawy glos,
sweet home chicago... moze nie wszyscy z Was wiedza, ale ten blues powstal 70
lat temu bo w 1934, zaspiewany przez Arnolda Kokomo, pozniej wielokrtonie
rehabilitowano miedzy innymi przez Roberta Johnsona, bardzo zasluzonego dla
tego gatunku... ale nie o tym chcialem, bo jak tak sobie sluchalem to
przypomnial mi sie inny koncert, unplugged, mam go chyba w polsce na kasecie
video, byl to konsert Iry, a Sweet Home spiewal Artur Gadowski z
towarzyszacym mu Olkiem z Proletaryatu. hmmm, to byly czasy, niesamowicie sie
o tym pamieta, koncertry "wielkiej wojny z trzema schodami", nawet nie wiem
czy wojna jeszcze trwa, cos tam im sie udalo wygrac. Od razu wrocily slowa
Proletaryatu :
"Heeej piata rano podniescie glowy czas zbudzic sie
Heeej noc minela do pracy wszyscy zrywajmy sie
Heeej slychac spiew a w naszych zylach dudni krew"
i najbardziej uderzaly mnie bebny w tle i slowa
albo Ira, ciagle na czasie:
"Moglbym byc teraz w USA tamtamtam (onomatopeja)
w pocie czola zbijac gruby szmal tamtamtam
bawic starsze panie i miec kredyt z kart tamtamtam
ale nie nie nie, nie uciekne staaaaad
moj dom to te szare ulice, moj dom to kolejka po prace
moj dom to ci smutni ludzie, moj dom to Ty i ja"
ciekawy jestem ilu z Was to pamieta, w koncu to bylo jakies 12 lat temu,
trzeba byc na to odpowiednio starym, ale wyglada ze niewiele sie zmienilo
i wiecznie dylematy - gdzie dom, no gdzie?!
slyszalem od kilku osob, ktore po wielu latach wracaja do polski na tydzien,
zobaczyc jak tam jest, ze glownie sa rozczarowane, ze nie moglyby juz tam
zyc, ze jakos to kiepsko wyglada
i tak sobie mysle, ze to za czym tesknimy, to nie w polsce zostalo, to w
naszych sercach sa wspomnienia, ktore kaza myslec, wracac, tesknic, tam jest
dom w ktorym sie zaczynalo, a im czlowiek starszy tym trudniej sie chyba
naprawde "zagniezdzic", to cos w powietrzu , milion pierwiastkow, ktore
sprawiaja ze czujesz sie w Polsce, i co teraz
ja osobiscie wracam niedlugo i ciesze sie z tego, wiem ze nie bede tam
mieszkal i pracowal dluzej niz rok-dwa, potem wyjade w europe, ale chyba chce
byc blizej o te pare tysiecy kilometrow
wiem ze wiekszosc ( a moze czesc?) z pozostajacych tu jest troche rozdarta,
musi wybierac, i tak sie zastanawiam czy w swoich wyborach kieruja sie
bardziej negatywem czy pozytywem? czy to ze zostaja jest efektem tego ze tu
jest tak pieknie czy tego ze tam jest tak brzydko? czy "o tym marzylem",
czy "nie mam do czego wracac- brak pracy, pieniedzdy, mozliwosci"???
niestety obawiam sie ze chyba bardziej ten negatyw odstrasza nas od polski
niz to eldorado przyciaga
dlugo bym mogl tak pisac, refleksje same sie cisna do glowy, na temat
swiadomosci narodowej, poczucia przynaleznosci etc. , nie chce Was zanudzac,
ale ciekawym Waszego zdania, do uslyszenia