Dodaj do ulubionych

Wolność - natura kota?

23.06.09, 20:23
Mój Ukochany jest wielkim kociarzem, wychowywał się w małym miasteczku, prawie
na wsi, miał tam koty domowe, ale miały one swobodę wychodzenia na dwór i
spacerowania po okolicy. Teraz mieszkamy w dużym mieście i tęskni on do kotów,
ale nie chce żadnego mieć, gdyż twierdzi, że kot zamknięty w mieszkaniu jest
nieszczęśliwy, wyprowadzanie kota na smyczy to dla niego również zbrodnia. Ja
nigdy nie miałam kotów, ale u kociarzy, których znam, koty mieszkały zawsze w
mieszkaniu i nie wyglądały na nieszczęśliwe. Ale może to tylko pozory? Co
powiedzą na ten temat osoby, które znają naturę kota lepiej niż ja?
Obserwuj wątek
    • kontik_71 Re: Wolność - natura kota? 23.06.09, 21:39
      Kot, ktory nie wychodzi nie jest nieszczesliwy. Pamietaj, ze koty gdyby
      nie musialy polowac to najchetniej by sie nie ruszaly.. Kot to nie jest
      krowa, ktora caly czas jest w ruchu.. Drapiezniki sa raczej leniuchami
      i w ten sposob oszczedzaja energie. Moje trzy wychodza tylko gdy jest
      ladnie i tylko w ciagu dnia. Same wracaja gdy sie ciemno robi a w
      czasie deszczu lub w okresie jesienno-zimowym nawet nie zerkaja w
      kierunku ogrodu.. Mozecie spokojnie przygarnac jakas kote lub dwa i nie
      beda nieszczesliwe..
      • karple Re: Wolność - natura kota? 24.06.09, 08:44
        Hmmm.... ja posiadam dwie urocze kociczki w małym mieszkanku w
        bloku. Są kotkami domowymi, które wychodzą tylko z nami na smyczy,
        lub na balkon ( odpowiednio zabezpieczony ) i obie wyglądają na
        szczęśliwe!!! Co więcej jak tylko robi sie zimno wskakują pod kołdrę
        i ani nie pomyślą o wolności. W chłodne lub deszczowe dni nawet na
        balkon nie wystawia swojego arystokratycznego futerka!!! I jak je
        tak obserwuję ( jak się bawią, tulą do nas, mruczą ) to z czystym
        sumieniem stwierdzam: SĄ SZCZĘŚLIWE!!! Tak więc polecam kociaki w
        bloku!!!!
    • moonshana Re: Wolność - natura kota? 24.06.09, 09:27
      koty mogą być szczęśliwe w mieszkaniu. wszystko zależy od człowieka:)
      ale ( i zaraz mnie tu zakopią po szyję) , kot który mieszka w domu i ma
      nieskrępowane wyjście na dwór wiedzie ciekawszy żywot. kocica rodziców choć jest
      kotem jak najbardziej domowym, teraz sypia na tarasie na fotelu. pośpi,
      pozałatwia kocie sprawy, poluje, albo po prostu gdzieś chodzi. do domu wchodzi
      na michę i przytulanie. tylko jeden kot ze wszystkich które się przewineły przez
      nasz dom był typowym piecuchem, nie ruszał się jak nie musiał:) reszta w okresie
      letnim preferowała podwórko.
      a Twojego lubego doskonale rozumiem. znam ludzi którzy lubią kota, mieli koty, a
      teraz nie mają bo... mieszkają w bloku. ale jak pisałam, wszystko zależy od
      człowieka. kot wychodzący sam zapewnia sobie rozrywki, kotu domowemu trzeba je
      zapewnić.
      bywam w domach gdzie są koty nie wychodzące, nie wyglądają na nieszczęśliwe. ale
      , prawdę mówiąc ja bym sie na to nie zdecydowała. jak ktoś napisał, kot jest
      drapieżnikiem. więc niech sobie poluje, skrada się, nawiązuje kocie przyjaźnie.
      kot niewychodzący jest tego pozbawiony. jeśli ktoś twierdzi że kot tego nie
      potrzebuje, niech poobserwuje koty wychodzące. zadbane, odkarmione - niby nic im
      nie brakuje - a wracją z myszami, godzinami polują na ptaki, itp.
      • semi-dolce Re: Wolność - natura kota? 24.06.09, 10:25
        Jako dziewczynka mieszkałam z mama w bloku. 12 piętro to było. I 2 koty. Jeden z kilkunastu pierwszych kotów orientalnych w Polsce i syjam. Nawet na balkon nie wychodziły, za wysoko, no kot na smyczy to nie dla mnie zdecydowanie. I pewnego dnia przeprowadziłyśmy się do domu z ogrodem, w dość spokojnej okolicy. I koty zaczęły wychodzić. Uwielbiały to, kręciły się blisko domu i wracały na wołanie. Starsza kotka zgubiła nieco nadwagi, czasem - obie arystokratyczne panienki - polowały i przynosiły różne stworzonka. Nie sądzę by były szczęśliwe gdyby znów je zamknąć w mieszkaniu.

        Z początkiem studiów wyprowadziłam się do własnego mieszkania w bloku. Tym razem tylko 6 piętro. Oczywiście obok psa pojawił się i kot. Tez nawet na balkon nie wychodził. Miał 7 miesięcy gdy przeprowadziłam się do domu z ogrodem. I sam z siebie zaczął wychodzić. Nie wyobrażam sobie zamknąć go teraz znowu w mieszkaniu - on chodzi, poluje, przynosi mi myszy, ma swoje sprawy, kumpli, swoje ścieżki (i różne zabawne zachowania - np. zawsze gdy idę z psami na spacer nagle pojawia się koło nas mój kot i idzie z nami, dumny, z ogonem postawionym jak maszt, głośno miaucząc i lansując się wśród innych kotów ;)).

        Myślę sobie, że kot, który nigdy nie wychodził będzie szczęśliwy w mieszkaniu, bo nie wie, co traci. Ale w drugą stronę - zamknąć kota przyzwyczajonego do pewnej wolności to wg mnie nie najlepszy pomysł.
    • horpyna4 Re: Wolność - natura kota? 24.06.09, 11:39
      Zależy to głównie od kota. Są takie, co nie lubią opuszczać
      mieszkania, ale bywa różnie.

      Jeżeli chcesz takiego kota, to najlepiej przygarnij jakiegoś młodego
      bezdomnego biedaka na przełomie jesieni i zimy. Poczuje, że jest w
      raju i nie będzie chciał z tego raju wychodzić. Będzie się bał, że
      znów trafi na zimno, deszcz albo mróz.

      Ważne, żeby był bardzo młody, z jesiennego miotu. Wtedy nie będą mu
      znane uroki spacerowania w letnich warunkach.

      Oczywiście bywa i tak, że dorosły bezdomny kot docenia raj, do
      którego trafił. Jak już napisałam, są to bardzo indywidualne cechy.

      No i lepiej jest mieć od razu dwa koty, bo nie będą się nudzić.
      Wbrew pozorom zwykle dwa koty są mniej absorbujące, niż jeden.
      Zwłaszcza młode rozrabiaki, bo zajmują się głównie sobą nawzajem.
    • marzenia11 Re: Wolność - natura kota? 24.06.09, 16:27
      To kwestia nad którą zastanawiam się od dwoch (dokładnie dziś mijają
      dwa lata) lat, od kiedy zamieszkały ze mną dwie kotki. Były
      wychodzące (jedna przez 1 rok swojego życia, druga 9 miesięcy) a
      zamieszkały w bloku, bez żadnej możliwości wychodzenia, bez balkonu
      itp. Wiem, że koty umieją się dostosować i mogą zrezygnować z wielu
      rzeczy, gdy nie mają wyjścia. Czy są szczęśliwe? Nie wiem. Myślę, że
      się już przyzwyczaiły, choć starsza okupiła to depresją i w efekcie
      otyłością.
      Warto sobie odpowiedzieć na pytanie co znaczy słowo "wolność" w tej
      sytuacji: czy chodzi o możliwość długich wędrówek niczym nie
      ograniczonych, czy też o możliwość wychodzenia do ogrodu - w każdym
      razie w jednym i drugim przypadku kot ma możliwość zrealizowania
      swoich instynktowych potrzeb polowania, poznawania, tworzenia
      własnego terytorium itp.
      Uważam, że moje kicie straciły i mimo zapewniania im wielu rzeczy
      (czasami nawet kosztem potrzeb właściciela) nie zrekompensuje im to
      możliwości polowania, wąchania, ukrywania się, łazenia po drzewach,
      olądania swiata z dachu itp. Jednocześnie chyba jest im dobrze -
      dzisiejsze czułości i wczesnoporanne miłości kocie, podniesione
      ogony to pewnie tego dowód.

      Najtrudnie jest kotu, ktory zamieszkał w bloku, a wcześniej był
      kotem wychodzącym i nie zaznal z tego powodu żadnej krzywdy.
      Łatwo stosunkowo małemu kotu, który urodził się i był z mamą na
      podworku i stał się kotem stricte domowym.
      Zdecydowanie najłatwiej kotom "po przejściach" - wyjętych ze
      schroniska lubpo wypadkach, bądź kiepskich doświadczeniach z ludźmi.
      Takie zwierzaki za dobry dom, milość i opiekę będą umialy się
      odwdzięczyć oraz tę wdzięczność pokazać. Przeczytaj wątek na tym
      forum pt. "Kota mam" - to jeden z licznych przykładow.
      Niezależnie od powyższego myślę, ze wsród kotow, tak jak wśrod
      ludzi, są domatorzy i ci, co domu nie lubią siedzieć zbyt długo.


      Podsumowując - weźcie kota, NAJLEPIEJ dwa (sama sięe przekonalam,
      ze to żaden problem, a więcej radosci) ze schroniska bądź - jeszcze
      lepiej: z domu tymczasowego. Wypytajcie opiekunów jakie koty są,co
      lubią i na pewno znajdziecie takie, ktore cenią sobie domową
      atmosferę. Mając kota w domu nie wychodzącego trzeba pamiętać o
      zapewnieniu mu bodźcow, ktore pomogą zrealizować potrzebę polowania
      i biegania. Ale o tym więcej, jak juz zwierzak/i będzie w Waszym
      domu.


      Pozdrawiam serdecznie i daj znać jaką podjęliście decyzję :)

      • smoczy_plomien Re: Wolność - natura kota? 24.06.09, 20:37
        Dziękuję Wam bardzo za odpowiedzi. Dały mi one trochę do myślenia, chociaż
        przyznam, że spodziewałam się, że rozwiązanie faktycznie może brzmieć "czego
        oczy nie widziały, tego sercu nie żal". Tak szybko raczej nie napiszę, czy się
        zdecydowaliśmy, musimy to dobrze przemyśleć. Mamy oboje duży szacunek do
        zwierząt i nie zdecydujemy się na nie, jeśli uznamy, że nie będziemy im w stanie
        zapewnić odpowiednich warunków.

        Przy okazji zainteresowała mnie inna poruszona kwestia - dlaczego lepiej wziąć
        kota z domu tymczasowego, niż nie ze schroniska?
        • marzenia11 Re: Wolność - natura kota? 24.06.09, 20:49
          Bo poznają kota, wiedzą, jakie ma upodobania, charakter i naprawdę możecie wybrać takiego, który będzie u Was szczęśliwy. W scvhroniskach też mają taką wiedzę o zwierzakach, ale jest ona siłą rzeczy mniejsza (bo o wiele więcej jest zwierząt).

          Mam nadzieję, że się zdecydujecie. A może weźmiecie starszego kota? To dopiero źródło wdzięczności. Potem napiszę pewną historię - teraz jestem wzywana rozpaczliwym "miaaauuu" do zabawy :)
        • orchidka77 Re: Wolność - natura kota? 24.06.09, 21:14
          Może dobrym rozwiązaniem na początek będzie właśnie tymczasowanie
          kotów... Twój partner nie będzie miał wtedy wyrzutów sumienia, że kot
          jest nieszczęśliwy, bo kot niewychodzący jest znacznie szczęśliwszy
          od kota wiecznie głodnego i chorego w piwnicy. Będziecie mieli wtedy
          możliwość lepszego poznania ich zachowań kiedy nie wychodzą... no i
          to jest najlepszy sposób na znalezienie TEGO kota dla siebie:)

          Ja mam swoje 3 koty i jestem domem tymczasowym. Ani moje, ani
          tymczasowe koty nie wychodzą, bo mieszkam w mieście w bloku. Gdyby
          nie ja to 2 z moich kotów pewnie by już nie żyły... Oczywiście gdybym
          miała dom w bezpiecznej okolicy to z pewnością pozwoliłabym im na
          szaleństwa w ogrodzie, ale nie mam takiego wyboru. Koty zresztą nie wyglądają na nieszczęśliwe i wystarcza im zabezpieczony balkon.
          Myślę, że gdyby miały wybór między takim życiem jakie wiodą u mnie a
          schroniskiem lub piwnicą (bo stamtąd pochodzą) to wybrałyby jednak
          obecne życie:)
      • mist3 Re: Wolność - natura kota? 24.06.09, 20:38
        moja kotka wręcz nie chce wychodzić - boi się nawet wiatru, który
        porusza firanką. Znam wiele takich kotów, które nie wychodzą i są
        naprawdę szczęśliwe.
        Rada marzenia11 jest naprawdę bardzo bardzo dobra - DT umieją dużo
        powiedzieć o kotach i dać ci kotka, który będzie szczęśliwy
        niewychodząc.
        Jeśli jesteś z Krakowa sama mam dla ciebie parę kotków
        niewychodzących z DT 'na zbyciu'
        • smoczy_plomien Re: Wolność - natura kota? 24.06.09, 21:03
          Niestety nie jestem z Krakowa. Dziękuję za rady, na pewno będą pomocne przy
          podejmowaniu decyzji. Kot może być dorosły (chociaż maluchy są rozczulające :) )
          i chyba faktycznie DT to dobry pomysł, bo zależy mi na spokojnym i łagodnym
          charakterze kotka/-ów, nie chciałabym kłopotów, bo mam już w domu gryzonie.

          Marzenia11 - z chęcią przeczytam tę historię :)
          • marzenia11 Re: Wolność - natura kota? 24.06.09, 23:02
            Oto historia.
            W Warszawie w jednym ze sklepów zoologicznych Kakadu są prowadzone co sobotę adopcje kotów ze schroniska. Cały czas w sklepie wisi ogłoszenie, mozna się zgłosić, wypełnić jakąś ankietkę, a w sobotę przychodzą panie ze schroniska ze zwierzakami w klatkach i rozmawiają z kandydatami na właścicieli (maglują okrutnie :) i albo nie dają im zwierzaka, albo ustalają, jaki kot ma być i umawiają się na następny raz, że przyniosą dokładnie takiego, albo dochodzi do adopcji. I tak już od kilku miesięcy. Generalnie rzadko odwiedzam wtedy sklep, gdyż zbyt długo w nim jestem :) Pewnego razu wchodzę i od razu widzę w klatce metalowej ogromnego, pięknego, dostojnego syjama. Siedział sam, duży, o pięknym stalowo-szaro-niebieskim futrze, zapatrzony gdzieś w przestrzeń, a gdy podeszłam do niego zobaczyłam niezwykłe chabrowe oczy. Cudny. Okazało się, że właśnie kilkanaście minut wcześniej do sklepu weszła pani z kotem w transporterze i powiedziała, że go już nie chce, ma dość i go zostawia. BYł z nią 5 czy 6 lat i zaczął ją denerwować i go nie chce i już. Postawiła transporter i wyszła.
            A kocur siedział i nie reagował na nic. Siedział i patrzył daleko przed siebie. Generalnie zmiana domu na jakieś głośne miejsce i klatkę oraz gwar oburzonych ludzi, ktorzy byli akurat w sklepie i to widzieli, nie bardzo mu chyba odpowiadał. Groziło mu schronisko. Jednak przed samym wyjściem przyszła dziewczyna ze sklepu obok, która też widziała tę sytuację i kota wzięła. Dalszy ciąg historii jest smutno radosny - okazało się, że kot miał wiele strupów, obitą łapę, prawdopodobnie był bity, bo z wielkim lękiem i nieufnością odnosił się do ludzi. Dziewczyna cierpliwie i łagodnie go traktowała, leczyła, wyleczyła, aż pewnego dnia ogromny kocur zaczął się do niej przytulać i przychodzić. od tamtej pory ma człowieka i miejsce, gdzie może być i pokazywać swoje piękno i dostojeństwo w całej krasie oraz leżeć na kanapie i mruczeć, mruczeć, mruczeć.... Dobranoc.... :)
    • baremi Re: Wolność - natura kota? 25.06.09, 11:08
      Witam,
      też opowiem autentyczną historię na ten temat.
      Prawie dwa lata temu, wczesną jesienią, ktoś podrzucił na podwórko kamienicy, w której mieszkam, małe, na oko 2-miesięczne kociątko. Było przerażone i zagubione. Ja też bo nie mogłam go zabrać do siebie - miałam już od dwóch miesięcy niemalże cudem odratowane kociątko, które zostało u mnie jako trzecia siostrzyczka dwóch moich starszych kocic. Kociątko załapało się na miskę piwnicznych kotów i dziczało.
      Kiedy zaczęło się robić coraz zimniej zaczęłam myśleć o umieszczeniu gdzieś kotka. Plnowałam złapać go i zawieźć do mojej znajomej na wsi, choć obawiałam się tego czy poradzi sobie ona z ewentualnym leczeniem bo vet daleko, ale znalzło się inne wyjście. Moja sąsiadka, która miała już wtedy kota też znajdę, a wahała się z zabraniem drugiego bo była po operacji i bała się, że nie poradzi sobie z nowym, podjęła decyzję:
      zabierze go do domu bo i tak nie może sokojnie sypiać myśląc o nim. Moim zadaniem było złowić go. Tak też zrobiłam i przyniosłam wrzeszczącego i przerażonego do jej mieszkania. Serce nam się krajało gdy tak płakał, ale przecież nie wiedział co planują takie dwunogie potwory.
      Na początku chował się i kulił w sobie na widok człowieka. Ale po paru dniach zaczął wychodzić z ukrycia i zaakceptował głaskanie. Okazało się, że miał zapalenie płuc i katar. Leczenie trwało kilka tygodni, ale zakończyło się sukcesem.
      Teraz jest to ukochany kocio sąsiadki, oczywiście obok swojego też ukochanego starszego braciszka. Koty zaakceptowały się a ex-dzikusek uwielbia kanapę i moją sąsidkę. Czasem umawiamy się na herbatę, a nasze koty krążą wtedy po dwóch mieszkaniach bo zostawiamy im pootwierane drzwi korzystając z tego, że mamy wspólny korytarzyk izolujący nasze dwa mieszkania od klatki schodowej.
      Pewnie, że możliwość wychodzenia na trawkę do własnego ogrodu i taka sama możliwość powrotu to raj dla kota. Ja i moje dwie starsze miałyśmy taką możliwość, ale teraz jest jak jest - mieszkamy przy ruchliwej ulicy w centrum miasta. Najmłodsza nie pamięta wolności bo była zbyt chora, najstarsza i tak woli miękką poduchę bo kosteczki mają już 14 rok. Tylko średnia patrzy tęsknie na to co za oknem, ale to nie to co było i nie próbuje nawet wychodzić. Przeraża ją ulica. Jej ulubiona rozrywka to penetrowanie klatki schodowej od góry do dołu i zwiewanie na dźwięk obcych kroków.
      Koty powoli też dostosowują się do wymogów cywilizacji, jak i my ludzie. Bo co im pozostało?
      Pozdrawiam serdecznie wszystkich.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka