mjot1
29.03.06, 17:21
Zima niechętnie, lecz nieuchronnie ustępuje...
Jeszcze na naszej polance śniegu sporo, jeszcze brak słoneczka i załzawione
dżdżem niebo nastraja smętnie,
Jednak ptasi drobiazg wokół dzwoni radośnie nadejście wiosny wszem
ogłaszając. Nawet sójki przestały się drzeć i w parach baraszkując pośród
drzew gaworzą zalotnie.
A przed naszą chałupinką trwa koncert. Koncert „niebylejaki”.
Oto raczył gościnnie wystąpić sam maestro, mistrz nad mistrze drozd śpiewak.
Zasiada dostojnie na środkowym modrzewiu i wokół, nad polanką niesie się jego
pieśń...
I tak od kilku już dni niemalże nieprzerwanie, bo z niewielkimi antraktami
jeno.
Od przedwczoraj do maestra dołączyły dwa kosy. Z szacunku wobec mistrza, z
niejaką nieśmiałością zasiadły troszkę z dala i po bokach. Jeden koncertuje
tam na skraju lasu a drugi z przeciwnej strony z głębi ostępów.
Wierzcie mi takie trio to prawdziwa uczta dla ducha.
Wsłuchując się w tę przepiękną muzykę jednak stwierdzam że bliższa mi kosa
pieśń...
Ta wygrywana matowym fletu dźwiękiem (a może raczej fletnią pana) melodia
przepełniona jakby melancholią bardziej mnie ujmuje.
A jak tam Wasze wrażenia z koncertów szanowni melomani? Boć ptak to i muzyka
przecie.
Jakąż Wy muzykę przedkładacie? Któż wg Was mistrzem nad mistrze?
Najniższe ukłony!
Zaciekawiony M.J.