coco.franelka
28.08.14, 10:49
Ciągle te koty. Strażacy: - Jesteśmy wzywani praktycznie do wszystkiego
Ludzie krzyczą, że człowiek na balkonie wisi; panowie, szybciej. Podjeżdżamy - wisi, sylwetka w garniturze. Ale nagle zaczyna skakać po balkonach! No, mówię, człowiek tak nie skacze... I jak to się odwróciło, to zamarliśmy
Artykuł otwarty
Przejeżdżamy na sygnale, to ludzie - głowa w górę. Bo pewnie pożar albo kot na drzewie. A my jesteśmy wzywani praktycznie do wszystkiego.
Kurier z bombą
Jednostka Ratowniczo-Gaśnicza nr 3 na Polnej w Warszawie. - Policjanci przyjechali, żeby zatrzymanemu kajdanki przeciąć, bo się kluczyk złamał. Czasami chcą, żeby wejść przez okno do mieszkania i otworzyć drzwi. Człowiek wchodzi i nigdy nie wie, co tam zastanie. W mieszkaniu pełno dymu, a facet zabawia się z dmuchaną lalą i wielce zdziwiony, co my tam robimy. A często brud, smród, śmieci po sufit, robaki takie, że się roi, trzepiemy ubranie. Do tego agresywne zwierzęta, psy, zresztą i niektóre koty to jak tygrysy, potrafią przegryźć rękawicę. Raz ktoś zasłabł, wchodzimy, a tam wąż zasuwa po podłodze, trzeba było wzywać gościa, co się zna na wężach. Albo otwieram okno i już czuję ten zapach, do tego to nigdy się pani nie przyzwyczai, jak zwłoki długo leżą w zamkniętym pomieszczeniu. Kiedyś wnuczek babcię dla 50 zł zadźgał, a potem wracał i wynosił różne rzeczy w walizeczce. Inny mężczyzna fałszował pieniądze i kurier przyniósł mu przesyłkę z bombą. Albo bimber pędzili i też walnęło, wywaliło drzwi i okno. W sumie to szybciej by było, jakbyśmy pani wymienili, do czego nas nie wzywają. Najlepszy jest "dziwny zapach". Jedziemy, nic nie czuć, czujniki milczą. A, to panowie może kawki? Bo ludziom się nudzi, są samotni, chcą pogadać.
Palec w lufie
- No więc współpraca z policją i z pogotowiem. Z pogotowia dzwonią, że dziecko wsadziło paluszek do sitka w zlewie. Albo do lufy czołgu. Czołg mały, a problem duży - i trzeba piłować. I żebyśmy obrączki ściągali, bo palec puchnie, a jubiler nie daje rady. Złoto albo srebro przepiłuje się i odegnie, ale stal chirurgiczna ani drgnie. A my mamy taką delikatną szlifiereczkę precyzyjną i ścierną tarczą pomalutku... Kiedyś chłopakowi, co pracował w szybie windowym i spadł na druty, gruby drut ramię na wylot przebił. Nie cięliśmy w szpitalu sprzętem mechanicznym, bo wibracje za duże, tylko ręczną szlifierką, jak najkrócej. Poza tym wynosimy pacjentów, których pracownicy pogotowia nie dają rady znieść na noszach, ewakuacja przez balkon albo okno, na specjalistycznym noszaku i podnośniku. Niedawno mężczyznę znosiliśmy, 350 kilo ważył.
Skokochron
- Przy próbach samobójczych jedziemy jako zabezpieczenie. Czasem jest psycholog z policji, prowadzi negocjacje. Bywa, że ktoś gaz poodkręca, przy okazji może wysadzić mieszkanie. Jeden 16-latek groził, że się zabije, wyskoczył do nas ze sprejem i zapałkami, miotacz ognia sobie zrobił.
Na osobę, która chce skoczyć, mówimy "skoczek". Był czas, że ciągle mieliśmy takie zgłoszenia, nie wiem, pora roku, pogoda czy co. Przyniesienie i rozłożenie poduszki, czyli skokochronu, trwa kilkadziesiąt sekund, ale czasem, żeby się ustawić, trzeba usunąć ogrodzenie albo wyciąć krzewy. W niektórych przypadkach musimy zabezpieczyć taką osobę silnym prądem wody, żeby zatrzymać ją w miejscu i uniemożliwić jej skok.
Niektórzy ludzie chcą tylko pomocy, chcą zwrócić na siebie uwagę - w Wigilię babcia chodziła na siódmym piętrze po drugiej stronie barierki i krzyczała, że jest głodna. No, ale niestety zdarza się i tak, że przyjeżdżamy za późno. Raz mężczyzna rzucił się z kładki nad jezdnią i akurat przejeżdżało auto, wpadł do środka, sam zginął i zabił pasażera.
cdn