aneladgam
24.03.08, 13:00
Ciekawa jestem Waszego zdania w temacie tłumaczenia imion na języki obce.
Podam Wam dwie sytuacje: w szkole, w której uczę angielskiego często pojawiają
się dzieci, które już styczność z tym językiem miały. I nierzadko właśnie one,
na pytanie "What's your name?" odpowiadają "I am Simon, I am Johnny, I am
[dżulia, I am Adalbert]".
Zazwyczaj staram się zwracać do uczniów tak, jak mi się przedstawili, szanując
to że jedna chce być nazywana "Uleńką", druga "Apolonią", trzecia "Po",
czwarty "Krzysiem" a piąty "Tymonem". Ale z drugiej strony ja osobiście jestem
przeciwna wmawianiu dzieciom, że nazywają się "Chris, Matthew, Steve, Ann,
Kate" itd.
Jeśli mnie pytają jak po angielsku czy hiszpańsku brzmi ich imię, to chętnie
im to mówię w ramach ciekawostki, ale wolałabym, żeby moje dzieci były
zadowolone ze swoich imion w polskim brzmieniu, a jak gdzieś wyjadą to niech
sobie obcokrajowcy języki łamią i próbują wymówić.
A druga sytuacja: wpadł mi w ręce nowy kurs angielskiego (tym razem dla
dorosłych) - no i odpadłam. W wielu przykładach pojawiają się imiona. To jest
w porządku, należy się osłuchać z różnymi imionami w kulturze, której język
poznajemy. Układ kursu jest taki: po lewej stronie zdania po angielsku, po
prawej po polsku. I cóż tam widzimy? Wszystkie angielskie imiona są
przetłumaczone na polski. Te, które mają odpowiedniki, oczywiście. Znosiłam to
dzielnie, dopóki Sally nie przetłumaczono na Sylwię a Susan na Zuzę. Czy w
ogóle jest taka potrzeba, by imiona tłumaczyć?
A jak to jest jak czytacie książkę zagranicznego autora przetłumaczoną na
polski? Wolicie jak imiona są przetłumaczone na polski, czy jak są w
oryginalnym brzmieniu?
Tłumaczyć czy nie tłumaczyć?