Dodaj do ulubionych

___________________PO__________________

02.12.10, 12:10

równaj Polaku z ..Twoim........medium......

https://www.tv-trwam.pl/newindex/g7.jpg


www.radiomaryja.pl/_______

www.tv-trwam.pl/
--

POrównajcie z bielmem kontaktowym......i dajcie komentarz
Nie bądzcie -> Leming.
Człowiek, który bezkrytycznie wierzy w to, co usłyszy w telewizji, albo przeczyta w Internecie i przyjmuje to wszystko bez żadnego zastanowienia; uważa się przy tym za mądrego. Głupek. Jednym z podstawowych źródeł zdobywania wiedzy leminga jest portal gazeta.pl
Obserwuj wątek
    • hasz0 ___________________PO__________________ 02.12.10, 14:33
      https://dadrl.pl/images/g_wypadek1.jpg

      Te wypadki zdarzyły się w dzień - oni mieli włączone światła


      dadrl.pl/wypadki
      • hasz0 Re: ___________________PO__________________ 02.12.10, 14:43
        Wina leży po stronie elity!
        Autor Roman Mańka
        Piątek, 29. 10. 2010 14:35
        Statystyczny Kowalski może tej gry pozorów nie rozumieć. Jest przekonany, iż „wojna polska-polska” dokonuje się naprawdę, chwyta za broń, strzela, zabija. Uważa, że działa w dobrej wierze, reprezentuje słuszną sprawę, eliminuje zdemonizowane zagrożenia.

        Miarą jakości prowadzonej debaty publicznej jest odpowiedzialność za słowo. Dojrzały polityk nie może ulegać pokusie medialnego zapotrzebowania i dla osiągnięcia marketingowego efektu wulgaryzować społeczny przekaz. Elita musi być świadoma faktu, iż w największym stopniu to ona kształtuje kulturę życia publicznego. Tragiczne wydarzenia, jakie rozegrały się w Łodzi skłaniają do refleksji nad kondycją moralną polskiego establishmentu.

        Ryba psuje się od głowy
        Pójściem na łatwiznę jest twierdzenie, iż winę za dewastację kultury politycznej w Polsce ponoszą jedynie media. To raczej alibi wygodne dla polityków, niż rozsądne, racjonalne wytłumaczenie. Politycy cedują odpowiedzialność na dziennikarzy, mówiąc, iż używają retoryki takiej, jaka jest preferowana w mediach. Ale to nie jest argument usprawiedliwiający, lecz właśnie obciążający… Takie wyjaśnienie jeszcze bardziej pogrąża klasę polityczną i skazuje na zarzut moralnego relatywizmu.

        Wolność to w pierwszej kolejności nie ten obszar, na którego spenetrowanie przyzwalają inni, lecz przede wszystkim terytorium zakreślane przez naszą odpowiedzialność. Możemy przekraczać jedynie te granice, które wyznacza prawo, kultura, czy mówiąc ściślej polityczny obyczaj.
        Idąc tropem rozumowania, iż proces wulgaryzacji debaty publicznej jest funkcją medialnego zapotrzebowania dojdziemy do wniosku, że koniunktura przekazu jest odpowiedzią na oczekiwania społeczeństwa, publicznej widowni, a z kolei społeczeństwo ulega przecież wtórnie wzorom i normom zachowań, które prezentuje establishment. To elita narzuca kulturę debaty publicznej. Społeczeństwo zaś się tylko dostosowuje, socjalizuje, reaguje na różnego rodzaju bodźce, aczkolwiek w sprzężeniu zwrotnym może dynamizować eskalację określonych tendencji.
        W odniesieniu do zjawisk zachodzących w przestrzeni polskiego (ale także i światowego) życia publicznego używa się często terminu „teatralizacja”. W teatrze napotykamy dwie grupy: aktorów oraz publiczność. Aktorzy grają, a publiczność tylko reaguje. Pierwotną kategorią jest gra, wtórną oklaski…

        Oklaski intensyfikują skłonność do gry, improwizacji rozmaitych poczynań, ruchów, gestów, ale to aktor kieruje zachowaniami publiczności i to na nim spoczywa główna odpowiedzialność za poziom estetyczny odgrywanego spektaklu. Istnieje pewna gradacja odpowiedzialności.
        W tym przypadku ma zastosowanie formuła, że ryba psuje się od głowy.

        Afirmacja rynsztokowej normy kulturowej
        Kto jest winien degradacji kultury debaty publicznej w Polsce? Odpowiedź na to fundamentalne pytanie zawiera się w semiotycznym rozróżnieniu pojęć: „medium” i „elita”, a właściwie funkcjonalnym zdefiniowaniu ich immanentnych ról. Elita oraz społeczeństwo lokalizują się w dwóch różnych wymiarach rzeczywistości. Elita w wymiarze „sceny”; społeczeństwo w wymiarze „krzeseł”… Elita w wymiarze emisji; społeczeństwo w wymiarze recepcji. Materialną granicą, swoistą cezurą jest ekran. Nawet w sensie dosłownym elita i społeczeństwo znajdują się po dwóch różnych stronach ekranu… Elita przejawia skłonność do ogrywania, inscenizacji różnego rodzaju zachowań, społeczeństwo zaś do naśladownictwa. Norma kulturowa debaty publicznej formowana jest przez elitę. Społeczeństwo ją tylko przyswaja i modyfikuje.

        W znaczeniu etymologicznym medium to przekaz, a precyzyjniej rzecz ujmując nośniki przekazu, komunikacyjne instrumentarium, infrastruktura. Elita porozumiewa się ze społeczeństwem za pomocą infrastruktury przekazu. Medium przenosi „opiniotwórcze drgania” niczym struna muzyczne dźwięki. To tam przekazywane są wytwarzane treści. W idealnym ujęciu medium powinno wiernie przenosić autentyczny przekaz. Rolą dziennikarzy jest opis rzeczywistości, a nie kreacja, choć oczywiście i tu muszą istnieć jakieś moralne imperatywy, narzędzia estetycznego wartościowania. Ale nie można w pierwszej kolejności formułować pretensji do środków masowego przekazu za to, iż pokazują rzeczywistość taką, jaka ona jest w osnowie. Oczywiście istnieje problem tendencyjności mediów, stronniczości, politycznego uwikłania. To temat na inną dyskusję.

        W czym jest problem? W Polsce doszło do radykalnej redukcji funkcji elity. Elita zamiast kształtować własną (elitarną) normę kulturową zadawala się przejmowaniem jej z „ulicy”, z obszaru rynsztoku i wtórnym emitowaniem w przestrzeń publiczną. Ulega uwarunkowaniom popularyzacji. Posługuje się językiem „grypsów”, kolokwialnych zwrotów, knajackich odzywek, rodem spod celi. Używa retoryki przestępczego syndykatu: „dożynanie watahy”, „wyginiecie jak dinozaury”, „krew na rękach”, „walcie się”, „spieprzaj dziadu”.
        Szerzy się apoteoza walki, wyniszczenia, eliminacji. W ten jednak sposób dochodzi do afirmacji wulgarnej, rynsztokowej normy kulturowej. Elita uwiarygodnia język „ulicy”. Zamiast socjalizować społeczeństwo, sama ulega procesom negatywnej, ujemnej socjalizacji.

        Elitarność nie jest synonimem popularności…
        Czym powinna być elita? W idealnej definicji elita to wyselekcjonowana grupa przejawiająca zdolność do kreowania postaw oraz zachowań odpowiedzialnych. Pragmatyczna w dążeniu do realizacji dobra wspólnego. Wyróżniająca się myśleniem odpornym na tendencje koniunkturalne, konformistyczne, czy oportunistyczne. Prezentująca wysoki poziom kultury, pozytywnie wartościująca normy kulturowe. Kryterium jest tu nie świadomość powszechna, lecz świadomość unikalna; nie myślenie w kategoriach meinstreamowych, dominujących, lecz realnych, odpowiedzialnych, pragmatycznych.

        Najważniejszą cechą konstytutywną elitarności jest nie popularność, ale osobliwość. Elitarność nie jest prostym synonimem popularności. Popularność może być, co najwyżej pochodną osobliwości… Elita nie może bezwiednie reagować na zapotrzebowania świata medialnego, czy społecznego, ulegać różnego rodzaju popularnym trendom, lecz dokonywać ich klasyfikacji. Musi umieć „iść pod prąd”, gdy wymaga tego społeczny interes, nawet wówczas, kiedy w procesie społecznej artykulacji deklarowane są błędnie inne oczekiwania niż te racjonalnie najbardziej pożądane. To elita ma prezentować wyższy poziom świadomości. Inaczej mówiąc elitarność przejawia się w odpowiedzialnej osobliwości.

        Epitet stanowi substytut argumentu…
        Prof.. Jacek Raciborski z Uniwersytetu Warszawskiego uważa, iż polska polityka opiera się na inscenizacji. Jego zdaniem realne relacje polityków nie posiadają aż tak konfrontacyjnej konotacji, jak te, których projekcja dokonuje się w publicznej przestrzeni. Można iść w tej diagnozie jeszcze dalej i pokusić się o tezę, że w sferze kulis stosunki polityczne podlegają swego rodzaju patologicznej fraternizacji. Ale ten właśnie argument świadczy o niskiej jakości polskiej klasy politycznej, nieumiejętności prowadzenia realnego politycznego sporu, słabych kwalifikacjach merytorycznych. W pewnym sensie epitet jest negatywnym substytutem argumentu; pojawia się wówczas, kiedy brakuje walorów artykulacyjnych; kiedy konkretni politycy nie potrafią niczego innego zaoferować. Dyskusja emocjonalna jest w przebiegu publicznej debaty alternatywna wobec dyskusji merytorycznej.

        Skoro polscy politycy uciekają się do inscenizacji, to oznacza, iż nie posiadają zdolności kreowania realnego politycznego sporu. Doświadczenia psychologii społecznej pokazują, iż intensyfikacja sygnału osłania deficyt treści. Krzyczy zazwyczaj ten, który nie ma nic do powiedzenia… Emocja zastępuje argument. Emocjonalna inscenizac

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka