konserwa.blox.pl/2009/12/Prof-dr-hab-Artur-Sliwinski-Co-sie-dzieje-z.html
Rząd … wykonał brudną robotę, przekazując we władanie zagranicy krajową sieć telekomunikacyjną, co było największa i najbardziej spektakularna prywatyzacją w dziejach Europy. Co z tego, że wielu ekonomistów i polityków europejskich łapało się za głowę, jak można lekką ręką było przekazać za granicę komplet danych adresowych większości obywateli oraz wszystkich urzędów państwowych, co zostało w końcu zrozumiane: Polska nie jest w stanie bronić swych podstawowych interesów politycznych i gospodarczych. To oczywiście przyciągnęło rzesze większych i mniejszych elementów kryminalno-gospodarczych, zapaliło zielone światło dla Eureko i wielu innych. Jak przed pół wiekiem pisał Joseph Schumpeter: „bezbronna twierdza zachęca do agresji”.
Nie mamy prawa przypuszczać, że było to działaniem bezmyślnym lub nieudolnym,
ponieważ inicjatorzy tej akcji już znacznie wcześniej odkryli swe koneksje polityczne,
a często także antynarodowe. Wrogość wobec Polski towarzyszyła im od początku, nikt nawet nie starał się jej ukrywać.
Sejm RP uznał, że strategiczne problemy rozwoju kraju nie zasługują na szczególne zainteresowanie, ani nawet na kontrolę parlamentarną. W ten sposób pole do nadużyć i manipulacji zostało rozszerzone na najważniejsze, najbardziej żywotne dla Polski zagadnienia.
Cytatodstawowym krokiem do przejmowania kontroli zasobów naturalnych przez kapitał obcy stało się celowe „rozmydlenie” pojęcia przedsiębiorstw i zasobów o charakterze strategicznym.
Formalnie historia rozpoczyna się w 1997 roku, gdy „prywatyzacja” wkracza w strategiczne sektory gospodarcze. Jednak należy uwzględnić fakt, że wcześniej zostały skonsumowane przez kapitał zagraniczny najefektywniejsze polskie przedsiębiorstwa państwowe (z „okruchami ze stołu” przeznaczonymi dla przewertowanych służb specjalnych). W ślad za tym międzynarodowa oligarchia finansowa, która walnie przyczyniła się do obecnego kryzysu światowego, przejęła polski sektor bankowy. Tak więc w 1997 roku nastąpił raczej kolejny etap „prywatyzacji”, tym razem nie znajdujący uzasadnienia w konieczności „transformacji ustrojowej” Polski. O ile bowiem przy dobrej woli (lub raczej łatwowierności) można było przyjąć, iż negatywne aspekty prywatyzacji i jej tendencyjność mogły wynikać ze słabości lub niedoświadczenia rządu w Polsce, o tyle po tej dacie rozpoczyna się nowy rozdział, nacechowany cynizmem i demoralizacją funkcjonariuszy politycznych i administracyjnych. Jest całkowicie jasne, że oddanie strategicznych dla Polski przedsiębiorstw i zasobów gospodarczych zagranicznym korporacjom nie stanowi postępu w „prywatyzacji”, lecz jest akcją wyjątkowo groźną dla egzystencji i rozwoju.