Gość: wild
IP: *.net.bialystok.pl
09.03.02, 16:19
jako że krasnal Psychiatruś i Psychologikuś poszli na pifko!
anty-wykłady poprowadze ja! czyli ... Homeopatuś (:}
oczywistem jest że ten no Kowal ( wild? ) nie może wydrukować sobie na drukarce
dyplomu "koncesja-łąkowego-lekarza" ale ja mogie! ( bo tak gwiazdy sie ułożyły )
koniec.
------------------------------------------------------------------------------
Nic. Zero. Null. Próżnia absolutna. Oto farmakopea "lekarzy homeopatów".
------------------------------------------------------------------------------
Homeopatia - największe oszustwo w dziejach medycyny
PROF. DR HAB. MED. ANDRZEJ GREGOSIEWICZ
ŚMIESZNE? Nie. To interes wszechczasów. Sprzedawać nic za pieniądze.
Podkreślać, że to nic jest istotą leku. Informować klientów, że dostają nic.
Nikt nigdy nie wymyśli już nic lepszego. Oto próg transcendencji.
Technologia produkcji leków homeopatycznych polega na wielokrotnym
rozcieńczaniu różnych substancji wybranych przy pomocy klucza okultystyczno-
astrologicznego. Rodzaj substancji nie ma żadnego znaczenia, gdyż w ostatecznym
rozcieńczeniu zazwyczaj nie ma już po niej śladu. Jednak dzięki specjalnemu
sposobowi rozcieńczania (wstrząsanie) sam płyn staje się "duchowy" na
skutek "dynamicznego uwolnienia energii kosmicznej leku". Rozcieńczenia te
określane są w skali dziesiętnej i setnej. Skala dziesiętna: l kroplę zawiesiny
odpowiedniej substancji miesza się z 9 kroplami obojętnej cieczy. Po ich
wymieszaniu otrzymuje się roztwór drugi dziesiętny, oznaczony symbolem D2. Z
tego roztworu pobiera się l kroplę i rozpuszcza ją w kolejnych 9 ml itd., itd.
W skali setnej wyjściową kroplę leku miesza się z 99 kroplami cieczy. Jest to
drugi roztwór setny oznaczony jako C2 lub CH2. Rozcieńczenia takie powtarzane
są wielokrotnie, wg uznania producenta.
Eksperyment naukowy (z NaCl) wykazał, że po powtórzeniu takiej operacji 12 razy
(oznaczenie CH12) w badanym roztworze nie ma już ani jednej cząsteczki tego
związku. Na etykietach leków homeopatycznych widzimy zaś często symbole CH30,
CHIOO, a nawet CH1000. Czy ktoś tu z kogoś nie robi wariata?
Jednak homeopaci nie ukrywają wcale tej mistyfikacji. Próbują natomiast
objaśniać naturę tych pozornych wg nich sprzeczności. Wg nich, aktywność leku
jest tym większa, im bardziej jest on rozcieńczony, lecz rozcieńczony w
specjalny sposób. Dopiero w tym miejscu zaczynamy rozumieć sedno sprawy.
Okazuje się bowiem, że nie chodzi tu o zwykłe rozcieńczenie, ale o procedurę
zwaną dynamizacją lub potencjalizacją, która polega na powtarzanych przy każdym
rozcieńczeniu wstrząśnięciach. Pomagają one wydobyć "niematerialną naturę
substancji" posiadającą "energię witalną".
"Odkrywca" homeopatii dr Samuel Hahnemann wielokrotnie podkreślał, że choroba,
to tylko "duchowy dynamiczny rozstrój".
OBJAWIENIE
Tylko tak można nazwać początki homeopatii. Nie jest to bowiem "medycyna
naturalna" gromadząca przez wieki mniej lub bardziej prawdziwą wiedzę,
najczęściej zabobony na temat leczenia. Homeopatia wywodzi się z powszechnego w
XVIII wieku okultyzmu i "objawiła się" nagle w umyśle jednego człowieka, dr
Samuela Hahnemanna (1755-1843). Sam autor wielokrotnie podkreślał, że podczas
seansów spirytystycznych zrozumiał, że "choroba to tylko duchowy, dynamiczny
rozstrój". W podobny sposób rozumują zwolennicy medycyny holistycznej i tutaj
koło się zamyka, gdyż wiemy, że Hahnemann był wyznawcą ideologii panteistycznej
Spinozy, która jest istotą holizmu. Stąd już tylko krok do uwzględnienie w jego
teoriach naukowych "leczniczych energii kosmicznych". Myślę, że wspólnie, ze
swoim przyjacielem Mesmerem, któremu "objawił" się "magnetyzm", na tyle mocno
podbijali "pseudonaukowy" bębenek, że doszli do wniosku, że są autorami
wiekopomnych odkryć. W takim stanie psychicznym zanika uczucie wstydu i można
wbrew zdrowemu rozsądkowi opublikować każdą bzdurę.
Objawienie musi posiadać swój przedmiot kultu, by przyszli wyznawcy mieli się
do czego odwoływać. Najlepiej gdyby to było coś na kształt Biblii. I
rzeczywiście. W 1810 roku powstaje Organon sztuki leczenia, który zawiera
podstawy filozofii homeopatii. W 1960 roku na międzynarodowym kongresie
homeopatii w Montreux (150 rocznica wydania) uczestnicy stwierdzili, że Organon
dla homeopaty jest tym, czym Biblia dla chrześcijanina. Jeden z uczestników
kongresu, Kunzli, tak to ujmuje: "Suche i teoretyczne studia zdają się na nic i
waszym chorym nie przyniosą żadnej pomocy. Trzeba, byście przeniknęli ducha tej
niezwykłej książki, byście rozmyślali i medytowali nad wszystkim, co zawiera.
Im więcej będziecie ją studiować, tym większy będzie pożytek, który z niej
wyciągniecie". Jest w tym dużo racji, bo tylko w stanie "alfa-theta"
(osiągnięcie skupienia nazywanego "wewnętrznym sanktuarium") można zrozumieć
teksty zawarte w Organonie. Przeczytajmy np. fragment paragrafu 16: "Lekarz
jest więc w stanie usunąć owe chorobowe zaburzenia jedynie przez oddziaływanie
na ową niematerialną energię przy pomocy substancji obdarzonych mocami
modyfikującymi, także niematerialnymi (dynamicznymi), a odbieranymi przez
unerwioną wrażliwość obecną w całym organizmie. Tak oto jedynie dzięki ich
dynamicznemu oddziaływaniu na energię witalną mogą leki przywrócić zdrowie i
rzeczywiście odnawiają równowagę biologiczną chorego".
Za czasów komuny można było wziąć każde odpowiednio długie przemówienie
sekretarzy partyjnych, także lekarzy (nazwiska u autora), przemieszać w nich w
dowolny sposób rozdziały, akapity, zdania i słowa, by w efekcie otrzymać
logiczny wywód o rozwoju socjalizmu, nienaruszalności paktów wojskowych i
geopolitycznym przymusie kochania Związku Radzieckiego. Taką samą nowomową
posługują się wszystkie medycyny holistyczne, homeopatyczne, naturalne, a także
bioenergoterapie, radiestezje i Bóg wie jakie jeszcze systemy leczenia
paranormalnego. Wymusza to logika języka. Nie mogą przecież te "paranauki"
zaanektować języka stricte naukowego, bo natychmiast stałyby się źródłem
dowcipów. Posługują się więc filozoficznymi popłuczynami, które nie dostarczają
żadnej interpretowalnej informacji.
--------------------------------------------------------------------------------
Dziś leki homeopatyczne to duża część specyfików sprzedawanych w
profesjonalnych aptekach. Czy pacjenci aby na pewno wiedzą, że kupują za grube
pieniądze specyfiki warte tyle co placebo?
--------------------------------------------------------------------------------
DOKTRYNA I JĘZYK HOMEOPATII
Homeopatia opiera się na czterech zasadach:
1. Podobieństwo: Słowo homeopatia składa się z dwóch greckich słów - homoion
(podobne) i pathos (ból, choroba). Podobne leczy się podobnym (similla
similibus Curantur). Oznacza to, że jeśli jakiś patogen powoduje objawy
choroby, to może też z niej wyleczyć. Np. nic nie stoi na przeszkodzie, by
odpowiednio rozcieńczone (1/1018), sproszkowane kamienie nerkowe leczyły kamicę
nerkową (Guide practiąue d'homeopathie, J. Hodler). Kompletny absurd jest tu
oczywisty i żaden normalnie myślący człowiek nie podejmie dyskusji
z "similirarystami". Moi nauczyciele z lubelskiej Alma Mater uczyli mnie, że
patogen trzeba zwalczać środkiem skierowanym przeciwko niemu i o dziwo sprawdza
się to do dzisiaj.
2. Rozcieńczanie pozwala na zastosowanie zasady najmniejszej dawki leku. Wg
homeopatów, im większe rozcieńczenie, tym silniejsze działanie leku. Działanie
terapeutyczne wykazuje także roztwór, w którym leku już nie ma. Dla celów
artystycznych zasadę tę można odwrócić, jak to zrobiła Natalia Kukulska,
śpiewając: "im więcej Ciebie, tym mniej...".
3. Potencjalizacja: Fakt, że rozcieńczanie samo w sobie nic nie wnosi do
aktywności leku, był zrozumiały nawet dla Hahnemanna. Nie mając pewnie pojęcia
o brzytwie Ockhama wprowadził więc nową jakość. Było to wstrząsanie (jeden raz
przy pierwszym rozcieńczaniu, dwa razy przy drugim itd.). Proc