Dodaj do ulubionych

Paderewski

25.08.04, 12:08
My_Naród_Polski stwierdzamy, że:

prawdziwi artyści są dobrymi politykami,
co potwierdza przykład Paderewskiego.

Obserwuj wątek
    • Gość: artysta Re: Paderewski IP: *.am.poznan.pl 25.08.04, 15:15
      "Sąsiedzi" w Jedwabnem.
      Nadesłane z Kanady przez W.Głowackiego - One Man Media OnLine
      W roku ubiegłym w Wydawnictwie Pogranicze, Sejny, ukazała się antypolska
      książka Jana Tomasza Grossa (*) pt. "Sąsiedzi". Opisuje ona mord Żydów w
      powiecie łomżyńskim, w miejscowościach Radziłów i Jedwabne pod okupacją
      niemiecką w lipcu 1941 roku, a więc bezpośrednio po wycofaniu się z tych
      terenów wojsk sowieckich. Angielskie tłumaczenie tej książki ma ukazać się w
      kwietniu br. w Stanach Zjednoczonych na trzy miesiące przed obchodami 60-ej
      rocznicy wydarzeń w Jedwabnem. Spodziewać się również można prezentacji tak
      samo zatytułowanego filmu o tych wydarzeniach w reżyserii Agnieszki Arnold.
      Zafałszowań historii jest w książce Grossa tak wiele, że nie możemy pozostawić
      ich bez komentarza. Najpierw krótkie streszczenie książki Grossa.

      "Polacy gorsi od Niemców"

      Początkowe rozdziały książki informują, że z chwilą wybuchu wojny w 1939 roku
      mieszkało w Jedwabnem około 1600 Żydów, co stanowiło około 60 procent ogólnej
      liczby mieszkańców miasteczka. Zarówno przed wojną, jak i w ciągu jej
      pierwszych dwóch lat pod okupacją sowiecką, współżycie polsko-żydowskie
      układało się dobrze (a nawet lepiej niż w innych rejonach Polski). Gwałtowna
      zmiana nastąpiła w końcu czerwca 1941, wraz z wejściem na te tereny armii
      niemieckiej. Polacy przyjęli wejście Niemców z ogromną radością. W Radziłowie
      (str. 41) "wybudowali oni na cześć armii niemieckiej łuk triumfalny, ozdobiony
      swastyką, portretem Hitlera i hasłem: "Niech żyje armia niemiecka, która
      wyzwoliła nas spod przeklętego jarzma żydokomuny !" Pierwszym pytaniem tych
      chuliganów było: czy można zabijać Żydów ? ". (**) Otrzymawszy pozytywną
      odpowiedź, Polacy przystąpili do okrutnych mordów: np. obcięto głowę młodej
      Żydówce, a ciało jej zatopiono. Bito, kopano, znęcano się i rabowano – opisy
      tych bestialskich mordów zajmują kilka stron książki. Na stronie 46 dowiadujemy
      się, że "Polacy byli władcami, bo ani jeden Niemiec nie był obecny". W
      końcu "Niemcy oświadczyli, że Polacy za dużo sobie pozwolili. Przyjęcie Niemców
      uratowało 18 Żydów, którym się udało schować podczas pogromu (podkr. M.Z.).
      Wśród nich znajdował się 8-letni chłopak, który był już zasypany w grobie,
      odżył i wykopał się z ziemi […]. Razem z Żydami zostało też zniszczone
      wszystko, co jest żydowskim w miasteczku: uczelnia, synagoga i też cmentarz".
      Na stronie 51 książki akcja przenosi się do pobliskiego miasteczka Jedwabne. W
      międzyczasie, ukonstytuowały się tam nowe władze miejskie z burmistrzem
      Marianem Karolakiem (mianowany burmistrzem przez Niemców, pochodził ze Śląska i
      był Reichsdeutchem, – przyp. M.Z.). Nowy polski zarząd miasta "zaplanował i
      uzgodnił z Niemcami wymordowanie jedwabiańskich Żydów" (str.51). "Z pewnością
      wiele osób też miało te informacje, skoro okoliczni chłopi zaczęli się schodzić
      do miasteczka i zjeżdżać furami już z samego rana, chociaż to nie był dzień
      targowy.[…] Koordynatorem akcji mordowania Żydów w Jedwabnem, 10 lipca, 1941
      roku był ówczesny burmistrz miasta, Marian Karolak[….] choć cały zarząd
      magistracki […] brał udział w tym mordzie". Nie wiadomo kto inicjował ten mord
      (na str. 52, Szmul Wasersztajn zeznał, że "taki rozkaz wydali Niemcy"), nie
      jest to jednak ważne, bo się jedni z drugimi porozumieli, a
      mianowicie "przyjechało taksówką czterech czy też pięciu gestapowców i zaczęli
      w magistracie rozmawiać". Zresztą nie wiadomo, w którym dniu miała miejsce ta
      wizyta gestapowców, czy w dzień masowego mordu, czy też wcześniej. Jak
      wyglądało to porozumienie też nie wiadomo, ale najprawdopodobniej "Niemcy dali
      Polakom wolną rękę na osiem godzin, aby zrobili z Żydami co im się podoba (str.
      54). […] Panami sytuacji w Jedwabnem byli oczywiście Niemcy i tylko oni mogli
      podjąć decyzję o wymordowaniu Żydów. […] I nie uczynili tego. Jeżli nawet
      sugerowali zachowanie przy życiu pewnej liczby fachowców żydowskich, to robili
      to bez przekonania, skoro w końcu wszystkich spalono. […] (str. 56) posterunek
      żandarmerii (niemieckiej, przyp. M.Z.) w Jedwabnem okazał się
      najbezpieczniejszym miejscem dla Żydów tego dnia i kilka osób uszło z życiem
      tylko dlatego, że tam się akurat znaleźli" (podkr. M.Z.). Na str. 65-73 podany
      jest opis straszliwego mordu na Żydach. "Zaopatrzeni przez niemiecką
      żandarmerię i zarząd miasteczka w kije, baty i drągi, Polacy spędzali Żydów
      bijąc, mordując, kamieniując i okaleczając. Konno i z orczykami wyłapywali
      uciekinierów. Wśród drwin i śmiechu mordowano, topiono matki z dziećmi na ręku,
      bito żelaznymi hakami, kłuto nożami w brzuch, obcinano język i męczono" […] ale
      przecież zorientowali się wkrótce, że tymi metodami nie uda się do zmierzchu
      zabić półtora tysiąca osób. Postanowiono więc spalić wszystkich Żydów na raz w
      stodole" (str. 70). I tak to zostało wykonane. Uciekających z płonącej stodoły
      dobijano. "Po 10 lipca nie wolno już było Polakom mordować Żydów w Jedwabnem
      wedle własnego uznania i trochę niedobitków nawet wróciło do miasteczka (podkr.
      M.Z.). Przepędzono ich w końcu do getta w Łomży". Na str. 57 jest trzykrotnie
      powtórzona informacja, kto mordował Żydów w Jedwabnem: "sprawcami tego zajęcia
      byli Polacy. Niemcy brali udział tylko w fotografowaniu […] Niemcy udziału w
      mordowaniu Żydów nie brali, a stali i fotografowali jak Polacy znęcali się nad
      Żydami […] Żydzi mordowani byli przez ludność narodowości polskiej" (podkr.
      M.Z.).

      Niewiarygodne źródła

      Główny proces o morderstwo Żydów jedwabiańskich odbył się w Okręgowym Sądzie w
      Łomży, gdzie po odbytym śledztwie miała miejsce rozprawa w dniach 16 i 17 maja
      1949 roku, a więc w najczarniejszym okresie stalinowskiego terroru. Wiemy
      wszyscy, jak przebiegało wówczas śledztwo (szantaż, zastraszanie, tortury) i
      jak wyglądała sprawiedliwość. Przyznaje to również sam Jan Gross, pisząc na
      str. 21, że "zarówno sądownictwo jak i organa śledcze cieszyły się zasłużenie
      złą opinią. W dodatku na rozprawie oskarżeni jeden po drugim oświadczają, że
      ich bito w śledztwie i w ten sposób zmuszano do składania zeznań – co,
      zważywszy na metody wówczas stosowane przez UB, jest bardzo prawdopodobne". A
      jednak olbrzymia większość żródeł, którymi posługuje się autor
      książki "Sąsiedzi", to właśnie zeznania i dokumenty instytucji z tego okresu.
      Przynależą tu dwaj "filarowi" świadkowie opisanych w ksiiące zdarzeń, Szmul
      Wasersztajn, którego pamięci poświęcona jest cała książka, oraz Menachen
      Finkelsztajn. Składali oni zeznania w 1945 roku w Żydowskim Instytucie
      Historycznym oraz przed Żydowską Komisją Historyczną w 1946 roku, w "dowolnym
      tłumaczeniu z języka żydowskiego" (podkr. M.Z.) jak się wyraził Gross !!!
      Zeznania te różnią się między sobą w szczegółach (może ze względu na
      owo "dowolne tłumaczenie"?). Około 60% odnośników w książce Grossa pochodzi z
      takich właśnie żródeł. Raz jeszcze należy przypomnieć, iż powstały one w
      czasach, gdy nieograniczona władza spoczywała w rękach ludzi takich jak Jakub
      Berman, czy Hilary Minc, a sądownictwem i śledztwem rządzili krwawo i
      niepodzielnie Różański i Światło (dziwnym zbiegiem okoliczności wszyscy oni
      byli Żydami). Nawet pomijając kwestię prawdziwości przytoczonych zeznań
      świadków, uwagę zwraca fakt, iż plączą się oni w opowiadaniach i
      niejednokrotnie zaprzeczają sami sobie. Np. w relacji na str. 40 czytamy: "Tych
      cywilów co bili, nie poznałem, gdyż byli dużą grupą Niemców otoczeni", a kilka
      linii poniżej następna informacja podaje: "Autorami tych mordów, z przyzwolenia
      Niemców, byli […] chuligani miejscowi". Książka sprawia w sumie wrażenie
      niedbałego połączenia pośpiesznie i celowo wybranych takich fragmentów, które
      oskarżają Polaków. Na str. 12 znajdujemy u Grossa następujący opis
      wstrząsającej śmierci dwóch Żydówek podany przez Wasersztajna: "Tego samego
      dnia zaobserw
    • Gość: c.d. Re: Paderewski IP: *.am.poznan.pl 25.08.04, 15:18
      Finkelsztajn. Składali oni zeznania w 1945 roku w Żydowskim Instytucie
      Historycznym oraz przed Żydowską Komisją Historyczną w 1946 roku, w "dowolnym
      tłumaczeniu z języka żydowskiego" (podkr. M.Z.) jak się wyraził Gross !!!
      Zeznania te różnią się między sobą w szczegółach (może ze względu na
      owo "dowolne tłumaczenie"?). Około 60% odnośników w książce Grossa pochodzi z
      takich właśnie żródeł. Raz jeszcze należy przypomnieć, iż powstały one w
      czasach, gdy nieograniczona władza spoczywała w rękach ludzi takich jak Jakub
      Berman, czy Hilary Minc, a sądownictwem i śledztwem rządzili krwawo i
      niepodzielnie Różański i Światło (dziwnym zbiegiem okoliczności wszyscy oni
      byli Żydami). Nawet pomijając kwestię prawdziwości przytoczonych zeznań
      świadków, uwagę zwraca fakt, iż plączą się oni w opowiadaniach i
      niejednokrotnie zaprzeczają sami sobie. Np. w relacji na str. 40 czytamy: "Tych
      cywilów co bili, nie poznałem, gdyż byli dużą grupą Niemców otoczeni", a kilka
      linii poniżej następna informacja podaje: "Autorami tych mordów, z przyzwolenia
      Niemców, byli […] chuligani miejscowi". Książka sprawia w sumie wrażenie
      niedbałego połączenia pośpiesznie i celowo wybranych takich fragmentów, które
      oskarżają Polaków. Na str. 12 znajdujemy u Grossa następujący opis
      wstrząsającej śmierci dwóch Żydówek podany przez Wasersztajna: "Tego samego
      dnia zaobserwowałem straszliwy obraz: Kubrzańska Chaja, 28 lat, i Binsztajn
      Basia, 26 lat, obie z niemowlętami na rękach, widząc co się dzieje, poszły nad
      sadzawkę, woląc raczej utopiæ się wraz z dziećmi, aniżeli wpaść w ręce bandytów
      (polskich, - przyp. M.Z.). Wrzuciły one dzieci do wody i własnymi rękami
      utopiły, póżniej skoczyła Binsztajn Basia, która poszła od razu na dno, podczas
      gdy Kubrzańska Chaja męczyła się przez kilka godzin. Zebrani chuligani zrobili
      z tego widowisko, radzili jej aby się położyła twarzą do wody, a wtedy to się
      szybciej utopi, ta widząc, że dzieci już utonęły rzuciła się energiczniej do
      wody i tam znalazła śmierć". Jednak ta sama straszna historia jest w księdze
      pamiątkowej jedwabiańskich Żydów (którą Gross zna) w całkowicie odmienny sposób
      opisana przez Żydówkę, Ryfkę Fogel, również bezpośredniego świadka tragedii.
      Twierdzi ona: "Siostry – żona Abrachama Kubrzańskiego i żona Saula Binstajna,
      których mężowie odeszli razem z Rosjanami, po przejęciu okropnej kary z rąk
      niemieckich, zdecydowały zakończyć życie swoje i swych dzieci. Zamieniły się
      dziećmi między sobą i razem skoczyły do głębokiej wody. Nie-Żydzi stojący w
      pobliżu wydostali je, lecz one skoczyły jeszcze raz i utonęły". Pytanie kto był
      prawdziwym świadkiem: Wasersztajn, czy Ryfka Fogel? Z relacji Fogel wynika
      bowiem, że Polacy podjęli nawet próbę ratowania tych Żydówek! Jednocześnie
      nasuwa się pytanie: dlaczego Niemcy tak okropnie męczyli Kubrzańską i
      Binsztajnową ? Czy dlatego, że ich mężowie uciekli razem z Sowietami, bo
      przedtem pełnili wysokie funkcje w NKWD w Jedwabnem? Jeżli świadectwo Ryfki
      Fogel jest prawdziwe, to jak należy traktować zeznania Szmula Wasersztajna
      (zarówno to, jak i pozostałe) ? Od wieloletniego mieszkańca Jedwabnego mamy
      dodatkowe wiadomości, według których w okresie okupacji sowieckiej Szmul
      Wasersztajn denuncjował do NKWD polskie rodziny oraz asystował przy ich
      aresztowaniu i wywózce na Sybir. Takiemu to "świadkowi" Gross poświęca swoją
      książkę!
      Innym przykładem fałszu może być podana na str. 40 książki Grossa następująca
      wiadomość: "Przywódcy społeczności żydowskiej (w Jedwabnem, - przyp. M.Z.)
      wysłali delegację do biskupa w Łomży, która zawiozła ze sobą piękne srebrne
      lichtarze, z prośbą, aby zapewnił im opiekę, interweniował u Niemców i nie
      zezwolił na pogrom w Jedwabnem. [….] Biskup przez pewien czas dotrzymał słowa".
      Gross chętnie korzysta z takich antykościelnych oskarżeń, nie sprawdzając nawet
      ich prawdziwości. Fałsz tego właśnie oskarżenia jest oczywisty, ponieważ wiemy,
      że ksiądz biskup Łukomski ukrywał się przez cały okres okupacji sowieckiej i na
      początku okupacji niemieckiej z dala od Łomży (a więc i od Jedwabnego). Do
      Łomży wrócił dopiero w sierpniu 1941 roku, a miejsce jego starannie
      zakonspirowanego pobytu znali tylko nieliczni, najbardziej zaufani katolicy. Na
      stronach 52,80 i 81 Gross podaje (według "Arkusza informacyjnego – dossier – z
      materiałów kontrolno-śledczych Powiatowego Urzędu UB w Łomży) następujące
      informacje: "jeden z młodszych, bo zaledwie wówczas dziewiętnastoletni, i
      zarazem (jeden z, - przyp. M.Z.) najbrutalniejszych uczestników tych
      wydarzeń", "moralnie zidiociały złoczyńca", który z "Wiśniewskim i Kalinowskim
      kamieniowali po kolei Lewina i Zdrojewicza" (Żydów, - przyp. M.Z.), a
      nawet "dwóch z nich - Jerzy Laudański i Karol Bardon - było póżniej szucmanami
      w niemieckiej żandarmerii". Na temat Jerzego Laudańskiego przeczytać można
      opublikowaną w Rzeczypospolitej z dnia 27-28 stycznia 2001, notatkę pióra dr
      Adama Cyra, pracownika Państwowego Muzeum Oświęcim-Brzezinka pt. "Jedwabne-
      Oświęcim-Sachsenhausen". Z notatki tej dowiadujemy się, że dotąd żyjący bracia
      Jerzy, Kazimierz i Zygmunt pochodzą z jednej z najbardziej szanowanych rodzin
      polskich w Jedwabnem. Jerzy Laudański, były członek ZWZ i AK, aresztowany i
      przewieziony przez Niemców z więzienia na Pawiaku do obozu w Oświęcimiu, (nr
      obozowy 63805), a następnie więziony w KL Gross-Rosen i KL Sachsenhausen.
      Pytanie dla profesora Grossa: kiedy więc Jerzy Laudański został szucmanem
      niemieckiej żandarmerii i czyje zeznania, UB z 1949 roku czy dr Cyra są
      bardziej wiarygodne? Informacje podane przez Grossa w rozdziale pt. "Okupacja
      sowiecka, 1939-1941" kłamliwie pomijają znany i udokumentowany fakt (patrz
      Tomasz Strzembosz w Rzeczpospolitej z dnia 27-28 stycznia 2001,
      pt. "Przemilczana kolaboracja"), iż ludność żydowska, w tym zwłaszcza młodzież,
      oraz miejska biedota, witała masowo radośnie inwazję wojska sowieckiego. Z
      bronią w ręku kolaborowali Żydzi z Sowietami, denuncjując Polaków i biorąc wraz
      z najeźdźcą czynny udział w rabunkach, aresztowaniach oraz deportacji. Opisy
      podobnych faktów znaleźć również można w wyżej wspomnianej notatce dr Cyra.
      Przytacza on następujące zeznanie, mieszkańca Jedwabnego, Kazimierza
      Laudańskiego: "Gdy po 17 września 1939 roku komórka ta (komunistyczna, - przyp.
      M.Z.), jakby w rewolucję, zorganizowała władzę - ochotniczą milicję, członkami
      organizacji zostali nieliczni Polacy i w większości skomunizowana młodzież
      żydowska". Nie należy się dziwić, iż w czasie następnej - niemieckiej -
      okupacji, Polacy nie mieli ochoty ryzykować życia swego i swych rodzin w
      obronie niedawnych ciemiężców i denuncjatorów.
      Mord Żydów w świetle faktów
      Prof. Gross pominął całkowicie w swej książce bardzo istotne, opublikowane w
      1989 roku - a więc już w czasach postsolidarnościowych - w "Studium Podlaskim"
      (wydawane przez ówczesną Filię Uniwersytetu Warszawskiego w Białymstoku)
      obszerne opracowanie o zagładzie skupisk żydowskich w rejonie białostockim w
      latach 1939 oraz 1941-1944. Autor tego opracowania, prokurator Waldemar
      Monkiewicz, był szefem Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich. Według
      jego ustaleń, 10 lipca 1941roku do Jedwabnego przybyło samochodami ciężarowymi
      około 200 niemieckich funkcjonariuszy policyjnych (dokładnie 232, - przyp.
      M.Z.) z batalionów 309 i 316 działających w ramach Einsatzgruppen B,
      tworzących "Kommando Białystok" (bataliony utworzone w większości z niemieckich
      kryminalistów, - przyp M.Z.). Dowodził nimi Wolfgang Bürkner z warszawskiego
      Gestapo. Przenosili się oni z miejscowości do miejscowości, urządzając pogromy
      Żydów. W Jedwabnem rola nielicznych miejscowych Polaków ograniczona była
      do "przyprowadzania ofiar na rynek i ich konwojowania poza miasto", oczywiście
      pod niemieckim przymusem. "Niemcy spędzili do stodoły poza miastem około 900
      Żydów, których następn
      • Gość: c.d. Re: Paderewski IP: *.am.poznan.pl 25.08.04, 15:20
        Żydów, których następnie spalili". Prokurator Monkiewicz zaznajomiony był z
        przebiegiem rozprawy z 1949 roku, kiedy kilkunastu Polaków oskarżonych było o
        pomaganie Niemcom przy wyłapywaniu Żydów i ich eskortowaniu. Zapadły wówczas
        wyroki kilku do kilkunastu lat więzienia (prawie połowa oskarżonych została
        uniewinniona). Po latach Monkiewicz mówi o tym bardzo niechętnie (w wypowiedzi
        do artykułu Danuty i Aleksandra Wroniszewskich w "Kontaktach "z lipca 1988
        roku): "Ci ludzie" – mówi z naciskiem – "musieli być skazani. Bez względu na
        stopień winy. Były to przecież czasy Jakuba Bermana, Różańskiego (którzy byli
        Żydami, - przyp. M.Z.) i im podobnych…". Opierając się w swej książce prawie
        wyłącznie na relacjach Szmula Wasersztajna, prof. Gross realizuje swoistą
        taktykę względem historii z przed 60 lat "Nasza postawa wyjściowa do każdego
        przekazu pochodzącego od niedoszłych ofiar Holokaustu – twierdzi na stronie 64 -
        powinna się zmienić z wątpiącej na afirmujacą". Idea zaiste godna historyka !
        Oparte na niej założenia mogą nas doprowadzić do tworzenia nowej "historii"
        (tak jak to kiedyś miało miejsce w okresie stalinizmu), a w tym przypadku do
        stwierdzenia, iż zagladę Żydów w czasie drugiej wojny światowej planowali i
        przeprowadzali – mitygowani przez Niemców – Polacy!!! Oczywista
        niedorzeczność, wypływająca z fałszywego założenia ! Tak przeprowadzony dowód
        zasadniczego fałszu w założeniu, nazywa się w naukach ścisłych dowodem
        przez "sprowadzanie do niedorzeczności", czyli "ad absurdum". W książce prof.
        Jana Tomasza Grossa znajdujemy zaiste wiele takich absurdów. Gdyby ogłoszono
        konkurs na pracę o stosunkach polsko-żydowskich, w którym wszyscy jurorzy
        kierowaliby się równie przewrotną logiką i polityką, książka "Sąsiedzi" mogłaby
        z całą pewnością kandydować do jednej z głównych nagród.
        (*) Jan Tomasz Gross urodził się 1 sierpnia 1947 roku w Warszawie. Studiował na
        Uniwersytecie Warszawskim. Wyemigrował z Polski w marcu 1969 roku. Doktoryzował
        się z socjologii na Yale University w 1975 roku. W latach 1983-1991 zatrudniony
        jako profesor socjologii na Emory University w Atlancie, a w roku 1992
        przeniósł się na wydział nauk politycznych do New York University.
        (**) W dosłownych cytatach Grossa zachowana jest jego oryginalna pisownia.
        No i mamy już Grossa nie socjologa ale polityka
    • aleksander_krzeszowice MY NARÓD POLSKI , GDZIES ..... 25.08.04, 16:05
      ...gdzieś to juz słyszałem , ale gdzie ?
    • Gość: Co za żal Re: Paderewski IP: 217.17.35.* 27.08.04, 15:18
      Szkoda, że prawdziwych artystów już nie ma.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka