09.05.17, 23:35
Przedstawicielka władzy ludowej z wizytą u znachora. Żeby go móc oskarżyć o oszustwo, itd.

Na pytanie, co jej dolega, odpowiada - że słabo widzi, nie ma smaku, nie ma węchu, że nie może mówić prawdy.

Znachor na to - to nic, to się wyleczy. Wychodzi na podwórze, po chwili wraca, niesie coś zawiniętego w liść łopucha. Nakazuje - trzeba to zjeść.

Przedstawicielka nie może przełknąć, wypluwa. Spogląda na zawartość, wącha i krzyczy - co mi tu dajecie, to krowie gó...!

Na to znachor - no, i już jesteście wyleczona, macie smak, macie węch i wzrok, i już możecie
mówić prawdę!

To stara historia, powtarzana wciąż na Suwalszczyźnie.

Jakoś dziwnie aktualna.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka