Artukul Korwina z Angory

))
Kodeks pracy i Kodeks karny
Trwają spory o "Kodeks pracy". Jak mawiał założyciel UPR, Stefan
Kisielewski, "Socjalizm jest to ustrój, w którym bohatersko pokonuje się
trudności - nieznane w innych ustrojach". Otóż w normalnym kraju po prostu nie
ma "Kodeksu pracy", umowy zawiera p. Kowalski z p. Wiśniewskim, a każda umowa
o pracę jest inna; ktoś może chcieć mieć np. 37 dni urlopu płatnego w 30% - a
dlaczego nie, jeśli p. Kowalskiemu (pracobiorcy) i p. Wiśniewskiemu
(pracodawcy) to odpowiada? Dlaczego muszę mieć 26 dni - z czego co najmniej 10
w jednym kawałku??? Dlaczego terroryści z Parlamentu wtrącają się w sprawy
między mną i moim pracodawcą, grożąc nam sądem, jeśli postąpimy inaczej, niż
każe "Kodeks pracy"?!!!?
Jak Państwo zapewne NIE zauważyli, nie istnieje Związek Zawodowy Kręcących
Lody ani Konfederacja Producentów Lodów - i dlatego NIE MA "sporów zbiorowych"
w lodziarstwie, lody mieliśmy zawsze (nawet za najgorszej "komuny") w soboty i
w niedziele, i nikt nigdy nie widział lodziarzy domagających się wolnych
sobót...
Nie istnieje również Konfederacja Szefów Gangów
("Otwock", "Pruszków", "Wołomin" i inni) ani nie istnieje Związek Zawodowy
Szeregowych Gangsterów - i dlatego gangi działają sprawnie; w odróżnieniu od
firm państwowych (oraz tych prywatnych, w których istnieją związki zawodowe).
Kalifornia kwitnie, bo w Kalifornii nie ma ani jednego związkowca - a
Pensylwania, gdzie chyba ze 20% pracowników to związkowcy, trwa w recesji.
Trzeba tu jeszcze zauważyć, że jeśli istnieje Związek Zawodowy oraz
Konfederacja Przedsiębiorców, to obydwie te organizacje mają interes, by
konfliktów między pracobiorcami i pracodawcami było jak najwięcej! Wtedy
bowiem obydwie organizacje są POTRZEBNE! Gdyby natomiast nie było Kodeksu
pracy, a w Polsce było ze 200.000 rozmaitych typów umów o pracę - to nie
byłoby "sporów zbiorowych", a Związków Zawodowych ani Konfederacyj nie trzeba
by było nawet rozwiązywać! Same by się rozwiązały - bo kto traciłby pieniądze
na składki w instytucji, która niczego nie może załatwić. Bo skoro umowa o
pracę p. Zielińskiego jest inna niż umowa o pracę p. Ciaćkowskiego - to nie
można niczego załatwić kolektywnie. Ewentualny spór p. Zielińskiego z p.
Wiśniewskim odbywałby się przed jakimś sądem (może być prywatny, arbitrażowy,
składający się z trzech kolegów z sąsiedniego zakładu pracy - jest to w Polsce
legalne!!) - i tyle.
"Kodeksy pracy", Związki Zawodowe, Konfederacje Pracodawców, Komisje
Trójstronne - i Rząd, który się w to wszystko miesza, robiąc sobie przy okazji
wrogów - to wszystko XX-wieczny (albo i XIX-wieczny!) zabytek z Epoki
Kolektywizmu. Im prędzej się tego pozbędziemy - tym lepiej.
I na zakończenie: w gospodarce nie jest ważne, jaki procent łupu dostanie
herszt gangu (czyli kapitalista), a jaki szeregowi gangsterzy (czyli jego
robotnicy); ważne jest dobro konsumenta! Motorem gospodarki nie są ani
kapitaliści, ani robotnicy - tylko miliony gospodyń domowych, starannie
wybierających w sklepach najlepsze i najtańsze towary. To one - nieznane
Bohaterki Pracy Kapitalistycznej - wymuszają na producentach, by robili to, co
my chcemy.