Gość: Wojtek (w34)
IP: *.tkpsa.pl
08.11.04, 18:00
1. Medal Świętego Jerzego.
Rano, jadąc samochodem dowiedziałem się, że po raz kolejny przyznano medal
Świętego Jerzego, który jak przyznają przyznający przyznają tym,
którzy "zmagają się ze złem i uparcie budują dobro w życiu społecznym" (cytat
za Tygodnikiem Powszechnym).
Zupełnie abstrahując od osób, które ten medal dostały (a zawsze dostawały go
bardzo interesujące osoby) zastanawiam się jak łatwo przyznającym udaje się w
dzisiejszym świecie prześlizgnąć z przyznawaniem bez jasnego sprecyzowania
tego, czym jest zło a czym dobro, czyli z czym laureaci się zmagają oraz co
tak naprawdę budują.
Patron medalu, Święty Jerzy walczył ze smokiem, co wiele osób rozumie jako
walkę ze złem. Średniowieczna symbolika jest tu aż nadto czytelna - problemem
jednak jest użycie tej symboliki we współczesnym świecie. Każdy dzieciak,
który przeczytał "Sceny z życia smoków" albo zobaczył "Niekończącą się
historię" może mieć wątpliwości, które troskliwy rodzic będzie musiał
wyjaśnić wprowadzają niedopuszczalne w średniowieczu rozróżnienie na dobre i
złe smoki. Wyjaśnienie relatywizacji moralnej ze smokami i złem poszło łatwo -
obawiam się, że dużo trudniej pójdzie z dobrem.
W tym roku medal przyznano między innymi pani Stanie Buchowskiej,
zaangażowanej w fundację "La Strada", fundację pomagającą kobietom porywanym
i zmuszanym do prostytucji. W notce na temat fundacji wyczytałem, że kobiety
te często są ofiarami mafii ale pomyślałem i po chwili wymyśliłem że to nie
jest do końca prawdą. Kobiety zmuszane do prostytucji są tak naprawdę
ofiarami mężczyzn korzystających z prostytucji, a mafia jest już tylko
pośrednikiem w dostarczaniu tym mężczyzną usługi.
Walka z mafią, (tak często przez polityków wykorzystywana do pokazywania się
w dobrym świetle) to walka z objawami a nie z przyczyną, za to gdyby chcieć
zacząć walczyć z przyczyną, którą jest rozpusta i cudzołóstwo (ojej, jakie
okropne, przestarzałe i niemodne słowa) to tej walki jakoś we współczesnym
świecie sobie nie wyobrażam. Wszak na na oba te grzechy mamy w tej chwili
powszechne przyzwolenie społeczne i skoro już mówimy o "czynieniu dobra" to
pod tym pojęciem dużo częściej niż pomoc kobietom będzie się rozumiało to, że
jakaś pani jakiemuś panu (choć za pieniądze) "zrobi dobrze". Wulgaryzm tego
ostatniego stwierdzenia jeszcze bardziej ilustruje jak różnie może rozumiane
być dobro.
We współczesnym świecie pojęcia dobra i zła są tak zrelatywizowanie, że
zapisanie powyższej sprzeczności przyszło mi zupełnie bez trudu. Oglądając TV
(a zwłaszcza TV typu MTV) dopatruję się podobnych sprzeczności co chwilę, bo
czasem w ciągu jednego programu, w ciągu jednej paczki reklam, w
sąsiadujących obok siebie news-ach są jawnie, lub mniej jawnie przedstawiane
sprzeczne wartość przy czym obie są sprzedawane z kolorowymi naklejkami "to
jest dobre". Oczywiście, aby demaskowanie sprzeczności nie było zbyt łatwe,
czasem bezwzględne słowo "dobre" zamieniane jest na bardziej miękkie słowa
typu: "europejskie", "światowe", "postępowe". We współczesnym świecie możliwe
jest wspólne zorganizowanie dwóch "dobrych" demonstracji: jedna będzie się
solidaryzować z chorymi na AIDS i będzie (jak każda ludzka solidarność) dobra
w swej naturze, a druga żądać będzie akceptacji społecznej dla
homoseksualizmu i wolności seksualnej i też będzie dobra, bo dobre jest
wszystko co akceptuje drugą osobę i co jest postępowe. Uczestnicy
zamanifestują po czym odejdą w przekonaniu, że uczynili dobrze nie widząc,
lub nie chcąc widzieć sprzeczności własnych działań.
2. O pojęciu dobra ciąg dalszy.
Widzę jakieś podobieństwo dzisiejszych czasów do czasów Izraela w epoce
Sędziów. Wtedy też brakowało silnego, teokratycznego przywództwa (w czasach
sędziów Mojżesz i Jozue stanowili już historię) a działania ludzkie najlepiej
charakteryzowały następującą, powtarzającą się w w Księdze Sędziów
sekwencja: "w owych czasach nie było króla w Izraelu i każdy czynił to, co
było słuszne w jego oczach." (Sdz 17.6; 21.25)
Zupełnie tak jak dzisiaj - każdy czyni to co jest słuszne w jego oczach przy
czym ponieważ każdy czyni dobrze, to każdy ma swój przepis na to czym to
dobro przez niego czynione jest. Nawiasem mówiąc kolejną ciekawostką jest to,
że jednemu z laureatów Medalu Świętego Jerzego udało się doskonale
przetłumaczył sekwencje z Księgi Sędziów na język współczesnej młodzieży. To
co w Biblii Gdańskiej brzmi "każdy, co mu się dobrego zdało to czynił" dziś
przedstawia się jako "róbta co chceta" przy czym nie jest to już opisem
fatalnej sytuacji duchowej narodu, ale zachętą do (dobrego?) działania.
3. Kto na świecie może czynić dobro?
Kolejną ciekawostką dotyczącą medalu jest umieszczenie na nim fragmentu
Psalmu 37. "Powierz Panu swoją drogę, zaufaj Mu, a On sam będzie działał. On
sprawi, że Twoja sprawiedliwość zabłyśnie jak światło, a prawość Twoja, jak
blask południa”. Fragment podkreśla aktywność Boga ("On sam będzie działał")
w chwili, gdy aktywność człowieka ukierunkowana będzie na zawierzenie
(dosłownie: "powierz Panu drogę, zaufaj mu"). Ciekawostką, którą zauważyłem
jest sprzeczność w zapisie z medalu z charakterem osób będących laureatami.
Spoglądam na listę i widzę ludzi aktywnych, ludzi mających cele i
konsekwentnie podążających w celu ich osiągania, ludzi - działaczy.
Osobiście nie jestem przekonany czy chrześcijańska aktywność w czynieniu
dobra jest działaniem dobrym. To zdanie brzmi kontrowersyjne więc spieszę
wyjaśnić. Po pierwsze uważam, że każdy chrześcijanin może mieć trudności, z
określeniem dobra w świecie. Świat jest grzeszny w swej naturze i niemożliwe
jest poprawienie go w jednym miejscu bez zepsucia w innym, kołderka jest za
krótka a łatając jedną dziurę powodujemy, że za chwile gdzie indziej wypada
następna. Przykłady na początku mojego przemyślenia są trywialne bo w życiu
spotyka się z dużo trudniejsze, ot choćby dylemat czy dać pieniążek
żebrzącemu na dworcu w Wielkim Mieście dziecku. Wiem, że wielu dobrych ludzi
ma codziennie takie rozterki nie wiedząc jak czynić by było dobrze.
Oczywiście obcowanie z Bogiem pozwala zrozumieć, zastanowić się, poznać ale
właśnie to obcowanie powoduje, że człowiek dostrzeże swoją słabość przy
jednoczesnym zachwycie nad wielkością Boga; to obcowanie spowoduje, że
człowiek będzie chciał "powierzyć swoją drogę Panu" czego konsekwencją
będzie, iż jak święty Paweł będzie mógł powiedzieć "już nie ja żyję, ale żyje
we mnie Chrystus" (Gal 2.20). I to stwierdzenie jest drugą przyczyną dla
której uważam, że chrześcijańska aktywność jest mało chrześcijańska - wszak
chodzi o to aby móc, jak Jan Chrzciciel powiedzieć "potrzeba, by On wzrastał,
a ja się umniejszał" (Jan3.30).
4. Linki:
- "Medal Świętego Jerzego" artykuł w Tygodniku Powszechnym stanowiący
inspirację do tego przemyślenia.
tygodnik.onet.pl/1197145,artykul.html
- O stojących przy drodze (jedno z pierwszych spisanych przemyśleń, 24
czerwca 2004 r.)
w34.blog.pl/archiwum/index.php?nid=3826838
- Teistyczne pojęcie dobra w notce "Zabawa w słowa: Dobro" (3 lipca 2003 r.)
w34.blog.pl/archiwum/index.php?nid=3887306
- Oryginał:
www.w34.blog.pl/archiwum/index.php?nid=8366312
Wojciech Apel (w34)
www.w34.blog.pl