Gość: wikul
IP: *.aster.pl / *.aster.pl
16.01.05, 02:53
Medytacje nad pianką
Kto nie pije piwa
Marne życie jego
Baba nieszczęśliwa
Bo chłop do niczego.
Piwo daje bigiel
I chęć do zabawy
Wszystko robisz migiem
Dla bab jesteś klawy
– Śpiewano ongi w wodewilu Tadeusza Kwiatkowskiego „Romek i Julka”. Dziś
w Krakowie wodewili się nie wystawia, jeden z dyrektorów teatrów powiedział
mi nawet, że „byłoby to jak puszczenie bąka w salonie”, ale życie weryfikuje
mądrość słów pana Tadeuszowej piosenki. Kto nie chce mieć życia szarego i
nijakiego, kto nie chce robić krzywdy małżonce lub tzw. towarzyszce życia –
musi
pić piwo. Musi! I bardzo proszę, bez żadnych naiwnych tłumaczeń o tzw. piwnych
fałdach na brzuchu czy pyskatej żonie w
domu! Piwo bywa z pianą
Lub sznyt równo ścięty
Bywa czasem grzane
Lub lekko kopnięte.
Ten lubi z kołnierzem
Tamten piany rąbek
Każdego smak bierze
Na te parę bombek!
Ha, tu mogą pojawić się kłopoty. W Polsce dzisiaj nikt lub prawie nikt nie
potrafi
toczyć piwa, nie potrafi zbudować pianowego kołnierza czy piramidy. Nie
widziałem w Polsce lokalu, gdzie bufetowy obcinałby piwny kołnierz i formował
jeszcze jeden, lepszy, bogatszy. Kufel (kto wie, że powinien on być w środku
wilgotny, a szklane dno znacznie cieplejsze od reszty?) podstawia się po
prostu pod pipę i leje boski nektar jednym nieprzerwanym strumieniem. Gość
pije, bo – jeśli jest autochtonem –nawet nie wie, że może i powinien dostać
coś innego, że tak toczone piwo to obraza boska, Sodoma i Gomora! Nie wiem,
czy sztuki lania
piwa nie uczą w szkołach gastronomicznych, czy też absolwenci tych szkół są
wyjątkowo tępi. Faktem jest, że kiedy w Polsce obcy browar robi degustację
swego
piwa z beczki – sprowadza piperów z zagranicy, najczęściej z Czech, co
stwierdzam jako człowiek uczestniczący nałogowo w podobnych imprezach.
Nie ma nic lepszego
Od chrztu aż po stypę .
Od bomby jasnego
Nalanej przez pipę !
W latach słusznie minionych pipy – (jedyna, prócz jamnika, rzecz, która się
Panu
Bogu udała) – zniknęły z polskiego krajobrazu. W knajpach podawali, jeśli
akurat trafiliśmy na dostawę, wyłącznie piwo flaszkowe . Chcąc zbadać, czy
gastronomiczna młodzież w ogóle wie, co jest grane, spytałem bufetowà w
Hawełce, co to jest pipa. Popatrzyła na mnie beznamiętnie i zawołała: – Panie
kierowniku, wyrzuć pan tego chama na zbity pysk! Tak było. Jest
inaczej. W restauracjach i na stadionach, na przyjęciach i w
teatralnych bufetach, w plugawych knajpach podmiejskich i w Wierzynku pipy
krztuszą się od wysiłku, tryskając piwem podawanym– słuchajcie, słuchajcie!–
coraz częściej we właściwej
temperaturze. Ale jeśli się powiedziało ping, trzeba powiedzieć: pong ,
umacniać
i rozszerzać sztukę serwowania i picia (piwo pije się po to, by zwyciężyć, a
nie by
upaść!) napoju, bez którego nasz pobyt na ziemi trudno byłoby nazwać życiem...
No. Z dzisiejszą pocztą otrzymałem z Pragi zaproszenie na otwarcie pierwszego
ogródka piwnego dla dzieci. Natychmiast po powrocie , zamelduję co i jak .
Leszek Mazan