nick.kertiz
19.02.05, 23:00
Konstytucja europejska to bezwartościowy dokument. Sankcjonuje dwuwładzę,
fenomen państwa (a właściwie wielu państw) w państwie. Gdy tymczasem Unia
Europejska ma przed soba tylko dwie sensowne drogi. Likwidację państw
członkowskich (z zastrzeżeniem, że ludność zamieszkała na ich terenie może
zażądać powtórnego powołania własnego państwa i musi, gdy tego zażąda, miec
zagwarantowane wsparcie od UE przy jej opuszczaniu) albo likwidcję pewnych
unijnych instytucji i procedur przy zachowaniu innych (w szczególności przy
zachowaniu instytucji wspólnego rynku, braku barier celnych) to znaczy
rozumną kontynuację sytuacji, w ktorej państwa istnieją dalej, a UE jest
organizacją je zrzeszająca i umiarkowanie ujednolicającą.
Na przyklad parlament europejski. Powinien albo zostać zlikwidowany, albo
przejąć w UE "pełnię władzy". Ale oczywiście nie taki, jaki jest teraz -
groteskowy twór, ktorego członkowie wybrani zostali w różnych miejscach
według zupełnie różnych procedur (ordynacji). Mam na myśli poważny parlament.
Jestem przeświadczony, że lansowany obecnie projekt euro konsty wspiera
obecne trendy w tym państwie, które polegają na poważnym wspieraniu jednych
prowadzących działalnośc gospodarczą (między innymi farmerów), kosztem
innych, a zwłaszcza kosztem osób nie prowadzących działalności gospodarczej.
Podejrzewam zatem, że jest to projekt pisany z przyjazną intencją wobec tego
interwencjonizmu na wielka skalę, wobec nadmiaru i przerostu instytucji.
Mocno podejrzewam, że wbrew poglądom wyraźnych większości w wielu krajach
członkowskich angażuje się w blokowanie przywracania kary śmierci.
W ogóle podejrzewam, że jest to projekt, który może, przy jego ewentualnym
wejściu w życie, zwiększyć rozziew cywilizacyjny i ekonomiczny miedzy Stanami
Zjednoczonymi a pochyloną w przyjaznym przyklęku w stosunku do fenomenu
biurokracji i w stosunku do zbrodniarzy (którym należy sie czapa, a nie
elegancki zakład karny) Unia Europejską.
W ogóle nie podoba mi się jakiekolwiek referendum. Powinien decydować sejm
odpowiednio kwalifikowaną większością, nawet w takiej sprawie. Zastosowanie
dla instytucji referundum widziałbym jedynie w hipotetycznej sytuacji regionu
w przyszłym państwie europejskim, który dokładnie odpowiadałby wcześniejszym
granicom nieistniejącego już państwa (np. jakiejś Francji czy Irlandii),
gdzie mieszkańcy mogliby głosować za opuszczeniem państwa europejskiego i
przeciw temu.