Dodaj do ulubionych

US Army obrabowała ofiary holocaustu

24.03.05, 00:15
Skok na złoty pociąg


Podczas II wojny światowej węgierscy Żydzi zostali obrabowani dwukrotnie.
Najpierw przez niemieckich nazistów, a później przez amerykańską armię.


Sprawy, jakimi zajmuje się z reguły Patricia Seitz, są rzadko kiedy
spektakularne. Dotychczas był wśród nich przypadek śmierci sześciu
filipińskich marynarzy, którzy stracili życie w wyniku eksplozji na pokładzie
norweskiego frachtowca w porcie Miami, a także sprawa lokalnych bossów
półświatka, którzy korumpowali urzędników wymiaru sprawiedliwości. Tak
wygląda codzienna praca Patrycii Seitz w federalnym sądzie okręgowym stanu
Floryda.

Tym razem jednak trafiło się jej coś więcej. Patricia Seitz, lat 59,
przewodniczy procesowi, w którym chodzi o ogromne ilości złota, srebra i
dzieł sztuki, a ponadto o żądzę zysku i przestępstwo o wymiarze historycznym.

Pożądliwość oficerów

W centrum postępowania przed sądem w Miami znajduje się otoczony legendą
pociąg, składający się z 24 wagonów, z racji swojego cennego ładunku nazwany
złotym. Przed 60 laty wyjechał z Budapesztu i utknął w Tunelu Tauryjskim w
pobliżu Böckstein w Austrii. Odkryli go 11 maja 1945 r. żołnierze
amerykańskich sił okupacyjnych, trzy dni po bezwarunkowej kapitulacji
Niemiec. Fantastyczne znalezisko: wagony załadowane złotem i srebrem pod
wszystkimi możliwymi postaciami. Skrzynie pełne złotych obrączek i
świeczników, diamentów, biżuterii, ręcznie tkanych orientalnych dywanów,
miśnieńskiej porcelany i kryształów, do tego ponad 1200 obrazów. Dobytek zamo­
żnych ludzi – arystokratów i przedstawicieli burżuazji.

Bez trudu udało się ustalić, do kogo niegdyś należało to zdumiewające
bogactwo: hitlerowcy i ich pomocnicy zrabowali je bogatym budapeszteńskim
Żydom. Wynikało to ze spisów inwentaryzacyjnych. Żołnierze amerykańscy
przetoczyli złoty pociąg do jednego ze swoich wojskowych magazynów,
położonego w odległym o 60 km Salzburgu. Tam zbiór cennych przedmiotów
wzbudził najpierw zainteresowanie, a potem pożądliwość wyższych oficerów.
Wpadli oni na pomysł, aby wyposażyć nimi wille, rezydencje wiejskie i zamki,
które wówczas zajmowali.

Nie zatroszczyli się bynajmniej o zabezpieczenie złotego pociągu tak, by
pozostali przy życiu członkowie wymordowanych rodzin mogli w przyszłości
odzyskać należne im klejnoty, zgodnie z prawem amerykańskim i
międzynarodowym. Taką decyzję podjął osobiście gen. Mark Clark,
głównodowodzący amerykańskich wojsk w Austrii. Posłużył się przy tym
pretekstem, jakoby nie można było zidentyfikować poprzednich właścicieli.

Darmowe wyposażenie willi

Złoty pociąg, który hitlerowcy rozkazali załadować zrabowanym dobrem,
splądrowały teraz amerykańskie władze okupacyjne, które pokonały nazistów i
wyzwoliły Europę. W ten sposób węgierscy Żydzi zostali jak gdyby obrabowani
po raz drugi. Generał Morrille Ross miał dokładne wyobrażenie o tym, czego mu
jeszcze brakuje w jego austriackiej rezydencji: 20 dywanów, ponad 200 sztuk
najwykwintniejszej porcelany i szkła; do tego około 200 wyrobów ze srebra.
Generał major Harry Collins, dowódca 42 dywizji piechoty, złożył szczegółowe
zestawienie wyposażenia potrzebnego mu do jego służbowej willi: poza
porcelaną stołową i srebrnymi sztućcami zażądał szkła stołowego dla 90 osób,
30 obrusów, 60 kompletów ręczników kąpielowych oraz 13 dywanów. Wszystko
najlepszej jakości. Zamówienie zostało bezzwłocznie zrealizowane – z zasobów
złotego pociągu.

Obserwuj wątek
    • v.ci Re: US Army obrabowała ofiary holocaustu 24.03.05, 00:21
      ... ciąg dalszy

      Budapeszteńska gmina żydowska należała do najzamożniejszych i najbardziej
      wpływowych gospodarczo gmin w Europie. Po zajęciu Węgier w marcu 1944 r. przez
      wojska niemieckie hitlerowcy poz­bawili Żydów ich majątków. Na żądanie nazistów
      marionetkowy rząd węgierski uchwalił szereg dekretów antyżydowskich. Wszyscy
      Żydzi zostali zmuszeni do oddania złota, srebra i innych cennych dóbr.
      Otrzymali na to pokwitowania – biurokracja dbała o porządek nawet w czasach
      barbarzyństwa.

      Po wywłaszczeniu nastąpiła deportacja. Hitlerowcy przeprowadzili rozwiązanie
      ostateczne na Węgrzech szczególnie sprawnie i konsekwentnie. Sonderkomando pod
      dowództwem Obersturmbann­führera SS Adolfa Eichmanna nalegało na pośpiech ze
      strony władz węgierskich. Między połową maja a 9 lipca 1944 r. aresztowano
      ponad 430 tys. Żydów, którzy następnie zostali wymordowani – głównie w
      Auschwitz-Birkenau.

      Gdy do stolicy Węgier zbliżyła się Armia Czerwona, hitlerowcy zaczęli się
      zastanawiać, w jaki sposób zabezpieczyć zrabowany majątek. W grudniu 1944 r.
      rozpoczęła się pełna przygód odyseja złotego pociągu: najpierw przetoczono cały
      skład do Sopronu w zachodnich Węgrzech. Potem, pod koniec marca 1945 r., kiedy
      koniec wojny był już bliski, pociąg przejechał przez granice Rzeszy do Austrii.

      Depozyt w rękach armii

      Po drodze stale ktoś się dobierał do ładunku: raz byli to żołnierze węgierscy,
      innym razem maruderzy z SS albo austriaccy cywile. Budapeszteński historyk
      Krisztían Ungváry mówi o zbiorowym łupiestwie. – Nikt nie był bez winy, na
      różny sposób wszyscy brali w tym udział. Węgierski dowódca pociągu Árpád Toldi
      wydobył niektóre najwartościowsze przedmioty, załadował je na samochód
      ciężarowy i próbował przedostać się do Szwajcarii. Został ujęty przez
      francuskich żołnierzy. Skonfiskowali oni dużą część wartościowego ładunku. Rząd
      francuski zwrócił go po wojnie nowemu rządowi węgierskiemu.

      W tym, że amerykańscy generałowie i wyżsi oficerowie wyposażyli znalezionymi
      dobrami swoje służbowe wille, nie było nic niezgodnego z przepisami.
      Teoretycznie był to depozyt w rękach armii, który powinien potem zostać
      zwrócony. Jednak naczelny dowódca Clark swoją decyzją uczynił z takiej
      samoobsługi tolerowaną praktykę: żaden z oficerów nie musiał zwrócić swojej
      cennej zdobyczy.

      Mimo tej rekwizycji część wartościowego łupu ocalała. Został on w końcu
      zabezpieczony, przetransportowany za morze i w 1948 r., trzy lata po
      zakończeniu wojny, sprzedany całymi skrzyniami przez renomowany nowojorski dom
      aukcyjny Parke-Bernet. Dochód z aukcji zasilił fundusze ONZ z przeznaczeniem na
      pomoc dla żydowskich uciekinierów, którym udało się przeżyć Auschwitz i inne
      obozy koncentracyjne. Tylko prawdziwi właściciele musieli odejść z pustymi
      rękami: tysiące węgierskich Żydów, bądź też ich spadkobierców, czekają nadal na
      odszkodowanie za zrabowane dobra.

      Zdobycz wojenna

      Należy do nich Lajos Erdélyi, mający nadzieję na spóźnione odszkodowanie. Ma 75
      lat i mieszka w małym domku w XII dzielnicy Budapesztu. Na ścianach jego
      mieszkania wiszą grafiki i obrazy olejne. Są to resztki z bogatej niegdyś
      kolekcji. – Muzyka i sztuka odgrywały w naszej rodzinie zawsze ważną rolę –
      mówi Erdélyi. – Mieliśmy 42 obrazy olejne; mój ojciec był kolekcjonerem.
      Pozostały tylko trzy. Potem kilka dokupiłem sam. Pozostałe 39 obrazów trafiło
      najprawdopodobniej w skład ładunku złotego pociągu.

      • v.ci Re: US Army obrabowała ofiary holocaustu 24.03.05, 00:40

        ... ciąg dalszy
        Ojciec Erdélyiego był adwokatem i właścicielem drogerii Ideal. Rodzice, 12-
        letnia siostra i on sam zostali w maju 1944 roku deportowani do getta w
        Marosvásárhely (dzisiejszego Tirgu Mures). Po kilku dniach, dokładnie w 15
        urodziny Lajosa, transport więźniów został skierowany do Auschwitz. Hitlerowcy
        wymordowali 62 członków jego rodziny. Centralna Rada Żydów Węgierskich nalegała
        zaraz po wojnie na zwrot żydowskiego mienia, jednak amerykański departament
        stanu odmawiał uznania roszczeń. Stanął na stanowisku reprezentowanym przez
        generała Clarka, który jako pierwszy użył argumentu, iż właścicieli majątku nie
        da się zidentyfikować.

        Wtedy panowała zimna wojna, a Węgry znalazły się po niewłaściwej stronie.
        Prezydent Harry Truman zadecydował w 1948 r., że żadna z amerykańskich
        instytucji nie powinna zwracać zrabowanych przez hitlerowców dóbr kultury, bo
        rządy komunistyczne mogłyby je przecież skonfiskować. Z czasem argumenty
        odmowne, wysuwane przez departament stanu w Waszyngtonie, się zmieniały. W 1966
        roku ponowne żądania zostały odrzucone pod pretekstem, że w przypadku
        zrabowanego majątku chodziło jakoby o ame­rykańską „zdobycz wojenną”. Poza tym
        szacunki rządu węgierskiego, oceniające wartość ładunku złotego pociągu na 206
        milionów dolarów – obecnie byłoby to dwa miliardy – zostały uznane przez
        Departament Stanu za mocno przesadzone. Innym razem znów była mowa o
        przedawnieniu roszczeń.

        Przeciąganie liny trwało do 1998 r., kiedy sprawa ruszyła wreszcie z miejsca.
        Prezydent Bill Clinton powołał komisję, która miała zająć się sprawą
        traktowania przez amerykańskie instytucje żydowskiego majątku po wojnie. Wtedy
        wypłynęła także sprawa złotego pociągu. Komisja w swoim sprawozdaniu końcowym
        napisała, że „Stany Zjednoczone zawiodły na całej linii przy restytucji
        żydowskiego majątku”.

        Żydzi kontra USA

        Osoby odpowiedzialne za postępowanie w bazie w Salzburgu wówczas już nie żyły.
        Generał Clark zmarł w 1986 roku. Nie dało się już nawet ustalić, kto i co dla
        siebie zabrał. Opierając się na raporcie komisji, 33 osoby pochodzące z Węgier,
        którym udało się przeżyć Holocaust, złożyły w sądzie w Miami pozew o
        odszkodowanie. Sprawę powierzono sędzi Seitz.

        Rząd amerykański za długo powoływał się na pokrętną argumentację generała
        Clarka. Teraz chce najwidoczniej zaproponować rozwiązanie, które mogłoby
        zakończyć proces – wypłatę odszkodowania w wysokości 25 milionów dolarów. Ta
        suma ma wpłynąć na konto funduszu dla żyjących w niedostatku Żydów węgierskich.
        Najwidoczniej rząd Busha nie myśli o odszkodowaniu za straty materialne.
        Skarżący domagali się najpierw po 10 tys. dolarów dla każdej z ok. 50 tys.
        osób, które przeżyły Holocaust na Węgrzech.

        Aby osiągnąć zamierzony cel, rząd w Waszyngtonie będzie zapewne musiał znacznie
        zwiększyć proponowaną sumę. Niezależnie od tego, na jaką kwotę się strony w
        końcu zgodzą – to po 60 latach pozostanie ona i tak wyłącznie symbolicznym
        gestem. Jeżeli natomiast strony nie dojdą do porozumienia, rozstrzygnięcie w
        tym niezwykłym procesie pozostanie w gestii sędzi Seitz.


        AXEL FROHN, MARION KRASKE


        źródło : "Der Spiegel", 14.02.2005



        • kropekuk Jak ja kocham krokodyle lzy NIEMCOW !!! 24.03.05, 02:39
          Ale historia ciekawa. Kidys (bo dzis juz pozno) opowiem ci PRAWDZIWA
          wersje "Kelly's heros" (w Polsce to chyba bylo pod nazwa "Zloto dla
          zuchwalych") - jak ROSJANIE sie dobrali do banku w Wiedniu... tez w ramach
          cichych odszkodowan wojennych wink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka