7em
30.05.05, 12:00
od walki z przeludnieniem?
Dzieci sukcesu
Tygodnik "Wprost", Nr 1174 (05 czerwca 2005)
Narzekasz na brak pieniędzy, jesteś biedny - zainwestuj w dzieci" -
przekonywał Francuzów Charles de Gaulle. Większość finansowych imperiów nigdy
by nie powstała, gdyby nie wielodzietne rodziny. Archie Campbell, amerykański
kupiec, dopiero po narodzinach czwartego dziecka zaryzykował i wraz ze
wspólnikiem Jacobem Fetterem kupił First National Bank. Szybko podwoił
kapitał i doskonale sobie radził nawet podczas wielkiego kryzysu. By utrzymać
dziesięcioro dzieci, John Deibele rzucił pracę w tartaku i założył w Nowym
Jorku fabrykę materiałów budowlanych. Wkrótce stał się jednym z najbogatszych
mieszkańców powiatu Noble. Podobnie powstały fortuny Johna Rockefellera -
pierwszego miliardera, który wychował sześcioro dzieci, i Mayera Amschela,
założyciela rodu Rothschildów, ojca dziesięciorga dzieci. Także
arystokratycznym rodom wielodzietność umożliwiała pomnażanie bogactwa czy
przetrwanie w trudnych czasach.
Mitem jest przekonanie, że wielodzietne rodziny są z reguły patologiczne i
skazane na pomoc socjalną. - Liczne potomstwo tylko motywuje do większej
przedsiębiorczości - mówi "Wprost" prof. Jay Belsky z Institute for the Study
of Children, Families and Social Issues na Birkbeck University w Londynie.
Jego badania wykazały, że ci, którzy mają więcej niż jedno dziecko, są zwykle
energiczniejsi, intensywniej pracują, efektywniej wykorzystują czas i mają
większą motywację do zakładania własnych przedsiębiorstw i pomnażania majątku
niż samotni, bezdzietni lub wychowujący jedynaka. - Rodzice z determinacją
gromadzą majątek, by przekazać go dzieciom. Matki, wychowując potomstwo, mogą
jednocześnie pomagać w prowadzeniu przedsiębiorstwa, a dzieci uczą się od
rodziców zarządzania - mówi "Wprost" Gary Becker, laureat Nagrody Nobla z
ekonomii w 1992 r.
Atut pierwszy:
dziecięcy katalizator przedsiębiorczości
Jerzy Jamontt z Mikołowa, prezes zakładów produkujących elementy przepływowe
turbin, stracił pracę, kiedy na świat miało przyjść jego drugie dziecko. By
zapewnić rodzinie byt, rozsyłał swoje CV wszędzie tam, gdzie szukano
menedżerów, i został zaakceptowany na stanowisko prezesa dużej firmy. Dzieci
(ma ich troje) okazały się dla niego swoistym katalizatorem
przedsiębiorczości. Podobnie było w wypadku aktora Zbigniewa Zamachowskiego,
ojca czworga dzieci (w wieku od 4 do 10 lat). - Kiedyś grałem dla własnej
satysfakcji, teraz pracuję głównie dla moich dzieci - mówi "Wprost"
Zamachowski. Jako ojciec rodziny nie hamletyzuje na temat tego, czy aktor
powinien grać w reklamach.
Konstanty Radziwiłł, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, założył przychodnię
lekarską, gdy urodziło mu się czwarte dziecko (obecnie ma ośmioro potomków). -
Staramy się przełamywać stereotyp zaniedbanej wielodzietnej rodziny,
skazanej na pomoc państwa. Z pensji lekarza na etacie nie utrzymałbym tak
licznej rodziny, więc musiałem być bardziej przedsiębiorczy - mówi "Wprost".
W rodzinie Pospieszalskich (dziewięcioro dzieci) pojawienie się kolejnego
dziecka nigdy nie powodowało obniżenia poziomu życia. - Nasz ojciec,
architekt, z każdym kolejnym dzieckiem był coraz bardziej zapobiegliwy i
twardszy w negocjacjach - opowiada "Wprost" Jan Pospieszalski, muzyk i
współautor programu "Warto rozmawiać". Także Bronisław Komorowski, poseł PO,
uważa, że bycie ojcem kilkorga dzieci wyrabia rzutkość i zaradność. Aby
utrzymać wielodzietną rodzinę, pracował w Austrii jako kelner, handlował
kosmetykami i długopisami.
Kompozytor muzyki filmowej Jan A.P. Kaczmarek po wyjeździe do USA przez
pierwsze kilka lat żył na kredyt, bo Amerykanie nie akceptowali jego muzyki. -
Utrzymanie domu wymagało wielu wyrzeczeń, ale rodzina była uzasadnieniem
moich wysiłków i poświęceń - podkreśla kompozytor w wywiadzie dla
miesięcznika "Pani".
Atut drugi:
rodzinna wytwórnia kapitału
Arystoteles uważał, że ekonomia rozwinęła się z zarządzania "gospodarstwem
rodzinnym". Pierwsze gospodarstwa rodzinne powstały przed 12 tys. lat, gdy
część naszych przodków porzuciła koczowniczy tryb życia i zaczęła uprawiać
ziemię. Szybko okazało się, że rolników stać na wychowanie większej liczby
dzieci niż członków grup łowiecko-zbierackich. Uprawianie ziemi i hodowla
zwierząt wymagały większego współdziałania i podziału pracy. - W rodzinie
najlepiej rozwijają się cechy decydujące o rozwoju społeczeństwa:
solidarność, uczciwość, ofiarność, pracowitość, odkrywczość, zdolność do
współpracy i szacunek dla prawa - uważa prof. Gary Becker, autor "Traktatu o
rodzinie". W wielodzietnych rodzinach powstaje zatem nie tylko największa
część kapitału, ale też najcenniejsza - kapitał społeczny. Dobrze ilustrują
to zwyczaje panujące w domu Janusza Onyszkiewicza, byłego ministra obrony
narodowej. Na drzwiach wejściowych domu Onyszkiewiczów wisi grafik dyżurów
określający podział domowych obowiązków. Jest też "książka wyjść", do której
dzieci wpisują, z kim i dokąd wychodzą i kiedy wrócą. Czwórka dzieci
kompozytora Jana A.P. Kaczmarka świetnie sobie radzi nawet w Hollywood.
Najstarszy syn Szymon pracuje przy produkcjach filmowych Spielberga, a
Anastazja pisze scenariusze. - Wielodzietna rodzina jest szkołą zarządzania,
bo zmusza rodziców nie tylko do intensywniejszej pracy, ale i konsekwentnego
egzekwowania od dzieci posłuszeństwa i wykonywania obowiązków - uważa prof.
Zbigniew Nęcki, psycholog społeczny z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Dobrze
funkcjonująca wielodzietna rodzina była głównym wrogiem totalitaryzmów i
dyktatorów XX wieku
- Lenina, Stalina, Hitlera, a potem Mao oraz Pol Pota i Czerwonych
Khmerów. "Również w nadchodzącej epoce gospodarki postindustrialnej rodzina,
a nie jednostka, będzie najważniejszym podmiotem rynkowej rywalizacji" -
twierdzi politolog Francis Fukuyama w książce "O zaufaniu jako kapitale
społecznym". Fukuyama uważa, że niezbędnym warunkiem tworzenia dobrobytu jest
wzajemne zaufanie między gospodarczymi partnerami, a środowiskiem, które
szczególnie sprzyja pojawianiu się ludzi godnych zaufania, jest dobrze
funkcjonująca wielodzietna rodzina. Roman Kluska, założyciel Optimusa, nie ma
wątpliwości, że jego firma odniosła sukces dzięki godnym zaufania pracownikom
mającym liczne rodziny. - Zamiast wydawać miliony euro na ochronę przed
kradzieżami, postawiłem na uczciwość pracowników. Wysokie stanowiska
powierzałem osobom mającym dzieci, bo przekonałem się, że na nich można
polegać. To oni mają silny kręgosłup moralny i są uczciwi - opowiada Kluska,
obecnie właściciel firmy ProDoKs.
Atut trzeci:
dziecięca szkoła współpracy i konkurencji
Rodzice, którzy decydują się tylko na jedno dziecko, bo są przekonani, że
inwestują w jego "jakość", mylą się. Psychologowie twierdzą bowiem, że
dopiero gdy ma się troje dzieci, uczą się one współpracy (dwoje dzieci często
z sobą destrukcyjnie rywalizuje). - Dziecko królewicz, któremu rodzice
poświęcają czas i pieniądze bez ograniczeń, w późniejszym życiu nie potrafi
rezygnować z przyjemności, odczuwa lęk przed przyszłością i brak poczucia
bezpieczeństwa, zamyka się w sobie i staje się "samotnym królem" - mówi prof.
Jean-Didier Lecaillon, autor książki "Rodzina źródłem dobrobytu".
Badania amerykańskiego National Institute of Child Health and Human
Development dowodzą, że dwulatki, które dużo czasu spędzają w grupie liczącej
więcej niż troje dzieci, gdy dorosną, mają mniej problemów w kontaktach z
innymi i lepiej współpracują w dużych zespołach. Przekonał się o tym Jan
Pospieszalski. Dla niego wielodzietna rodzina była poligonem, na którym
nauczył się konkurować. Rozwinął zmysł organizacyjny, bo był jednym z
najstarszych pośród rodzeństwa. - Zawsze byłem animatorem wspólnego
rodzinnego muzykowania. To między innymi dlatego moi bracia Mateusz i Marcin
są dziś jednymi z najbardziej wziętych muz