Gość: wild
IP: *.net.bialystok.pl / 192.168.1.*
13.07.02, 15:44
Przymusowe szkolnictwo jest bez względu na swoje szczególne treści i metody
ostateczną demonstracją faktu, że ciała dzieci i dusze rodziców znajdują się w
posiadaniu państwa. Państwo sankcjonuje przymusową władzę rodzicielską, ale
odmawia rodzicom wolności wyboru szkoły lub ją ogranicza. To psychologicznie
chwyta rodziców w pułapkę. Będąc w rzeczywistości bezsilni pod tym względem,
mogą oni cieszyć się dalej uczuciem władzy nad dzieckiem jedynie utożsamiając
się z decyzjami państwa. Co za tym idzie, udzielają oni sankcji ofiary.
Dzieci są w podobnej sytuacji. Są bezsilne, ale ich impuls buntu jest hamowany
przez ich miłość do rodziców. Dzieci wiedzą, lub przynajmniej czują, że szkoła
jest przymusowa. Ale ponieważ rodzice są schwytani w pułapkę podporządkowania
się państwu, działają oni tak, jakby chcieli, by ich dzieci chodziły do szkoły.
Co za tym idzie, jakikolwiek bunt przeciwko państwowej edukacji kierowany jest
przeciwko kochanym rodzicom, a nie przeciwko rzeczywistemu agresorowi -
państwu.
Nauczyciele również są schwytani w pułapkę przez przymusowe szkolnictwo. Dzieci
nie są w szkołach z własnego wolnego wyboru. W efekcie nauczyciele funkcjonują
w roli strażników więziennych. Co więcej, nauczyciele, tak jak wszyscy,
uczestniczą w psychologii bezsilności i dlatego też zyskują na dzierżawieniu od
państwa władzy nad uczniami. Z drugiej strony wielu nauczycieli również lubi
młodzież i pragnie pomóc jej w rozwoju. Bez względu jednak na to, która z tych
motywacji jest silniejsza wśród nauczycieli, dzieci wystawione są na lekcję
dorosłej hipokryzji. Nauczyciele mówią, że chcą pomóc, ale jawią się jako
agresorzy.
Rozważmy następującą historię, opowiedzianą przez wolnościowego nauczyciela
Jamesa Herndona w jego książce How To Survive in Your Native Land (1972).
Zainspirowany antyautorytarną krytyką edukacji w latach sześćdziesiątych,
Herndon zaczął dawać lekcje twórczości. Na pierwszy rzut oka powiodło mu się
bardzo dobrze. Uczniowie mówili mu, że przedkładają jego lekcje nad "zwykłe
bzdury". Wówczas Herndon poszedł krok dalej i powiedział im, że mają swobodę
przychodzenia bądź nie na jego lekcje, obojętnie, co mówią przepisy szkolne i
ich rodzice. Oczywiście było to ryzykowne. Ale najgorsze doświadczenie przyszło
nie ze strony władz szkoły, ale ze strony samych uczniów: przestali oni
uczęszczać na jego lekcje. Wniosek Herndona był całkiem poprawny: ich
preferencje dla jego lekcji były wyborem niewolników, nie wolnych ludzi.
Dostawszy rzeczywistą wolność wyboru, wybrali coś zupełnie innego. Ale nawet
nie to było jego ostatecznym wnioskiem. Ponieważ uczniowie mieli prawny
obowiązek chodzenia do szkoły i co za tym idzie nie wolno było im pracować,
podróżować ani robić czegokolwiek innego, co wolno robić wolnym ludziom,
alternatywą była dla nich w większości nuda. Herndon doszedł do wniosku, że
ponieważ nie mógł dać uczniom wolności, ciągle marnował ich czas. W związku z
tym powrócił do dawania "rzeczywistych lekcji".
Jego ostatecznym wnioskiem było to, że nauczyciel nie jest w stanie podjąć
przyzwoitej decyzji. Jeśli używa on przymusu, to działa w imieniu państwa,
produkując mu poddanych. Ale jeśli zaprzestanie on używania siły, toruje drogę
nie czemu innemu, jak wrogości. Tak więc Herndon doszedł do tego samego
wniosku, co Paul Goodman. Rozwiązaniem problemu złej edukacji nie jest reforma
rządowych szkół, ale zniesienie prawa o przymusowej edukacji.
Innym uderzającym przykładem podstępnej chytrości psychologii ujarzmienia jest
następująca rzecz: chociaż to właśnie państwo daje nauczycielom władzę nad
uczniami, to jego przepisy ograniczają zarazem stopień arbitralności, z jaką ci
nauczyciele mogą działać. Dlatego wydaje się, że państwo to przyjaciel ucznia.
Jedyny sposób, w jaki uczeń może walczyć z niesprawiedliwością wynikłą z
jakiegoś arbitralnego działania nauczyciela to wykazanie, że jest ono sprzeczne
z państwowym prawem. Wewnątrz istniejącego systemu nawet bunt służy obróceniu
ucznia w prawomyślnego "obywatela". Z drugiej strony nauczyciele mogą
potwierdzać swoją władzę nad uczniami jedynie przestrzegając ściśle państwowych
przepisów. Co za tym idzie, obie strony konfliktu podporządkowują się bez
wahania państwu, które jest jego prawdziwym źródłem. Co za ohydna ironia.
Stefan Blankertz
FABRYKA POSŁUSZEŃSTWA: KRYTYKA PRZYMUSOWEJ EDUKACJI PAŃSTWOWEJ