Uwaga :
do antysemickich tzw. "uczonych" (są na forum?) chcących karać grzywną lub
więzeniem lub odbierać prawa rodzicielskie dzieci ( mających w mózgach(?)
np. ideologie nazi z "argumentem" bo muszą ratować przed sfanatyzowanym
tłumem religijnych wyznawców Mojżesza - bo - tak też mówią - czystość umysłu
np. narodu musi być zachowana - 1942? - ) a przy tm zmuszających ich do
płacenia daniny na coś co jest niezgodne z ich światopoglądem (religią).
1. nikt nie ma prawa narzucać siłą swiatopoglądu to sie tyczy ewolucjonistów
jak i kreacjonistów itp.
2. cały aparat panstwowo-naukowy wymaga jak mleczarnia itp. sprywatyzowania (
nie zycze sobie aby moje pieniązki szły na czyjeś błedy i wypaczenia itp. -
pytam sie: co to za usługa za którą płacę? jeżeli mnie nieinteresuje -
rezygnuje! ( czyli ... rezygnuje)

wniosek - znajdz sobie sponsorów (
teoria "wyższego umysłu"?) którzy opłacą przybory i emeryturke.
3. gdy "rydzykowy" dotacyjny kreacjonista lub "nierydzykowy-naukowy"
dotacyjny ewolucjonista nie wiedza jak zarabiać pieniadze już podpowiadam -
happeningi! promocje - figurek małpek!

sprzedaż zmutowanych elementów
półszyje kopalnianej żyrafy - bulion "przypadek" od Knora z pewnoscią dużo
ludzi dobrowolnie to kupi - te jakże potrzebne do zycia towary na CHWAŁĘ
NAŁKI I KAGANKA WJEDZY.
4. kazdy wybierze to co mu najlepiej pasuje ( czytaj: sprzeda z zyskiem
kolekcjonerom książek i broszurek... )
5. life is brutal

- ... a dobór naturalny wyeliminuje darmozjadów a zostawi
tych którzy oferują potrzebne i uzyteczne usługi na tym materialnym łez
padole itd. a tak chlip chlip walcz o byt! walcz o byt! bądz pozyteczny dla
otoczenia! walcz o byt! bez przymusowej klerykalnej tacy! walczcie o byt!
dotacyjne frankenstainy

)
preecz! z dotacyjnym lepperyzmem w nauce! niech argonauci eksperymentują
myślowo i materialnie za swoje,
atomy też mają swoje ograniczenia - ja również... to nuda!
no a ja jak zwykle trzymam kciuki za ortodoksów żydowskich walczących z
kultem dotacji (rządu baala) w ... nauce! :> trzymajta sie Chłopaki! laisez
faire!
_________________________________________________________________________
Teoria Darwina była kwestionowana od opublikowania w 1859 roku książki „O
pochodzeniu gatunków". Nie tylko z pozycji religijnych, jak chcieliby jej
wyznawcy. Pierwsza veto zgłosiła paleontologia, nie dokopawszy
się „brakujących ogniw" nakreślonych tam łańcuchów ewolucyjnych. Potem
statystyka wykazała niepodobieństwo
spontanicznych narodzin życia i wykształcenia jego obecnej różnorodności.
Gwóźdź do trumny przybiła ostatnio biochemia, odkrywając w przyrodzie
układy „nieredukowalnie złożone", które nie mogły powstać
metodą selekcji naturalnej.
USTĄP, DARWINIE
Adam czy Karol?
Darwin był świadom, że dane kopalne nie potwierdzają jego teorii. Jeśli udało
się powiązać jakiś gatunek z paroma niżej zorganizowanymi, brakowało
skamielin szeregu form pośrednich, których istnienie wymuszałby mechanizm
ewolucji. Gatunki pojawiają się w warstwach geologicznych już ukształtowane i
pozostają praktycznie niezmienne przez cały zapis kopalny. Na przykład żyrafa
od początku wyglądała niemal dokładnie tak jak dziś. Nie było „żyrafy ze
średnią szyją", a tym samym ewolucyjnej nitki prowadzącej ją do praantylopy.
(Patrz: Francis Hitching, „The Neck of the Giraffe: Where Darwin Went Wrong" -
„Szyja żyrafy: gdzie Darwin zbłądził").
Karol Darwin, zmuszony sfalsyfikować swą teorię albo naginać fakty, wybrał to
drugie. Wyjaśnieniem tego stanu rzeczy jest, jak sądzę, skrajna
niedoskonałość danych geologicznych - pisał w „O pochodzeniu gatunków".
Twierdził, że skamieliny form pośrednich tkwią gdzieś pomiędzy zbadanymi
warstwami, tylko nie zostały jeszcze odkryte. Raczkująca paleontologia
obiecała szybko uzupełnić drzewo ewolucyjne o brakujące fragmenty i zaczęła
doskonalić narzędzia. Ten stan trwa do dziś. Choć w ciągu 140 lat
nieustannych badań na terenie całego globu z coraz większą dokładnością
przekopywano kolejne warstwy gleby, wciąż nie udało się znaleźć żadnych
istotnych „brakujących ogniw" w teorii Darwina. Paleontolog Stephen J. Gould
w książce „Evolution's Erratic Pace" („Niepewny krok ewolucji") napisał:
Drzewa ewolucyjne będące ozdobą naszych podręczników mają dane tylko na
końcach i miejscach wyjściowych gałęzi; reszta jest wnioskowaniem - chociaż
rozsądnym, ale jednak nie świadectwem skamieniałości. Sztandarowym,
nagłośnionym przykładem jest archeopteryks - latający dinozaur, stanowiący
rzekomo formę przejściową między gadami a ptakami. Nie przeniknęło jeszcze do
powszechnej wiadomości odkrycie ptaka, żyjącego w tym samym czasie. A więc
ptaki okazują się co najmniej rówieśnikami archeopteryksa, nie zaś jego
potomkami.
Niekwestionowany jest na przykład fakt, że średnia długość dzioba zięby z
wysp Galapagos wahała się w odpowiedzi na zmiany klimatyczne (dlatego nazwano
ją ziębą darwinowską). Ale przecież nigdy nie do-
prowadziły one do jej metamorfozy w bociana. Nigdy nie zaobserwowano
całkowitego przekształcenia jednego gatunku w drugi, ani w laboratorium, ani
w stanie naturalnym. Ewolucyjną gradację obserwowano jedynie w obrębie
gatunku, na poziomie rodzajów i rodzin.
W odpowiedzi reformatorska frakcja ewolucjonistów sformułowała teorię zmian
skokowych. Oto w pewnym momencie peryferyjne, izolowane populacje danego
gatunku przechodzą gwałtowną ewolucję (czy raczej: rewolucję). Po upływie
kilku tysięcy lat (w perspektywie ewolucyjnej to chwila) równie szybko
przestają, popadając w ewolucyjną „staże". Wówczas ta niewielka zmutowana
populacja rozrasta się, najczęściej kosztem swych przodków, dając początek
nowemu gatunkowi. Niestety, populacje są tak małe, a zmiana tak szybka, że
przejście z jednego gatunku w drugi nie pozostawia śladów kopalnych. Teorii
tej nie da się więc zweryfikować empirycznie, ale ma ona inną podstawową
wadę: brak mechanizmu, który generowałby tak szybką metamorfozę. Gdyby
powstawała metodą naturalnej selekcji przypadkowych, drobnych mutacji - jak
głosi klasyczny dar-winizm - egzemplarze musiałyby krzyżować się prawie
nieustannie. Jak pogodzić to z faktem stałej, minimalnej liczebności
populacji?