Dodaj do ulubionych

Amerykańska broń biologiczna w Iraku

IP: *.czestochowa.sdi.tpnet.pl 18.10.02, 12:47
piątek, 18. 10. 2002, 3:46

Stowarzyszenie Amerykańskich Weteranów Wojny w Zatoce domaga się ustąpienia
sekretarza obrony Donalda Rumsfelda za publiczne kłamstwo.
Rumsfeld utrzymuje, że USA nigdy nie dostraczało Irakowi broni biologicznej,
choć dochodzenie Senatu USA z 1994 roku pokazało, że Stany Zjednoczone
dostarczały Saddamowi bakterie i wirusy chorobotwórcze.

Donald Rumsfeld miał w 1984 roku okazję spotkać Saddama Husajna osobiście,
gdy przebywał w Iraku wysłany przez Ronalda Reagana ze specjalną misją mającą
na celu ulepszenie stosunków z reżimem z Bagdadu, który ONZ oskarżało o
stosowanie broni chemicznej w wojnie z Iranem.


źródło : www.poprostu.pl
Obserwuj wątek
    • Gość: doku To pewnie ta sama stonka co w Polsce. nt IP: proxy / *.mofnet.gov.pl 18.10.02, 16:46
    • karlin Niusłik z Częstochowy donosi... 18.10.02, 16:56
      "Saddam H. był - przez jakiś czas - najbliższym przyjacielem
      Ronalda R. (wspólnie polowali na nietoperze w Montanie). To Ronald zdołał
      przekonać Saddama, ze najłatwiej rządzi się krajem, który ma Wielkiego Wroga.
      Nie chciał również słuchać roztropnych uwag Saddama na temat kosztowności i
      niezgodności z duchem Koranu programu Gwiezdnych Wojen. I to właśnie za jego
      poduszczeniem (może i nieświadomym, może...), ale przecież skojarzenia nasuwały
      się same - ZSRR, "gwiezdne" wojny - Saddam nabrał przekonania, ze w godle
      Wielkiego Wroga musi być gwiazda. Uporczywe poczęstunki, składające się z
      hamburgerów i coca-coli ostatecznie zohydziły Saddamowi zachodnia cywilizację,
      a wpychane do bagażu kanapki na drogę powrotną zawlokły do Iraku jad
      kiełbasiany i wąglik."
    • Gość: V.C. Amerykańskie opryski w Kolumbii IP: *.czestochowa.sdi.tpnet.pl 19.10.02, 13:12
      Spotkałem się też z amerykańską kampanią walki chemicznej ("opryski"), która
      naprawdę jest tylko nikczemnym okrucieństwem. Opowieści chłopów były bardzo
      obrazowe i wręcz rozdzierały serce, nawet moja krótka wizyta wystarczyła, aby
      obejrzeć efekty bezpośrednio. Większość tych, których spotkałem zajmowała się
      uprawą kawy. Udało im się przezwyciężyć wyraźny spadek cen kawy (światowi
      dystrybutorzy świetnie się spisują w rujnowaniu chłopów) poprzez wykorzystanie
      niszy w eksporcie, głównie do Europy, wysokiej jakości organicznie wyhodowanej
      kawy. Jest to jednak już zniszczone na zawsze przez opryski. Nie tylko rośliny
      są zniszczone, ale też gleba jest zatruwana i nie będzie już nigdy zdatna do
      niczego, nawet jeśli ktoś zdoła jakoś przetrwać lata potrzebne do odbudowy
      zniszczeń. Ich farmy są zrujnowane, ich zwierzęta zabite, ich dzieci często
      chore i umierające. Pozostawieni są sami sobie, z niewielkimi nadziejami na
      przyszłość. Przynajmniej na terenach, o których słyszałem opowieści,
      zniszczenie upraw nie miało nic wspólnego z obecnością guerrilli, czy produkcją
      narkotyków - po prostu groteska. Nie spróbowano nawet zbadać terenów
      przeznaczonych do oprysków. Programy te wydają się być kolejnym etapem
      historycznego procesu rugowania ubogich chłopów z ich ziemi, udostępnianiu
      bogatych w surowce terenów dla eksploatacji zagranicznemu kapitałowi oraz
      prawdopodobnie położenia podwalin pod agro-eksport kontrolowany przez
      międzynarodowe kompanie używające wyhodowane w laboratoriach nasiona, gdy
      zniszczono naturalną różnorodność wraz z bogatą lecz kruchą tradycją
      chłopskiego rolnictwa. Wraz z gubernatorami sąsiednich prowincji Tunubala
      prosił o zaprzestanie oprysków i niszczenia socjalnych oraz ekonomicznych
      osiągnięć. Lecz nie pasuje to do celów kolumbijskich elit oraz
      waszyngtońskiego "Planu Kolumbia", więc nie ma odzewu.

      źródło : www.lewica.pl

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka