Gość: +++IGNOR
IP: *.dialog.net.pl / *.wroclaw.dialog.net.pl
05.12.02, 01:55
Okruszki
Janusz Korwin-Mikke
P. Grzegorz Kuczyński w "Gazecie Polskiej" ("Wędka zamiast ryby", "GP" 48)
napisał bardzo ładnie o Estonii. Na zakończenie napisał - ot, tak,
mimochodem: "Niewątpliwie niewielkim krajem rządzi się łatwiej. Przekonuje o
tym przykład nie tylko Estonii, ale i Słowenii". Święta racja. Myślący
Czytelnik oczekuje teraz, że p. Kuczyński zaproponuje podział Polski na
Mazowsze, Śląsk, Małopolskę, Wielkopolskę i Pomorze - a może na jeszcze
mniejsze jednostki?
Nie, p. Kuczyński gorąco zaleca połączenie się w jedno super-państwo, czyli
Związek Socjalistycznych Republik Europejskich. Niech żyje logika!
W "Najwyższym CZASIE!" p. Płużański dał kolejny koncert: aż dwa odcinki
poświecił p.gen. Wojciechowi Jaruzelskiemu. Niestety, nie zadał sobie trudu
pomyślenia: zajął się wyłącznie cytowaniem powszechnie znanych faktów - i
wylewaniem kubłów pomyj. Myślący Czytelnik nie dowie się z tekstu, czy p.
Jaruzelski cały czas udawał zwolennika Moskwy - a był patriotą? A może na
odwrót? Był świetnym graczem politycznym - czy tylko przypadkiem awansował
jako wierny, głupi sługus? Po 1968 roku zwalczał Żydów - a w 1988 r. zawarł z
nimi sojusz; dlaczego? Przemiana duchowa? Czy był to prawdziwy zwolennik
socjalizmu - czy tylko cyniczny gracz polityczny? A może mały człowiek
starający się na wysokim stanowisku jakoś wszystko ratować, by się nie
rozleciało? A może Wielki Człowiek?
Nic na ten temat nie znajdziemy. Autor chowa szare komórki do kieszeni,
zapina ją, by nie wyjrzały przypadkiem na światło dzienne - i pisze wątrobą.
Proponuję, by p. Płużański wziął sobie oskarżycielskie artykuły "TRYBUNY
LUDU" z roku np. 1951 przeciwko "wrogom ludu" - a przekona się, że były
pisane uczciwiej i z mniejszą zajadłością. Nie dlatego, by ówcześni
propagandziści nie chcieli dokopać ofiarom; nie, chcieli - tylko nie byli tak
nieporównanymi mistrzami tego stylu, jak p. Płużański.
Jakiś postęp musi być...
W całej prasie postępowej tryumf: do Pragi nie wpuszczono JE Aleksandra
Łukaszenki. Cieszyli się zwolennicy wolnego rynku (bo to wredny etatysta),
cieszyli się przeciwnicy Rosji (bo to Biały, ale Rusin), cieszyli klienci
Unii Europejskiej, cieszyli klienci Stanów Zjednoczonych - bo ich Panowie
kopnęli p. Łukaszenkę, więc oni muszą się cieszyć i im wtórować...
Myślałem, że choćby taki p. Chojnacki, który nienawidzi Rosjan i gotów jest
pochwalać czeczeńskich terrorystów tylko dlatego, że zabijają Rosjan -
napisze coś z sensem na ten temat, pochwali p. Łukaszenkę za to, że postawił
się Moskwie. O, taki pean bym wydrukował chętnie - a tu nic. Powszechna
ślepota. A przecież jasne jest, że kopnięcie p. Łukaszenki przez USA i UE
jest przejawem tego, że obydwa te bloki walczą (o czym nieraz tu pisałem) o
względy Rosji - i robią to pour le Roi de la Russe - by mieć JE Włodzimierza
Putina po swojej stronie. A odepchnięcie p. Łukaszenki mogło spowodować tylko
jedno: to właśnie, że p. Łukaszenka pojedzie na kolanach do Moskwy, którą
jeszcze trzy tygodnie temu opluwał.
Czy głupota polskich publicystów ma jakąś granice? Najpierw cieszyli się, że
przyłączono NRD do RFN, co wzmacniało naszego historycznego wroga, Niemcy.
Teraz cieszą się z przyłączenia Białej Rusi do przyszłej Wszech-Rusi, co
wzmacnia naszego drugiego historycznego wroga. Bo "nie lubią Łukaszenki". No
to co z tego? Ja też Go nie lubię - ale trzymajmy miarę! To Iczkerioci
mordujący ludzi, obcinający im genitalia, biorący jako "zakładników" chorych
w szpitalu są cacy - a p. Łukaszenka jest be, bo lubi PGR-y? A co mnie to
obchodzi? "Lubienie" nie jest kategorią polityczną! Myślmy realnie! O naszej
racji stanu. A jeśli tego nie umiemy - to rozwiążmy to państwo - bo co to za
państwo, które nie potrafi o tym myśleć...
A Biali Rusini? Białorusini, sądząc z wyników wyborów, wolą równość niż
wolność i bogactwo - no to niech sobie żyją w ubóstwie i równości; z głodu i
tak dzięki Borlaughowi i jego "zielonej rewolucji" nie umrą...
Jedyny, który zauważył, że działanie "oświeconych moralistów Zachodu" de
facto wspiera Rosję (z premedytacją, z głupoty czy z powodu "dylematu
więźnia" - konieczności ubiegania się o poparcie Rosji - tego nie wiemy...)
to p. Jerzy Marek Nowakowski - w "Gazecie Polskiej". Ale też już po czasie:
po tym, jak upokorzony p. Łukaszenka do Moskwy pojechał. A przecież to było
oczywiste...
Ja oczywiście, jako filorus, tak kocham Rusinów, że chciałbym, by istniały co
najmniej trzy państwa ruskie - a jeśli się da; jeszcze więcej. O, p.
Kuczyński napisał, że małym państwem rządzi się lepiej niż wielkim... Więc
odtworzenie Ingrii (ze stolicą w St. Petersburgu), Wielkiego Księstwa
Smoleńskiego, republik: Pskowa i Wielkiego Nowogrodu, Wielkiego Księstwa
Moskiewskiego... Byłyby to bardzo bogate, dobrze zarządzane państwa - o ile,
oczywiście, w Rosji ktoś, poza p. Putinem, umie jeszcze rozsądnie rządzić...
A to, że Białoruś nie byłaby bogata? No to co? Wszyscy muszą być bogaci? Robi
się w Europie skanseny - kto powiedział, że nie można mieć skansenu na 20
milionów ludzi? W dodatku: bez dokładania z budżetu Unii! Jeździłoby się tam
na tanie "wczasy pod brzozą"... Zresztą - bez przesady: takiej zupełnej ruiny
na tej Białorusi nie ma...
A władcy III Rzeczypospolitej popadli w kompletny amok: kręcą się jak wszy na
grzebieniu. To też było oczywiste od początku; nikt przecież nie ukrywał, że
zastosowana została fińska metoda negocjacji: najpierw pięcioletnie dyskusje
o dżemie z marchewki, korniszonach, oscypkach i zielonych strzałkach do
skrętu w prawo (czy mogą być na stałe - czy muszą się zapalać w momencie
odpowiadającym normom europejskim...) - a negocjacje w sprawach rolnictwa i
finansów (!!!) pozostawiono na ostatnie dwa tygodnie. I teraz nasi pożal-się-
Leninie-negocjatorzy biadolą: "Uzgodniliśmy już 800.000 stron, 27 "obszarów
negocjacyjnych" i 40.000 paragrafów - i teraz cały ten wysiłek miałby pójść
na marne z powodu dwóch głupich "obszarów"? No, trudno - musimy już chyba
ustąpić...".
Ja mówię o tych uczciwych negocjatorach - nie o sprzedajnych włazicielach bez
wazeliny. Do rozmów z nimi właściwy jest prokurator.
Janusz Korwin-Mikke n