Dodaj do ulubionych

Widok z okna Marii Antoniny

31.05.06, 17:01
Na początek trochę definicji.

Minimum socjalne - górna granica ubóstwa, poniżej której następuje
deprywacja społecznych potrzeb człowieka.
Minimum egzystencji - dolna granica ubóstwa, poniżej której zagrożona jest
egzystencja człowieka.

Granice te wyznacza się w oparciu o "koszyk dóbr" zaspokajających niezbędne
potrzeby człowieka: koszt bardzo skromnego mieszkania w budynku komunalnym,
niezbędnego ubrania i wyżywienia, podstawowych leków... Normy żywieniowe
oparte są na produktach najtańszych oraz: dla minimum egzystencji - na tzw.
poziomie bezpiecznego spożycia (poniżej następuje wyniszczenie organizmu), a
dla minimum socjalnego - zalecanego spożycia, w pełni pokrywającego potrzeby
żywieniowe. Normy żywieniowe dla minimum egzystencji zakładają małą (dorośli)
lub umiarkowaną (dzieci) aktywność fizyczną (spalają mniej kalorii, niż przy
wysiłku fizycznym). Przy minimum socjalnym normy liczy się na miarę
rzeczywistych potrzeb.

A tak wygląda statystyka biedy w Polsce. Lewa kolumna to lata, środkowa -
procent mieszkańców Polski żyjących poniżej minimum socjalnego, prawa -
procent mieszkańców Polski żyjących poniżej minimum egzystencji. Brak liczby
oznacza brak wiarygodnych danych z danego roku.

Rok____< MS___< ME

1989___14,8
1990___31,2
1991___32,6
1992___32,4
1993___34,8
1994___43,2___6,4
1996___46,7___4,3
1997___50,4___5,4
1998___49,8___5,6
1999___52,2___6,9
2000___53,8___8,1


Źródła:
1. Polska bieda. Kryteria, ocena, przeciwdziałanie - praca zbiorowa
pod red. S. Golinowskiej, Instytut Pracy i Spraw Socjalnych, Warszawa 1996
2. Materiały GUS z w/w lat.

PT Czytelnikom proponuję zauważyć, że liczby te rosną. I że poniżej minimum
socjalnego żyła w 2000 r. ponad połowa Polaków, a poniżej minimum egzystencji
- 8,1%.
8,1%, czyli niewiele? Ano, niewiele - tylko 3 miliony ludzi.

A na wypadek, gdyby ktoś uważał, że życie poniżej minimum egzystencji jest z
założenia niemożliwe, więc w tych liczbach coś jest nie tak...
JEST możliwe. Zaczyna się to od niepłacenia za czynsz i świadczenia, kończy -
szukaniem żywności na śmietniku.

Dlaczego to wszystko piszę? Dlatego:

forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=41259608&a=41259608

Gdy trwała tamta dyskusja, nie miałem jeszcze dostępu do w/w danych.
W związku z tym milczałem, gdy syci i zadowoleni obśmiewali wątek Aurory.
Charakterystyczne bowiem, że większość dyskutantów nie POLEMIZOWAŁA
z cytowanym przez Aurorę TEKSTEM, lecz obśmiewała autorkę wątku.

Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni. O ile jest się z czego śmiać.

Marcq
Obserwuj wątek
    • andrzejg wszystko pięknie i ładnie 31.05.06, 17:58
      tylko jakos nie czuję tej biedy w prowadzonej przez siebie działalności,
      która jest raczej dla ludzi sytych. Czyli co? Zastaw si, ale postaw się?

      A.
      • danutki Re: wszystko pięknie i ładnie 31.05.06, 18:22
        andrzejg napisał:

        > tylko jakos nie czuję tej biedy w prowadzonej przez siebie działalności,
        > która jest raczej dla ludzi sytych. Czyli co? Zastaw si, ale postaw się?
        >
        > A.

        z okien apartamentów oraz zza szyb luksusowych samochodów tej biedy nie widać,
        ale wystarczy przejść się w okolice darmowej jadłodajni i pójść tropem
        bywających w niej ludzi...
        • andrzejg ależ Dautko 31.05.06, 18:45
          moje życie biegnie na prowincji
          wśród ludzi biednych (kurna- niech Hasz poświadczy)

          Wjedź do mojego osiedla od strony Wrocławia
          jednym słowem 'syf,bieda i rozpacz'

          (nie to co z kilometr dalej u Hasza)


          Jak myślisz.
          Przyjeżdzaja do mnie bogacze?
          Nie.
          Dla bogaczy sa ekskluzywne placówki z cenami jak sie patrzy

          A.
          • marcq Re: ależ Andrzeju :) 31.05.06, 18:51
            andrzejg napisał:

            > moje życie biegnie na prowincji
            > wśród ludzi biednych (kurna- niech Hasz poświadczy)
            >
            > Wjedź do mojego osiedla od strony Wrocławia
            > jednym słowem 'syf,bieda i rozpacz'
            >
            > (nie to co z kilometr dalej u Hasza)
            >
            >
            > Jak myślisz.
            > Przyjeżdzaja do mnie bogacze?
            > Nie.
            > Dla bogaczy sa ekskluzywne placówki z cenami jak sie patrzy
            >
            > A.

            Może więc Ty stanowisz dla nich optimum: JESZCZE ich stać, a JUŻ kupują rzeczy
            bardzo dobre. smile
            Ale nieco poważniej: prawdziwa bieda często jest niezauważalna. Ci "Twoi" nie
            są, najprawdopodobniej, jeszcze tymi "z samego dna". Pytanie: jak więc
            wyglądają tamci "na dnie", skoro Ty sam oceniasz swoją klientelę, jako ubogą?
      • marcq Re: wszystko pięknie i ładnie 31.05.06, 18:37
        andrzejg napisał:

        > tylko jakos nie czuję tej biedy w prowadzonej przez siebie działalności,
        > która jest raczej dla ludzi sytych. Czyli co? Zastaw si, ale postaw się?
        >
        > A.

        Dokładnie tak, Andrzeju, jak pisze Danutka.
        Nie każdego stać na ciastka, ale do DOBREGO ciastkarza przychodzą ci, których
        stać...
        • andrzejg Re: wszystko pięknie i ładnie 31.05.06, 18:50
          marcq napisał:

          >
          > Dokładnie tak, Andrzeju, jak pisze Danutka.
          > Nie każdego stać na ciastka, ale do DOBREGO ciastkarza przychodzą ci, których
          > stać...

          ale
          w związku z zamówieniami tortów 10,15,20...kilogramowych
          zastanawiam się , czy jestem az tak dobry (bo przecież społeczenstwo jest biedne)
          czy po prostu je na to stać?


          Za dużo tych wielkich zamówien na tak ubogie społeczenstwo
          Ten opisywany przez Was świat nie pasuje kompletnie do mojej działalnosci

          A.
          • marcq Mijając adwersarza :) 31.05.06, 18:52
            andrzejg napisał:

            ...i dostał odpowiedź tuż obok, już minutę po zadaniu pytania! smile
    • rycho7 niech zra ciastka 31.05.06, 19:31
      marcq napisał:

      > Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni. O ile jest się z czego śmiać.

      Dawniej przysychanie zoladka do kregoslupa zajmowalo ze 300 lat. Obecnie
      zobaczymy jak dlugo moze jatrzyc pismactwo.

      Ludek ponizej minimum egzystencji nie ma na bilet aby pojechac szturmowac
      osiedle chronione przez uzbrojonych goryli. Po to "smy" skakali bez tyn plot.

      Panna "S" miala 10 milionow czlonkow. Moze wiedzieli co robili? Sadze, ze przez
      kilka pokolen nie bedzie sie czym przejmowac.
      • andrzejg egoistycznie podchodząc 31.05.06, 19:34
        • andrzejg Re: egoistycznie podchodząc 31.05.06, 19:34
          nu

          kliknęło mi się

          ZGADZAM SIĘ w 100 %-ch

          A.
      • danutki Re: niech zra ciastka 31.05.06, 19:54
        rycho7 napisał:

        > Panna "S" miala 10 milionow czlonkow. Moze wiedzieli co robili? Sadze, ze
        przez
        >
        > kilka pokolen nie bedzie sie czym przejmowac.

        o ile mnie pamięć zanadto nie myli to Panna "S" w 80/81r (wtedy było te
        10mln.członków)bazowała także na haśle, że wszyscy mamy rowne żołądki.
        a teraz?
        po resekcji części żołądka obywatelskiego przyszedł czas na strajki lekarzy,
        którym teraz przyszło wzajemnie sobie resetować te żołądki
        • andrzejg oj, z lekarzai jest troche inaczej 31.05.06, 19:58
          PiSowcy naobiecywali cudów wczesniejj popierając rozróbę górników
          Teraz zwalczają lekarzy m a przy tąpnięciu górników dają im co tamci chca
          Jak myslisz?
          Działa to budująco na lekarzy?


          A.
          • danutki Re: oj, z lekarzai jest troche inaczej 31.05.06, 20:22
            andrzejg napisał:

            > PiSowcy naobiecywali cudów wczesniejj popierając rozróbę górników
            > Teraz zwalczają lekarzy m a przy tąpnięciu górników dają im co tamci chca
            > Jak myslisz?
            > Działa to budująco na lekarzy?
            >
            >
            > A.

            gdyby ode mnie zależała ta "budowla" to bym się zapytala co jest bardziej
            wymiernie cenne. narażanie życia w kopalni czy ratowanie życia i zdrowia
            górników i ich rodzin.jak tu rozważyć słuszność sił nacisku?
    • jaceq Re: Widok z okna Marii Antoniny 01.06.06, 00:04
      marcq napisał:
      > Rok____< MS___< ME

      Zakwestionowałbym wiarygodność tych danych. W samym sercu Polski "B" (a może
      nawet "C"), przy (statystycznie) wysokim bezrobociu, gdzie minimalna ustawowa
      pensja kłóci się o "normę" z zatrudnianiem na czarno (nieszczególnie
      wykwalifikowanej) siły roboczej, mam odrobinę inne wrażenie. Trudno znaleźć
      kogoś do pracy w tak "wyrafinowanych technologicznie" zawodach, jak
      - murarz, tynkarz,
      - technolog żywności (nie kucharz)
      - nocny dozorca (nie - emeryt).
      Wiem, bo ich właśnie szukam.
      Za to bez trudu mogę policzyć stojących o 6 rano na tzw. "stójce" smakoszy
      "koktajli owocowych", niektórych nawet znam z dawnych lat, acz ogorzałe twarze
      wszystkie wyglądają podobnie i zaczynają mi się mylić. O, tak, ogromna większość
      z nich będzie miała spory problem z awansem powyżej ME. A jest ich Legion, albo
      i lepiej.
      Niestety, trzeba, żeby się chciało. Ustawowe minimum na rękę plus trochę "górką"
      to jest chyba jednak ciut ponad MS. Zależy zresztą jak się ten MS zdefiniuje.
      Dla kogoś komura, 25-calowy tv i 13-letnia astra jak najbardziej mieszczą się w
      ramach MS. Nie mam nic przeciwko temu, ale jak mało - to się niestety trzeba
      wziąć do roboty.
    • aurora.una To straszna statystyka, ktora dowodzi kleski 01.06.06, 01:17
      moralnej, gospodarczej, spolecznej i politycznej tzw. "wolnosciowych" przemian
      w III RP, ktore byly wylacznie skokiem na polska publiczna kase globalnych i
      loklanych oligarchow i mafii. Wolnosc, jaka uzyskala wiekszosc ludzi w PL po r.
      1989. to wolnosc do zycia w biedzie lub do emigracji zarobkowej, bo bycia
      ponizanym i oszukiwanym przez pracowawcow, wolnosc OD praw czlowieka,
      pracownika, itd. 85% kudzi w Pl mowi, ze wiecej stracilo niz zyskalo na tych
      przemianach.

      Dzieki Marku za te dane, ktore wywoluja lzy i ... bunt. Bardzo sie ciesze, ze
      stoisz po mojej stronie barykady, czyli po stronie pokrzywdzonych. Nalezysz do
      nielicznego tu grona ludzi wrazliwuch spolecznie, do ktorych zaliczylabym tez
      Danusie, Palnicka, Vici i pare innych osob. Ja juz przywyklam do tego, ze
      gloszenie prawdy dysydenckiej, czyli niewygodnej dla establiszmentu lub "elyt"
      zawsze spotyka sie z atakami lub osmieszaniem. To jest stara technika
      niszczenia opozycji stosowana przez tych, ktorzy zyja cudzym kosztem lub
      korzystaja na instytucyjnej niesprawiedliwosci. Podchodze do tych atakow ze
      stoickim spokojem, bo wiem, ze wszyscy, ktorzy byli za sprawiedliwoscia,
      humanizmem i pokojem byli brutalnie atakowani przez totalitarne rezimy i
      koterie u zlobu (np. Chrystus, Ghandi, Einstein, Marks, Pauling). Jestesmy wiec
      w szlachetnym towarzystwie.
      Pozdrawiam serdecznie wszystkich forumowych humanistow i atruistow i zachecam
      do wytrwaloscismile) Zlo nie moze zawsze tryumfowac.
      smile)
      • rycho7 dolowanie realistow 01.06.06, 09:36
        aurora.una napisała:

        > Bardzo sie ciesze, ze
        > stoisz po mojej stronie barykady, czyli po stronie pokrzywdzonych. Nalezysz
        > do nielicznego tu grona ludzi wrazliwuch spolecznie

        Ja w ramach swej "wrazliwisci spolecznej" chcalbym sam i zyczylbym innym aby
        byli zawsze piekni, mlodzi, bogaci, zdrowi, kochani i kochajacy.

        Niestety poza "wrazliwiscia spoleczna" mam jeszcze rozum. To niestety
        straszliwa przypadlosc w polaczkolandii. Wiem, kajam sie i prosze o wybaczenie.

        Bylem obserwatorem procesu historycznego gdy sol ziemi (robotnicy, chlopi,
        inteligencja pracujaca miast i wsi) stawali na glowie aby taki sobie ustroj
        zamienic na znacznie gorszy. No i zamienili, aczkolwiek babcie mowily aby sobie
        nie odmrazac uszu.

        Jakie w zwiazku z tym zalecacie "smieszne kroki" do wykonywania skutecznie poza
        rytualnym zalamywaniem rak? Ja z dobrego serduszka wszystkim zycze dobrze. Ale
        dlaczego mialbym dokladac ze swego, ciezko zapracowanego?

        > To jest stara technika
        > niszczenia opozycji stosowana przez tych, ktorzy zyja cudzym kosztem lub
        > korzystaja na instytucyjnej niesprawiedliwosci

        Jak ciezko pracuje to "zyje cudzym kosztem", naleze do lze-elit, ukladowego
        stolika, nienawistnikow walczacych z PiS oraz innymi lewusami. Czarne
        podniebienia wszystkich krajow laczcie sie.
    • xiazeluka Winny jest socjalizm 01.06.06, 10:10
      1. Ten wzrost "minimum" można skorelować z wzrostem liczby darmozjadów na
      urzędniczych stołkach - bez sprawdzania mogę się założyć, że będzie podobny.

      2. To samo dotyczy wzrostu podatków i ograniczania swobody gospodarowania.

      3. Wychodząc poza nadęte teoretyzowanie - Jacek ma rację. Wskaźniki
      wskaźnikami, a życie życiem. W dziurach, gdzie oficjalnie istnieje 30%
      bezrobocie naprawdę trudno znaleźć chętnych do pracy, zgodnie z ponoć
      autentyczną historyjką: jakaś głeboka postpegieerowska dziura, bida aż piszczy
      z urzędowych statystyk. W syti miasteczka obowiązkowo grupa chwiejących się
      kolesi w kwiecie wieku. Reporterka ogólnopolskiej telewizji zagaduje:
      - Panowie bezrobotni?
      - Taaa, k..., ciężko jest, brak perspektyw etc.
      - A próbowaliście panowie zgłosić się do urzędu pracy?
      "Panowie" patrzą na reporterkę jak na psa z sześcioma łapami. Bezbrzeżnie
      zdumieni:
      - A po co???
      - No jak to, jakiś kurs przecież można zrobić, miasto za darmo organizuje...
      - Ach, panienko - gwałtownie przerywają ofiary życia poniżej minimum - Był taki
      jeden, ukończył ten ich kurs, owszem, tyle, że go potem do roboty ganiali...!

      4. Jeszcze jeden obrazek z życia wzięty, autentyczny: mój znajomy zbieracz
      odpadków (złom, puszki, makulatura) jest bez pracy, na rencie. Żona pracuje,
      dwie córki przyzwoicie ubrane i zadbane wybierają się do tzw. dobrych szkół.
      Formalnie rzecz biorąc koleś wegetuje na skraju nędzy - czteroosobowa rodzina
      utrzymuje się z małej pensji i równie niewielkiej renty - w praktyce gość tak
      dobrze radzi sobie ze zbieractwem, że ich status jest znacznie wyższy,
      aczkolwiek nieuchwytny dla statystyk.
      • danutki Re: Winna jest statystyka 01.06.06, 13:09
        xiazeluka napisała:

        > 4. Jeszcze jeden obrazek z życia wzięty, autentyczny: mój znajomy zbieracz
        > odpadków (złom, puszki, makulatura) jest bez pracy, na rencie. Żona pracuje,
        > dwie córki przyzwoicie ubrane i zadbane wybierają się do tzw. dobrych szkół.
        > Formalnie rzecz biorąc koleś wegetuje na skraju nędzy - czteroosobowa rodzina
        > utrzymuje się z małej pensji i równie niewielkiej renty - w praktyce gość tak
        > dobrze radzi sobie ze zbieractwem, że ich status jest znacznie wyższy,
        > aczkolwiek nieuchwytny dla statystyk.

        Luka
        czy ty przyjąleś login na cześć pewnego matematyka, który zajmował się....
        a nie napiszę, by nie ułatwiać tym , którzy wyzywają mnie od judenatek
    • kaczka_balbinka Widok przepiekny bo przecie katolicka ta Polska 05.06.06, 05:57
      a wiec o reszte mniejsza.Serce rosnie. Razem ze statystykami dot. prawej
      kolumny.
      Nie jestem tylko pewna czy panaceum Aurory w postaci Che-socjalizmu
      rzeczywiscie przyniesc moze pozytywne rezultaty czy tez, jak w katolickiej
      Ameryce Poludniowej, zwiekszy sie smietnisko na ktorym przybedzie grzebiacych.
      Ale tez, co to za roznica skoro niewazne jaka Polska byle katolicka.

      Kler doi z polskiego podatnika ok. 5 miliardow dolarow rocznie. Za udoj
      ostatniej dekady mozna by splacic dlug zagraniczny i zafundowac glodnym
      dzieciom sniadania do szkoly... O kasie na na kreowanie miejsc pracy dla ich
      rodzicow nie wspominam.
      Wazniejsze okazaly sie figury, potrzeby Watykanu, swiatowego katolicyzmu, oraz
      inne wyznaniowe badziewie. Nad glodnymi zwyczajowo pochylono sie z troska...

      Pozdrawiam smile

      Balbinka
      • jaceq Re: Widok przepiekny bo przecie katolicka ta Pols 06.06.06, 19:54
        > Nie jestem tylko pewna czy panaceum Aurory w postaci Che-socjalizmu
        > rzeczywiscie przyniesc moze pozytywne rezultaty czy tez, jak w katolickiej
        > Ameryce Poludniowej, zwiekszy sie smietnisko na ktorym przybedzie grzebiacych.

        Ja też nie jestem, a raczej jestem, że nie. Katolicka Ameryka (Płd) to nie
        katolicka Polska, a śmietnisko południowoamerykańskie to nie najnowszy wynalazek
        PKP:

        www.pociag-papieski.pl/
      • dachs Re: Widok przepiekny bo przecie katolicka ta Pols 06.06.06, 21:28
        kaczka_balbinka napisała:

        >
        > Kler doi z polskiego podatnika ok. 5 miliardow dolarow rocznie.

        Deficytowi hutnicy i górnicy więcej.
        Ale nie za sprawą kleru, więc tego już nie widzisz.
        • danutki Re: Widok przepiekny bo przecie katolicka ta Pols 06.06.06, 21:48
          dachs napisał:

          > kaczka_balbinka napisała:
          >
          > >
          > > Kler doi z polskiego podatnika ok. 5 miliardow dolarow rocznie.
          >
          > Deficytowi hutnicy i górnicy więcej.
          > Ale nie za sprawą kleru, więc tego już nie widzisz.
          >

          Borsuku
          masz chyba nieaktualne informacje, przynaajmniej co do górnikow, którzy wizytą
          w Warszawie chcą sięe domagać wypłaty jeszcze większych zyskow.
          ja chyba jakaś niedouczona jestem, bo nie pamiętam, żeby w Warszawie lub pod
          nią były jakieś kopalnie węgla.
    • palnick Chwila refleksji... 06.06.06, 22:10
      Jeżeli dałoby się zmniejszyć Ziemię do rozmiarów wioski, którą zamieszkuje
      dokładnie stu mieszkańców, zachowując proporcje wszystkich ras, mieszkałoby tam
      mniej więcej:
      ***
      - 57 Azjatów
      - 21 Europejczyków
      - 14 osób z zachodniej półkuli (południowej i północnej)
      - 8 Afrykańczyków
      ***
      - 52 kobiety
      - 48 mężczyzn
      ***
      - 70 nie-białych
      - 30 białych
      ***
      - 70 niechrześcijan
      - 30 chrześcijan
      ***
      - 11 homoseksualistów
      ***
      - 6 osób posiadałoby 59% bogactwa całego świata i wszystkie 6 byłoby ze Stanów
      Zjednoczonych
      - 80 osób żyłoby poniżej standardu.
      ***
      - 70 osób nie umiałoby czytać
      ***
      - 50 osób cierpiałoby z powodu niedożywienia
      ***
      - 1 osoba byłaby bliska śmierci
      - 1 osoba byłaby bliska narodzin
      ***
      - 1 (tak, tylko jedna) miałaby wyższe wykształcenie
      - 1 osoba posiadałaby komputer
      ***
      Kiedy spojrzy się na świat z takiej perspektywy, potrzeba akceptacji,
      zrozumienia edukacji i solidarnosci staje się bardzo wyraźna.
      ***
      Godne uwagi jest również, co następuje...
      - Jeżeli dzisiaj rano wstałeś/as z łóżka raczej zdrowy niż chory to masz
      większe szczęście niż milion ludzi, którzy nie przeżyją tego tygodnia.
      - Jeżeli nigdy nie doświadczyłeś/as niebezpieczeństw wojny, samotności,
      więzienia, tortur ani głodu, jesteś w lepszym położeniu, niż 500 milionów ludzi
      na świecie.
      - Jeżeli możesz chodzić do kościoła bez strachu, nie obawiając się
      aresztowania, tortur lub śmierci, jesteś szczęśliwszy/a niż miliard ludzi na
      tym świecie.
      - Jeżeli masz dach nad głową, ubranie na grzbiecie, jedzenie w lodowce i masz
      gdzie spać, jesteś bogatszy niż 75%ludzi.
      - Jeżeli masz pieniądze w banku i trochę drobnych w portfelu, jesteś wśród 8%
      światowych bogaczy.
      - Jeżeli twoi rodzice żyją i ciągle są małżeństwem... jesteś wyjątkową
      rzadkością.
      ***
      Jeżeli możesz przeczytać tę wiadomość, jesteś szczęśliwszy niż dwa miliardy
      ludzi, które w ogóle nie umieją czytać.
      ***
    • marcq Bez "rytualnego załamywania rąk" 07.06.06, 17:36
      ...czyli tak, jak proponuje Rycho.

      Najpierw komentarz (bo nawet nie do końca polemika) do tego, co napisał Jaceq.

      Liczby, które podałem, kwestionowali, owszem, sami autorzy opracowania, ale -
      nazwijmy to tak - w drugą stronę. Mogą one mianowicie być nieco... zaniżone.
      Rzecz w tym, że dane do zaszeregowania kogoś do którejś z kategorii zamożności
      (powyżej MS, poniżej MS lub poniżej ME) czerpano nie z Urzędów Skarbowych na
      podstawie składanych tam PIT-ów, lecz głównie z ankiet. I tak się składało,
      że udzielenia informacji do tych ankiet najczęściej odmawiali (eufemizm
      oznaczający przegonienie ankietera) ludzie z marginesu - tacy, których dochody,
      włącznie z nielegalnymi, były z pewnością niższe od średniej krajowej. Zatem -
      "fotografia ekonomiczna społeczeństwa" mogła nie całkiem odpowiadać obrazowi
      rzeczywistemu. "Praca na czarno" itp. była natomiast zaliczana do dochodów.

      Niemniej - problem opisany przez Jacqa istnieje. Rzecz w tym, że utrata pracy,
      to początek pewnego procesu, także psychologicznego. Poszukiwanie nowej pracy
      z coraz mniejszą nadzieją, a potem rosnąca apatia, depresja, degrengolada,
      demoralizacja, alkoholizm - tak to zazwyczaj wygląda. Nie zawsze wszystkie
      etapy, ale... Ale, gdy zdarzy się wreszcie, że praca jest na wyciągnięcie ręki,
      tylko chcieć - często bywa już za późno. A potem - nie mając wyniesionych z
      domu wzorców systematycznej pracy, mając natomiast przykład taty, a nierzadko
      i mamy, którzy głównie piją i kombinują - następne pokolenie odtworzy taki
      właśnie model rodziny. I to TEŻ będą koszty społeczne DZISIEJSZEGO bezrobocia.
      Być może przez wiele pokoleń.

      Problem drugi. Bolesnym paradoksem jest, że ta galopada wskaźników biedy ma
      miejsce w sytuacji, gdy - przeciętnie - zamożność społeczeństwa ROŚNIE. Rośnie
      produkcja, PKB itp. wskaźniki. Czego to dowodzi? Tylko i wyłącznie tego, że
      lawinowo rośnie ROZWARSTWIENIE majątkowe. Bogaci stają się jeszcze bogatsi, a
      biedni jeszcze biedniejsi. "Krzywa rośnie", ale bynajmniej nie dla wszystkich.
      Jak kapitalizm, to kapitalizm.

      Natrząsa się Rycho z tych, którzy na własne życzenie "zamienili siekierkę na
      kijek", gdy - jak pisze - "sol ziemi (robotnicy, chlopi, inteligencja pracujaca
      miast i wsi) stawali na glowie aby taki sobie ustroj zamienic na znacznie
      gorszy. No i zamienili, aczkolwiek babcie mowily aby sobie nie odmrazac uszu."

      I ma Rycho sporo racji. WTEDY było siermiężnie, ale wskaźniki biedy były jednak
      znacznie niższe. I WTEDY hasło "socjalizm tak, wypaczenia nie" było dobre, jako
      zasłona dymna w walce z komuną. Ale gdy "doszło co do czego", zwycięzcy
      zbudowali nie "socjalizm z ludzką twarzą", lecz kapitalizm w stylu
      latynoamerykańskim. A kto nie umie się dostosować, niech zdycha.

      Co zrobić z tym wszystkim, aby nie było to, jak pisze Rycho, "rytualne
      załamywanie rąk", lecz coś, co skutecznie odwróci opisane tendencje?

      Nie sądzę, by skuteczne recepty miała którakolwiek z "wysokich zwaśnionych
      postsolidarnościowych stron": PiS lub PO. Dla tych pierwszych - receptą dobrą
      na wszystko jest wskazanie winnego, a winnym wszelkiego zła jest oczywiście
      komuna. No i PO. Wyrżnąć komunę (ksiądz, jeśli zechce, pokropi), zgnoić PO
      i zlustrować resztę, a świat z miejsca odzyska barwy.

      Ci drudzy, jak podejrzewam, W OGÓLE nie widzą problemu. "Gospodarka, durniu!"
      I to wszystko. Reszta, gdy nadejdzie dobrobyt, załatwi się sama. O ile ta
      reszta dożyje, ale to już jej zmartwienie.

      Ja osobiście zacząłbym od wyłożenia paru worków złota - np. tych "zarobionych"
      niegdyś na likwidacji PGR-ów - na programy społeczne i oświatowe, pozwalające
      wyrwać się z marazmu dzieciom bezrobotnych i meneli. Byle tylko chciały. Byle
      JESZCZE chciało im się chcieć.
      I nie traktuję tego, jako jałmużnę, lecz jako opłacalną inwestycję. Opłacalną
      może już nie dla nas, ale dla naszych dzieci na pewno.

      Marcq
      • aurora.una Chyba sa jeszcze inne sposoby... 07.06.06, 19:23
        Witaj Marcqu,
        Oczywiscie trzeba wylozyc pieniadze na edukacje biednych dzieci, ale to jednak
        nie rozwiaze problemu. Dzis przeciez ksztalci sie na studiach wiecej dzieci niz
        za komuny, ale poniewaz gospodarka Polski padla, dla mlodych absolwentow
        uczelni nie ma pracy, wiec polscy magistrowie jada parobkowac przy tryskawkach
        czy w garkuchniach w Hiszpanii, Szwecji, itd. Po to wprowadzono w Polsce wilczy
        kapitalizm i napisano konstytuicje chroniaca zlodziei, zeby mozna bylo Polakow
        bezkarenie okrasc i Polske zamienic w kolonie globalnych mafii i oligarchow.
        Polska nie jest zreszta jedynym krajem, na ktorym dokonano takiej wiwisekcji.

        Istnieje tylko jeden wyprowany sposob na radykala poprawe sytucji i uratowanie
        Polski. Jest to droga Wenezueli, opisana ponizej, zwana R*E*W*O*L*U*C*J*A.
        Jak pokazuje przyklad tego kraju, ona wcale nie musi byc krwawa. Ze do niej
        dojdzie, nie mam watpliwosci, bo bunt przeciw zniewoleniu i wyzyskowi jest
        zapisanany w ludzkich genach. Bog-Slonce pomoze, juz prezy swoje plamy.wink
        pozdro
        news.bbc.co.uk/2/hi/business/4155936.stm
        • benek231 Tobie polecam "Akcje Bezposrednia" 07.06.06, 20:48
          Stan na rogu z tablica: "Daje na Biednych".

          Mniej mowic a wiecej pracowac.
        • marcq Re: Chyba sa jeszcze inne sposoby... 07.06.06, 21:17
          Witaj ponownie, Symbolu Rewolucji wink
          Na razie sygnalizuję tylko, że znowu jestem, ale chyba zauważyłaś to i bez
          sygnału. wink
          Merytoryczna odpowiedź jutro. Najpierw muszę trochę poczytać tę "lekturę
          obowiązkową" wink, którą mi podrzuciłaś.
          smile
          M.
          • aurora.una A tu jeszcze inna lektura 07.06.06, 21:48
            warta przemyslenia. Jak widac koncepcji jest wiele. Co wazniejsze, praca czy
            placa? Warto czytac te swietna strone - lewica.pl. Mlodziez, ktora ja stworzyla
            ma bardzo dobrze poukladane w glowie i ona jest przyszloscia Polski. Ona ma
            rozum, serce i zdrowe instynkty.
            pozdro
            wink

            lewica.pl/?id=10596
        • marcq O rewolucji do jej Symbolu ;) 09.06.06, 17:14
          aurora.una napisała:

          > Istnieje tylko jeden wyprobowany sposob na radykalna poprawe sytuacji
          > i uratowanie Polski. Jest to droga Wenezueli, opisana ponizej, zwana
          > R*E*W*O*L*U*C*J*A.


          Hmm. Zacznę od tego, że i ja w wieku... ho, ho, albo i dawniej - byłem gorącym
          wielbicielem Rewolucji. TEJ - ale także ogólnie, jako metody. Dziś jestem
          znacznie bardziej wstrzemięźliwy.

          1. Owszem, są okoliczności, gdy innej metody NIE MA. ZAWSZE jednak jest to
          metoda bardzo kosztowna - nie tylko w sensie strat materialnych. Chyba, że
          znaczenie słowa "rewolucja" rozszerzymy na wszelkie zmiany radykalne i
          zachodzące bardzo szybko, choć niekoniecznie wprowadzane siłowo. Casus:
          rewolucja naukowo-techniczna. (O jej znaczeniu piszę też w innym Twym wątku.)

          2. Immanentną cechą rewolucji jest jej niesterowalność, niemożność przewidzenia
          dokąd NAPRAWDĘ zaprowadzi. "Rewolucja pożera własne dzieci" - to właśnie to.
          Ta Październikowa też może być przykładem.

          3. Rewolucja, nawet ta "szeroko pojęta", ma sens wtedy, gdy jej cele rozumieją
          i popierają ci, którym - teoretycznie - ma służyć. Czy sądzisz, że w Polsce -
          dziś - byłoby to możliwe? Ludzie, którzy ucierpieli po "nowym rozdaniu" w 1989
          r., albo którzy cierpieli jeszcze wcześniej i cierpią do dziś - czy mają jakąś
          wspólną, spójną wizję "czegoś zamiast"? Nie - oni zazwyczaj "rzucają się od
          ściany do ściany" i oczekują cudu. Kto obieca więcej? Tymiński i Partia X,
          Samoobrona, ROP, LPR... Czasami również lewica, ale ponieważ "lewica" kojarzy
          się wciąż albo z PRL albo z niedawnymi (a teraz bardzo wygodnymi do
          przypominania!) aferami z udziałem ludzi SLD... A najczęściej - i coraz
          częściej - marazm.

          W sumie - COKOLWIEK (i mniejsza o słuszność celów) zechcesz wprowadzić drogą
          rewolucyjną, będzie kosztowne, trudne w realizacji i nie będzie miało
          dostatecznego poparcia społecznego. Chyba, że będzie to coś w rodzaju
          "becikowego dla wszystkich" (wtedy będzie "tylko" kosztowne), ale takie
          "rewolucje" plajtują zazwyczaj bardzo szybko...

          Może dlatego coraz lepiej rozumiem stare chińskie przysłowie (kiedyś dla mnie
          niezrozumiałe całkowicie):
          "O dziele wielkiego przywódcy ludzie powiedzą: zrobiliśmy to sami."

          Tyle na razie, co Ty na to? (Oczywiście: co Ty na to PO znalezieniu odrobiny
          czasu wink
          Pozdrawiam.
          smile
          Marcq
      • jaceq Re: Bez "rytualnego załamywania rąk" 08.06.06, 10:25
        > Niemniej - problem opisany przez Jacqa istnieje. Rzecz w tym, że utrata pracy,
        > to początek pewnego procesu, także psychologicznego. Poszukiwanie nowej pracy
        > z coraz mniejszą nadzieją, a potem rosnąca apatia, depresja, degrengolada,
        > demoralizacja, alkoholizm - tak to zazwyczaj wygląda.

        Cześć. No tak, ale można też inaczej. Znam taki np. przypadek, w którym
        dziewucha, która już wpadła w tę spiralę, o której wyżej, potrafiła z niej
        wyjść. Nie za specjalnie wykształcona, rodzice zwolnieni z likwidowanych tzw.
        zakładów pracy (co za nazwa! kojarzy się z zakładami karnymi), potem "apatia,
        depresja, degrengolada, demoralizacja, alkoholizm", do tego liczne rodzeństwo, a
        jednak. Dziewczyna "poszła" na działalność, otworzyła sobie fryzjerstwo.
        Pierwszy rok - harówa, często zwątpienie, permanentny straszak długów, etc. Dziś
        - ma firmę z prawdziwego zdarzenia, najlepszą (i zarabiającą) siłę roboczą w
        mieście, cztery fotele, w środku akwaria, muzyczka, rodzeństwo studiuje za jej
        forsę (najmłodszy brat tylko wybrał saksy w Irlandii), a ona sama pracuje nie
        dlatego, że musi, ale dlatego, że lubi stroszyć babom koafiury. Plus salon
        kosmetyczny, sklep z kosmetykami i drugi z bielizną.

        Co do meritum - wiarygodności przedstawionych procentów - powiem tyle jeszcze,
        że są absolutnie niewiarygodne. Równie dobrze mogą być dwukrotnie zawyżone, jak
        i dwukrotnie zaniżone + 100 innych możliwości. Uważam, że nie da się zbadać
        tematu dostępnymi metodami.

        >A le, gdy zdarzy się wreszcie, że praca jest na wyciągnięcie ręki,
        > tylko chcieć - często bywa już za późno. A potem - nie mając wyniesionych z
        > domu wzorców systematycznej pracy, mając natomiast przykład taty, a nierzadko
        > i mamy, którzy głównie piją i kombinują - następne pokolenie odtworzy taki
        > właśnie model rodziny.

        Reedukacja. Reedukacja, której pierwszym etapem powinna być ciężka, niewdzięczna
        praca za psi grosz, najlepiej w warunkach "wyzysku", o czym za chwilę będzie.

        > I to TEŻ będą koszty społeczne DZISIEJSZEGO bezrobocia.
        > Być może przez wiele pokoleń.

        W pełni się zgadzam.

        > lawinowo rośnie ROZWARSTWIENIE majątkowe. Bogaci stają się jeszcze bogatsi, a
        > biedni jeszcze biedniejsi.

        W pełni się nie zgadzam. Po pierwsze, nie rośnie lawinowo, tylko już dawno
        ustabilizowało się na jakimś poziomie. Czy "słusznym" - to inna sprawa, ale
        uważam, że jakieś "rozwarstwienie" musi być. Musi być wzorzec, że "o, jemu
        powodzi się lepiej, ja też tak chcę, więc muszę więcej pracować, mieć lepszy
        pomysł itd." Niestety dominuje przekonanie, że "jemu powodzi się lepiej, bo
        lepiej potrafi kraść". Potrzebna reedukacja, zeskrobanie z obrzydzeniem tych
        iluśtam lat poglądów "ekonomicznych" rodem z głębokiej komuny, w których
        najważniejsze było jak zakombinować, a reszta - jakoś to będzie, bo jest
        zagwarantowana egzystencja, w której pewne są trzy rzeczy: że jest i że jest to
        nędzna egzystencja i że nie ma nadziei na lepszą.

        > Nie sądzę, by skuteczne recepty miała którakolwiek z "wysokich zwaśnionych
        > postsolidarnościowych stron": PiS lub PO.

        Też nie sądzę. Nie ma też recepty żadna z innych widocznych na horyzoncie stron.
        Wiadomo, że jakiś kierunek mógłby wytyczyć jakiś UPR, ale recept na razie nie
        widać, widać za to "politykę nierealną".

        > Ja osobiście zacząłbym od wyłożenia paru worków złota - np. tych "zarobionych"
        > niegdyś na likwidacji PGR-ów - na programy społeczne i oświatowe, pozwalające
        > wyrwać się z marazmu dzieciom bezrobotnych i meneli. Byle tylko chciały. Byle
        > JESZCZE chciało im się chcieć.

        Metoda (część metody, bardzo ważna) byłaby dobra, gdyby nie to, że nie było
        żadnych "worków złota". Był problem, do którego trzeba było dopłacić, żeby
        wreszcie dopłacać przestać.

        A tak "wogle", to mam wrażenie, że jednym z celów założenia tego wątku, ciastek
        Marii Antoniny, była chęć jakiegoś podtrzymania na duchu Aurorki, piszącej swoje
        głupotki sobie a muzom. Cel jak cel, ale bierze w łeb, jeśli wziąć pod uwagę
        kolejną porcję blondyństwa o "rewolucjach", parobkowaniu przy "tryskawkach",
        plamach "prezy" itp.

        Serdecznie Cię pozdrawiam.
        • marcq O reprezentatywności elementów zbioru :) 08.06.06, 19:33
          Z formalnego punktu widzenia dyskutuję tu z Jacqiem, ale jest to również
          częściowa odpowiedź dla Aurory i Alfy.

          Jaceq na moje:

          > Niemniej - problem opisany przez Jacqa istnieje. Rzecz w tym, że utrata pracy,
          > to początek pewnego procesu, także psychologicznego. Poszukiwanie nowej pracy
          > z coraz mniejszą nadzieją, a potem rosnąca apatia, depresja, degrengolada,
          > demoralizacja, alkoholizm - tak to zazwyczaj wygląda.

          napisał:
          > Cześć. No tak, ale można też inaczej. Znam taki np. przypadek ...

          I oby takich przypadków było jak najwięcej! Ale, niestety, to wciąż ewenementy,
          wciąż z "zaklętego kręgu niemożności" wyrywają się jednostki, nie większość
          (o wszystkich nawet nie marzę). Stąd też ta moja (?) koncepcja uruchomienia
          programów społecznych i oświatowych, które byłyby impulsami dla takich ludzi.

          Nie chodzi przy tym o "zdobycie papierka", z którym potem nie będzie wiadomo,
          co zrobić, ani też np. o ułatwienie emigracji (a i tak wyjeżdżają z reguły
          najprężniejsi, a nie ci z "socjalu"). To przede wszystkim musi nieść zmiany
          mentalności u ludzi, którzy już nie wierzą (a w przypadku ich dzieci - nie
          WIEDZĄ), że kiedykolwiek będą mogli normalnie pracować - i przyzwyczajają się
          do tego coraz bardziej. Bardziej wsparcie duchowe (gdyby to brzmiało zbyt
          górnolotnie, nazwij je "praniem mózgów" lub jakkolwiek), pomoc psychologiczna
          itp., niż materialne.


          Jaceq:
          > Co do meritum - wiarygodności przedstawionych procentów - powiem tyle jeszcze,
          że są absolutnie niewiarygodne. Równie dobrze mogą być dwukrotnie zawyżone, jak
          i dwukrotnie zaniżone + 100 innych możliwości. Uważam, że nie da się zbadać
          tematu dostępnymi metodami.


          Ja:
          Da. Owszem, to nigdy nie będzie wiedza równie ścisła, jak matematyka, ale -
          można.
          Co do sposobu obliczeń (pyta też o to Alfa) - opisałem go, choć bardzo
          skrótowo, już w pierwszym poscie. Dodam tylko, że znacznie łatwiej jest
          obliczać wysokość minimum egzystencji niż minimum socjalnego, gdzie - istotnie
          - trudno do końca pozbyć się dowolności jego definicji. Dla ME - sprawa jest
          dość prosta: człowiek ma PRZEŻYĆ: nie zagłodzić się, nie zdechnąć z zimna w
          zimie, móc wyleczyć najpospolitsze choroby. Dzieci mają również realizować
          obowiązek szkolny na najniższym poziomie. To wszystko JEST do obliczenia, choć
          zróżnicowanie (wynikające choćby z klimatu - innego w Polsce, a innego w
          Afryce, czy na Syberii) musi być brane pod uwagę. MS - to już zależy od tego,
          co uznamy za minimum życia na poziomie GODZIWYM. W Polsce nie jest ono
          wyśrubowane, też o tym już pisałem. Co jednak najważniejsze - jest WYLICZALNE,
          a dane są PORÓWNYWALNE z roku na rok; można obserwować tendencje i wyciągać
          wnioski.


          Jaceq:
          > Reedukacja. Reedukacja,której pierwszym etapem powinna być ciężka,niewdzięczna
          praca za psi grosz, najlepiej w warunkach "wyzysku", o czym za chwilę będzie.

          Być może i to jest metoda, choć metoda typu "końskiej kuracji". Ważne jednak,
          by NAJPIERW wydobyć ludzi z zapaści psychicznej, a nierzadko również - ze stanu
          degeneracji, w który wpadli. Oni mają ZROZUMIEĆ I UWIERZYĆ, że "praca daje
          wolność" (oświęcimskie skojarzenie, choć w TYM wypadku prawda). Nie każdy
          potrafi zrobić to sam.


          Na moje:
          > lawinowo rośnie ROZWARSTWIENIE majątkowe. Bogaci stają się jeszcze bogatsi, a
          > biedni jeszcze biedniejsi.

          Jaceq pisze:
          > W pełni się nie zgadzam. Po pierwsze, nie rośnie lawinowo, tylko już dawno
          ustabilizowało się na jakimś poziomie.

          Ja:
          Proponuję rozwiązanie salomonowe wink Formułę: wzrosło lawinowo w okresie, z
          którego pochodzą dane. Jak jest teraz - chwilowo nie wiemy.


          > Czy "słusznym" - to inna sprawa, ale uważam, że jakieś "rozwarstwienie" musi
          być. ...

          JAKIEŚ - na pewno tak. Jako skutek tego, co opisujesz dalej: różnic w
          pracowitości, inwencji, wiedzy...


          > ...a reszta - jakoś to będzie, bo jest zagwarantowana egzystencja, w której
          pewne są trzy rzeczy: że jest i że jest to nędzna egzystencja i że nie ma
          nadziei na lepszą.

          I WŁAŚNIE TO, a szczególnie ta "trzecia rzecz" musi być zmieniona. Zarówno
          faktycznie (MOŻLIWOŚĆ podjęcia pracy i wyjścia z "dołka") jaki mentalnie (CHĘĆ
          podjęcia pracy)

          Na moje:
          > Nie sądzę, by skuteczne recepty miała którakolwiek z "wysokich zwaśnionych
          > postsolidarnościowych stron": PiS lub PO.

          Jaceq pisze:
          > Też nie sądzę. Nie ma też recepty żadna z innych widocznych na horyzoncie
          stron. Wiadomo, że jakiś kierunek mógłby wytyczyć jakiś UPR, ale recept na
          razie nie widać, widać za to "politykę nierealną".


          Taki kierunek (UPR-owski) zdałby może egzamin w jednym wypadku: gdyby wszyscy
          byli młodzi, zdrowi, wykształceni i przebojowi. Znasz może takie społeczeństwo?

          Na moje:
          > Ja osobiście zacząłbym od wyłożenia paru worków złota - np. tych "zarobionych"
          > niegdyś na likwidacji PGR-ów - na programy społeczne i oświatowe, pozwalające
          > wyrwać się z marazmu dzieciom bezrobotnych i meneli. Byle tylko chciały. Byle
          > JESZCZE chciało im się chcieć.

          Jaceq pisze:
          > Metoda (część metody, bardzo ważna) byłaby dobra, gdyby nie to, że nie było
          żadnych "worków złota". Był problem, do którego trzeba było dopłacić, żeby
          wreszcie dopłacać przestać.


          Te "worki złota" mają obrazować koszty (ale opłacalne!) takiej operacji, bardzo
          długiej i żmudnej zresztą.
          Natomiast "zarobienie" ich (w sensie - zakończenia dopłacania do PGR-ów i
          innych przedsiębiorstw przynoszących straty) traktuję, jako szyderstwo. Te
          pieniądze ("zaoszczędzone" na niedotowaniu) I TAK będą musiały być wydane:
          na "socjal", na programy likwidacji patologii i/lub na policję... itd.


          I pisze Jaceq na koniec:
          > A tak "wogle",to mam wrażenie, że jednym z celów założenia tego wątku, ciastek
          Marii Antoniny, była chęć jakiegoś podtrzymania na duchu Aurorki, piszącej swoje
          głupotki sobie a muzom. Cel jak cel, ale bierze w łeb, jeśli wziąć pod uwagę
          kolejną porcję blondyństwa o "rewolucjach", parobkowaniu przy "tryskawkach",
          plamach "prezy" itp.

          "Tak wogle" to masz rację! wink Ale nie założyłbym, gdybym nie podzielał jej
          zdania w tej sprawie. Co w swoim czasie rozwinę (Auroro, czytasz? To dotyczy
          m.in. poruszonej przez Ciebie kwestii rewolucji.)


          > Serdecznie Cię pozdrawiam.

          I wzajemnie! smile

          M.
          • jaceq Re: O reprezentatywności elementów zbioru :) 08.06.06, 20:56
            (Drapiąc się w łysinęsmile do cholery, mam nadzieję, że się połapiesz, na co
            odpowiadam; staram się taktycznie "zawężać szranki". wink

            > To przede wszystkim musi nieść zmiany
            > mentalności u ludzi, którzy już nie wierzą

            Zgadzam się w zupełności; o to właśnie mi chodzi. Ale jaki to jest ten moment, w
            którym człowiek w błysku zdaje sobie sprawę, że nie jest śmieciem jak te, które
            zbiera na śmietniku? I robi (w konsekwencji) pożytek ze świeżo uzyskanej wiedzy?

            > Bardziej wsparcie duchowe (gdyby to brzmiało zbyt
            > górnolotnie, nazwij je "praniem mózgów" lub jakkolwiek), pomoc psychologiczna
            > itp., niż materialne.

            Nie sądzę. Wytłumaczenie im, że rzeczywistość, w jakiej żyli za realsocjalizmu,
            była karykaturą rzeczywistości. Że to się MUSIAłO kiedyś skończyć, bez względu
            jak bardzo by chcieli, by trwało. Nie "wbicie do łbów", nie "pranie mózgów", ale
            właśnie wytłumaczenie, nie wiem zupełnie, kurrna, jak.

            > Co do sposobu obliczeń (pyta też o to Alfa) - opisałem go, choć bardzo
            > skrótowo, już w pierwszym poscie.

            Nie tyle chodzi mi o sposób obliczeń, co o wiarygodność uzyskiwanej w ten sposób
            wiedzy. Na pewne pytania ludzkość ma w zwyczaju odpowiadać niezbyt szczerze.
            Słyszałeś o przedsiębiorczych, którzy z tzw. "biedaszybów", ze zbierania węgla,
            który "zgubiły" (czasem with a little help) wagony na torach, potrafili sobie
            zrobić niezłe źródełko dochodów (mówią, że mafia to jest mało powiedziane). Czy
            mógłbyś wykluczyć, że ci ludzie wylądowali u Ciebie poniżej ME?

            > Być może i to jest metoda, choć metoda typu "końskiej kuracji". Ważne jednak,
            > by NAJPIERW wydobyć ludzi z zapaści psychicznej.

            Podtrzymuję swoje. Słyszałeś pewnie, co z ludzi potrafił zrobić tzw. "zmywak" w
            jakimś pubie (nie na West Endzie)? Nie ze wszystkich, rzecz jasna, nobody's perfect.

            > I WŁAŚNIE TO, a szczególnie ta "trzecia rzecz" musi być zmieniona. Zarówno
            > faktycznie (MOŻLIWOŚĆ podjęcia pracy i wyjścia z "dołka") jaki mentalnie (CHĘĆ
            > podjęcia pracy)

            Hm, ja pisałem w zasadzie o czasach komuny, które to czasy w jakiś sposób
            wszczepiły, jak nieuleczalną chorobę, w mentalność takie trzy pewniki. Czemu
            kurna mnie nie wszczepiły? Ja też kiedyś myślałem, że mieszkanie "przyznane" za
            59 lat, meblościanka do niego, spłacany do końca życia fiacik 126p, glazura w
            łazience wystana przez 7 nocy w Opocznie, podobnie wystane głośniki we Wrześni i
            może, może jakiś kolortelewizor, to jest pułap, powyżej którego nigdy nie uda mi
            się podskoczyć choćbym wyszedł z siebie i stanął obok. Niektórzy jednak wyraźnie
            tkwią w takim przekonaniu nawet dziś.

            > Taki kierunek (UPR-owski) zdałby może egzamin w jednym wypadku: gdyby wszyscy
            > byli młodzi, zdrowi, wykształceni i przebojowi. Znasz może takie społeczeństwo?

            Zatem niezbyt zrozumieliśmy się. Ja miałem na myśli raczej kierunek
            (zmniejszenie obciążeń tym, którzy są głównymi "jałmużnikami", likwidacja jak
            największej ilości idiotyzmów typu koncesje, pozwolenia), niż jego realizację
            (broń Boże, przez "Nierealistów").
          • alfalfa Re: O reprezentatywności elementów zbioru :) 08.06.06, 22:31
            marcq napisał:

            ...

            > Jaceq:
            > > Reedukacja. Reedukacja,której pierwszym etapem powinna być ciężka,niewdzi
            > ęczna
            > praca za psi grosz, najlepiej w warunkach "wyzysku", o czym za chwilę będzie.

            Nie wiem czy to możliwe Jacqu. Nauczyć pracować powinno się za młodu. Jeżeli
            rodzice tego nie zrobią - młodziak ma przechlapane.

            Nie rozumiem dlaczeg to słowo nie padło - lenistwo. Zwyczajne wady ludzkie:
            niechciejstwo, bierność, minimalizm, egoizm itd. Marcqu pisze o
            łańcuszku "apatia...- ...alkoholizm" jakby od wad abstrachując i rozgrzeszając.
            Twój wyidealizowany schemat Marcqu pasuje pewnie może do jakiejś części
            pechowców ale sądzę, że wypacza możliwość skutecznej analizy też, np. programy
            oświatowe - tych o których ja myślę (a sądzę, że stanowią większość tych o
            których się kłopoczesz) te programy nie interesują, oni nie skorzystali
            najpewniej z możliwości edukacji w standardzie bo im się po prostu nie chciało
            albo nie byli dość zdolni i w efekcie nie skorzystają z Twoich programów
            również.

            >
            > Być może i to jest metoda, choć metoda typu "końskiej kuracji". Ważne jednak,
            > by NAJPIERW wydobyć ludzi z zapaści psychicznej, a nierzadko również - ze
            stanu
            >
            > degeneracji, w który wpadli. Oni mają ZROZUMIEĆ I UWIERZYĆ, że "praca daje
            > wolność" (oświęcimskie skojarzenie, choć w TYM wypadku prawda). Nie każdy
            > potrafi zrobić to sam.
            >
            >

            Nie mogę uwierzyć, że to napisałeś Marcqu. Przemknęlo mi przez myśl to
            skojarzenie ale wewnętrzny cenzor wyciął a teraz to czytam przez Ciebie
            napisane!

            Ale Ty w to raczej pewnie wątpisz podobnie jak w:

            > Taki kierunek (UPR-owski) zdałby może egzamin w jednym wypadku: gdyby wszyscy
            > byli młodzi, zdrowi, wykształceni i przebojowi. Znasz może takie
            społeczeństwo?

            Rzecz w tym, żeby spróbować i dać szansę ludziom a nie wątpić w ich możliwości
            oraz potencjał i "pochylać się z troską" (socjał) za cenę np. wysokich kosztów
            pracy co jest główną przyczyną obecnego stanu bezrobocia. Np. chciałbym
            zatrudnić kogoś na stałe i móc inwestować np. w jego wiedzę tak, żeby był z
            czasem bardziej przydatny i wydajny (a szczerze: opłacalny) ale po prostu się
            jeszcze nie opłaca i ryzyko KP wiąże się z tym zbyt duże więc nadal będę
            wyrywał przypadkowych kolesi "na dzieło" i za każdym razem będę musiał patrzeć
            na ręce czy czegoś nie schrzanią.


            ...

            > M.

            pzdr,
            A.
            • marcq Łącząc wątki 09.06.06, 18:05
              ...spróbuję, dziś z konieczności trochę skrótowo, odpowiedzieć na najważniejsze
              wg mnie myśli Jacqa i Alfy.

              Najpierw - jeszcze trochę o metodzie.

              Jaceq napisał:
              > Nie tyle chodzi mi o sposób obliczeń, co o wiarygodność uzyskiwanej w ten
              sposób wiedzy.

              Mogę tylko powtórzyć: JAKAŚ niedokładność, spowodowana m.in. tym, co opisujesz,
              z pewnością występuje. Ale ta niedokładność to błąd w dużej mierze
              systematyczny, przyznasz. Zatem - dane te są PORÓWNYWALNE z roku na rok, czy
              między regionami. Pozwalają śledzić PROCES pauperyzacji. I to jest ważniejsze
              od tego, czy "tak naprawdę" poniżej ME żyje dziś 8,1 czy 8,4 czy 7,6% Polaków.
              Kryteria - wliczając błąd - są stałe.

              Natomiast Alfa nie pyta dalej, czyli - mam nadzieję - moje wcześniejsze
              odpowiedzi satysfakcjonują Cię. A że jakiś zborsuczony ekstrainternudziarz
              woli ich nie widzieć - jego problem.

              Dalej.

              Jaceq:
              > ...jaki to jest ten moment, w którym człowiek w błysku zdaje sobie sprawę, że
              nie jest śmieciem jak te, które zbiera na śmietniku?


              No właśnie. Ale jest też następne pytanie: jakiego procentu "ludzi ze
              śmietnika" (dosłownie i jako metafora) ten błysk dosięgnie BEZ pomocy
              z zewnątrz. Pomocy w TYM wypadku nie będącej "rybą" lecz "wędką".


              Alfa:
              > Nauczyć pracować powinno się za młodu. Jeżeli rodzice tego nie zrobią -
              młodziak ma przechlapane.


              Tak. To są te wzorce (lub ich brak!) przenoszone z pokolenia na pokolenie, o
              których pisałem. I te wszelkie "programy naprawcze" mają - być może nieudolnie
              i mało skutecznie - nadrobić to. Choć w części.

              Alfa:
              > Nie rozumiem dlaczego to słowo nie padło - lenistwo. (...)


              Nie padło, choć W CZĘŚCI na pewno to ono jest przyczyną, ponieważ nie można
              TYLKO nim tłumaczyć KILKAKROTNEGO wzrostu strefy ubóstwa w ostatnich kilkunastu
              latach. Chyba, że zaczniesz dowodzić, że za PRL ludzie byli pracowici i dopiero
              teraz rozleniwili się. wink


              > Twój wyidealizowany schemat Marcqu pasuje pewnie może do jakiejś części
              pechowców ale sądzę, że wypacza możliwość skutecznej analizy też, np. programy
              oświatowe - tych o których ja myślę (a sądzę, że stanowią większość tych o
              których się kłopoczesz) te programy nie interesują, oni nie skorzystali
              najpewniej z możliwości edukacji w standardzie bo im się po prostu nie chciało
              albo nie byli dość zdolni i w efekcie nie skorzystają z Twoich programów
              również.


              Tu dygresja - podobną uwagę miała również Aurora. Odpowiadam obojgu.

              W tych "programach", o których piszę, nie chodzi mi o "wtłoczenie do łbów"
              wiedzy, tylko o ZMIANĘ MENTALNOŚCI. To nie może być "chodzenie na lekcje",
              to musi być przekazanie etosu pracy ludziom, którzy się go wyzbyli, lub nie
              wynieśli z domu! To, że POTEM ci ludzie z WŁASNEJ woli zaczną uczyć się,
              będzie skutkiem tej właśnie zmiany.
              Nie powinny natomiast te programy być "wspominkami z PRL" i tłumaczeniami,
              że "wtedy... a teraz..." (to już polemika z Jacqiem.) Co to da? To ma być
              "o nich" - o ludziach, którzy MOGĄ, GDY ZECHCĄ. I - DLACZEGO mają chcieć.

              "Praca czyni wolnym" - tak! Choć, paradoks, może zarazem łączyć się z wyzyskiem
              pracującego. I tu - dziś już na koniec - uwaga do Jacqa. O "zmywakach".
              Ci "zmywacy" swój "błysk" JUŻ przeżyli. Oni godzą się na tyranie i poniewierkę,
              ponieważ JUŻ WCZEŚNIEJ uwierzyli, że MOŻNA, że to COŚ DA. Ci "moi" - jeszcze w
              to nie wierzą, jeszcze tkwią w marazmie...

              Zgadzam się natomiast z Wami oboma, że zmiana przepisów - nie tylko pracy,
              także np. podatkowych - a zwłaszcza radykalne ukrócenie administracyjnych
              arbitralnych "zezwoleń", jest również konieczna, by to "można" było realne.

              C.d.n.n. (n2=niebawem wink A zanim - jeszcze krótka uwaga.
              Skupiliśmy się na sprawach najtrudniejszych, ale nie jedynych, powodujących
              istnienie problemu biedy. Rzecz w tym, że są przecież rodziny nie-bezrobotnych
              i nie-patologiczne, gdzie jednak "nie przelewa się" to eufemizm. Choćby - nie
              jedyny to przykład - rodziny wielodzietne. Co z nimi? Jak je "wyciągnąć z
              dołka"? To też jest temat.

              Pozdrawiam - podwójnie wink

              Marcq
              • dachs Re: Łącząc wątki 09.06.06, 18:28
                marcq napisał:
                > Ale ta niedokładność to błąd w dużej mierze
                > systematyczny, przyznasz. Zatem - dane te są PORÓWNYWALNE z roku na rok, czy
                > między regionami. Pozwalają śledzić PROCES pauperyzacji. I to jest ważniejsze
                > od tego, czy "tak naprawdę" poniżej ME żyje dziś 8,1 czy 8,4 czy 7,6% Polaków.
                > Kryteria - wliczając błąd - są stałe.

                Otóż właśnie niezupełnie drogi nieomylny.
                Liczba żyjących poniżej minimum egzystencji może zmieniać się z dwóch powodów.
                Jedym z nich jest zmiana dochodu, drugim natomiast zmiana kryterium minimum
                egzystencji.
                Zmiany w dochodzie są zmianami w miare obiektywnymi, gdyż po uwzględnieniu
                czynnika inflacji, można w jakimś stopniu obiektywnie ocenić siłę nabywczą
                pieniądza.
                Kryterium "minimum egzystencji" jest określane arbitralnie. Pracują nad tym
                prawdopodobnie fachowi i uczciwi ludzie (jak np. w CBA), nie są oni jednak wolni
                od ideologii i nacisków politycznych.
                Stąd łatwo może sie zdarzyć, że wymagania arbitralnego kryterium rosną szybciej,
                niż realne możliwości nabywcy. Nabywca taki, mimo realnego wzrostu dochodów
                spada poniżej ME i ląduje w tak ukochanej przez Ciebie statystyce.
                I to wszystko.
                • marcq Notorycznie nadęty niedouk permanentnie poucza 10.06.06, 12:54
                  dachs, na moje:

                  > > Kryteria - wliczając błąd - są stałe.

                  napisał:

                  > Otóż właśnie niezupełnie drogi nieomylny.
                  > Liczba żyjących poniżej minimum egzystencji może zmieniać się z dwóch powodów.
                  > Jedym z nich jest zmiana dochodu, drugim natomiast zmiana kryterium minimum
                  > egzystencji. ...
                  Itd.

                  Najpierw przykład, łopatologiczny.
                  Spragniony podróżny głośno marzy: ach, gdyby tak skądś bodaj szklankę zwykłej
                  wody! A gdyby jeszcze była z lodem...
                  Głupiś! - odpowiada mu towarzysz podróży. Woda, aby gasić pragnienie, musi być
                  mokra! A lód - zamarznięty!

                  Tyle samo mniej więcej są warte uwagi Borsuka.
                  PODSTAWOWYM warunkiem poprawności wszelkich badań (nie tylko ankietowych) jest
                  porównywalność ich wyników: z dziś, z wczoraj, sprzed roku... i za rok też.
                  Dlatego - nawet,jeśli jakiś ośrodek badania opinii stwierdzi, że jego procedura
                  nie jest optymalna (np. że "fotografia społeczeństwa" zawyża lub zaniża udział
                  jakiejś grupy), to, pomimo tego, trzyma się jej nadal. W przeciwnym wypadku
                  dotychczasowe dane przestałyby być materiałem porównawczym dla badań przyszłych.
                  W ostateczności, aby tę porównywalność zachować, przez jakiś czas stosuje
                  badania prowadzone równolegle obiema metodami: starą i nową, poprawioną.

                  Stosowanie się do takich zasad widać np. podczas analiz preferencji wyborczych.
                  Inaczej liczą je OBOP, inaczej CBOS, jeszcze inaczej PBS, Ipsos, Pentor...
                  Wyniki wychodzą PODOBNE, bo przecież WSZYSTKIE mają te preferencje określić jak
                  najdokładniej, ale jednak - porównywanie oderwanych wyników z dwu różnych
                  ośrodków, robione wg innych procedur i kryteriów, jest trochę bez sensu.

                  A takie właśnie bezsensowne porównywania imputuje Borsuk.
                  Cóż, jeśli na tym, co pisze tutaj, zna się równie dobrze, jak na szachach, czy
                  Biblii, to nie dziwię się...

                  M.
                  • dachs Re: Notorycznie nadęty niedouk permanentnie poucz 10.06.06, 13:58
                    marcq napisał:
                    > PODSTAWOWYM warunkiem poprawności wszelkich badań (nie tylko ankietowych)
                    jest
                    > porównywalność ich wyników: z dziś, z wczoraj, sprzed roku... i za rok też.
                    > Dlatego - nawet,jeśli jakiś ośrodek badania opinii stwierdzi, że jego
                    procedura
                    > nie jest optymalna (np. że "fotografia społeczeństwa" zawyża lub zaniża
                    udział
                    > jakiejś grupy), to, pomimo tego, trzyma się jej nadal.

                    Racje masz niesłychaną zupełnie, tylko że ja nie tym, bubku, pisałem
                    • marcq Notorycznie nadęty niedouk nieudolnie neguje 11.06.06, 12:57
                      Swego czasu napisałem:

                      > > Kryteria - wliczając błąd - są stałe.

                      Na co Dachs odpisał:

                      > Otóż właśnie niezupełnie drogi nieomylny.
                      > Liczba żyjących poniżej minimum egzystencji może zmieniać się z dwóch powodów.
                      > Jedym z nich jest zmiana dochodu, drugim natomiast zmiana kryterium minimum
                      > egzystencji. ...
                      > Itd.

                      Po czym dyskusja wyglądała tak:

                      > marcq napisał:

                      > > PODSTAWOWYM warunkiem poprawności wszelkich badań (nie tylko ankietowych)
                      > > jest porównywalność ich wyników: z dziś, z wczoraj, sprzed roku...


                      A dalej, przypominam, napisałem tak, czego jednak Dachs wolał już nie cytować:

                      > > porównywanie oderwanych wyników z dwu różnych ośrodków, robione wg innych
                      > > procedur i kryteriów, jest trochę bez sensu."

                      Wg INNYCH PROCEDUR I KRYTERIÓW...


                      Ale Dachs, z właściwą sobie dezywolturą, podsumował to tak:

                      > Racje masz niesłychaną zupełnie, tylko że ja nie tym, bubku, pisałem


                      Wniosek? Dachs, tradycyjnie, sam nie wie, co pisze.
                      Ale pisze. Tylko - po co?
                      • danutki Re: Notorycznie nadęci logicy w piaskownicy 11.06.06, 13:51
                        marcq napisał:

                        > Wniosek? Dachs, tradycyjnie, sam nie wie, co pisze.
                        > Ale pisze. Tylko - po co?

                        ale przedtem był wywód dokumentujący ten wniosek.
                        Marcqu!
                        jeśli moja prośba coś dla Ciebie znaczy, to bądź tym pierwszym, ktory zmienia
                        metody dyskusji na forum REZYGNUJĄC z odwetu za rzucony przez innego dyskutanta
                        epitet.
                        Borsuk wie co pisze. Po co?
                        Chyba lubi sę trochę z innymi podrażnić.
                        Krzysia też tak traktował.
                        Może w ten sposób....sam bierze odwet za coś tam....
                        • marcq OK, Danusiu 11.06.06, 14:48
                          danutki napisała:

                          > Marcqu!
                          > jeśli moja prośba coś dla Ciebie znaczy, to bądź tym pierwszym, ktory zmienia
                          > metody dyskusji na forum REZYGNUJĄC z odwetu za rzucony przez innego
                          > dyskutanta epitet.
                          > Borsuk wie co pisze. Po co?
                          > Chyba lubi sę trochę z innymi podrażnić.
                          > Krzysia też tak traktował.
                          > Może w ten sposób....sam bierze odwet za coś tam....


                          To bardzo możliwe, Danusiu.
                          Masz rację - znów będzie dla mnie powietrzem.
                          Może ostatecznie dowartościowywać swe biedne ego czymś innym, niż to, że go
                          zauważam.

                          M.
                          • dachs Re: OK, Danusiu 11.06.06, 15:01
                            marcq napisał:


                            > Masz rację - znów będzie dla mnie powietrzem.

                            I nawet wiem dlaczego.
                            Bo nie chcesz zauważyc tego co Ci Danutka napisała, a co pieczołowicie opuściłeś
                            cytując jej post:
                            "ale przedtem był wywód dokumentujący ten wniosek."

                            No i powiedz, jak mam nie nazwać Cię żałosnym manipulatorem?
                            Ale powstrzymam się i nie nazwę.
                            Zwrócę tylko najuprzejmiej uwagę, że prac noszących już w tytule "Polska bieda.
                            Kryteria, ocena, przeciwdziałanie" nie można traktować z tak śmiertelną powagą
                            jak Ty to robisz.
                        • dachs Danuśku 11.06.06, 15:15
                          danutki napisała:

                          > Może w ten sposób....sam bierze odwet za coś tam....

                          Kochana jesteś, ale ja nie biorę na nikim odwetu. Za co miałbym brać odwet na
                          biednym Marcqu?
                          Ja tylko nie trawię interpretacji świata poprzez własną obsesję. Czy to
                          socjalistyczną jak u Marcqa, czy antykościelną, jak u Krzysia, czy antysemicką
                          jak u zbyt wielu innych.
                          Ja im tych obsesji nie zabraniam, niech sobie je mają. Nie łudzę się też, że ich
                          przekonam. Jeżeli piszę to tylko, aby te obsesje ośmieszyć, by inni się na nie
                          nie nabrali. W przypadku Marcka, chodzi o obsesję szczgólnie (w tej chwili)
                          niebezpieczną, gdyż podzielaną także przez obóz rządzący.
                          • danutki Re: Borsuczku 11.06.06, 15:49
                            dachs napisał:

                            > danutki napisała:
                            >
                            > > Może w ten sposób....sam bierze odwet za coś tam....

                            to był tryb tylko przypuszczający smile
                            a dalej...

                            >
                            > Kochana jesteś, ale ja nie biorę na nikim odwetu. Za co miałbym brać odwet na
                            > biednym Marcqu?
                            > Ja tylko nie trawię interpretacji świata poprzez własną obsesję. Czy to
                            > socjalistyczną jak u Marcqa, czy antykościelną, jak u Krzysia, czy antysemicką
                            > jak u zbyt wielu innych.
                            > Ja im tych obsesji nie zabraniam, niech sobie je mają. Nie łudzę się też, że
                            ic
                            > h
                            > przekonam. Jeżeli piszę to tylko, aby te obsesje ośmieszyć, by inni się na nie
                            > nie nabrali. W przypadku Marcka, chodzi o obsesję szczgólnie (w tej chwili)
                            > niebezpieczną, gdyż podzielaną także przez obóz rządzący.
                            >

                            czy jesteś wolny od jakiejkolwiek obsesji czy idei?
                            czy jakiekolwiek wartości są ci obce?
                            już samo to, że tu jesteś na tym forum świadczy, że nie.
                            moim zdaniem jednak w roli prześmiewcy nie zawsze ci do twarzy.
                            nie jest dobrze kazdemu śmiać się w twarz po własnym uważaniu.
                            • dachs Re: Borsuczku 11.06.06, 16:06
                              danutki napisała:

                              > czy jesteś wolny od jakiejkolwiek obsesji czy idei?

                              Nikt nie jest wolny od idei. Od obsesji mam nadzieję jestem wolny. Ale sam nie
                              mogę tego stwierdzić. To musi zrobić ktoś z zewnątrz. Może Ty?
                              W każdym razie staram się patrzyć na świat w sposób niespolaryzowany.

                              > czy jakiekolwiek wartości są ci obce?

                              W zasadzie opieram sie na dekalogu poza punktami 1, 6 i 9-tym smile)

                              > nie jest dobrze kazdemu śmiać się w twarz po własnym uważaniu.

                              Jeszcze gorzej jest śmiać sie po uważaniu cudzym. Dlatego dokładnie filruję
                              źródła i autorytety.
          • aurora.una tak, tak czytam Marku, alem teraz zajeta:) 09.06.06, 00:22
            wlacze sie w dyskusje pozniej.

            Na razie krotko. Uwazam ze ciezkie harowanie za psi grosz, jakie proponuje
            Jacek, jest niewolnictwem. Chodzi o to, zeby za prace placic ludziom uczciwie,
            czyli tyle, by mogli z tego zyc. nadal uwazam, ze oligarchowie i prawie cala
            polska tzw. klasa biznesmenow to w wiekszosci zlodzieje i pasozyci, bo wiemy,
            ze oni nie wypracowali sobie swego majatku, ani nie zrobili waznych wynalazkow,
            tylko przywlaszczyli sobie (dzieki ukladom) wspolne mienie Polakow.
            Reszta pozniej.

            A ogolnie to uwazam, ze praca trzeba sie podzielic. Skoro maszyny zastepuja
            dzis ludzi, czlowiek nie musi pracowac 8 godz. dziennie, moze pracowac 5-6 i
            powinien z tego wyzyc. Ale w kapitalizmie wiekszosc dochodow z ludzkiej pracy
            przywlaszczaja sobie korporacyjni zlodzieje-pasozyci. I z tym trzeba skonczyc.
            Globalizacja to juz piesn konajacego labedzia.
            Tak nam dopomoz Bog-Slonce.
            Memento rok 2012!smile)
            pozdro
            • dachs Re: tak, tak czytam Marku, alem teraz zajeta:) 09.06.06, 08:22
              aurora.una napisała:

              > Uwazam ze ciezkie harowanie za psi grosz, jakie proponuje
              > Jacek, jest niewolnictwem.

              Podobnie uważają miliony nierobów, którzy wolą brać żebraczy grosz z państwowej
              kasy jako wolni ludzie.

              > Chodzi o to, zeby za prace placic ludziom uczciwie, czyli tyle, by mogli z
              > tego zyc.

              Wartość pracy jest określana nie potrzebami pracownika, a tylko i wyłącznie
              wypracowanym przez niego dochodem dla firmy. Stąd pożałowania godna praktyka (na
              szczęście tylko w zacofanych krajach zachodniej hemisfery) że inżynier zarabia
              więcej od łopaciarza, chociaż ma mniejsze potrzeby (mniej pije).


              > nadal uwazam, ze oligarchowie i prawie cala
              > polska tzw. klasa biznesmenow to w wiekszosci zlodzieje i pasozyci, bo wiemy,
              > ze oni nie wypracowali sobie swego majatku, ani nie zrobili waznych
              > wynalazkow.

              Ta pasożytnicza klasa daje zatrudnienie większej ilości osób niż przemysł
              państwowy i budżetówka razem. I to własnie z dorobku tej pasożytniczej klasy
              pochodzą pieniądze na pensje urzędasów i dopłaty do deficytowych górników i
              hutników.

              > Ale w kapitalizmie wiekszosc dochodow z ludzkiej pracy przywlaszczaja sobie
              > korporacyjni zlodzieje-pasozyci.

              No niezupełnie. Większość dochodów z ludzkiej pracy przywłaszcza sobie
              opiekuńcze pństwo. Dotyczy to zarówno zwykłych pracowników, którzy dopiero od
              lipca zarabiają na siebie, gdyż połowę roku pracowali wyłącznie na podatki, jak
              i pracodawców, którzy płacą naturalnie podatek od swoich dochodów, ale także
              haracz od pieniędzy wypłacanych pracownikom. Im bardziej więc starają sie
              zapewnić pracownikom godziwy zarobek, tym więcej ściąga od nich państwo.
              Efekt jest dość zabawny, gdy sie patrzy na to z boku. Wskutek haraczu
              nazrucanego na opłaty przedsiębiorcy starają sie minimalizować pensje i
              racjonalizować zatrudnienie. To ostatnie powoduje zwolnienia z pracy, co z kolei
              potęguje liczbe gąb jakie meldują się do państwowego garnuszka. Tępy urzędnik
              zna tylko jeden sposób reakcji na to zjawisko. Podnieść haracz. Przedsiębiorca
              ma tylko jedno wyjście - racjonalizację. I tak to się kręci. Przewiduje, że w
              około roku 2050 będzie zatrudnionych jakieś 25% ludzkości. Te 25% ludzkości
              będzie umiało czytać i pisać i będzie pracować tak wydajnie, że wystarczy by
              reszta siedziała przed telewizorem i żarła czipsy z pomocy społecznej.
              Chyba, że globalizacja zwycięzy i na całym świecie zapanują rozsądne stosunki
              gospodarcze.
              • aurora.una globalizacja wypacza stosunki pracy, dachsie 09.06.06, 23:59
                Kiedy firma przenosi sie np. z USA czy z Polski do Chin, wowczas Amerykanie czy
                Polacy traca prace, wtedy reszta pracujacych musi na nich ciezej tyrac, zeby
                pokryc ich zasilki. Jest to chore rozwiazanie. Uwazam, ze gospodarka powinna
                byc lokalna, zeby dawac zatrudnienie lokalnym ludziom, co nie wyklucza importu/
                eksportu pewnych towarow.

                Uwazam zreszta, ze gospodarka powinna byc panstwowa, lub glownie spoldzielcza -
                dotyczy to szczegolnie duzych firm, a nie sklepikow, zakladow fryzjerskich, czy
                pralni, itp. Celem gospodarki jest dostarczanie pracy i towarow dla LUDZI, a
                nie zyskow dla malej grupy wyzyskiwaczy, ktorzy zeruja na cudzej pracy.
                Wynagrodzenie za prace powinno pozwalac ludziom zyc. Oligarchowie sa nimi
                tylko dlatego, ze okradaja ludzi na gigantyczna skale i kupili sobie
                legislatorow oraz rzady, dzieki czemu sa bezkarni. Rewolucje sluza
                naprawianiu krzywd spolecznych.
    • alfalfa Re: Widok z okna Marii Antoniny 07.06.06, 20:00
      marcq napisał:

      > Na początek trochę definicji.
      >
      > A tak wygląda statystyka biedy w Polsce. Lewa kolumna to lata, środkowa -
      > procent mieszkańców Polski żyjących poniżej minimum socjalnego, prawa -
      > procent mieszkańców Polski żyjących poniżej minimum egzystencji. Brak liczby
      > oznacza brak wiarygodnych danych z danego roku.
      >
      > Rok____< MS___< ME
      >
      > 1989___14,8
      > 1990___31,2
      > 1991___32,6
      > 1992___32,4
      > 1993___34,8
      > 1994___43,2___6,4
      > 1996___46,7___4,3
      > 1997___50,4___5,4
      > 1998___49,8___5,6
      > 1999___52,2___6,9
      > 2000___53,8___8,1
      >
      >
      > Źródła:
      > 1. Polska bieda. Kryteria, ocena, przeciwdziałanie - praca zbiorowa
      > pod red. S. Golinowskiej, Instytut Pracy i Spraw Socjalnych, Warszawa 1996
      > 2. Materiały GUS z w/w lat.
      >

      ...

      > Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni. O ile jest się z czego śmiać.
      >
      > Marcq

      No chyba jest. Znaczy śmiać z czego: żródło Marcqu podajesz i jak czytam praca
      ta z 1996 a zawiera dane do 2000? No dobra, powiesz żeś "materiały GUS"
      przejżał, pięknie, pytanie w takim razie jak to się stało, że brak danych
      sprzed 94 - to o czy była ta praca z 96? O 95, którego całkiem
      gdzieś "zniknąłeś"?wink)
      A.
      • marcq Geneza liczb 07.06.06, 21:12
        alfalfa napisał:

        > No chyba jest. Znaczy śmiać z czego: żródło Marcqu podajesz i jak czytam praca
        > ta z 1996 a zawiera dane do 2000? No dobra, powiesz żeś "materiały GUS"
        > przejżał, pięknie, pytanie w takim razie jak to się stało, że brak danych
        > sprzed 94 - to o czy była ta praca z 96? O 95, którego całkiem
        > gdzieś "zniknąłeś"?wink)
        > A.


        Witaj.
        I - potwierdzam - sam sobie częściowo (słusznie) odpowiedziałeś.
        Praca, o którą pytasz dotyczy raczej teorii: zasad obliczania tych mimimów,
        przyczyn, skutków... "Ciągnąć dalej" ankiety i obliczenia robione w taki sam
        sposób - nie problem.
        Rok 1995 - brak danych. Bywa. Interpoluj je sobie, jeśli chcesz. smile
        A dlaczego na początku brak danych nt. minimum egzystencji? Ano, dlatego, że
        nie od razu zauważono, że coś takiego występuje i w Polsce. Wydawałoby się,
        że ludzie zdychają z głodu tylko gdzieś w Etiopii czy Burkina Faso...

        M.
        • alfalfa Re: Geneza liczb 07.06.06, 22:14
          marcq napisał:

          >> A dlaczego na początku brak danych nt. minimum egzystencji? Ano, dlatego, że
          > nie od razu zauważono, że coś takiego występuje i w Polsce. Wydawałoby się,
          > że ludzie zdychają z głodu tylko gdzieś w Etiopii czy Burkina Faso...
          >
          > M.

          No proszę Cię! Gdzie w Polsce ludzie "zdychaja z głodu"??
          (dzisiaj np. mi młodziaki odmówili pracować 400 za pięć dni.)

          Co to jest minimum egzystencji? Używasz jakiegoś pojęcia "koszyka" - tu brak
          konkretów.
          A.
          • marcq Skoro powiedziało się Alfa... ;) 08.06.06, 19:35
            Alfa napisał:

            > No proszę Cię! Gdzie w Polsce ludzie "zdychaja z głodu"??
            > (dzisiaj np. mi młodziaki odmówili pracować 400 za pięć dni.)

            O zdychaniu z głodu - na szczęście w Polsce nie jest to zjawisko powszechne,
            ale...
            Ale - słyszałeś chyba (bo ja tak) o przypadkach samobójstw ludzi na skraju
            egzystencji, wywołanych depresją i brakiem perspektyw? Albo o bezdomnych,
            zamarzających zimą? Owszem CZĘŚĆ z nich zmarła, bo byli pijani...
            Albo o ludziach chorych (także psychicznie), zagłodzonych NIEMAL na śmierć
            przez rodzinę? To, że RODZINA żyje powyżej ME niczego nie zmienia.
            Rozumiejąc natomiast to "zdychanie" jako PRZENOŚNIĘ - pooglądaj sobie czasami
            swój śmietnik i jego bywalców. Założę się, że nie wszyscy będą zapitymi
            degeneratami.
            A o mentalności ludzi typu Twoich "młodziaków" piszę trochę w dyskusji z
            Jacqiem. Zapraszam do lektury.


            > Co to jest minimum egzystencji? Używasz jakiegoś pojęcia "koszyka" - tu brak
            > konkretów.

            Konkrety są - na ile mogą być w takiej dyskusji, która nie jest przecież
            dziełem naukowym. Są w pierwszym poscie i w dzisiejszym pt."O reprezentatywności
            elementów zbioru".

            M.
        • dachs Re: Geneza liczb 07.06.06, 22:56
          marcq napisał:

          > Praca, o którą pytasz dotyczy raczej teorii: zasad obliczania tych mimimów,
          > przyczyn, skutków... "Ciągnąć dalej" ankiety i obliczenia robione w taki sam
          > sposób - nie problem.
          > Rok 1995 - brak danych. Bywa. Interpoluj je sobie, jeśli chcesz. smile

          Skoro sam maestro zachęca, to ja sobie może pointerpoluję
          Tylko co się będę ograniczał do roku 1995. Ambitniej przecież można, co sobie
          żałować. Do roku 1979 zinterpoluję sobie. Wstecz chyba też wolno, skoro nie ma
          danych, a tendencja jest jednoznaczna?

          1979___0,9
          1980___1,7
          1981___5,8
          1982___6,5
          1983___7,8
          1984___9,1
          1986___10,7
          1987___12,4
          1998___13,2
          > 1989___14,8
          > 1990___31,2
          > 1991___32,6
          > 1992___32,4
          > 1993___34,8
          > 1994___43,2___6,4
          > 1996___46,7___4,3
          > 1997___50,4___5,4
          > 1998___49,8___5,6
          > 1999___52,2___6,9
          > 2000___53,8___8,1

          Wnioski sa widoczne jak na dłoni.
          W 1979, ludzi poniżej minimum socjalnego było w Polsce 0,9%, były to przeważnie
          środowiska pasożytniczo-uniwersyteckie (asystenci, mniej znaczący pracownicy
          naukowi, lekarze i pielęgniarki).
          Na skutek lekkiego załamania tryndu wzrostu, wskutek działań nieodpowiedzialnych
          elementów, liczba osób poniżej minimum socjalnego wzrosła w 1980r. do 1,3%.
          Te 1,3% społeczeństwa, buntując sie przeciw dalszemu wzrostowi dobrobytu w
          naszym kraju (kierowane przez ośrodki zagraniczne i inną CIA) doprowadziły do
          kryzysu, którego mimo rzucania na rynek coraz to nowego asortymentu towaru (np.
          papierosy o długości 1 metra do cięcia w domu, rzecz niespotykana nawet w
          najbardziej rozwinietych krajach świata) nie udało sie opanować. Rezultatem tego
          jest upadek jedynego słusznego ustroju i postępująca wraz z tym pauperyzacja
          społeczeństwa. Prosze jeszcze zwrócić uwagę na gwałtowny skok w 1981 r.
          spowodowny koniecznościa odsunięcia sporej ilości ludzi od pracy i utrzymywania
          ich w kosztownych internatach.
          Dalszy wzrost liczby nędzarzy w Polsce, jest już tylko logiczna konsekwencją
          nieodpowiedzialnych wybryków tamtych lat.
          Trzeba przyznać, że obecny rząd robi co może by przywrócić stan 1979 r.
          przynajmniej jeśli idzie o poziom minimum socjalnego. smile)
          • danutki Re: Geneza liczb 07.06.06, 23:01
            dachs napisał:

            > Skoro sam maestro zachęca, to ja sobie może pointerpoluję
            > Tylko co się będę ograniczał do roku 1995. Ambitniej przecież można, co sobie
            > żałować. Do roku 1979 zinterpoluję sobie. Wstecz chyba też wolno, skoro nie ma
            > danych, a tendencja jest jednoznaczna?
            >

            Borsuku
            a czy w "tył" to już nie jest ektrapolacja?
            bo chyba interpolacja czymś się od ekstrapolacji różni nie tylko w pisowni
            • dachs Re: Geneza liczb 07.06.06, 23:17
              Ekstrapolacja jest w zasadzie przewidywaniem w przód, czyli to co robili twórcy
              tej tabeli przewidując w 1996 r. co będzie w 2000.
              Interpolacja faktycznie nie pasuje tu specjalnie. Choć obliczenie brakującego
              roku 1995, jak to proponował Tyu i cofanie sie do hipotetycznego 0 przed 1979 r.
              można od biedy interpolacją nazwać, jako że jest to wypełnianie brakujących
              wartości pomiędzy dwiema wartościami granicznymi.
              • marcq Ekstra-niedouk znów dał głos 08.06.06, 19:37
                Notorycznie nadęty niedouk napisał:

                > Skoro sam maestro zachęca, to ja sobie może pointerpoluję

                Po czym usiłował coś tam... ekstrapolować, na co grzecznie zwróciła mu uwagę
                Danusia.

                Interpolacja i ekstrapolacja różnią się zasadniczo.
                INTERpolacja ma miejsce, gdy szukamy wartości POŚREDNICH pomiędzy wartościami,
                które znamy. EKSTRApolacja, gdy szukamy wartości SPOZA znanego zakresu. Tutaj
                zakresem znanych wartości są dane z lat 1989-2000 (dla MS) i 1994-2000 (dla ME).

                Interpolacja jest zazwyczaj prostsza. W najprostszym przypadku, np. w tym,
                o który pyta Alfa, może wręcz polegać na obliczeniu średniej arytmetycznej MS
                i ME z lat 1994 i 1996.
                Ekstrapolacja, aby miała sens, musi opierać się na założeniach zgodnych z
                mechanizmem badanych zmian, a co najmniej - z elementarną logiką. Łatwo
                przecież narysować, jak "krzywa rośnie" powyżej 100% wydajności, albo spada
                poniżej zera udziału w czymś. Zatem - ktoś, kto beztrosko ekstrapoluje sobie
                coś tam po to tylko, by to coś móc potem obśmiać - daje tylko świadectwo swej
                miałkości.

                Czy zgodzisz się ze mną, Danusiu?

                Marcq
                • dachs Trafiłeś w samo sedno zwiędły baloniku 08.06.06, 20:41
                  marcq napisał:

                  > Interpolacja i ekstrapolacja różnią się zasadniczo.

                  Zgadza się.

                  > INTERpolacja ma miejsce, gdy szukamy wartości POŚREDNICH pomiędzy wartościami,
                  > które znamy. EKSTRApolacja, gdy szukamy wartości SPOZA znanego zakresu. Tutaj
                  > zakresem znanych wartości są dane z lat 1989-2000 (dla MS) i 1994-2000 (dla ME)

                  Zwłaszcza gdy tę ekstrapolację sporządza sie w roku 1996 smutny ośle, na co Ci
                  łagodnie zwrócił uwage alfalfa.
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=42799379&a=43224473

                  > Ekstrapolacja, aby miała sens, musi opierać się na założeniach zgodnych z
                  > mechanizmem badanych zmian, a co najmniej - z elementarną logiką.

                  Lub konkretnym zamówieniem,politycznym jak w wypadku cytowanego przez Ciebie
                  "dzieła"

                  > Łatwo przecież narysować, jak "krzywa rośnie" powyżej 100% wydajności, albo
                  > spada poniżej zera udziału w czymś.

                  Komu łatwo, temu łatwo. Mnie nie, dlatego założyłem sobie hipotetyczne zero (nie
                  obrażaj się, tym razem nie o Ciebie chodzi) i nie przekroczyłem go jak
                  zauważyłeś. A zatem poruszałem się między wartosciami, które znałem.

                  > Zatem - ktoś, kto beztrosko ekstrapoluje sobie
                  > coś tam po to tylko, by to coś móc potem obśmiać - daje tylko świadectwo swej
                  > miałkości.

                  Też uważam że autorzy przytaczanego dziełka ekstrapolowali sobie miałko. smile)
                  Ja wg. Twojej własnej argumentacji - interpolowałem. Zresztą zapowiedziałem, że
                  będę interpolował i słowa dotrzymałem bom nie socjalista.
                  >
                  > Czy zgodzisz się ze mną, Danusiu?

                  Danusia pewnie się z Tobą z grzeczności zgodzi.
                  Danusiu zgódź sie z nim, bo nas zanudzi. On bardzo potrzebuje uznania.

                  borsuk
                  • danutki Re: Trafiłeś w samo sedno (pomijam porównanie) 09.06.06, 11:54
                    dachs napisał:

                    >
                    > Danusia pewnie się z Tobą z grzeczności zgodzi.
                    > Danusiu zgódź sie z nim, bo nas zanudzi. On bardzo potrzebuje uznania.
                    >
                    > borsuk
                    >
                    >

                    zgodziłam się z Marcqiem, bo tak jak on rozumiem interpolację oraz różnice
                    pomiędzy interpolacją i ekstrapolacją.nie będę dalej rozwijać na ile
                    można "przeciągać" zależności aby ekstrapolacja czy interpolacja były jak
                    najbardziej prawdopodobne. to nie moja działka i wątek nie o tym.

                    a teraz Borsuku odniosę się co do twoich słów "On bardzo potrzebuje uznania".
                    Jestem już na tyle dorosłą osobą, aby nie w książkach czy na forum, czy nawet z
                    ambony, szukać informacji czy potwierdzenia kto i kiedy potrzebuje uznania.
                    Już nasze i niezemancypowane jeszcze babki i prababki wiedziały jak "głaskać"
                    męskąa częeśsćc rodu ludzkiego, aby ta męska część była przekonanaa, że tylko
                    ona jest taka mądra i inteligentna jak....itd.
                    Teraz sąa inne czasy. Emancypaacjaa zrobiła swoje-DOBRE. A ja?
                    Przecież wiesz Borsuku, że ja nie muszę stosować metod babć, których nie dane
                    mi było poznać z autopsji, ale miałam to szczęście, że...umiem korzystaćc z
                    doświaadczeń przeszłych pokoleń nie musząc przy okazji robić z siebie
                    typowej "blondyny". myślę, że prof.Gilowską swego czasu zawiodły nerwy.
                    • marcq Samo sedno :) 09.06.06, 17:07
                      danutki napisała:


                      > zgodziłam się z Marcqiem, bo tak jak on rozumiem interpolację oraz różnice
                      > pomiędzy interpolacją i ekstrapolacją.nie będę dalej rozwijać na ile
                      > można "przeciągać" zależności aby ekstrapolacja czy interpolacja były jak
                      > najbardziej prawdopodobne. to nie moja działka i wątek nie o tym.
                      >
                      > a teraz Borsuku odniosę się co do twoich słów "On bardzo potrzebuje uznania".
                      > Jestem już na tyle dorosłą osobą, aby nie w książkach czy na forum, czy nawet
                      > z ambony, szukać informacji czy potwierdzenia kto i kiedy potrzebuje uznania.
                      > Już nasze i niezemancypowane jeszcze babki i prababki wiedziały jak "głaskać"
                      > męską część rodu ludzkiego, aby ta męska część była przekonana, że tylko
                      > ona jest taka mądra i inteligentna jak....itd.
                      > Teraz są inne czasy. Emancypacja zrobiła swoje-DOBRE. A ja?
                      > Przecież wiesz Borsuku, że ja nie muszę stosować metod babć, których nie dane
                      > mi było poznać z autopsji, ale miałam to szczęście, że...umiem korzystać z
                      > doświadczeń przeszłych pokoleń nie musząc przy okazji robić z siebie
                      > typowej "blondyny". myślę, że prof.Gilowską swego czasu zawiodły nerwy.

                      smile))))))))))
                      Cieszę się, że w kolejnej sprawie mamy to samo zdanie. Ale gdybyś czasem
                      zechciała "pokorzystać z doświadczeń" - to możesz na mnie eksperymentować...
                      wink)
                      Hej!

                      M.
                      • danutki Re: Samo sedno :) 09.06.06, 18:27
                        marcq napisał:

                        > Cieszę się, że w kolejnej sprawie mamy to samo zdanie. Ale gdybyś czasem
                        > zechciała "pokorzystać z doświadczeń" - to możesz na mnie eksperymentować...
                        > wink)
                        > Hej!
                        >
                        > M.

                        Marcqu
                        a Ty jaak myślisz?
                        nie ekperymentowałam?
                        aby nabyć WŁASNEJ wiedzy i doświadczenia, a nie jedna pani drugiej pani.
                        zresztą pewnie pamiętasz-na forum o tym pisałam-że miaałam WYJĄTKOWĄ dla kobiet
                        okazję zapoznać się "na żywo" co tzw. męzczyźni lubią najbardziej.....z
                        pochlepstw. po reakcji -nie tylko na te pochlepstwa-poznacie ich smile
                        • marcq Re: Samo sedno :) 10.06.06, 12:45
                          danutki napisała:

                          > Marcqu
                          > a Ty jak myślisz?
                          > nie ekperymentowałam?

                          Na mnie TEŻ???
                          A, jeśli tak, to wszystko w porządku...
                          wink)
                          M.
                          • danutki Re: Samo sedno :) 10.06.06, 13:48
                            marcq napisał:

                            > danutki napisała:
                            >
                            > > Marcqu
                            > > a Ty jak myślisz?
                            > > nie ekperymentowałam?
                            >
                            > Na mnie TEŻ???
                            > A, jeśli tak, to wszystko w porządku...
                            > wink)
                            > M.

                            test wyszedł pozytywnie smile
                            z wszystkich znanych mi facetów-czy to real,czy wirtual-wypadasz najlepiej jako
                            kumpel i przyjaciel. Tyle cierpliwości i wyrozymiałości dla moich "wrodzonych"
                            wad nikt inny wcześniej nie miał.
                            Dzięki Przyjacielu
                            • marcq Re: Samo sedno :) 10.06.06, 13:58
                              danutki napisała:

                              > test wyszedł pozytywnie smile
                              > ...

                              Było dla kogo, Danusiu! smile)
                              Wszystkiego dobrego!
                              smile
                              M.
                • danutki Re: Ekstra-niedouk znów dał głos 09.06.06, 11:05
                  marcq napisał:

                  > Interpolacja jest zazwyczaj prostsza. W najprostszym przypadku, np. w tym,
                  > o który pyta Alfa, może wręcz polegać na obliczeniu średniej arytmetycznej MS
                  > i ME z lat 1994 i 1996.
                  > Ekstrapolacja, aby miała sens, musi opierać się na założeniach zgodnych z
                  > mechanizmem badanych zmian, a co najmniej - z elementarną logiką. Łatwo
                  > przecież narysować, jak "krzywa rośnie" powyżej 100% wydajności, albo spada
                  > poniżej zera udziału w czymś. Zatem - ktoś, kto beztrosko ekstrapoluje sobie
                  > coś tam po to tylko, by to coś móc potem obśmiać - daje tylko świadectwo swej
                  > miałkości.
                  >
                  > Czy zgodzisz się ze mną, Danusiu?
                  >
                  > Marcq

                  dokładnie tę różnicę wyjaśniłeś Marcqu smile
    • aurora.una Nedza w Polsce jest skutkiem korpo-globalizacji 09.06.06, 01:05
      czyli marszu zlodziejskiego kapitalizmu. Niby nic nowego, ale szczesciwie coraz
      wiecej ludzi juz to sobie uswiadamia i podejmuje walke z ta globalizacja.
      Zreszta globalizacja sama jest juz w stanie implozji, wiec wystarczy czekac az
      padnie. Juz niedlugobig_grin

      mondediplo.com/1999/12/01leader
      www.barcelona2004.org/eng/actualidad/noticias/html/f045871.htm
      www.leftbooks.com/cgi-local/SoftCart.exe/online-store/scstore/p-bop2004w2c.html?E+scstore


      • danutki Re: Nedza w Polsce jest skutkiem korpo-globalizac 09.06.06, 11:14
        aurora.una napisała:

        > czyli marszu zlodziejskiego kapitalizmu. Niby nic nowego, ale szczesciwie
        coraz
        >
        > wiecej ludzi juz to sobie uswiadamia i podejmuje walke z ta globalizacja.
        > Zreszta globalizacja sama jest juz w stanie implozji, wiec wystarczy czekac
        az
        > padnie. Juz niedlugobig_grin
        >

        tu się chyba mylisz Auroro, przynaajmniej częściowo.
        gdyby Polska nie weszła do Unii Europejskiej a w niedalekiej przyszłości do
        strefy € nie byłby możliwy w Polsce wzrost gospodarczy i bogacenie się choćby
        części(sporej)społeczeństwa. Ja widzę większe niebezpieczeństwa w tym, że w
        dorosłe aktywne życie zawodowe weszło pokolenie zwane 1200 brutto-a przez
        innych JPII. Tu teraz biegnie linia wyboru
        • aurora.una korpo-globalizacja nie ma nic wspolnego 09.06.06, 23:28
          z wejsciem Polski do EU, Danusiu. Globalizacja to jest inna nazwa na grabierz
          majatku prawie calego swiata - dobr naturalnych, srodkow produkcji i sil
          wytworczych (czyli zniewalanie ludzi) przez mala grupe swiatowych oligarchow.
          Oni okradaja wszystkich, ich majatki licza sie w juz w trylionach $, wiec nic
          dziwnego, ze reszta ludzi popada w coraz wieksza nedze i niedole. to sa
          statystyki ONZ oraz CIA. Nie wzrusza mnie to, ze ok. 10% Polakow poprawilo swoj
          stan posiadania (uczciwie, czesciej nie), kiedy 90% Polakow zbiednialo. Nie
          mieszalabym do tego JPII, bo on nie ma z tym nic wspolnego. Polski tzw. wzrost
          gospodarczy jest psu na bude, jesli on sluzy tylko samouwlaszczonym polskich i
          zagranicznym oligarchom, a tak wlasnie jest.
      • marcq Na globalizację - globalizacja! 09.06.06, 17:01
        aurora.una napisała:

        > Zreszta globalizacja sama jest juz w stanie implozji, wiec wystarczy czekac
        > az padnie. Juz niedlugobig_grin


        Nie czytałem tych wszystkich linków (czas!), ale i bez tego mam dwie uwagi:

        1. Proces globalizacji od dawna jest i - wszystko wskazuje - na trwałe
        pozostanie FAKTEM. Proces rozumiany jako obejmowanie wymianą (gospodarczą,
        naukową, kulturalną - itd.) całego globu, ponad granicami państw.

        2. Proces ten jest obecnie sterowany przez wielkie korporacje, których interesy
        z reguły są różne od interesów państw i społeczeństw, na terenie których te
        korporacje działają.

        3. Jest zatem KONIECZNE: nie "czekać aż padnie", lecz doprowadzić do tego, by
        stał się sterowalny przez społeczeństwa całego świata. JAK to zrobić? Ano, to
        już zupełnie inna sprawa...

        Zgodzisz się ze mną?
        smile
        M.
        • aurora.una Re: Na globalizację - globalizacja! 09.06.06, 23:43
          Calkowicie zgadzam sie Marku!

          Wszystkimi konczynami popieram globalizacje nauki, technologii, kultury, itd.
          Ale ja pisze o globalizacji mafijno-korporacyjnej, ktora jest "skokiem na kase"
          biednych krajow i ludzi prze kilkadziesiat korporacji i oligarchow. To prawda,
          ze ci oligarchowie wywiedli sie oryginalnie z USA, ale ta globalizacja
          paradoksalnie, zniszczyla dzis same USA, ktore pozbawily sie majatku i
          przemyslu, oraz utracily prestiz polityczny. Dzis, jesli Chiny zechca, to w
          ciagu paru godzin spowoduja bankructwo USA. Ludzie w Kongresie USA, choc bardzo
          skorumpowani, zdaja sobie z tego sprawe i coraz glosniej mowia o tym, zeby
          skonczyc z obecna globalizacja. tak ze mysle, ze ta inicjatywa wyjdzie z USA.

          Obawiam sie jednak, ze dojdzie do jakiegos wielkiego przesilenia i kryzyzu
          miedzynarodowego, ktorego skutki dla wieksosci ludzi moga byc tragiczne.

          • marcq Re: Na globalizację - globalizacja! 10.06.06, 13:08
            aurora.una napisała:

            > Calkowicie zgadzam sie Marku!

            Taką też miałem nadzieję! smile

            > Wszystkimi konczynami popieram globalizacje nauki, technologii, kultury, itd.
            > Ale ja pisze o globalizacji mafijno-korporacyjnej,ktora jest "skokiem na kase"

            Czyli - jesteśmy oboje ZA globalizacją, natomiast przeciw takiej FORMIE
            globalizacji.

            > ... tak ze mysle, ze ta inicjatywa wyjdzie z USA.

            A ja nadal nie. Nadal uważam, że USA jako PAŃSTWO zyskują, a nie tracą na
            TAKIEJ globalizacji. Zatem - Kongres nie uchwali nic, co byłoby niezgodne
            z ich interesami. Czy znasz powiedzonko "stamtąd", będące dobrą ilustracją
            takiego myślenia: "co jest dobre dla General Motors, jest dobre dla USA".
            Chyba, że Kongres stwierdzi, że... patrz niżej.

            > Obawiam sie jednak, ze dojdzie do jakiegos wielkiego przesilenia i kryzyzu
            > miedzynarodowego, ktorego skutki dla wieksosci ludzi moga byc tragiczne.

            To już zupełnie inna sprawa. Tu, przy dalszym rozwoju sytuacji w takim
            kierunku, jak dotychczass, może kiedyś dojść nawet do rewolucji - takiej, jaką
            opisujesz w innym poscie. Chyba, że wcześniej - już we WŁASNYM, dalekosiężnym
            interesie - USA (i inne państwa oczywiście też) zmuszą wielkie koncerny do
            zmiany ich "polityki zagranicznej".

            A niezależnie od tego, zgodnie z moim tytułem tego fragmentu dyskusji,
            niezbędne jest utworzenie organizacji międzynarodowych (nowych, bo np. ONZ
            chyba sobie z tym nie poradzi) stanowiących przeciwwagę dla bezkarnych,
            jak na razie, działań koncernów.

            M.
            • danutki Re: Na globalizację - globalizacja! 10.06.06, 21:07
              marcq napisał:

              > A niezależnie od tego, zgodnie z moim tytułem tego fragmentu dyskusji,
              > niezbędne jest utworzenie organizacji międzynarodowych (nowych, bo np. ONZ
              > chyba sobie z tym nie poradzi) stanowiących przeciwwagę dla bezkarnych,
              > jak na razie, działań koncernów.
              >
              > M.

              a co powiesz Marcqu na wzradtający majątek koncernów w Rosji?
              Chyba obecnie to nie Ameryka z USA na czele stała się zagrożeniem globalizmu.
              Globalizm korporacyjny się dokonał, bo taka była NATURALNA droga rozwoju naszej
              współczesnej cywilizacji. Co dalej z tym zagrożeniem zrobimy zależy także i od
              nas. Każzdy z nas może np. dokonywać ssegregaacji odpadów w swoim domu.
              Zanim się zacznie pouczać innych byłoby rozsąadniej i uczciwiej zacząać od
              siebie.
              Marcqu
              segregujesz swoje odpady?
              ainteresujesz się ich utylizacją?
              jaaa uczciwie przyznaję, że nie segreguję swoich odpadow, bo nawet gdybym to
              robiła to i tak lądowałyby we wspólnym śmietniku.
              a wspólny śmietnik to taka najmniejsza lokalna globalizacja wink
              • marcq Łapie Kozak Tatarzyna? ;) 12.06.06, 18:13
                danutki napisała:

                > a co powiesz Marcqu na wzrastający majątek koncernów w Rosji?
                > Chyba obecnie to nie Ameryka z USA na czele stała się zagrożeniem globalizmu.
                > ...

                Myślę, że są nim NIE TYLKO USA, ale także "stare" kraje UE, "tygrysy" Dalekiego
                Wschodu, państwa-eksporterzy ropy... Rosja jest dopiero "w kolejce" do tego,
                by - po roli militarnego żandarma swiata - teraz odzyskać rolę żandarma dzięki
                wejściu do gospodarczej czołówki. Ale uważać trzeba...
                smile
                M.
            • aurora.una Re: Na globalizację - globalizacja! 11.06.06, 01:48
              Witaj Marcqu:
              znam naturalnie powiedzonko o General Motors, ale ono jest juz nie aktualne,
              bo dzis amerykanskie korporacje nie sa juz amerykanskie i nie sa dobre dla USA.
              one USA gubia i dzieje sie to wlasnie wskutek korpo-globalizacji. Wiekszosc
              obywateli USA i cala instytucja panstwa traci na tej globalizacji - prace,
              wolnosc, bezpiecznestwo, demokracje, zycie... Byc moze zachowaly sie w tym
              kraju jeszcze resztki demokracji i ludzie potrafia zmusic legislatorow do akcji
              odwrotowej, bowiem powaznie mowi sie o wielkich clach zaporowych na
              chinszczyzne, ktore beda poczatkiem odwrotu.

              USA utracila juz suwerennosc, bo naprawde niczego juz nie produkuje we wlasnym
              kraju. Gdyby Chiny odmowily USA sprzedazy waznych elementow miliatarnych, to
              USA lezy i kwiczy, bo sie nie obroni. To na tym polega. Mam nadzieje, ze jednak
              Kongres dostrzega to zagrozenie, przynajmniej slyszy sie takie glosy. Oni
              naprawde boja sie, ze calkowicie uzaleznili sie od Chin. Zniszczenie potegi USA
              przez amerykanskie (oryginalnie) korporacje nie bedzie zreszta pierwszym
              przypadkiem w historii, gdy oligarchie swym egoizmem doprowadzily do upadku
              panstw.

              Calkowicie zgadam sie co do koniecznosci tworzenia miedzynarodowych
              autentycznie spolecznych, a nie biurokratycznych organizacji, ktore doprowadza
              do radykalnych zmian wartosci w swiecie. Nie moze byc tak, zeby zycie czlowieka
              bylo niczym, a liczyl sie tylko zysk dla malej garstki globalnych mafizow, jak
              to jest obecnie. Mysle jednak, ze taki globalny ruch oporu przeciw bezdusznej
              i niszczycielskiej korporatokracji zrodzi sie dopiero po jakims wiekim
              kryzysie, ktory sie chyba zbliza.
              pozdrosmile)

              pozdro

              • marcq Co jest dobre dla USA? 12.06.06, 18:08
                aurora.una napisała:

                > znam naturalnie powiedzonko o General Motors, ale ono jest juz nie aktualne,
                > bo dzis amerykanskie korporacje nie sa juz amerykanskie i nie sa dobre dla
                USA.

                Myślę, że traktując to powiedzonko dosłownie - nigdy nie było ono prawdziwe.
                Ale było nośnym hasłem, mającym usprawiedliwić sprzyjanie przez władze USA
                wielkim koncernom, w tym oczywiście również GM. I nawet "coś w tym było":
                kondycja gospodarki, przy takiej koncentracji kapitału, rzeczywiście zależała
                od kondycji wielkich koncernów. Tylko - co dalej? Nie przekładało się to na
                politykę społeczną, proekologiczną itp. Liczył się (i liczy) szybki zysk.

                Czy cła zaporowe, o których piszesz, "to jest to"? Co najwyżej embargo, jeśli
                dany towar był wytworzony przy pomocy pracy paraniewolniczej, np. przez
                chińskich więźniów. Ale to inna kategoria. Myślę, że do JEDNOSTRONNEGO
                uzależnienia USA od handlu z Chinami (Japonią, Koreą itd.) jest jeszcze bardzo
                daleko. A dotychczas było dokładnie odwrotnie: gospodarka wielu państw III
                świata, a szczególnie Ameryki Łacińskiej, była uzależniona od handlu z USA oraz
                tamtejszych koniunktur i dekoniunktur. To USA stosowały przez dziesięciolecia
                naciski gospodarcze na te państwa (neokolonializm), wymuszając taką a nie inną
                politykę zagraniczną i wewnętrzną. A i dziś są przecież "żandarmem świata",
                teraz już praktycznie jedynym. Jeśli teraz miałaby "przyjść kryska na Matyska",
                nie żal byłoby mi ich, jako państwa, zupełnie.
                Tyle, że to jednak jeszcze "trochę" potrwa. Na pewno dłużej, niż do 2012 r. wink
                Myślę też, że pierwszoplanową rolę odegrałby tu nie upadek gospodarczy, tylko
                rozkład od wewnątrz, podobnie zresztą, jak w Europie Zachodniej. Pisałem Ci już
                o moim skojarzeniu z upadającym Cesarstwem Rzymskim.

                A jako naród? Myślę, że "kubeł zimnej wody" w postaci uświadomienia sobie, że
                jednak nie są najbogatszym, najwspanialszym, najsilniejszym, najkulturalniejszym
                i najbardziej demokratycznym narodem świata, wyszedłby im tylko na dobre.

                Piszesz dalej:
                > ... Mysle jednak, ze taki globalny ruch oporu przeciw bezdusznej
                > i niszczycielskiej korporatokracji zrodzi sie dopiero po jakims wiekim
                > kryzysie, ktory sie chyba zbliza.

                Znając życie - obawiam się, że tu masz rację. Nie tylko Polak bywa "mądry po
                szkodzie"...

                Pozdrawiam.
                smile
                M.
                • aurora.una Re: Co jest dobre dla USA? 12.06.06, 18:30
                  Zgadzam sie Marku,
                  ale Ameryki nie mozna traktoiwac jako monolit.
                  Rzad reprezentuje teraz prawie wylacznie interesy mafijnych koproracji, a
                  wiekszosc ludzi na tym cierpi. Z tego co wisze, czytam i slysze, to 95+%
                  Amerykanow wcale nie chce byc zandarmem swiata, ani hegemonem. To sa normalni
                  ciezko pracujacy i zazwyczaj uczciwi i serdeczni ludzie, ktorzy sa od lat
                  rolowani przez korporatokracje. Im sie marzy Ameryka jak Kanada - normalny kraj
                  w ktorym oni beda sobie spokojnie, godnie zyc i pracowac. Marzenia o hegemonii
                  USA, to tylko marzenia klasych oligarchow, ktorzy porwali USA i sieja terror
                  oraz zniszczenie na calym swiecie.
                  pozdrowink
                  A
                  • marcq Re: Co jest dobre dla USA? 13.06.06, 18:24
                    aurora.una napisała:

                    > Zgadzam sie Marku,
                    > ale Ameryki nie mozna traktoiwac jako monolit.
                    > ...

                    Tak. I myślę, że na tym - oraz na tym, co piszesz dalej, możemy poprzestać.
                    Nawiasem - porównanie z Kanadą podoba mi się!

                    Tylko... to nie zmienia faktu, że nadal nie uważam Amerykanów (tych rodowitych
                    i białych) za ludzi, którzy mogliby być światowymi prekursorami przemian w tym
                    kierunku, który opisujesz.
                    smile
                    M.
                    • aurora.una To sie okaze 14.06.06, 04:52
                      Naturalnie, nie mozna niczego przewidywac, mozna tylko spekulowac.
                      Ja jednak nie wykluczam protestu Amerykanow, kiedy zostana pozbawieni tego, co
                      mieli, a utracili. Moze tez byc, ze te zmiany wkrotce zaczna sie w Europie
                      wschodniej, ktora mafijny kapitalizm zamienil w kolonie.
                      wink
                      A

    • aurora.una strona o korporacyjnych przekretach - smutna 11.06.06, 04:55
      www.corpwatch.org/article.php?list=type&type=185
      • marcq Re: strona o korporacyjnych przekretach - smutna 12.06.06, 18:15
        aurora.una napisała:

        > www.corpwatch.org/article.php?list=type&type=185

        Długa lista... Na razie przejrzałem, kiedyś - liczę - poczytam dokładniej.
      • danutki Re: strona o korporacyjnej charytatywności 16.06.06, 09:16
        wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3420278.html
        co ty na to Auroro i Marcqu?
        wolicie charytatywność państwa ludowego?
    • hymen Re: Widok z okna Marii Antoniny 13.06.06, 15:27
      marcq napisał:

      > Na początek trochę definicji.

      OK. Nie ma sprawy.

      > Minimum socjalne - górna granica ubóstwa, poniżej której następuje
      > deprywacja społecznych potrzeb człowieka.
      > Minimum egzystencji - dolna granica ubóstwa, poniżej której zagrożona jest
      > egzystencja człowieka.

      Skoro są minima to i maksima być powinny. Co myślisz o takich:

      Maksimum socjalne - dolna granica bogactw, powyżej której następuje
      deprawacja społecznych potrzeb człowieka. Dochód powyżej maksimum powinien
      zabierany być w całości.
      Maksimum egzystencji - górna granica bogactwa, powyżej której zagrożona jest
      społeczna egzystencja człowieka. Dobra o wartości ponad tę granicę należy
      odebrać.

      --------------
      Dalej jest o metodach i danych, które bez większego zachodu można zastosować,
      by uzyskać informacje o przekraczaniu zaproponowanych granic. Można je też w
      bardzo różny sposób interpretować, chociażby jako wskaźnik kosztowności
      utrzymywania państwa. Ciekawe co się dzieje po 2000 roku? Przestano prowadzić
      badania, uznając ich bezsensowność? Z całegu wątku, tego i inspirującego, dwie
      sprawy rzucają światło na sposób myślenia. Pierwsza to obciążenie globalizacji,
      zwłaszcza tej, którą nazywa się korporacyjną, wszelkim złem powodującym biedę i
      inne nieszczęścia społeczne. To czarnowidztwo. Druga to pomysł, że inna
      redestrybucja dochodów państwa przyniesie rozwiązanie wszelkich problemów,
      przynajmniej tych związanych z biedą czy bezrobociem. To utopia.

      Pozdrawiam
      • marcq Żartowniś 13.06.06, 18:19
        hymen napisał:

        > marcq napisał:
        >
        > > Na początek trochę definicji.
        >
        > OK. Nie ma sprawy.
        >
        > > Minimum socjalne - górna granica ubóstwa, poniżej której następuje
        > > deprywacja społecznych potrzeb człowieka.
        > > Minimum egzystencji - dolna granica ubóstwa, poniżej której zagrożona jest
        > > egzystencja człowieka.
        >
        > Skoro są minima to i maksima być powinny. Co myślisz o takich:


        ...i tu już zaczynasz się wygłupiać.
        Jak zapewne obaj dobrze wiemy - od nadmiaru bogactw na ogół się nie umiera
        (choć we łbie może on przewrócić nielicho). Od niedoboru - bywa, że tak.
        I o to m.in. w tych całych badaniach chodzi.

        Czemu nie podaję danych po roku 2000? Bo ich NIE ZNAM!
        Natomiast wiem, że takie badania to nie jakieś tam lewackie fantasmagorie,
        je się po prostu ROBI. Na całym świecie i od dawna. Choć wielu wolałoby o tym
        nie wiedzieć - po co psuć sobie apetyt?
        Kryteria mogą być określane w dość różny sposób - pisałem o tym.
        Szczególnie minimum socjalne zależy od "punktu odniesienia" i bywa inne w
        Skandynawii a inne w - Afryce Środkowej. Ale ważne, że te kryteria SĄ, że w
        oparciu o nie można badać kondycję społeczeństw. Tak, jak bada się mnóstwo
        innych spraw podobnymi, niedoskonałymi, ale ISTNIEJĄCYMI metodami. Czy jesteś
        może zwolennikiem tezy "stłucz pan termometr, to nie będziesz miał gorączki"?
        Z kontekstu wynika, że tak.


        > Z całegu wątku, tego i inspirującego, dwie
        > sprawy rzucają światło na sposób myślenia.Pierwsza to obciążenie globalizacji,
        > zwłaszcza tej, którą nazywa się korporacyjną, wszelkim złem powodującym biedę
        > i inne nieszczęścia społeczne. To czarnowidztwo. Druga to pomysł, że inna
        > redestrybucja dochodów państwa przyniesie rozwiązanie wszelkich problemów,
        > przynajmniej tych związanych z biedą czy bezrobociem. To utopia.


        Wyobraź sobie, że w dużej części zgodzę się z Tobą w obu tych sprawach.

        1. Fakt, że coś jest złe (a jak wiesz, skoro czytałeś, i ja uważam obecną formę
        globalizacji za niosącą zło) nie świadczy jeszcze, że jest ono przyczyną
        WSZELKIEGO zła.
        Co z kolei nie znaczy, że należy przejść nad tym do porządku dziennego.
        Nie jest to, co prawda, "czarnowidztwo", raczej błąd w określaniu przyczyn zła.

        2. Redystrybucja - zależy JAKA. Jeśli ograniczająca się do sfery konsumpcji
        i "odbierania bogatym a rozdawania biednym", to masz rację. Jeśli natomiast
        dotyczy głównie inwestowania przez państwo pieniędzy z podatków tak, by można
        było likwidować ŹRÓDŁA w/w nieszczęść - to nie.

        > Pozdrawiam

        Uff... I ja też.
        smile
        M.
        • aurora.una Re: Żartowniś 14.06.06, 05:02
          W pelni zgadzam sie z tym co Mark napisal:

          "1. Fakt, że coś jest złe (a jak wiesz, skoro czytałeś, i ja uważam obecną
          formę
          globalizacji za niosącą zło) nie świadczy jeszcze, że jest ono przyczyną
          WSZELKIEGO zła.
          Co z kolei nie znaczy, że należy przejść nad tym do porządku dziennego.
          Nie jest to, co prawda, "czarnowidztwo", raczej błąd w określaniu przyczyn zła.

          2. Redystrybucja - zależy JAKA. Jeśli ograniczająca się do sfery konsumpcji
          i "odbierania bogatym a rozdawania biednym", to masz rację. Jeśli natomiast
          dotyczy głównie inwestowania przez państwo pieniędzy z podatków tak, by można
          było likwidować ŹRÓDŁA w/w nieszczęść - to nie."
          --

          Dodam jeszcze, ze panstwo powinno dbac o to, by podatki i place byly tak
          ustawione, zeby nie dopuszczac do tego, by ci ktorzy zeruja na cudzej pracy
          (oligarchowie/pasozyci/bankierzy, etc) zagarniali sobie cala smietanke, a ci
          ktorzy wszystko tworza, ledwie wiazali koniec z koncem. Wlasnie temu powinno
          sluzyc panstwo. W korporacyjnej globalizacji to jednak niemozliwe, bo mamy do
          czynienia z totalitaryzmem korporacji, a panstwa zostaly zredukowane do nocnych
          strozow.
          pozdro
          wink
          A
          • hymen Aurora z Tyu w sojuszu proletariackim :))))))) 14.06.06, 10:19
            aurora.una napisała:

            > W pelni zgadzam sie z tym co Mark napisal:

            Nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej wink

            >
            > "1. Fakt, że coś jest złe (a jak wiesz, skoro czytałeś, i ja uważam obecną
            > formę
            > globalizacji za niosącą zło) nie świadczy jeszcze, że jest ono przyczyną
            > WSZELKIEGO zła.
            > Co z kolei nie znaczy, że należy przejść nad tym do porządku dziennego.
            > Nie jest to, co prawda, "czarnowidztwo", raczej błąd w określaniu przyczyn
            zła.

            Wszystkie informacje za linkami podanymi tu i w innych miejscach do tego się
            sprowadzają. Globalizacja odpowiada za zniszczenie planety, zubożenie
            społeczeństw, dysproporcje między regionami itd. Globalizacja to Coca-Cola,
            USA, kapitalizm, Bank Światowy, czyli nędza i wyzysk i rabunkowa gospodarka w
            większości krajów. Jeśli to uproszczenie lub przekłamanie wizji anty czy alter
            globalizmu, to w jakim stopniu?

            >
            > 2. Redystrybucja - zależy JAKA. Jeśli ograniczająca się do sfery konsumpcji
            > i "odbierania bogatym a rozdawania biednym", to masz rację. Jeśli natomiast
            > dotyczy głównie inwestowania przez państwo pieniędzy z podatków tak, by można
            > było likwidować ŹRÓDŁA w/w nieszczęść - to nie."

            Sprowadzę to do Idei Dochodu Podstawowego, gdyż on tu jest moim zdaniem
            reprezentatywny. Idea dokładnie wyjaśnia zasadę "nie odbierania bogatym i
            dawanie biednym", oraz inwestowanie przez państwo pieniędzy z podatków tak, by
            można było likwidować ŹRÓDŁA nieszczęść. To jest utopia.

            Pozdrawiam Auroro.
            > Dodam jeszcze, ze panstwo powinno dbac o to, by podatki i place byly tak
            > ustawione, zeby nie dopuszczac do tego, by ci ktorzy zeruja na cudzej pracy
            > (oligarchowie/pasozyci/bankierzy, etc) zagarniali sobie cala smietanke, a ci
            > ktorzy wszystko tworza, ledwie wiazali koniec z koncem. Wlasnie temu powinno
            > sluzyc panstwo. W korporacyjnej globalizacji to jednak niemozliwe, bo mamy do
            > czynienia z totalitaryzmem korporacji, a panstwa zostaly zredukowane do
            nocnych
            >
            • rycho7 madrosc panstwa USA 14.06.06, 11:12
              hymen napisał:

              > inwestowanie przez państwo pieniędzy z podatków tak, by
              > można było likwidować ŹRÓDŁA nieszczęść.

              Jedynym panstwem, ktre moze tak inwestowac pieniadze jest USA. Wlasnie na tym
              polega globalizacja i eksport nieszczesc za granice.

              Jak na razie nie ma rzadu swiatowego. I nie ma innych rozwiazan.
              • hymen Re: madrosc panstwa USA 14.06.06, 11:55
                rycho7 napisał:

                > Jedynym panstwem, ktre moze tak inwestowac pieniadze jest USA. Wlasnie na tym
                > polega globalizacja i eksport nieszczesc za granice.

                Ponieważ nie ma możliwości podziału eksportu na eksprt nieszczęść i szczęść w
                perspektywie jest izolacja USA na własne żądanie. Problem w tym, że w powstałą
                w ten sposób próżnię wepchną się następne stany, chińskie lub rosyjskie,
                wszystko jedno. Mogą być nawet proletariackie.

                >
                > Jak na razie nie ma rzadu swiatowego. I nie ma innych rozwiazan.

                Jak wyżej. Nie ma.

                Pozdr
            • aurora.una Re: Aurora z Tyu w sojuszu proletariackim :)))))) 15.06.06, 06:11
              hymen napisał:
              > Nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej wink

              Taka widac nasza naturasmile

              > Wszystkie informacje za linkami podanymi tu i w innych miejscach do tego się
              > sprowadzają. Globalizacja odpowiada za zniszczenie planety, zubożenie
              > społeczeństw, dysproporcje między regionami itd. Globalizacja to Coca-Cola,
              > USA, kapitalizm, Bank Światowy, czyli nędza i wyzysk i rabunkowa gospodarka w
              > większości krajów. Jeśli to uproszczenie lub przekłamanie wizji anty czy
              alter > globalizmu, to w jakim stopniu?

              To oczywiscie uproszczone, ale prawidlowe. jest na ten temat bardzo wiele
              opracowan na zachodzie. Nie jest to nowe odkrycie. polecam chocby ksiazki M.
              Parenti czy J. Graya, warto tez czytac na necie The Nation, albo Znet.

              Ogolnie chodzi o to, ze wielkie korporacje zmonopolizowaly gospodarke calego
              swiata (dzieki korupcji i kupowaniu sobie rządów i ustaw). o destrukcyjnym
              wplywie plutokratow i oligarchow na spoleczenstwa pisal juz Arystoteles.
              Korporacje praktycznie rzadza dzis swiatem, bo one wybieraja sobie rzady,
              które tylko im sluza. One tez zeruja na calych spolecznstwach, okradaja je na
              wielka skale z przyzwoleniem rządów, urzadzaja wojny dla zaspokojenia wlasnych
              celow, dewastuja srodowiskoi, itp. W tej sytuacji demokracja jest tylko iluzja
              i farsa, bo naprawde rzadza korporacje, ktore nie sa przez nikogo wybierane.
              Trzeba je nazwac bez ogrodek "mafiami", bo maja wszystkie atrybuty mafii -
              wielka wladze i pieniadze oraz dzialaja skrycie.

              Wedlug definicji Mussoliniego faszyzm to mariaz korpracji z rzadem i takim
              faszyzmem jest korporacyjna globalizacja. O tym glownie mowimy o jej
              destrukcyjnym wplywie na lokalne gospodarki, rzady, srodowisko, i cale
              spoleczenstwa, jak i o wyzysku i rosnacej biedzie, ktora jest skutkiem
              korporacyjnej globalizacji (udokumentowanej przez ONZ czy CIA).

              Uwazam, ze globalne korporacje swym skrajnym egoizmem i chciwoscia tak bardzo
              zdestabilizowaly dzis swiat, ze grozi to kolejna swiatowa wojna. W krajach
              gdzie jeszcze istnieja wzglednie demokratyczne rzady (czyli w Europie)
              spoleczentwa z rzadami powinny solidarnie wystapic przeciw globalnym
              korporacjom. Trzeba je zmusic je do placenia wielkich podatkow, zabronic im
              wywozenia urobku za granice i je zmuszac do lokalnegio inwestowania, oraz
              uczciwych wynagrodzen pracownikom. A jesli nie zechca - trzeba je odważnie
              wyrzucic z kraju. Konieczne sa tez nowe prawa, ktore beda zakazywac (i
              egzekwowac) jakichkolwiek ukladow miedzy rzadami i korporacjami, bo to te
              uklady sa glownym zrodlem zla.

              Sorry za szalone uproszczenia i skroty myślowe, ale tu nie ma miejsca ani czasu
              na niuanse.smile
              pozdrawiam
              AU
              • marcq Re: Aurora z Tyu w sojuszu proletariackim :)))))) 19.06.06, 19:13
                aurora.una napisała:

                > hymen napisał:
                > > Nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej wink
                >
                > Taka widac nasza naturasmile

                Jak widać. smile))

                Są, co prawda, pewne niuansowe różnice ideologiczne, które gdzieniegdzie
                poruszam, ale tak w ogóle to - ho, ho! Niewzruszony bratni sojusz trwa i
                rozkwita! wink)

                Z tych niuansów wyłowię chwilowo jeden, zauważony nieopodal:
                gdzieś Ty, Auroro, zauważyła w DZISIEJSZEJ Polsce prześladowanie Kościoła
                Katolickiego??? Krytyka - owszem - zdarza się...

                Natomiast Cohena też bardzo lubię. Oraz Dylana, Wysockiego... i wielu innych.

                Z proletariackim pozdrowieniem!
                smile))
                Marcq
        • hymen Żartowniś 14.06.06, 10:31
          marcq napisał:

          > ...i tu już zaczynasz się wygłupiać.
          > Jak zapewne obaj dobrze wiemy - od nadmiaru bogactw na ogół się nie umiera
          > (choć we łbie może on przewrócić nielicho). Od niedoboru - bywa, że tak.
          > I o to m.in. w tych całych badaniach chodzi.

          Absolutnie w tych badaniach nie chodzi o to, że umiera się z głodu, tylko o
          społeczne reperkusje permanentnej biedy i zakresu jej występowonia. Bieda nie
          oznacza w tym przypadku przymierania głodem. Skoro w dalszym ciągu rozważań
          powołujesz się na dysproporcje w zamożności i wskazujesz na nie, jako coś
          niedobrego to określenie pewnego poziomu bogactwa i jego wpływu na postawy
          społeczne, niezależnie od podanej formy trudno uznać za żart.

          >
          > Czemu nie podaję danych po roku 2000? Bo ich NIE ZNAM!
          > Natomiast wiem, że takie badania to nie jakieś tam lewackie fantasmagorie,
          > je się po prostu ROBI. Na całym świecie i od dawna. Choć wielu wolałoby o tym
          > nie wiedzieć - po co psuć sobie apetyt?
          > Kryteria mogą być określane w dość różny sposób - pisałem o tym.
          > Szczególnie minimum socjalne zależy od "punktu odniesienia" i bywa inne w
          > Skandynawii a inne w - Afryce Środkowej. Ale ważne, że te kryteria SĄ, że w
          > oparciu o nie można badać kondycję społeczeństw. Tak, jak bada się mnóstwo
          > innych spraw podobnymi, niedoskonałymi, ale ISTNIEJĄCYMI metodami. Czy jesteś
          > może zwolennikiem tezy "stłucz pan termometr, to nie będziesz miał gorączki"?
          > Z kontekstu wynika, że tak.

          Eee, raczej nie wierzę w śmiertelną chorobę, gdy termometr wskazuje 37 stopni.
          Społeczeństwo się bogaci, przy czym jedni dochodzą do swojego statusu
          społecznego szybciej, inni wolniej. Są też tacy, którzy tworzą margines. Należy
          to dostrzegać, w jakiś sposób reagować, ale robienie z tego podstaw polityki
          spoełecznej??!!

          > > Z całegu wątku, tego i inspirującego, dwie
          > > sprawy rzucają światło na sposób myślenia.Pierwsza to obciążenie globaliz
          > acji,
          > > zwłaszcza tej, którą nazywa się korporacyjną, wszelkim złem powodującym b
          > iedę
          > > i inne nieszczęścia społeczne. To czarnowidztwo. Druga to pomysł, że inna
          >
          > > redestrybucja dochodów państwa przyniesie rozwiązanie wszelkich problemów
          > ,
          > > przynajmniej tych związanych z biedą czy bezrobociem. To utopia.
          >
          >
          > Wyobraź sobie, że w dużej części zgodzę się z Tobą w obu tych sprawach.
          >
          > 1. Fakt, że coś jest złe (a jak wiesz, skoro czytałeś, i ja uważam obecną
          formę
          >
          > globalizacji za niosącą zło) nie świadczy jeszcze, że jest ono przyczyną
          > WSZELKIEGO zła.
          > Co z kolei nie znaczy, że należy przejść nad tym do porządku dziennego.
          > Nie jest to, co prawda, "czarnowidztwo", raczej błąd w określaniu przyczyn
          zła.
          >
          > 2. Redystrybucja - zależy JAKA. Jeśli ograniczająca się do sfery konsumpcji
          > i "odbierania bogatym a rozdawania biednym", to masz rację. Jeśli natomiast
          > dotyczy głównie inwestowania przez państwo pieniędzy z podatków tak, by można
          > było likwidować ŹRÓDŁA w/w nieszczęść - to nie.

          Przykład został podany i do niego się odniosłem. Powtórzę skrót zatem smile):
          lewica.pl/?id=10596
          >
          > > Pozdrawiam
          >
          > Uff... I ja też.

          Hi, hi, hi. Pozdrawiam.
          • naiwniak7 ni ma co zwalać swoich win na amerykanów 14.06.06, 19:19
            zbyt dużo własnych zaniedbań ileż tu niejaki # wymienił
            takich przyczyn.

            Moglismy być w innym p.
            Gdyby tylko przez 17 lat
            złym było źle - to dobrym by się poprawiło z pewnością!
            Tak trudno tyle i tylko tyle zrozumieć?
          • aurora.una Nie zartuj hymenie, ze w PL 15.06.06, 06:23
            oligarchowie i wielcy biznesmeni stali sie nimi dzieki swojej pracy czy
            inteligencji. Oni nas zwyczajnie okradli, bo im to ulatwiono. Pamietasz hasla -
            pierszy i n-ty milion trzeba ukrasc? To oni je wymyslili - dzis to faceci z PO.
            Ludzie u zlobu kradli na potege, dlatego III RP jest dzis ruina PRL - w sensie
            gospodarczym i spolecznym, pod prawie kazdym zgledem. Widac to po ludziach, po
            ich nastrojach i po masowej ucieczcie mlodych.
    • kaczka_balbinka Podobnie widzi sprawy 60 % ankietowanych 15.06.06, 05:18
      Zdecydowana mniejszosc, tj. 27% postrzega rzeczywistosc na rozowo. Ciekawe
      tylko ktora to mniejszosc...?

      Uwaga! Wiekszosc oczywiscie sie myli albowiem jest dobrze albo i lepiej.
      Wiadomo - demokracja z wartosciami.


      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3417244.html

      Pozdrawiam smile

      Balbinka
      • aurora.una Re: Podobnie widzi sprawy 60 % ankietowanych 15.06.06, 06:24
        Ano tak jest.
        pozdro
        asmile
    • marcq Globalizacja z żandarmem w tle 19.06.06, 19:20
      Skoro głównym tematem tej dyskusji staje się globalizacja oraz rola USA w tym
      procesie, spróbuję napisać, co o tym sądzę.

      Rosnący swobodny przepływ towarów i myśli, a więc także kapitału, w tym
      tworzenie ponadnarodowych konsorcjów, jest jednym z przejawów tendencji do
      tworzenia "wielkiej ogólnoludzkiej rodziny". Sądzę, że szereg faktów - choćby
      utworzenie i rozszerzanie UE - wskazuje, że do tego zmierzamy. Uważam to za
      naturalne i zdrowe co do zasady, ale chore wykonawczo. Naturalny jest też
      proces koncentracji kapitału i "mieszania się" kapitałów firm z różnych państw.
      Chore jest "tylko" to, że środek rozwoju (pieniądz) staje się tu celem.
      "Pieniądz jest dobrym sługą, ale złym panem" - mówi przysłowie.

      Głównym źródłem zła globalizacji jest to, że za globalizacją finansów nie
      nadąża globalizacja instytucji politycznych, że - pomimo koncentracji
      światowego kapitału - nie powstał w ślad za tym jakiś światowy "superząd",
      który potrafiłby wskazać - i wyegzekwować! - cele inne, niż cele wielkich
      korporacji. W interpretacji władz koncernów cele te są proste: pieniądze
      akcjonariuszy mają się mnożyć możliwie szybko i nieważne czyim kosztem.
      Obecny światowy rynek finansowy, to - w najlepszym wypadku - rynek producenta
      (w tym wypadku "producenta pieniędzy" czyli koncernów finansowych). Jeśli dana
      korporacja dysponuje majątkiem porównywalnym z majątkiem małego państwa i jeśli
      od jej działań, np. od wycofania, lub nie, swych kapitałów z danego państwa,
      zależy los tego państwa, więc... Więc państwo owo wykonuje różne dziwne (ale
      zawsze korzystne dla korporacji!) ruchy, byle do tego wycofania nie dopuścić.

      Jedyna prawdziwie globalna, ponadnarodowa instytucja polityczna - ONZ - została
      skrojona ma miarę warunków istniejących tuż po II wojnie światowej. Jej
      skuteczność w tych sprawach jest znikoma lub żadna.

      W tej sytuacji widzę, jako rozwiązanie problemu, powstanie czegoś w rodzaju
      nowej ONZ, lecz ze znacznie większymi uprawnieniami wykonawczymi. Uprawnieniami
      nie tylko "siłowymi" (misje pokojowe itp.) ale przede wszystkim - pozwalającymi
      na prawne ingerencje w monopolistyczne zagrywki korporacji. Ingerencje w skali
      globalnej - np. globalne określanie zasad ochrony środowiska, ochrony pracy czy
      praw człowieka - bez względu na to, czy ochronę tę wymusza prawo danego państwa.
      Plus sankcje finansowe (np. w postaci prawa do ogłaszania embargo) dla FIRM
      (nie państw!) naruszających te zasady.

      Tylko - czy wielkie korporacje pozwolą na powstanie czegoś takiego? "Dziel
      i rządź"!

      Rozwiązanie gorsze, ale może bardziej realne: w miejsce niedawnych "żandarmów
      świata": ZSRR + USA wykrystalizuje nowy światowy polityczny oligopol: UE + USA
      + azjatyckie "tygrysy" + ewentualnie producenci ropy (dopóki jest) i Rosja. Ów
      oligopol ustali (de facto, niekoniecznie na piśmie) cele polityczne i społeczne
      wspólne dla wszystkich swych uczestników. Stworzy "protokół rozbieżności" tych
      celów z celami wielkich korporacji. I wymusi na nich - teraz już będąc dla nich
      równoprawnym partnerem - zaniechanie działań szkodliwych dla wspólnych celów
      państw oligopolu. Niekoniecznie dla całego świata, ale na początek dobre i to.
      Pozytywny przykład, że można, już mamy: układ z Kioto działa i ozonosfera Ziemi
      zaczyna wracać do normy. A gdyby tak jeszcze do układu przystąpiły USA...

      Tu dygresja. Z dobrodziejstw odbudowy ozonosfery korzystają wszyscy, także
      mieszkańcy USA. PŁACĄ za to (produkując i kupując urządzenia chłodnicze
      pozbawione freonów, ale wskutek tego droższe) sygnatariusze układu. USA - nie.
      Czyli - mieszkańcy USA okradają innych. Zgodzisz się, Auroro? A takich
      przykładów jest więcej.

      Z tego faktu można wyciągnąć dalej idący wniosek: podobne układy zadziałają tym
      skuteczniej, im SŁABSZĄ pozycję w świecie będą miały USA, im bardziej interes
      ich gospodarki będzie zależał od ich lojalnej współpracy z innymi, równymi im
      lub silniejszymi, partnerami. Gdy władzę w JEDNYM dominującym nad światem
      państwie mają wielkie korporacje, to mają ją tym samym nad całym światem.
      Dowodem choćby wojna w Iraku.

      Zgodzisz się, Auroro?
      wink)
      Pozdrawiam.

      Marcq

      P.S. Na odpowiedź czeka jeszcze sporo spraw. Może wreszcie "przewali mi się"
      co nieco roboty i zabiorę się za nie? Inszallah... wink
      • aurora.una Re: Globalizacja z żandarmem w tle 19.06.06, 20:13
        Zgadzam sie w Twoja teza i propozycja, Marku. Tez mam nadzieje, ze dojdzie do
        powstania poligarchii panstw, gdyz ona bylaby bezpieczniejsza dla ludzkosci
        oraz calego zycia niz oligarchia czy hegemonia. Nie mniej, obawiam sie ze nie
        dojdzie do tego na drodze ewolucyjnej, bo ludzie ktorzy zapanowali nad swiatem,
        dobrowolnie nie oddadza wladzy. Mysle, ze to sie wyjasni po r. 2012, tylko nie
        wiadomo, czy pozostana jeszcze jacys swiadkowie tej historycznej przemiany. Ale
        bakterie pozostana na pewno.

        Tez jestem teraz bardzo zajeta, wpadlam tu tylko na chwile, zeby pobuszowacsmile.
        Pozniej odniose sie do kilku szczegolow. Ogolnie - nie jest prawda, ze
        Amerykanie placa mniej za lodowki niz Europekczycy, tylko to, ze w USA
        korporacje zarabiaja wiecej na nich wiecej. Roznica kosztow idzie w calosci do
        ich przepastnych kieszeni. Na calym swiecie zwyczajni ludzie sa ofiarami
        korporacji.
        Pozdrowieniasmile
        AU
        • marcq Re: Globalizacja z żandarmem w tle 19.06.06, 21:25
          aurora.una napisała:

          > Zgadzam sie w Twoja teza i propozycja, Marku.

          OK! smile))

          > Pozdrowieniasmile
          > AU

          I wzajemne - jeszcze raz.
          smile
          M.
    • marcq Pomoc naukowa dla niedowiarków 19.06.06, 21:23
      www.econom.pl/download/nauka/polityka_spoleczna.pdf
      Mam nadzieje, że TYM RAZEM to wystarczy. Coś takiego, jak polityka społeczna
      NAPRAWDĘ istnieje!
      A kryteria ubóstwa NAPRAWDĘ nie są wymysłem zidiociałych lewaków. To NAPRAWDĘ
      się mierzy! I tego uczą studentów. A może nawet licealistów.

      c.d.n.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka