marcq
17.07.06, 16:10
Od dawna widziałem, że i Ciebie interesują Inne Tematy. Widziałem, niestety,
przez szybkę. Do momentu, gdy znów tu zajrzałeś. Zajrzałeś, nie zauważyłeś.
Może zajrzysz znowu? A jeśli nawet nie...
Na początek kanwa. A może tylko bardzo długie motto?
Andrzej Rostocki
Mędrzec
Minęło dopiero kilka tygodni od śmierci Stanisława Lema, ale wielu
czytelników i wielbicieli już odczuwa jego brak. Tyle lat towarzyszył nam
swoją wiedzą, przenikliwością, sarkazmem, poczuciem humoru... (...) Jego
nieprawdopodobna wyobraźnia i erudycja kazała mu szukać nowych wyzwań. Kiedy
w końcu lat 80. ostatecznie porzucił prozę beletrystyczną, takim wyzwaniem
stały się felietony dla różnych pism, zebrane później w tomach: „Sex Wars",
„Tajemnica chińskiego pokoju" i „Bomba megabitowa". Objawił się w nich
pesymizm i niepokój o przyszłość ludzkiej cywilizacji. Odnajdujemy go także
w felietonach z „Tygodnika Powszechnego". Tych z „Lubych czasów", „Dziur w
całym", „Krótkich zwarć". I tych z „Rasy drapieżców"(...) Kiedy czytam, a
raczej przypominam sobie te teksty, nasuwa mi się jedno określenie, często
używane w codziennych rozmowach: „to cały Lem". Przekorny, ironiczny,
błyskotliwy, z niesamowitą erudycją i zaangażowaniem komentujący sprawy
naszego ginącego świata.
Ginącego – co do tego nie miał wątpliwości. Uważał i z niezwykłą determinacją
głosił, że gatunek ludzki, owa nadzwyczaj inteligentna „rasa drapieżców",
z powodu swojego zadufania już dawno wydała na siebie wyrok. Dziwił się
i wielokrotnie dawał temu wyraz, że ludzie tego nie widzą. Ostrzegał,
apelował, drwił, nawet błagał, by ludzie rozejrzeli się uważnie wokół siebie
i dostrzegli to, co on widział od dziesiątków lat. (...)
Uważał się za racjonalistę i rzeczywiście nim był. Jako jeden z nielicznych
miał odwagę przyznać się do swojego agnostycyzmu i mówić o naszej niewyobra-
żalnej samotności w Kosmosie. Wszystkie podejmowane przez astronomów próby
przeczesywania wszechświata i wsłuchiwanie się precyzyjnymi urządzeniami w
jego oddech uważał za czas stracony. Dał temu wyraz po raz pierwszy w „Głosie
Pana", a potem w wielu innych tekstach; echo tych myśli można odnaleźć
w „Rasie drapieżców". (...)
„Rasa drapieżców" pokazuje, że Polska straciła jednego z najwybitniejszych
myślicieli ostatnich kilkudziesięciu lat. Służył nam przenikliwością swojego
umysłu i bardzo pragnął nam pomóc. Niestety ciągle chcemy być przede
wszystkim rasą drapieżców, a nie gatunkiem, którego cechą szczególną jest
intelekt. I wolimy wojnę, a nie dyskusję.
Były to w miarę obszerne fragmenty tekstu. Całość jest tutaj:
tygodnik.onet.pl/1548,1346449,dzial.html
Teraz refleksja. Ściślej - dwie.
Refleksja pierwsza, mniej ważna: Lem nie był agnostykiem, jak pisze autor,
był ateistą. To prawie to samo, ale " 'prawie' stanowi wielką różnicę"
nie tylko w reklamach piwa. Właśnie to pozwalało Lemowi "mówić o naszej
niewyobrażalnej samotności w Kosmosie". To, czyli p e w n o ś ć tej
samotności, bez pozostawiania agnostycystycznego marginesu: ewentualnej
obecności Boga.
Refleksja druga, ważniejsza i wyjaśniająca dlaczego to piszę.
Cytowany tekst odwołuje się do wydanej już po śmierci Lema „Rasy drapieżców".
Pointą są dwa ostatnie zdania cytatu.
Lem widział to wszystko, a w każdym razie opisywał, m.in. przez pryzmat
milczenia Kosmosu. Ja widzę to m.in. przez pryzmat ludzkich zachowań na
Forum. W tym - przez pryzmat mojej niedawnej "obserwacji uczestniczącej":
Milczenia Morza. Rzucony tam temat był, wydawało się, tak wyprany z emocji...
A jednak - nawet tam. Eksperyment potwierdził tezę całkowicie. Tezę - pointę
cytowanego tekstu.
Jestem większym optymistą od Lema (a także np. od Aurory, coś długo już
tu nieobecnej) w kwestii pędu ludzkości do samozagłady: liczę, że kiedyś,
dostatecznie wcześnie, ten pęd ustanie. Jednak w prawdziwość tezy, że
"niestety ciągle chcemy być przede wszystkim rasą drapieżców, a nie
gatunkiem, którego cechą szczególną jest intelekt i wolimy wojnę, a nie
dyskusję"
- wierzę bez zastrzeżeń. Znam to przecież z autopsji. Wprawdzie podpisując
się pod tym jestem, w najlepszym wypadku, epigonem Lema, lecz nawet być
epigonem kogoś takiego jak Lem, to zaszczyt.
Co Ty na to, Jurku S.?
Marcq