Dodaj do ulubionych

Wazne - przeszczpienie szpiku

IP: *.wbrmfd01.mi.comcast.net 05.03.03, 19:52
W prasie stanu MIchigan jak rowniez w miejscowej tv. przekazuja historie 4 -letniej dziewczynki z Polski, ktore cierpi na aplastyczna anemie i potrzebuje przeszczep szpiku. Wg. wywiadow prowadzonych z jej rodzina w Stanach , zabieg ten jest niewkonywalny w Polsce, w zwiazku z czym staraja sie zebrac $ 250000. Historia napewno jest bardzo tragiczna, z ale ciekaw jestem, czy rzeczywiscie tego rodzaju leczenia nie wykonuje sie w Poilsce?
Obserwuj wątek
    • maretina to sie w polsce leczy: przyklad 06.03.03, 08:17
      Anemia aplastyczna zaatakowała organizm Arka Maciejewskiego, mieszkańca
      Chechła II, cztery lata temu ("NŻP na niedzielę" opisywało jego historię w 1
      numerze z 7.01.2000 roku). W czerwcu 1998r. rodzina zauważyła na jego rękach i
      nogach wielkie siniaki, które wyglądały tak, jakby chłopca ktoś pobił.
      Po badaniach w Łasku oraz w łódzkich szpitalach im. Kopernika i przy ul.
      Spornej stwierdzono, że zanika szpik. Arek dostał leki na jego odrodzenie. Mimo
      trzymiesięcznej kuracji stan chłopca nie poprawił się. W tym czasie dziecko
      przeszło gehennę. Pobierano mu krew i przeszczepiano płytki krwi 65 razy.
      Jedyną szansą na zatrzymanie choroby i uratowanie życia był przeszczep. Trzeba
      było jednak czekać na zabieg w długiej kolejce. Chłopiec podupadł na zdrowiu.
      Schudł do tego stopnia, że wyglądał jak szkielet. Gdyby nie podane niemal w
      ostatniej chwili sterydy, nie doczekałby do operacji.
      - Kłóciłam się z lekarzami - mówiła wtedy Zofia, babcia Arka. - Ratujecie
      parę kropel krwi, a nie chcecie ratować takiego dużego chłopaka.
      Przetaczanie szpiku kostnego, które trwało trzy i pół godziny,
      przeprowadzono 28 października 1999r. we wrocławskim szpitalu. Dawcą była
      półtora roku starsza siostra chorego chłopca, Żanetka. Operacja powiodła się.
      Teraz Arka czekały cotygodniowe kontrole w szpitalu. Tak zostało do dziś. Na
      początku, zanim szpik się przyjął, pacjent spał pod lampą bakteriobójczą
      wypożyczoną ze szpitala. Musiał przestrzegać ścisłej diety. Jedzenie dla niego
      trzeba było przechowywać w sterylnych warunkach.

      Komunia Arka

      Od operacji minęły prawie trzy lata. Redakcję "Nowego Życia Pabianic"
      odwiedzili mili goście: Arek i jego mama, którzy wracali z badań w szpitalu.
      Przywieźli zdjęcia z I Komunii Świętej. Wszystkie zrobione w plenerze.
      - Wyglądają ładniej, a kosztowały dużo taniej, niż te robione u fotografa -
      mówi Aruś.
      Na jednym z nich chłopiec jest z mamą i siostrą, na innym z chrzestnymi.
      - Wszystkim najbardziej podoba się to zdjęcie, na którym stoję obok drzewa w
      tej samej pozycji i fryzurze, co mój chrzestny - śmieje się chłopiec.
      Rzeczywiście, obaj nie mają włosów (chrzestny podobno ściął je na tę okazję
      specjalnie). Mimo napuchniętej i nabrzmiałej twarzy Arek w jasnym garniturze
      (prezent od jednej z pabianickich firm) wygląda bardzo elegancko.

      Walka szpiku

      - Skóra syna na całym ciele pokryta jest ciemnymi plamami. Łuszczy się -
      opowiada mama chłopca. - To efekt walki, jaka toczy w jego organizmie. Choroba
      nosi nazwę "przeszczep przeciwko gospodarzowi".
      W lutym 2000r. Arek dostał biegunkę. Trwała non stop przez miesiąc. Kolejna
      pojawiła się w czerwcu i nie można jej było już zatrzymać. Na skórze wyskoczyły
      plamy. Przyplątało się zapalenie płuc.
      - Biegunka zniszczyła jelita do tego stopnia, że trzeba było wprowadzić do
      jego żołądka sondę, przez którą podawano leczniczą odżywkę. Pomogła ona
      zregenerować jelita do tego stopnia, że zaczęły znowu funkcjonować - mówi pani
      Maciejewska.
      Arek, który zażywa codziennie 20 różnych lekarstw, ma zniszczoną wątrobę,
      wycięty woreczek żółciowy, osteoporozę, światłowstręt... Skóra kończyn górnych
      jest tak napięta, że nie można ich rozprostować. Ulgę w cierpieniu przynosi
      kąpiel całego ciała w specjalnym preparacie i smarowanie maścią. Na wszystkie
      medykamenty mama Arka wydaje miesięcznie 1320 złotych.
      - Najważniejszy lek, którego mała buteleczka kosztowała cztery lata temu
      tysiąc złotych, dostajemy ze szpitala - opowiada mama chłopca.
      - Ma ono wstrętny smak - dodaje Arek.
      Z zasiłkiem stałym, rodzinnym i pielęgnacyjnym oraz alimentami rodzina ma
      dochód, który nie przekracza tysiąca złotych. Maciejewscy od trzech miesięcy
      zalegają z opłatami za prąd i wodę. Z opieki społecznej dostają zwykle dwa razy
      w roku pieniądze na węgiel. Ich sytuacja finansowa ciagle się pogarsza.
      Najwięcej pieniędzy, oprócz leków, pochłaniają wyjazdy na kontrole, odżywki,
      specjalne mleko i bogatą w składniki odżywcze żywność.

      • maretina Re: to sie w polsce leczy: przyklad 06.03.03, 08:23
        ten przypadek byl bardzo ciezki. zanim doszlo do przeszczepu chlopiec mial juz
        zniszczone organy wewnetrzne.
        ale sa tez dzieci, ktorym w pore udalo sie pomoc. jesli szukasz wiecej
        informacji polceam strone fundacji urszuli jaworskiej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka