hugo_w2
25.09.06, 06:54
Organizacja Narodów Zjednoczonych ponownie dowiodła, że jest instytucją
niereformowalną. Ostatnia sesja Zgromadzenia Narodowego stała się sceną
teatralnych popisów po prostu w złym smaku, nie mówiąc już o złej polityce.
Publiczne potępianie Ameryki za to, że sprzeciwia się uprawie koki, surowca
do wyrobu ciężkich narkotyków zatruwających miliony na świecie, powinno się
spotkać ze zdecydowanym potępieniem polityków. Tymczasem - entuzjazm;
populistyczny przywódca Boliwii stał się także bohaterem mediów. Prezydent
Wenezueli, wypowiadający się w złym stylu i niezbyt inteligentnie o Stanach
Zjednoczonych, także zdobył poklask - polityków i prasy. Trzeci z tej grupy
czołowych krytyków USA, prezydent Iranu, oskarżył prezydenta Busha, iż
sprzeciwia się dostępowi "biednych" do broni atomowej. Ponownie, miast
uznania dla Białego Domu, że są jeszcze kraje, które pragną pohamować
niekontrolowany rozwój broni masowego rażenia, aby nie dostały się w ręce
kogo popadnie, słuchanego z nabożeństwem przywódcy Iranu spotkały brawa oraz
zaproszenia do głoszenia swych niebezpiecznych poglądów na forum innych
instytucji nowojorskich.
Nie należy oczywiście przesadzać z doniosłością ONZ; jego rola jest
minimalna, a znaczenie bardzo ograniczone. Każdy poważny polityk i komentator
wie, że jest to forum dla krzykaczy i demagogów, osób szermujących frazesami
bez pokrycia, ludzi bez realnej siły i moralnego kośćca. A przy tym jest to
instytucja bezsilna, która nie jest w stanie nawet doprowadzić do zakończenia
ludobójstwa w Sudanie, albowiem najpotężniejszą bronią, jaką włada, jest
rezolucja w sprawie mordowania setek tysięcy przyjęta po paru latach
dyskusji, czy należy potępić to, co się dzieje w Darfurze, czy może raczej
nie wypada zajmować stanowiska w sprawie, w której nie ma antyamerykańskich
akcentów.
Stąd najważniejsze decyzje dla świata podejmowane są poza ONZ. Ostatnia sesja
była o tyle charakterystyczna, że w ciągu paru dni skupiła główne siły
antyamerykańskie na świecie, które mimo różnic ideologii (przywódcy
katolickich państw Ameryki Łacińskiej i zaciekle antychrześcijańskich
fundamentalistów islamskich), politycznych i geograficznych, odmiennych
tradycji wchodzą w doraźny sojusz przeciwko USA i w konsekwencji przeciwko
Zachodowi, który bez oparcia w Ameryce już dawno uległby siłom - dawniej
komunizmu, teraz antyglobalizmu.
Istotą bowiem zaciekłego antyamerykanizmu dziś jest potężna gospodarka Stanów
Zjednoczonych, która ogarnia cały glob i zmusza społeczeństwa świata do
radykalnych transformacji, by dostosować się do nowoczesnych technologii i
międzynarodowej współpracy. Opór oznacza pozostanie w tyle, poddanie się tym
procesom - to zgoda na reguły dyktowane przez USA, w tym zgoda na demokrację,
na wolny rynek, na poszanowanie praw człowieka.
Quelle PDN-NY(CK)