hugo_w2
14.08.07, 08:25
Po kilkunastu miesiącach z hukiem i w atmosferze licznych skandali
doszło w Polsce do rozpadu koalicji rządowej.
Wcześniejsze wybory nad Wisłą wydają się dziś jedyną szansą na
przełamanie kryzysu władzy.
Dwa lata rządów obecnej koalicji, w której zwycięskie ugrupowanie
ostatnich wyborów Prawo i Sprawiedliwość rządziło z dwiema
populistycznymi partiami Samoobroną i Ligą Polskich Rodzin,
forsującymi (jak to miało miejsce w przypadku LPR) skrajne poglądy,
doprowadziły do pogorszenia jakości sprawowania władzy w państwie.
Kultura uprawiania polityki sięgnęła dna, choć skuteczność braci
Kaczyńskich w skupianiu w swoich rękach kolejnych nitek władzy mogła
być imponująca. Tak zwane "przystawki" - jak dość szybko ochrzczono
koalicyjnych partnerów PiS - kazały się jednak bardzo ciężkostrawne.
Ekscesy Andrzeja Leppera i polityczne wizje Romana Giertycha odbiły
się na wizerunku ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego. Nie doszło do
zapowiadanej przez PiS rewolucji moralnej, a nieufność Polaków do
klasy politycznej jeszcze się pogłębiła.
Do egzotycznej koalicji PiS-Samoobrona-LPR nie powinno w ogóle
dojść, bo przecież Polacy, idąc dwa lata temu do wyborów, oddali w
większości głosy na zupełnie inny układ polityczny - zapowiadaną
szumnie koalicję PiS i Platformy Obywatelskiej. Na skutek
chorobliwych animozji i wybujałych ambicji, po obu zresztą stronach,
doszło do zawiązania koalicji, w której partia występująca pod
hasłami odnowy stylu sprawowania władzy próbowała współrządzić z
ludźmi mającymi na koncie wyroki sądowe lub prawicowymi
nacjonalistami. Trudno się było więc spodziewać wielkich sukcesów w
przeprowadzeniu reform, bez których Polska nie może normalnie się
rozwijać. Nawet na reformie służb specjalnych - sztandarowym haśle
wyborczym rządzących braci bliźniaków - kładzie się cieniem fakt, że
do rozpadu układu władzy doszło w związku z kontrowersjami
związanymi z użyciem tychże służb przeciwko politykom rządzącej
koalicji.
O tym, jak wiele szkód na arenie międzynarodowej wyrządziły dwa lata
rządów obecnej koalicji, może świadczyć ton komentarzy prasy
zachodniej (różnej proweniencji politycznej) na wiadomość o możliwym
skróceniu parlamentarnej kadencji. W większości z nich dominuje
uczucie ulgi. Polska zaczęła być postrzegana przez resztę świata
jako kraj nieobliczalny, któremu skutecznie udaje się blokować
poważniejsze reformy w Unii Europejskiej. Polsce pod rządami już
nieistniejącej koalicji groziło uznanie za "chorego człowieka
Europy" i coraz większa marginalizacja. Wcześniejsze wybory - o ile
oczywiście do nich dojdzie, bo polska scena polityczne rzeczywiście
jest nieprzewidywalna - dają szansę na odwrócenie tego trendu.
Niestety tylko szansę, a nie pewność, bo nie wiadomo, czy skład
nowego parlamentu pozwoli na wyłonienie nowego układu politycznego,
pozwalającego na stabilne sprawowanie rządu przez całą kolejną
kadencję.
Quelle PDN-NY(TD)